Sen dziwny, pełen ruchu. Zaliczyłabym go do tych szamańskich.
Próbuję zdążyć do pracy. Odwożę kogoś. Przejeżdżając widzę sklep zoologiczny, notuję w pamięci by powiedzieć o tym, komuś z rodziny.
Jestem spóźniona 30 minut.
Teraz dla odmiany jestem uczestnikiem wypadku, współpracownik wychodzi z niego bez szwanku.
Jestem w jakimś miejscu, są dzieci, każde ma coś zaprezentować, ja razem z nimi. Mamy zatańczyć i coś zaśpiewać.
Mój syn śmieje się i czeka, a ja pzrenosze jego budowlę z klocków lego. Dom, gdzie się odbywa to przedstawienie jest ciemny i hałaśliwy. Pokój dziewczynki - mieszkanki tego domu - jest ciemny, ściany pomalowano na czarno, okna zasłonięte a jedynie pościel, firanki i burko są różowe.
Mówię do synka, że niestety budowla z lego została zniszczona ale on sie śmieje.
Słysze bębny. Idę za ich dźwiękiem. Na jasnej polanie siedzi ciemnoskóry wielki mężczyzna i gra na djmbe. Podoba mi się. Siadam obok niego o wyciągam swój bęben. Dostrajam sie do jego rytmu.
Nagle zauważam, że mój bęben jest przedziurawiony i jakiś mniejszy, jakby sam sie zmniejszył. Sprawdzam czy gra, wciąż gra czysto i pięknie mimo uszkodzenia. Ale w środku czuję niepokój. Żal i tęsknotę za tym bębnem.
W śnie pojawiała sie tez woda, deszcz, prysznic, w zasadzie taka woda, którą kojarzę z oczyszczaniem i życiem.
sobota, 30 kwietnia 2011
czwartek, 28 kwietnia 2011
Bęben raz jeszcze
środa, 27 kwietnia 2011
poniedziałek, 25 kwietnia 2011
Leśne oczyszczanie deszczem
Lany poniedziałek chyba już tradycyjnie jest deszczowy. W tym roku także od rana zbierały się deszczowe chmury.
Mimo to po południu wyruszyliśmy na spacer do lasu. Zapach czeremchy niemal otumaniał wonią, pod nogami snuły się białe i żółte zawilce, a jasnota chowała się między pokrzywami.
Ptaki dawały koncert z każdej strony.
Zieleń ociekała soczystością, kojąc oczy. Uwielbiam zieleń tuz przed burzą. A Thor zapowiadał już grzmotami swoje nadejście.
Ja i syn szliśmy jednak wgłąb lasu, wyrywając z czasu jeszcze 40 minut, zanim spadł deszcz.

Za to strażniczka tej ciszy, żaba ostrzegłą nas głośnym rechotem by zawrócić ścigajac się z deszczem. Ten rzęsistą ulewą spadł na nas gdy tylko wyszliśmy na otwartą przestrzeń.
Ludzie biegnąc kulili się pod płachtami plastikowych siatek, parasolami. Każdy szybko wsiadał do auta.
A my rozłożyliśmy szeroko ręce i głośnym śmiechem poddaliśmy się temu rytuałowi oczyszczania. Grube krople deszczu spadałay na twarze zadarte wysoko w górę, spływały z włosów. Płuca nabierały wilgotnego powietrza, czując przypływ nowych sił.
Negatywne emocje i marazmy, spływały do ziemi wraz z tym wiosennym deszczem.
A z wnętrza serc głośnym śmiechem wybuchało z nas Światło Wszechświata.
Na koniec, już pod domem zaliczyliśmy rundę honorową po kałużach. Mam i jej syn. Na pustym blokowisku, zasnutym ulewnym deszczem skakaliśmy po wszystkich zagłębieniach, ochlapując się wodą i śmiejąc.
Takie puste podwórka w deszczu też maja swój urok.
Mimo to po południu wyruszyliśmy na spacer do lasu. Zapach czeremchy niemal otumaniał wonią, pod nogami snuły się białe i żółte zawilce, a jasnota chowała się między pokrzywami.
Ptaki dawały koncert z każdej strony.
Zieleń ociekała soczystością, kojąc oczy. Uwielbiam zieleń tuz przed burzą. A Thor zapowiadał już grzmotami swoje nadejście.
Ja i syn szliśmy jednak wgłąb lasu, wyrywając z czasu jeszcze 40 minut, zanim spadł deszcz.
Dotarliśmy aż do trzęsawiska, które straszyło kikutami martwych drzew. Woda zdusiła je w korzeniach. Ich ciała zostały znacząc swoje cmentarzysko bez krzyży.

Ludzie biegnąc kulili się pod płachtami plastikowych siatek, parasolami. Każdy szybko wsiadał do auta.
A my rozłożyliśmy szeroko ręce i głośnym śmiechem poddaliśmy się temu rytuałowi oczyszczania. Grube krople deszczu spadałay na twarze zadarte wysoko w górę, spływały z włosów. Płuca nabierały wilgotnego powietrza, czując przypływ nowych sił.
Negatywne emocje i marazmy, spływały do ziemi wraz z tym wiosennym deszczem.
A z wnętrza serc głośnym śmiechem wybuchało z nas Światło Wszechświata.
Na koniec, już pod domem zaliczyliśmy rundę honorową po kałużach. Mam i jej syn. Na pustym blokowisku, zasnutym ulewnym deszczem skakaliśmy po wszystkich zagłębieniach, ochlapując się wodą i śmiejąc.
Takie puste podwórka w deszczu też maja swój urok.
Leśne oczyszczanie deszczem
Lany poniedziałek chyba już tradycyjnie jest deszczowy. W tym roku także od rana zbierały się deszczowe chmury.
Mimo to po południu wyruszyliśmy na spacer do lasu. Zapach czeremchy niemal otumaniał wonią, pod nogami snuły się białe i żółte zawilce, a jasnota chowała się między pokrzywami.
Ptaki dawały koncert z każdej strony.
Zieleń ociekała soczystością, kojąc oczy. Uwielbiam zieleń tuz przed burzą. A Thor zapowiadał już grzmotami swoje nadejście.
Ja i syn szliśmy jednak wgłąb lasu, wyrywając z czasu jeszcze 40 minut, zanim spadł deszcz.

Za to strażniczka tej ciszy, żaba ostrzegłą nas głośnym rechotem by zawrócić ścigajac się z deszczem. Ten rzęsistą ulewą spadł na nas gdy tylko wyszliśmy na otwartą przestrzeń.
Ludzie biegnąc kulili się pod płachtami plastikowych siatek, parasolami. Każdy szybko wsiadał do auta.
A my rozłożyliśmy szeroko ręce i głośnym śmiechem poddaliśmy się temu rytuałowi oczyszczania. Grube krople deszczu spadałay na twarze zadarte wysoko w górę, spływały z włosów. Płuca nabierały wilgotnego powietrza, czując przypływ nowych sił.
Negatywne emocje i marazmy, spływały do ziemi wraz z tym wiosennym deszczem.
A z wnętrza serc głośnym śmiechem wybuchało z nas Światło Wszechświata.
Na koniec, już pod domem zaliczyliśmy rundę honorową po kałużach. Mam i jej syn. Na pustym blokowisku, zasnutym ulewnym deszczem skakaliśmy po wszystkich zagłębieniach, ochlapując się wodą i śmiejąc.
Takie puste podwórka w deszczu też maja swój urok.
Mimo to po południu wyruszyliśmy na spacer do lasu. Zapach czeremchy niemal otumaniał wonią, pod nogami snuły się białe i żółte zawilce, a jasnota chowała się między pokrzywami.
Ptaki dawały koncert z każdej strony.
Zieleń ociekała soczystością, kojąc oczy. Uwielbiam zieleń tuz przed burzą. A Thor zapowiadał już grzmotami swoje nadejście.
Ja i syn szliśmy jednak wgłąb lasu, wyrywając z czasu jeszcze 40 minut, zanim spadł deszcz.
Dotarliśmy aż do trzęsawiska, które straszyło kikutami martwych drzew. Woda zdusiła je w korzeniach. Ich ciała zostały znacząc swoje cmentarzysko bez krzyży.

Ludzie biegnąc kulili się pod płachtami plastikowych siatek, parasolami. Każdy szybko wsiadał do auta.
A my rozłożyliśmy szeroko ręce i głośnym śmiechem poddaliśmy się temu rytuałowi oczyszczania. Grube krople deszczu spadałay na twarze zadarte wysoko w górę, spływały z włosów. Płuca nabierały wilgotnego powietrza, czując przypływ nowych sił.
Negatywne emocje i marazmy, spływały do ziemi wraz z tym wiosennym deszczem.
A z wnętrza serc głośnym śmiechem wybuchało z nas Światło Wszechświata.
Na koniec, już pod domem zaliczyliśmy rundę honorową po kałużach. Mam i jej syn. Na pustym blokowisku, zasnutym ulewnym deszczem skakaliśmy po wszystkich zagłębieniach, ochlapując się wodą i śmiejąc.
Takie puste podwórka w deszczu też maja swój urok.
Leśne oczyszczanie
Lany poniedziałek chyba już tradycyjnie jest deszczowy. W tym roku także od rana zbierały się deszczowe chmury.
Mimo to po południu wyruszyliśmy na spacer do lasu. Zapach czeremchy niemal otumaniał wonią, pod nogami snuły się białe i żółte zawilce, pokrzywy
Mimo to po południu wyruszyliśmy na spacer do lasu. Zapach czeremchy niemal otumaniał wonią, pod nogami snuły się białe i żółte zawilce, pokrzywy
czwartek, 21 kwietnia 2011
Kot taoistyczny
Kot taoista, buddysta, mędrzec i filozof. Czasem Kot medytujący. Takimi i podobnymi określeniami może nazwać swojego ulubieńca, każdy posiadający Kota.
Ale może od początku.
Dlaczego taoistyczny? Bo tylko Kot w swym zachowaniu, w swojej naturze w pełni oddaje istotę „tao” i taoizmu. A czym jest „tao”? Jeden z wielkich mistrzów taoizmu, Lao-Tse określił to w swoim wierszu tak:
„Istnieje coś mglistego i niewyraźnego,
co poprzedza Niebo i Ziemię.
Jakież Niewyraźne! Jakież Mgliste!
A przecież zawiera w sobie kształty.
Jakież zamglone! Jakież bezwładne!
Niezmącone, wszelako działa bez ustanku.
(...)
Nazywam je TAO.”
Czytając ten wiersz przychodzi mi na myśl tylko jedno stworzenie – KOT.
Tao jest nieuchwytne – jak Kot!
Tao jest tajemnicze – jak Kot!
Tao jest piękne – jak Kot!
Tao – jest Kotem!
I osobiście uważam, że jeśli tao przybrało widoczna dla nas formę, to jest nią właśnie Kot!
W książce Raymonda M. Smullyan’a „Tao jest milczeniem” jest taki fragment, który określa naturę taoisty:
„(...) taoistyczny Mędrzec (Kot – przyp. A.C.) siedzi sobie cichutko nad strumieniem (na poduszce - A.C.), (...) ciesząc się tao w sercu, nie dbając o to czy ono istnieje czy nie. Mędrzec (Kot – A./C.) nie czuje potrzeby udowadniania istnienia „tao”. Jest zbyt zajęty cieszeniem się nim.”
A weźmy inny dowód na taoistyczna naturę Kota. W „Tao Te Ching” Lao-Tse napisał: „Mądrzy nie są uczeni, uczeni nie są mądrzy”. Jak to się ma do naszego bohatera? Wiadomo, że Kota wytresować jest trudno. Ale czy przez to sprawia on nam więcej kłopotów? Prosty przykład. Małego Kota nie trzeba tygodniami uczyć korzystania z kuwety. Kot wie do czego on służy i wystarczy raz aby umiał z niej korzystać. A ileż to razy słyszy się historie o Kotach umiejących korzystać z ludzkich toalet czy odkręcających kraby aby napić się wody. A przecież tego nikt Kotów nie uczył. One to wiedzą. Obserwują i wiedzą. Podobnych opowieści każdy posiadający w domu Kota mógłby nam dostarczyć. Benjamin Hoff w „Tao Kubusia Puchatka” ujął to tak: „Inteligencja, jak zwykle, przypisuje sobie wszystkie możliwe zasługi. Ale to nie dzięki Inteligentnemu Umysłowi wszystko się udaje. To dzięki umysłowi, który widzi, co ma przed sobą i postępuje zgodnie z natura rzeczy.”
No właśnie, a kto pomimo tylu wieków życia obok człowieka pozostał w zgodzie z natura rzeczy? Kto do końca jest dzikim łowcą, żyjącym w zgodzie ze sobą i prawami natury? Oczywiście Kot! Kot – taoista.
Kot zawsze robi to na co akurat ma ochotę. Bawi się, poluje czy śpi. A właśnie, kocie spanie. Jedna z zasad filozofii taoistycznej mówi nam: „Mędrzec nie zasypia dlatego, że powinien, ani nawet dlatego, że chce. Mędrzec zasypia dlatego, że jest śpiący”. A przecież tak właśnie postępują nasze domowe „tygryski”. śpią bo są śpiące. Ot, zwyczajnie.
Dowodów na taoistyczną naturę Kotów można przedstawić jeszcze wiele. Jednak zgodnie z zasadami tao, te oczywistą prawdę należy przyjąć, a nie udowadniać.
Rozważając kocią naturę w kategoriach filozofii Wschodu (np. taoizmu) nie można oprzeć się wrażeniu, że Koty znają także tajniki buddyzmu, hinduizmu, zen czy innych wschodnich myśli. Weźmy np. kocie mruczenie.. Wiemy, że Koty mruczą gdy jest im dobrze, gdy są spokojne ale też gdy się zdenerwują czy coś je boli. O tych kocich zachowaniach wypowiadało się już wielu zoologów, hodowców i innych specjalistów. Nie będę więc ich tu cytować. Ja osobiście uważam, że Koty po prosty śpiewają mantry. Scenka, którą widział każdy kto mieszka z Kotem pod jednym dachem, mówi sama za siebie. Na fotelu siedzi Kot, ma przymknięte oczy. Na chwilę „odpłynął” w kocie obłoki. Kot mruczy swoja mantrę. A całe jego ciało delikatnie wibruje. Kot Medytuje!
Podobnie kiedy spokojnie leży na naszych kolanach, a my go głaszczemy. Mruczy kojąca mantrę.
A dlaczego mruczy gdy jest zły lub chory? Otóż wiadomo powszechnie, że odpowiednie mantry, które wprowadzają mantrujące ciało w swoiste wibracje potrafią uspokoić lub uśmierzyć ból. Wiedza o tym doskonale buddyjscy mnisi, osoby uprawiające jogę, medytujący i Koty. Jeśli dobrze posłuchamy mruczanek naszych ulubieńców, zauważymy drobne różnice w mruczeniu – zależnie od samopoczucia Kota. Kot więc śpiewa mantry uspokajające, leczące, usypiające, radosne. Śpiewa tez mantry dla nas.
Koty są stworzeniami dbającymi o czystość i sprawność swego ciała (i ducha – patrz mruczanki). Jak na prawdziwych Mędrców Wschodu przystało, często się myją, znają tajniki samoobrony i uprawiają gimnastykę, będąca swoistym połączeniem Jogi z Tai Chi.
Jeśli dodać do tego, że koty zgodnie ze wschodnimi wierzeniami w reinkarnacje, posiadają dziewięć żywotów, nikt chyba nie będzie miał wątpliwości, że koty to Wschodni Mistrzowie Filozofii.
Może więc warto baczniej obserwować naszych małych przyjaciół. Kto wie czego nas nauczą.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



