Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Medycyna naturalna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Medycyna naturalna. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 marca 2011

Robaki, pasożyty, naturalne metody leczenie

Robaczyca to choroba znajoma większości rodziców, gdyż pociechy przynoszą ją z piaskownic, przedszkoli i podwórek. Glistnica, zwana właśnie robaczyca jest przykrą dolegliwością, w której występują bóle brzucha, wymioty, nudności. Dotyka ona najczęściej dzieci, ale nie są od niej wolni tez dorośli.

W naszym kraju mieliśmy eksperta w tej chorobie, nieżyjącego już o. Grzegorza Srokę, franciszkanina, ale przede wszystkim zielarza i propagatora leczenia ziołami. Poznał on niemal wszystkie tajemnice robaczycy, którą badał blisko 50 lat. To on jest twórca preparatu Vernikadis, którym skutecznie leczy się z tej choroby nie tylko dzieci i młodzież, ale i dorosłych.

Poniżej podaję mieszankę ziołową ojca Grzegorza, skuteczną w walce z glistnicą (robaczycą)


Liść borówki czarnej 100 g

Owoc kminku 100g

Ziele bylicy pospolitej 100 g

Liść szałwii 50 g

Koszyczek rumianku 50 g

Ziele krwawnika 50 g

Ziele dziurawca 50 g

Szyszki chmielowe 50 g

Zioła wymieszać, wsypać 4 łyżeczki na ½ l wody, ogrzać do wrzenia pod przykryciem, odstawić na 10 min. Dać do picia po pół szklanki, 2 razy dziennie, wszystkim domownikom

Z kolei leczenie ludowe w robaczycy podaje się dzieciom przez 5 dni po łyżeczce oczyszczonej nafty (można kupić w aptece lub sklepach zielarskich) oraz sok z kiszonej kapusty z dodatkiem rozgniecionego kminku.

Inna metoda to proszek ziołowy, pomocny zwłaszcza przy glistnicy jelitowej.

Zmieszać po 5 g:

Owoce czarnej borówki

Koszyczek rumianku

Korzeń omanu

Zmieszać i podawać z łyżka miodu na czczo popijając szklanką wody mineralnej i stosować to przez 10 min. Po tygodniu przerwy kurację powtórzyć.

Pestki dyni z uwagi na zawarte w nich składniki paraliżujące układ nerwowy pasożytów, to kolejny sposób na pasożyty, skuteczny zwłaszcza w przypadku wszelkich tasiemców, glist, owsików, tęgoryjca dwunastnicy. W kuracji zjada się łuskane surowe pestki dyni:

200 – 250 szt. osoba dorosła

50-100 sztuk dziecko




Na Owsiki można robić lewatywę z wywaru ziołowego:

Owoc obróbki 50 g

Kwiat wrotyczu 30 g

Łyżkę ziół zalać szklanka wody, gotować 3 min, ostudzić, przecedzić i wystudzoną robić lewatywy przez tydzień, co drugi dzień



W tej samej dolegliwości pić należy

Ziele piołunu 30 gr.

Ziele centurii 20 gr.

Łyżkę ziół zalać szklanką wrzątku, trzymać pod przykryciem 15-20 minut pić rano i wieczorem po pół szklanki przez tydzień.




Lamblioza to kolejna pasożytnicza choroba i to dość powszechna. Można się kurować mieszanką ziołową:

Ziele piołunu 30 g

Ziele tymianku 30 g

Liść orzecha włoskiego 30 g

Liść szałwii 30 g

Kłącze tataraku 30 g

Łyżkę mieszanki zalewamy szklanką wrzątku. Odwar podajemy dziecku 3 razy dziennie po pół szklanki między posiłkami przez 10 dni, następnie przez 3 tygodnie podajemy dawkę o polowe mniejsza.

W Lambliozie skuteczna jest też nalewka bursztynowa. Krople nalewki podajemy do ¼ szklanki schłodzonej wody w dawkach:

- Dzieci od 6-12 lat 15 do 20 kropli 3 razy dziennie przez 14 dni

- Dzieci od 12-16 lat 20-30 kropli 3 razy dziennie przez 14 dni

- Młodzież od 16 roku życia od 30 do 40 kropli 3 razy dziennie przez 14 dni




I jeszcze mieszanka na tasiemca dr Edwarda Wawrzynika, farmaceuty współpracującego z ojcem Klimuszko.

Kwiat wrotyczu

Koszyczek rumianku

Ziele piołunu

Zioła w równych częściach wymieszać, zrobić odwar z łyżeczki ziół na szklankę wody. Pic po pół szklanki rano i wieczorem przez 3-5 dni.

………………………………

Opracowano na podstawie miesięcznika „Poradnik Uzdrawiacza” nr 5/2010

środa, 2 lutego 2011

Choroba, a jej podłoże emocjonalne i psychiczne

Medycyna Chińska, a ostatnio także Medycyna Holistyczna, nie tylko diagnozują choroby, ale tez szukają ich przyczyn. Bo nie wystarczy wyleczyć rezultat, kiedy przyczyna wciąż zostaje nierozwiązana. A tak się składa, ze większość chorób ma swoje podłoże w naszym wnętrzu i psychice. Dlatego wszelkie formy uzdrawiania, czy to medycyną konwencjonalna czy niekonwencjonalna, nie przyniosą zadowalającego efektu, jeśli za tym nie idzie naprawianie tez czegoś w sobie.
Dlatego tak ważna jest często rozmowa z osoba chorą, o co dość trudno w szpitalach i przychodniach. A szkoda.
Poniżej podaję kilka dość częstych w społeczeństwie schorzeń i ich przyczyny wewnętrzne. Zauważyłam, ze czasem wystarczy rozwiązać nasz problem by i choroba lub dolegliwość ustąpiły.
W tym miejscu powiem też, ze wykaz chorób i ich przyczyna jest wzięta z skryptu od mojej Mistrzyni Reiki.
Otyłość chorobliwa – jest wynikiem wewnętrznej pustki, trawiącego nas głodu miłości i akceptacji, pragnienie czułości, poczucie słabości oraz fałszywy obraz samego siebie. Można to w skrócie nazwać zapełnianiem pustki.
Alergie – nadwrażliwość i agresja, postawa obronna, strach przed życiem;

Anemia – brak zaangażowania w życie, niechęć i obojętność, brak wiary w siebie i myślenie typu: „nie dam rady” „jestem słaby”
Astma – stłumiona potrzeba dominacji, ukryta agresja, nieutulona potrzeba wolności
Zapalenie spojówek – brak gotowości do rozwiązywania konfliktów, poczucie niezrozumienia, przeciążenie
Wzdęcia – konfrontacja z tym, czego nie potrafimy zaakceptować „strawić”, wewnętrzne napięcia, wywołane przez opór i postawę na nie, mała tolerancyjność
Wysokie ciśnienie – hiperaktywność, tłumiona agresja, burza emocji, brak elastyczności
Niskie ciśnienie – brak konfrontacji z problemami, niewystarczająca ruchliwość i aktywność, unikanie trudnych sytuacji
Depresja – to, co stłumione wywołuje jeszcze większe napięcie, tu chodzi o niedopuszczanie swoich uczuć, brak chęci do życia, tłumione lęki
Cukrzyca – niezaspokojona potrzeba miłości, często nieuświadomiona, rozczarowanie, poczucie niedowartościowania, wezwanie do okazania miłości samemu sobie
Zapalenie jelita grubego – lęk przed ukazaniem siebie, wyrażeniem własnego zdania, brak siły przebicia, chęć omijania sporów i dyskusji
Oziębłość seksualna – nadmierne kontrolowanie swoich zachowań, zbytnie samoopanowanie, stłumione, nieświadome wzory obcych zachowań, poczucie odrzucenia
Wypadanie włosów – wyczerpanie, brak sił życiowych, zła dieta, notoryczne martwienie się o wszystko
Chrypka – utrata głosu, poczucie bezsilności, konflikty wewnętrzne, poczucie niezrozumienia
Impotencja – Strach i napięcie wynikające z poczucia niedowartościowania, strach przed konfrontacja z życiem, poczucie winy, brak doświadczenia, niepewność i nadmierna nieśmiałość, brak poczucia bezpieczeństwa
Infekcje – gwałtowne, nieświadome spory i konflikty; wezwanie do podejmowania samodzielnych decyzji i ponoszenie ich konsekwencji
Próchnica – brak stanowczości i wytrwałości, tłumienie problemów a nie ich rozwiązywanie
Migreny – za duże stresy i napięcia, lęki, za wiele myśli, wygórowane ambicje i niespełnione nadzieje, zbyt duże oczekiwania
Rak – nagromadzenie negatywnych emocji i myśli, złości wobec siebie i innych, nieuporządkowane sytuacje w życiu osobistym, wewnętrzna izolacja
Krótkowzroczność – strach przed światem zewnętrznym, niechęć do dostrzegania rzeczywistości, nie dbanie o przyszłość, brak przewidywania i planowania
Zapalenie błon śluzowych żołądka, nieżyty żołądka – złość, wściekłość, strach i agresja, bardzo tłumione, ale też te ujawniane wobec siebie i innych, pośpiech, poczucie niezrozumienia, lęki
Anoreksja – chęć uwolnienia się od tego, co cielesne, wygórowane ideały, brak poczucia własnej wartości, niechęć do bliskości, strach przed nią
Angina (zapalenie migdałków) niechęć do dłuższego tłumienia w sobie tego, co niewypowiedziane, niechęć do „przełykania” porażek, poczucie niezrozumienia, tu też dotychczasowe nasze podejście do życia.
Bóle menstruacyjne – niechęć do pełnienia roli małżonki, bunt przeciw zepchnięciu do roli „kury domowej”, brak otwartości na coś nowego, strach przed odpowiedzialnością, wskazują też na konieczność zmniejszenia w sobie ciasnoty świadomości.
Katar – masz wszystkiego po dziurki w nosie, wewnętrzny proces oczyszczania
Zgaga – krytyczność, agresywność, złość, trudności w stawianiu czoła nieprzyjemnym sytuacjom, brak odwagi
Dalekowzroczność – stłumiona wściekłość i złość, które nie mogą zostać uzewnętrznione, skłonność do niedostrzegania problemów, sztywność postawy duchowo – umysłowej
Schorzenia wątroby i woreczka żółciowego – ukrywana złość, niechęć do innych zazdrość, agresja i autoagresja, brak akceptacji siebie, niechęć do siebie i innych, przysłowiowe „zalewanie żółcią”
Oczywiście, nie jest to jedyna i ostateczna przyczyna chorób. Równie ważna jest zdrowa dieta i takiż tryb życia, ale i tych emocjonalnych i psychicznych przyczyn nie można lekceważyć.

poniedziałek, 24 stycznia 2011

Tajemnice wody

Poniższy tekst nie jest mojego autorstwa, ale pomyślałam, ze warto go zaprezentować. Na końcu podam źródło.

.........................................

Woda. Istnieje na naszej planecie od miliardów lat. To z niej wyszło wszelkie życie. I - pomimo, że tak powszechna i pozornie znana - dopiero teraz zaczyna odkrywać przed nami swoje tajemnice. A ciągle badacze twierdzą, że właściwie prawie nic o niej nie wiemy.



Już setki lat temu zauważono, że woda ma szczególne właściwości fizyczne i chemiczne. Na przykład, że jako jedyna występuje we wszystkich trzech stanach skupienia - stałym, ciekłym i gazowym. Że w przeciwieństwie do wszystkich innych substancji zwiększa swoją objętość przy ochładzaniu. Że jest najsilniejszym istniejącym na Ziemi rozpuszczalnikiem. Ma również najwyższe napięcie powierzchniowe ze wszystkich cieczy, a w kapilarach wysokich drzew wspina się, potrafiąc zwiększyć ciśnienie do kilkudziesięciu atmosfer!

woda występuje w 3 stanach skupienia

Ale to nic. Najnowsze badania wykazują fakt, którego znaczenia nie sposób przecenić. Właściwość wody, która dla nas wszystkich razem i każdego z osobna może spowodować niezwykłe zmiany. Od zastosowań w kuchni po niezwykle wyrafinowane technologie rodem ze świata fantastyki naukowej.

Albowiem woda ma pamięć.

Przyswaja i rejestruje każde oddziaływanie, zapamiętuje co dzieje się w otaczającej ją przestrzeni - tak, bez cudzysłowia w wyrazie zapamiętuje - wystarczy, że woda dotknie jakiejś substancji, a zapisuje jej właściwości w swojej pamięci. Na przykład tzw. srebrna woda - używana do odkażania ran przez armię amerykańską w Iranie i Afganistanie, zdobywa swoje nieprawdopodobne, aseptyczne właściwości przez przechowywanie w srebrnych naczyniach. Zresztą takie jej zastosowanie było intuicyjnie znane już od kilku wieków, wielu medyków w epoce Oświecenia i późniejszych wspominało w swoich zapiskach o tej właściwości wody. Inna sprawa, że nie wnikali dlaczego tak się dzieje. Wystarczył sam fakt zbawiennego działania wody ze srebrnego kubka czy dzbanuszka na rany chorego.

Dopiero kilka lat temu zaczęto dokładniej badać wodę pod tym kątem. I wtedy właśnie wyszło na jaw, że substancja ta może zapisywać w sobie informacje. A przecież jej skład chemiczny nie zmienia się w żaden sposób przy zapisywaniu tych nowych informacji. Woda pozostaje wodą. W procesie zapamiętywania ważna okazała się struktura wody czyli organizacja jej cząsteczek. A przede wszystkim łączenie się ich w grupy zwane klastrami. Są one pewnego rodzaju komórkami pamięci zapisującymi informacje z otoczenia. W każdej takiej komórce pamięci znajduje się 440 tys. pól informacyjnych, odpowiadających za własny, specyficzny rodzaj współdziałania z otaczającym środowiskiem. Klaster rozpatrywany w danym momencie jest stosunkowo nietrwały, natomiast cząsteczki wymieniające się w nim, mogą przechowywać informację przez bardzo długi czas. Można zatem mówić o trwałości struktury klastra.

Jak tę wiedzę można przełożyć na zastosowania praktyczne? I w ogóle, co to oznacza?

W 1881 roku kilkunastu rozbitków z amerykańskiego statku "Lara" zostało uratowanych po 3 tygodniach dryfowania po oceanie, bez kropli słodkiej wody. Okazało się, że ich zbiorowe, "udręczone" brakiem słodkiej wody myślenie i wyobrażanie sobie, że słona woda zza burty łodzi zmienia się w słodką, w istocie takąż zmianę, w najbliższej odległości od burt, wywołało. Jak wiadomo, bez słodkiej wody możliwe jest przeżycie kilku dni, w żadnym razie 3 tygodni.

Zarówno w laboratoriach w USA jak i Rosji sprawdzano oddziaływanie ludzkich emocji na wodę. Okazało się bardzo silne. Grupę uczestników eksperymentu poproszono najpierw o wzbudzenie w sobie pozytywnych uczuć w obecności ustawionej między nimi kolby wody. Ludzie ci myśleli o miłości czy czułości. Po pewnym czasie zmieniono próbkę wody i polecono im myślenie negatywne. Wzbudzali w sobie emocje takie jak strach, nienawiść i złość. Następnie zmierzono potencjał energetyczny obu próbek wody. Zmiany były wręcz uderzające. Okazało się, że pierwsza próbka ma znacznie wyższy potencjał energetyczny i jest znacznie lepiej ustabilizowana niż druga

.

Struktura próbki wody, na którą oddziaływano pozytywnie (dziękuję)

W laboratorium japońskiego badacza Emoto Masaru spróbowano utrwalenia struktur wody po psychicznym oddziaływaniu na próbki. Dokonano tego przez błyskawiczne zamrażanie w komorze kriogenicznej. Wyniki były oszałamiające. Struktury próbek poddanych pozytywnemu myśleniu prezentowały formy geometryczne podobne do tych znanych z krystalografii - np. heksagony z centralną cząsteczką, natomiast te "negatywne" nie tylko były nieuporządkowane, ale wyglądały wręcz "niechlujnie". Biorąc pod uwagę liczbę powtórzeń eksperymentu, wszelka przypadkowość jest absolutnie niemożliwa.

W licznych ośrodkach na całym świecie bada się, jak woda o zmienionej pozytywnie strukturze oddziaływuje na podlewane nią rośliny. I mamy od razu pierwsze zastosowanie - większość roślin rośnie znacznie szybciej, jest większa, ma kilkakrotnie więcej mikroelementów, a na dodatek takiej "uszlachetnionej" wody można użyć nawet o 20% mniej. Trudno przecenić jakie to miałoby znaczenie np. w krajach o klimacie pustynnym, a i w naszych przydomowych ogródkach także. Nota bene od dawna znane są eksperymenty z pozytywnymi emocjami kierowanymi do roślin i ich efektami w postaci lepszego wzrostu i wydajności uprawy. W tej chwili wygląda, że nie tyle rośliny, co zawarta w nich woda zmienia swą strukturę i nabywa nowych właściwości.







Struktura próbki wody, na którą oddziaływano negatywnie (jesteś obrzydliwa)



Rezultaty efektu pamięci wody.

Naukowcy wiedzą już jak to się dzieje. Ale ciągle nie wiadomo dlaczego. A to wręcz podstawowe pytanie. Tym bardziej, że trudno przecenić wpływ wody na nas. Na ludzi. I to - niestety - bardzo zmienionej wody.

Każdy z nas składa się w 70 do 90% z wody. Do prawidłowego funkcjonowania dorosły człowiek wypija, badź wchłania przez skórę ok. 3 litrów wody dziennie. Ale czy ta woda jest dla nas dobra? Czy jej wcześniejsze "doświadczenia" zapisane w strukturach zmienią właściwości na szkodliwe, czy dobroczynne dla naszego zdrowia?

Dawniej ludzie osiedlali się w pobliżu naturalnych źródeł wody. Rzek, jezior czy strumieni. Czerpana z nich woda miała zachowane w sobie prawidłowe struktury pamięci. Wszystko przebiegało według sprawdzonego przez tysiąclecia schematu. Dziś woda dostarczana jest odbiorcy po przebyciu pod bardzo wysokim ciśnieniem dziesiątków czy setek kilometrów rur. Bardzo często pozaginanych pod kątami prostymi. I w tych rurach następuje katastrofalne niszczenie struktur wody. Kryształy wody zostają zniekształcone. Ich naturalna symetria coraz bardziej się rozpada. Woda przepływająca - na przykład w systemach ogrzewania - usiłuje odzyskać swą pierwotną energię. Niestety kosztem przebywających w domu ludzi, zwierząt czy roślin. Co gorsza, woda oddawana przez nas do środowiska zachowuje pamięć o wszystkim przez co przeszła. O rozpuszczanych w niej związkach chemicznych, szlamie, brudzie i odpadach, o agresywnym oczyszczaniu i uzdatnianiu w oczyszczalniach ścieków. I w takiej postaci trafia do kolejnych ludzi, którzy mają nieszczęście mieszkać w dolnych partiach rzeki.


Jeszcze silniejsze jest zanieczyszczenie informacyjne, którego nabywa woda przebiegając przez kilometry rur i setki mieszkań. Austriacki badacz Alojzy Gruber mówi: - "Zanieczyszczamy wodę emocjonalnie. Ten proces przyjął ogromne rozmiary. Dlaczego? Woda przyjmuje całą naszą zawiść, frustracje, nienawiść i stres. Zapamiętuje je. Kiedy trafia do naszego organizmu jest praktycznie martwa."

Szwajcarski biofizyk, laureat Nagrody Nobla z chemii podkreśla, że w kontekście odkryć w dziedzinie pamięci wody, z wszelką pewnością nie jest przypadkiem, że całe życie na Ziemi powstało właśnie w środowisku wodnym. Zresztą pierwotną i podstawową rolę wody w akcie kreacji życia głoszą praktycznie wszystkie religie i szkoły filozoficzne istniejące od zarania historii po dziś dzień. Struktura białka nie istniałaby, gdyby nie woda - na poziomie cząstek tworzy ona helisę DNA - podstawowy zapis każdego organizmu.

Głęboko w lasach Wenezueli istnieje sieć rzek, w których krążąca woda nigdy nie styka się z ludźmi, ani z wytworami naszej cywilizacji. Specjalna ekspedycja pobrała próbki tej wody - starając się samemu nie przekształcić jej struktur. Po zbadaniu i porównaniu z "normalną" używaną przez nas pitną wodą, okazało się, że ta z pierwotnych źródeł jest aż do 40.000 razy bardziej aktywna. Taka woda wypita przez człowieka, niemal natychmiast (w ciągu zaledwie 12 minut, co zostało dokładnie zbadane przez lekarzy) aktywizuje jego organizm. Ma, z całą pewnością, wielki wpływ na długość i jakość życia ludzkiego. Może właśnie dlatego w każdej kulturze mieszkańcy wyżyn i gór, skąd biorą swój początek potoki i rzeki, żyją na ogół dłużej i w lepszym zdrowiu niż ludzie z nizin?

Współczesna nauka twierdzi, że wodna struktura każdego człowieka jest identyczna ze strukturą wody z miejsca, w którym się urodził i żyje. Zmiana miejsca zamieszkania jest dla organizmu pewnego rodzaju szokiem również dlatego, że organizm musi dostosować się do zupełnie nowych struktur wody. Często okazuje się to zbawienne - np. dla ludzi, którzy żyli w miejscach o zaburzonej budowie wody.

Producenci butelkowanej wody - choć jest ona niewątpliwie kryształowo czysta, chemicznie idealna i nasycona różnymi minerałami - starają się głęboko ukryć przed konsumentami fakt, że jest również martwa. Jej struktury uległy głębokiej dezorganizacji, choćby w toku produkcji, transportu i handlu. I nie ma już w niej ani śladu energii. Wprawdzie człowiek raczej nie odczuwa różnicy między czystą i naturalną, a sztucznie oczyszczoną wodą, ale każde zwierzę zawsze wybiera wodę źródlaną, ponieważ ta woda nasycona jest naturalną energią.

Czy wodę można zenergetyzować, ożywić?

Oczywiście, tak. Po pierwsze przez oddziaływanie na nią pozytywnymi emocjami, a czynione są również badania nad ożywianiem wody za pomocą bardzo słabych pól elektromagnetycznych. Niestety, jest to proces dosyć długotrwały i trudny do zastosowania na większą skalę. Natomiast pocieszające jest, że już stosunkowo niewielka dawka takiej zenergetyzowanej wody zmieszana z dużą ilością martwej, powoduje znaczne ożywienie tej ostatniej. Wygląda to tak, jakby woda przekazywała swoje struktury, "uczyła" tę uszkodzoną.

I wreszcie niesłychanie ważna właściwość, która - biorąc pod uwagę wszechobecność cywilizacji i jej odpadów - ratuje wodę przed totalnym zniszczeniem i martwotą. Jak samouczący się komputer potrafi się ona "zresetować" - oczyścić swoją pamięć. Inaczej informatyczny śmietnik, w który z upływem czasu zamieniają się jej klastry, wchłaniając wszelkie oddziaływania środowiska, stałby się w żaden sposób nieusuwalny. Ten proces samooczyszczenia się wody następuje w chwili, gdy zmienia ona swój stan skupienia - z cieczy w parę, która ponownie się skropli ale już z "czystą" pamięcią - gotową do nowego zapisu otaczającego ją świata. W ten sam sposób działa proces zamarzania i topnienia wody - oczyszcza struktury pamięci.

I znów woda może podtrzymywać i chronić życie. Tak, jak to czyni od milionów lat.

Na podstawie filmu dok. "Woda" wytwórni GTK (2006) - Dalbert

Źróło: http://www.eioba.pl/..._wody#post76663#ixzz0xMgsMM5r

wtorek, 18 stycznia 2011

Głodówka - na zdrowie i urodę

Głodówka lecznicza to świetny i niezawodny sposób na zdrowie i urodę. Na stronie poświeconej głodówkom czytamy: Człowiek żyje z jednej czwartej swego pożywienia, z pozostałych trzech czwartych żyją lekarze - wiedziano o tym już przed wiekami w kraju faraonów.
I to jest prawda, bo zjadamy dużo i niestety często nie to, co trzeba.

Głodówki nie należy jednak traktować, jako diety odchudzającej, a jako lek odtruwający i oczyszczający organizm.

Kiedyś spotkałam na swej drodze panią Lidię Padberg- Ścibłowską, naturoterapeutkę i specjalistkę w leczeniu głodem. Założyła ona ośrodek leczenia głodem Discimus, we Wrocławiu.
Dość dużo opowiadała mi o metodzie leczenia głodem. Sama prowadzi terapie długoterminowe gdzie nie je się nawet 21 dni i dłużej. Wtedy u niej miałam okazję do zapoznania się z niektórymi wynikami badań osób ciężko chorych. Wyniki były sprzed i po głodówce.
Pani z zaawansowanym guzem piersi, po chemii i ze skierowaniem na mastektomię po 21 dniach głodówki leczniczej nie miała prawie śladu po guzie, a to, co zostało lekarze "dobili" lekami. Chłopiec chory na pęcherzycę po terapii głodem mógł wreszcie ubrać się bez obawy, że porani sobie skórę. W tym wypadku niestety choroba nie jest całkowicie uleczalna jednak jej objawy zostały złagodzone do minimum.
Pamiętam, ze Pani Lidia opowiadała o pierwszych dniach głodówki i przykrych objawach, jakie temu towarzyszą, zwłaszcza przy pierwszej głodówce. I ma to swoje uzasadnienie w detoksie organizmu. To, co latami "ładowaliśmy w siebie zaśmiecając i trując organizm teraz zaczyna wychodzić.
I tak w pierwszych dwóch dniach możemy odczuwać bardzo silne bóle głowy. Poza tym jakiś czas utrzymuje się nieprzyjemny zapach z ust, co tez jest efektem oczyszczania. I mogą nam sie zdarzyć pryszcze na całym ciele, bo poprzez skórę też organizm wyrzuca z siebie toksyny.

W domu warto od czasu do czasu stosować sobie lecznicze głodówki, jednak nie dłuższe niż 1-3 dniowe. Takie jest moje zdanie. Dłuższe głodówki powinny się już odbywać pod okiem specjalisty lub lekarza. Też je polecam, ale nie do samodzielnego stosowania.

Do głodówki trzeba sie przygotować, tu nie jest tak, że po prostu stwierdzamy, ze nie jemy dziś i już. Nie.
Najlepiej zaplanować głodówkę na czas wolny, czyli weekend lub urlop. Na kilka dni przed planowana głodówką należy już ograniczyć spożycie nadmiernych kalorii i najlepiej przejść na lekkostrawną dietę wegetariańską z większą niż zwykle ilością spożywanych warzyw i owoców. Ograniczyć tu trzeba także nabiały i słodycze oraz cukier. Najlepiej zrezygnować tez z kawy i mocnej herbaty, a te ostatnie zastąpić ziołowymi. Dzień przed głodówką po południu już ograniczyć do minimum jedzenie, a najlepiej na kolację zjeść małe jabłko lub mandarynkę. I od rana zaczynamy głodówkę.
W trakcie jej trwania powinniśmy pić duże ilości wody mineralnej, która nie tylko zapełni nam żołądek, ale też pomoże usunąć złogi toksyn.
Tu ważne by wodę pić małymi łykami powoli raczej częściej a nie więcej raz a dobrze.
Po zakończeniu głodówki, czy to jedno, czy to trzydniowej też powoli wychodzimy z niej utrzymując właściwą dietę.
Pamiętajmy, najwięcej śmiertelnych wypadków po długotrwałych głodówkach następowało w wyniku łapczywego rzucenia się na jedzenie.
Uważać też trzeba przy tych krótkoterminowych głodówkach. Po okresie głodówki należy zacząć przyjmowanie pokarmów w małych ilościach i lekkostrawnych. Na początek 100-200 gram soku owocowego lub jedna mała mandarynka. W dalszym ciągu pijemy dużo wody. Na obiad można już sobie pozwolić na maleńką miseczkę lekkiej i „cienkiej” zupy, a najlepiej bulionu warzywnego.
Generalnie jest zasada, ze tyle ile trwałą głodówka tyle powinno trwać wychodzenie z niej. Czyli po 3 dniach głodówki 3 dni wychodzenia z niej.
W tym czasie raczej pijemy soki warzywne i owocowe – najlepiej świeżo wyciśnięte, następnego dnia wprowadzamy lekkostrawne owoce plus soki i w końcu lekkie zupki.
Nie będę tu pisała o głodówkach długoterminowych, bo to powinno się przeprowadzać pod okiem specjalisty, który dokładnie powie jak się przygotować i jak potem wyjść z takiej głodówki.
Dla mniej „zdesperowanych” w naprawianiu swego organizmu polecam oczyszczanie pół głodówkowe. Jest to też dobre na częstsze powtarzanie raz na kilka tygodni. Mam na myśli dietę sokowo głodówkową. Zasada jest tu podobna jak w głodówce całkowitej, tyle, że prócz wody wprowadzamy do menu świeże soki warzywne.
Do tej diety też przygotowujemy się podobnie jak do głodówki i podobnie z niej wychodzimy tyle, ze możemy już wprowadzić owoce i warzywa oraz lekkie buliony. Wszystko w małych ilościach i powoli. Częściej, ale mniej.
Po zakończonej głodówce warto przeanalizować swoje zwyczaje żywieniowe i na stałe wprowadzić do diety pewne produkty, a inne wyeliminować.

poniedziałek, 17 stycznia 2011

Włosy jak z reklamy

Zima to czas, kiedy nasze włosy są narażone na przegrzanie, przesuszenie lub przetłuszczenie wynikające z sauny, jaką fundujemy im czapkami. Cebulki włosowe osłabiają też silne mrozy, zwłaszcza, jeśli nie zakładamy czapki. Można powiedzieć, ze i tak źle i tak nie dobrze. A jak do tego dodamy mniejszą ilość dostarczanych do organizmu witamin, brak słońca, ruchu i świeżego powietrza, może dojść do nadmiernego wypadania włosów.
Co w tej sytuacji zrobić?
Na pewno odżywiać włosy od środka, czyli odpowiednia dieta na pewno korzystnie wpłynie na wygląd naszych włosów. Poza tym szereg preparatów dostępnych w aptekach też potrafi podratować osłabione włosy. Osobiście polecam te naturalne właśnie z apteki, typu wax czy produkowane na bazie naturalnych produktów.

Nic jednak nie zastąpi odpowiedniej troski i dbałości o włosy.
Na zimowe (i nie tylko zimowe) zmęczenie i osłabienie włosów, kiedy te nadmiernie wypadają polecam miksturę z czarnej rzepy.
Mikstura z Rzepy:
10 łyżek świeżo wyciśniętego soku z korzenia czarnej rzepy
4 łyżki sproszkowanych liści pokrzywy
1 łyżka suszonych liści szałwii lekarskiej
2 łyżki liści rozmarynu (świeże lub suszone)
Całość zalać 1 szklanką wódki w słoiku. Zamknąć szczelnie i 2 tygodnie trzymamy w ciepłym miejscu. Dość często potrząsamy słoikiem.
Po 2 tygodniach przecedzamy i zlewamy do butelki.
Taką miksturą na noc nacieramy włosy. Kurację trzeba stosować regularnie.
Ten specyfik nie tylko poprawia wygląd włosów i odżywia ich cebulki, ale też zapobiega łysieniu, w tym łysieniu plackowatemu. Dodatkowo usuwa łupież, łojotok, który jest przyczyną wypadania włosów.
Inną ciekawą miksturą, którą znalazłam w „Poradniku Uzdrawiacza” nr 12/217 jest wzmacniająca mieszanka na włosy:
3 łyżki liści szałwii lekarskiej
2 łyżki liści pokrzywy
3 łyżki liści rozmarynu
Zalewamy to wódką i podobnie jak powyższą miksturę trzymamy 2 tygodnie w ciepłym miejscu.
Ten eliksir zapobiega łupieżowi, wypadaniu i łysieniu.
Inny przepis ze starych cygańskich receptur zapobiegający wypadaniu włosów jest prosty a naprawdę skuteczny.
Z 1 średniej cebuli zdejmujemy łuski i kroimy drobno. Całość zalewamy połową szklanki… rumu. Po 24 godzinach przecedzamy a płynem nacieramy skórę głowy na noc.
Na porost włosów polecam wywar do codziennego nacierania włosów;
4 łyżki stołowe suchych liści bukszpanu gotujemy 20 minut w 2 litrach wody. I takim wywarem płuczemy włosy oraz nacieramy je każdego wieczora.
Bardzo pomocne w walce z wypadaniem włosów są też łupki cebulowe, ale tu uwaga dla blondynek, zarówno cebulowe łupki, jak i wywar z orzecha włoskiego może nieco przyciemnić na lekko brązowy lub rudawy odcień włosy.
A oto przepis na eliksir wzmacniający włosy i Eliminujący łupież:
25 gr. łusek cebulowych
5 zmielonych goździków zalewamy w ciemnym słoju lub naczyniu 200 gramami spirytusu i odstawiamy na 2 tygodnie w chłodne miejsce.
Przy suchych włosach dodajemy do tej mieszanki 3 łyżki olejku migdałowego.
Po miesięcznej kuracji tym eliksirem włosy stają się zdrowsze i nie wypadają. Odzyskują też swój reklamowy blask.
Do każdorazowego płukania włosów po myciu polecam napar z rumianku (zwłaszcza dla blondynek) oraz z łupek cebuli, orzecha włoskiego i pokrzywy. Można nawet robić wywar z tych mieszanek. Po dokładnym spłukaniu włosów płuczemy je już tylko w wywarze z tych produktów i jeśli to możliwe nie wycieramy intensywnie.
Ta kuracja bardzo wzmacnia włosy, ale efekt widać po dłuższym czasie. I tez uwaga tutaj, że włosy blond może przyciemnić.

piątek, 14 stycznia 2011

Kac morderca - jak pokonać tego drania

Kac to objaw zatrucia alkoholem, który wielu z nas zna z doświadczenia własnego. I nie przytrafia się tylko w okresie karnawałowym.
Legenda głosi, że był niegdyś Złoty Wiek, kiedy ludzie mogli pić bez wiszącej nad nimi groźby kaca, jednak pewien Grek imieniem Likurg, w pijackiej chuci zaczepił ulubioną z nimf Bachusa, boga wina. Ten widząc, co się dzieje, złapał pijanego Likurga i przywiązał do pnia winorośli. Nie dość tego zesłał na niego kaca. O tej chwili wszyscy naznaczeni jesteśmy przykrymi objawami po szampańskiej imprezie.

Likurgowi jednak zawdzięczamy też lek na tę przykrą dolegliwość, a mianowicie kapustę. Bo i tu legenda opowiada, jakoby biedny, nieszczęsny i skacowany Likurg zapłakał nad swym losem, a z łez jego wyrosła kapusta.
Legenda legendą, a kac to czasem dla wielu przykra rzeczywistość i jakoś z nią trzeba sobie radzić.
Sam kac spowodowany jest metabolizmem etanolu w organizmie. Skutków, jakie wywołuje opisywać nie trzeba.
I tu faktycznie nieoceniona jest w walce z kacem kapusta. Tak świeża, jak i kiszona. Duża zawartość witamin i minerałów w tym warzywie, zwłaszcza zaś witaminy c, uzupełnia niedobór tych minerałów w organizmie.
Wzmianki o stosowaniu na tę przypadłość kapusty mamy już u Pliniusza i Dioskoridesa. Tak, więc, wiemy, ze Grecy się nią ratowali po swoich słynnych ucztach. Rzymianie liście kapusty przegryzali już w trakcie swych biesiad.
Jeśli, więc imprezę organizujemy w domu można do kolacji podać surówkę z kapusty. A dnia następnego leczyć się sokiem z kapusty kiszonej lub świeżej. Sok należy pić małymi łykami, ale w dużych ilościach.
Szlachta staropolska dodała do tej metody także okłady z liści kapusty, które jak wiadomo wyciągają z organizmu ból i toksyny. Tak, więc liśćmi kapusty można też obłożyć boląca głowę.
Idealne do walki z kacem jest kwaśne mleko, kefiry czy naturalne jogurty, które mają właściwości odtruwające organizm oraz pobudzające układ trawienny. Dodatkowo, podobnie jak sok z kapusty, uzupełniają braki minerałów i witamin.
Soki o dużej zawartości witamin w tym z grupy c, też skutecznie walczą z kacem, tyle, że najlepsze są tutaj świeże soki wyciśnięte np. z cytrusów. Dioskorides doradzał doprawiać taki sok miodem.
Tutaj też idealnym jest sok pomidorowy, często serwowany z sokiem z selera. Uzupełnia brak potasu. Indianie doprawiali go jeszcze bardzo ostrą chili.
Polskie i staropolskie sposoby, a jak wiadomo Polacy od szlachcica po chłopa pili, pija i pewnie pić będą, bo taki nasz słowiański urok.
Tu już dobrym zabezpieczeniem przed kacem jest polska kuchnia, często dość tłusta. To zaś sprawia, że mniej się wchłania alkoholu z żołądka. Warto wiec przed wyjściem na imprezę zjeść kromkę chleba ze smalcem lub grubo posmarowaną masłem. A najodważniejsi potrafią nawet łyknąć kilka łyżek oliwy z oliwek. Ale całkiem to nie uchroni przed przejściem procentów do krwi, bo te wchłaniają się już częściowo w jamie ustnej..
Dzień po warto się też ratować innymi specyfikami staropolskich szlachciców, a mianowicie kwaśnymi zupami. Kapuśniak, Ogórkowa, pomidorówka, czy Francuska Musztardowa potrafią postawić na nogi. Warto, więc na śniadanie zaaplikować sobie talerz ciepłej zupy.
Innym specyfikiem na kaca jest miód, którym czy to soki dosłodzić czy podjadać łyżeczką przez cały dzień nie zaszkodzi a pomóc można.
Warto też w tym trudnym dniu sięgnąć po zioła. Tutaj na ratunek pospieszą nam mieszkanki z tymianku, nasion kopru i bazylii. Łyżkę ziół zalać trzeba wrzątkiem, odstawić na 10-20 minut i potem popijać małymi łykami.
Homeopatycznie leczyć podobne podobnym też można, ale tu idealnym klinem na klina są raczej nalewki, ot choćby arcydzięgielowa, którą zażywamy w ilości… 20 kropel na pół szklanki wody z miodem lub cukrem. Nie więcej niż 2 razy na dzień najlepiej w godzinnym odstępie czasu.
Poza przyjmowanymi wewnętrznie specyfikami, skutecznie wypędza kaca prysznic na przemian zimnej i gorącej wody. Stary samurajski sposób po nadużyciu Sake to moczenie stóp na przemian w zimnej i gorącej wodzie oraz intensywny masaż palców stóp aż do bólu.
I na koniec coś, o czym i tak mówić nie trzeba, czyli sporo płynów, jakie należy wlać w siebie. Uzupełnia to niedobory wody w organizmie, które są niemal normą po przepiciu.
Czy to wodę czy soki pijemy małymi łyczkami i powoli. Ilość duża podzielona na małe porcje, co sprawi, ze płyn zostanie w organizmie a nie pogoni nas do wc.
Pozdrawiam i szampańskich zabaw karnawałowych życzę.

środa, 17 listopada 2010

Aromaterapia

Aromaterapia jest jedną z przyjemniejszych metod terapeutycznych i profilaktycznych. Jest to terapia stara jak świat i z dużym powodzeniem stosowana już przez naszych starożytnych przodków.

Każdy z nas lubi otaczać się przyjemnymi aromatami ale pewnie nie każdy wie, że oprócz uprzyjemniania nam życia wiele z nich może pomóc naszemu zdrowiu i urodzie. Obecnie na naszym rynku można kupić wiele olejków eterycznych. Wybór aromatów jest bardzo duży ale jeśli wiemy jakie dolegliwości chcemy zlikwidować – szybko wybierzemy odpowiedni zapach. Zazwyczaj też w sklepach zielarskich czy aptekach można się w tej sprawie poradzić specjalisty. Jednak zakupienie właściwego olejku jest dopiero połową drogi do sukcesu. Najważniejsze bowiem jest umiejętne i właściwe zastosowanie preparatu. A jak się stosuje olejki? Otóż jest kilka sposobów:

1. Rozpylanie aromatu w powietrzu i wdychanie go. Najlepiej służą do tego specjalne lampki aromatyczne. Kilka kropel olejku wlewamy z woda do specjalnego zbiorniczka, który jest podgrzewany od dołu. Pod wpływem ciepła aromat olejku roznosi się po całym pomieszczeniu i jest przez nas wdychany. Takie lampy do aromaterapii można kupić w galeriach, zielarniach i sklepach z upominkami. Olejek można też rozpylić w aerozolu, lub wlać kilka kropel na szklankę gorącej wody.

2. Inhalacje – odpowiedni olejek wlewamy do inhalatora lub zwyczajnie do szklanki z gorącą wodą. Parę wodną nasączoną olejkiem wdychamy głęboko. Ale tu należy zachować ostrożność – stosujemy tylko specjalne olejki jak np. eukaliptusowy, który udrażnia drogi oddechowe i uważamy aby para nie była zbyt gorąca bo możemy się poparzyć. Po inhalacji staramy się minimum 30 minut nic nie mówić, nie jeść i nie pić gdyż może to zniweczyć dobroczynne działanie olejku.

3. Masaże – do oliwek stosowanych w masażach dodajemy kilka kropel odpowiednio dobranego olejku. Taki zabieg ma często potrójne działanie, gdyż robiąc masaż wcieramy olejek w skórę, a jednocześnie wdychamy jego aromat i relaksujemy się. Jest wiele olejków, które maja dobroczynny wpływ na skórę, wygładzają ją, likwidują stany zapalne i często działają bakteriobójczo. Sam masaż też ma bardzo dobroczynny wpływ zarówno na ciało (np. poprawia ukrwienie) jak i na umysł (działa relaksująco). A w połączeniu z przyjemnym zapachem może zdziałać przysłowiowe cuda. Tu jednak też ostrzeżenie: niektóre olejki mogą poparzyć skórę (np. pomarańczowy) lub spowodować uczulenie, dlatego na wszelki wypadek zróbmy test uczuleniowy (rozcieńczony z wodą lub oliwką olejek należy rozsmarować na wewnętrznym przegubie dłoni i jeśli po 24 godzinach nie wystąpi reakcja uczuleniowa to można olejek zastosować). I nigdy nie stosujemy olejków nie zalecanych do stosowania na skórę. Po takim masażu nie wychodzimy tez na słońce.

4. Okłady i kompresy – na bolące czy otarte miejsca często stosujemy wszelkiego rodzaju okłady, kompresy czy toniki łagodzące. Do takiego kompresu możemy dodać kilka kropel odpowiedniego olejku. Niektóre z nich mają bowiem właściwości ochładzające, tonizujące czy rozgrzewające. Dlatego mogą wspomagają działanie kompresu.

5. Kąpiele aromatyczne – ciepła kąpiel (może też być przy świecach) działa bardzo kojąco i odprężająco na organizm. Łagodzi napięcia mięśniowe. W zależności od stanu zdrowia i samopoczucia taka kąpiel może nas ochłodzić, uspokoić, pobudzić do działania.

Aromaty olejków potrafią też działać jak afrodyzjaki. Aromatyczny masaż czy kąpiel potrafią rozbudzić zmysły.

A jakie olejki i na jakie dolegliwości stosować? Oto kilka najpopularniejszych olejków i ich zastosowanie:

1. ANYŻOWY – Ma zastosowanie przy stanach zapalnych i infekcjach górnych dróg oddechowych, idealnie wspomaga leczenie grypy, anginy, zapalenia oskrzeli. Można go stosować także przy kolkach, bólach żołądka i wzdęciach. Nadaje się do inhalacji i kąpieli.

2. CEDROWY – Podobnie jak anyżowy ten olejek także łagodzi dolegliwości górnych dróg oddechowych. Zwalcza także trądzik i podrażnienia skóry więc można go stosować do masaży i okładów, a także do kąpieli gdyż bardzo dobrze łagodzi napięcia i stresy. Ma działanie lekko pobudzające.

3. CYTRYNOWY – Pomaga obniżyć gorączkę i wysokie ciśnienie krwi. Wspomaga układ immunologiczny. Pomaga przy trudno gojących się ranach.

4. DRZEWO HERBACIANE – Ten olejek jest nieoceniony w walce z bakteriami, wirusami czy grzybicami, można go także stosować przy przeziębieniach, grypie i anginie. Łagodząco i tonizująco dział na skórę, leczy trądzik, wypryski i stany zapalne skóry.

5. DZREWO RÓZANE – Posiada silne właściwości bakteriobójcze, ma działanie tonizujące. Szczególnie polecany na migreny, bóle głowy, bóle mięśniowe, mdłości, wyczerpanie fizyczne i psychiczne. Lekko uspokaja. Jest doskonałym afrodyzjakiem.

6. EUKALIPTUSOWY – Ten olejek działa przeciwbakteryjnie i przeciwwirusowo. Doskonały do inhalacji na kaszel, grypę, przeziębienia. Pomaga odetkać zatkany nos przy katarze. Ma także działanie lekko przeciwbólowe. Stosuje się go także do nacierania przy bólach reumatycznych, a także przy nerwobólach, depresjach i niskim ciśnieniu gdyż jest pobudzający.

7. GERANIOWY – Ma typowe działanie uspokajające, łagodzi depresje i zmęczenia, a także wszelkie stany lękowe. Reguluje krążenie krwi. Można go stosować przy problemach z menopauzą, zaburzeniach menstruacyjnych. Ma także korzystny wpływ na skórę, dlatego często stosuje się go w kosmetyce.

8. GOŻDZIKOWY – Ma działanie rozgrzewające, działa przeciwbólowo (głownie na bóle reumatyczne , bóle zębów i bóle mięśniowe), wzmacnia system odpornościowy. Bardzo dobry do odstraszania komarów, os i innych owadów, a także moli w szafach. Jest dobrym afrodyzjakiem jeśli ktoś lubi zapachy korzenne.

9. GREJPFRUTOWY – Bardzo dobry przy depresjach, łagodzi wszelkie bóle, pomaga przy odchudzaniu oraz ... narkomanii (wspomaga terapie odwykowe). Działa uspokajająco. Nie polecam do stosowania na skórę.

10.JALOWCOWY – Głównie ma działanie antyseptyczne, podnosi odporność organizmu. Polecany do stosowaniu przy rekonwalescencji po przebytych chorobach. Wspomaga też leczenie górnych dróg oddechowych.

11.JODŁOWY – Jest to olejek uspokajający, działa relaksująco, łagodzi napięcia nerwowe. Stosuje się go także przy infekcjach dróg oddechowych, głównie w zapaleniach krtani i oskrzeli ale tez przy grypie i przeziębieniu.

12.LAWENDOWY – Ma silne działanie antyseptyczne, łagodzi dolegliwości związane z grypą, przeziębieniem, zapaleniem zatok, anginie. Udrażnia nos przy katarze, łagodzi kaszel, bóle głowy i migreny, a także bóle mięśniowe i menstruacyjne. Wspomaga leczenie wielu chorób skórnych, przyspiesza gojenie się ran. Działa także na lęki i depresje (łagodzi je), pomaga zasnąć cierpiącym na bezsenność.

13.MELISOWY – Ma działanie uspokajające, odkażające i antyseptyczne. Wspomaga leczenie depresji, histerii i stanów lękowych. Łagodzi bóle głowy i migrenowe.

14.MIETOWY – Jest to lejek o działaniu antybakteryjnym i przeciwwirusowy. Pomocny przy wszelkich infekcjach górnych dróg oddechowych, przeziębieniach i grypie. Jest pobudzający i orzeźwiający. Ma działanie lekko schładzające przy gorączce. Kojąco dział przy bólach głowy.

15.POMARANCZOWY – Ma silne działanie antydepresyjne, działa uspakajająco, łagodzi stany lękowe, napięcia nerwowe, stresy i nadpobudliwość, pomaga przy bezsenności. Jest afrodyzjakiem, Uwaga: nie wolno stosować bezpośrednio na skórę bo może ja silnie podrażnić (objawy jak przy poparzeniu).

16.ROZMARYNOWY – Silnie stymuluje centralny układ nerwowy, podobnie jak olejek pomarańczowy działa antydepresyjnie i uspokaja. Pobudza przy zmęczeniu psychicznym. Jest tez bardzo dobry na problemy z krążeniem, żylaki, a także przy grypie i przeziębieniu.

17.SANDAŁOWY – Nieoceniony przy suchym i drażniącym kaszlu, działa uspokajająco, wycisza i pomaga w medytacjach. Stosuje się go także w kosmetyce gdyż ma działanie nawilżające.

18.SOSNOWY – Ten olejek zwiększa odporność organizmu, pomaga przy leczeniu przeziębień i grypy. Łagodzi kaszel, dział rozgrzewająco. Pomocny przy artretyzmie i chorobach reumatycznych.

19.SZAŁWIOWY – Ma zastosowanie w leczeniu infekcji bakteryjnych górnych dróg oddechowych, zapaleniach dziąseł, bólach reumatycznych. Działa tonizująco i odkażająco na skórę, wygładza zmarszczki.

20.ŚWIERKOWY – Stosowany jest głównie w stanach podgorączkowych i przeziębieniach ale także przy ogólnym osłabieniu organizmu i infekcjach górnych dróg oddechowych.

21.TYMIANKOWY – Ma silne działanie przeciwwirusowe i antybakteryjne. Polecany także przy infekcjach górnych dróg oddechowych. Pomaga przy suchym kaszlu (pozwala odksztuszać). Lekko podnosi ciśnienie krwi, działa na wzmocnienie odporności organizmu. Stosowany także jako afrodyzjak.

Stosując olejki eteryczne należy się dokładnie zapoznać z formami ich stosowania, zalecanymi przez producenta. I tych instrukcji należy dokładnie przestrzegać, gdyż niektóre olejki, jak wspominałam, niewłaściwie użyte mogą działać drażniąco.

I jeszcze jedno – aromaterapia pomaga w leczeniu chorób ale nie leczy je całkowicie. Dlatego przy poważnych schorzeniach należy zasięgnąć porady lekarza i poinformować go o zamiarze stosowania olejków. Zresztą ta uwaga dotyczy większości opisywanych tu terapii.

piątek, 12 listopada 2010

Co to jest Reiki

Nazwę Reiki tłumaczy się różnie. Jest to słowo pochodzenia Japońskiego i najprościej rzecz mówiąc oznacza Uniwersalna Energia (Rei – Uniwersum, Ki – energia). Jednak wiele osób tłumaczy to jako: „Rei” można tłumaczyć, jako „Rozum”, „Ki” jako „Duch”.

Wszystko w przyrodzie i wszechświecie jest energią, o czym każdy uczył się w szkole na lekcjach fizyki. Równanie Alberta Einsteina E=mc2 znają wszyscy, a jest to wszak wzór dotyczący energii.
Energie mają też różne zagęszczenia, te najbardziej gęste przybierają formę materialna, inne pozostają w sferze subtelnych, nie dla wszystkich dostrzegalnych form. Energią subtelniejszą jest na przykład ludzka dusza.

Reiki to także energia. Jednak nie całkiem zwyczajna i nie podobna do innych.
Najczęściej mówi się o niej, że to uniwersalna energia, obdarzona własną inteligencją, wypełniająca cały Wszechświat w każdym czasie i miejscu. Jest też, Reiki, energią bezwarunkowej miłości. Można więc śmiało powiedzieć, że ma w sobie coś boskiego.
Energia Reiki zachowuje się też, jakby rozróżniała dobro i zło, w naszym, powszechnym, ludzkim rozumieniu. Co to oznacza? Reiki nie popłynie w nieczystych intencjach, aby komuś zaszkodzić, kiedy nie powinna być użyta. Co więcej, z relacji np. osób zajmujących się egzorcyzmami, zdejmowaniem klątw czy uroków, a pracujących przy tym z Reiki, wynika, że neutralizuje ona wiele klątw, uroków i niejednokrotnie przepędza mroczne byty, gdyż jako najczystsze światło i miłość, jest im nieprzychylna.

Reiki przenika wszystko. Jest energią, siłą, która sprawia, że wody krążą w przyrodzie, z nasion wyrastają drzewa i kwiaty, rodzą się ludzie, zwierzęta. To moc, która obdarza życiem i witalnością.

Reiki to nazwa Japońska, ale i w innych językach i kulturach jest o niej mowa. I tak np. w Chinach nazywa się ja „Chi” i opracowano wiele technik pracy z nią, np. słynne Tai Chi. W starożytnym Egipcie nazywaną ją Ka, w Grecji Logos, lub neuma. Kawuni nazywają ją Mana, a u Sufich Baraka. Indiańskie pojęcie Manitou także odnosi się do tej energii.

Reiki używamy mniej lub bardziej świadomie od dziecka. Zaobserwujmy bawiące się dzieci. Kiedy się przewrócą, cos je zaboli przykładają intuicyjnie dłonie do bolącego miejsca. Jest to niczym innym jak korzystaniem z Reiki.

Jednakże choć każdy z nas w mniejszym lub większym stopniu może korzystać z Reiki, to jednak aby móc w pełni cieszyć się jej dobrodziejstwem warto skorzystać z pomocy mistrza nauczyciela Reiki. Podczas inicjacji dostroi on naszą energetykę do Reiki, otworzy nas na jej przepływ. Oczywiście można takie dostrojenie uzyskać samodzielnie, poprzez medytację, ćwiczenia oddechowe i pracę nad samym sobą, jednakże inicjacja z rąk mistrza Reiki daje nam pewność, że dostrajamy się właśnie do energii Uniwersum, a nie do innej. Zwłaszcza dla osób, które dopiero zaczynają swoją drogę rozwoju duchowego, inicjacja do Reiki jest otwarciem na nowe możliwości i wspomaga pomniejszy rozwój duchowy.

Wokół inicjacji Reiki narosło wiele mitów i niedomówień, najczęściej będących wynikiem niezrozumienia i nadinterpretacji systemu Reiki, przez osoby, które nie zajmują się Reiki.
Inicjacja w tym wypadku dostraja do energii Uniwersum, otwiera w inicjowanym kanał do przekazywania tej energii dalej, oczyszcza te kanały (meridiany) oraz czakry, co powoduje też podniesienie naszych wibracji energetycznych. Zaraz po zakończeniu dostrajania – używa się tu specjalnych znaków Reiki, otrzymywanych na kolejnych stopniach – mistrz odcina się od inicjowanego. Nie jest więc prawdą, że w jakikolwiek sposób mistrz i adept są ze sobą związani na zawsze i zależni jeden od drugiego. Oczywiście dobry i uczciwy mistrz będzie się interesował swoim uczniem, służył mu radą i pomocą także po zakończeniu seminarium Reiki, ale nic poza tym.

Reiki, jak już wiemy, jest wyjątkowym rodzajem energii, z której możemy korzystać dla poprawy i zachowania zdrowia, ale tez we wszystkich innych dziedzinach życia. Tu ograniczeniem jest tylko nasza własna wyobraźnia.
Reiki jest też Japońskim systemem uzdrawiania energetycznego. Systemem opartym na stopniach (są trzy) oraz na inicjacji, czyli, jak już wspomniałam, dostrojeniu adepta do energii.

Dziś Reiki jest coraz bardziej popularne na całym świecie, a wiele osób, zapisuje się na I stopień Reiki – Shoden – aby na co dzień móc korzystać z dobrodziejstw tej energii. I wielu poprzestaje tylko na tym stopniu, traktując Reiki jak narzędzie wspomagające zdrowie, zawsze pod ręką, dosłownie i w przenośnie, ponieważ Reiki przekazujemy sobie i innym właśnie przed dłonie. Stąd często nazywane jest uzdrawiającym dotykiem.
Osobiście każdemu polecam Reiki, bo zmienia ono nasze życie na lepsze. Pozwala cieszyć się dobrym zdrowiem i na dłużej zachować młody wygląd. Przede wszystkim jednak otwiera nas na nowe możliwości i pozwala poznać i doskonalić samego siebie.

środa, 10 listopada 2010

Ja przepisywana

Analizuję i czytam. Czytam i analizuję. Artykuły, ksiązki, siebie.
Siebie czytam najwięcej. I już się nie boję tej lektury.
Weszłam do Labiryntu. Kilka razy w nim utknęłam, ale idę dalej. Prę do przodu jak burzowa chmura. Nawet się nie gubię, choć zdarza się zaglądać na błędne drogi. Wracam i idę, a idąc czytam.
Wyczytałam w sobie wiele. I nie zawsze to, co zapisane na swoistych kartkach mego życia i doświadczenia spodobało mi się. Nawet dość dużo mi się nie spodobało. To nie gatunek liryczno satyryczny, który mi odpowiada. A skoro nie odpowiada mi autorstwo innych, postanowiłam sama siebie pisać. Zaczynam od zaznaczenia tych rozdziałów, które mi się najmniej podobają i wymazuje je. Na pustych kartkach zapisuję swoje własne tworzenie.
Jesteśmy lekturami napisanymi przez innych. Większość naszych działań i czynów wynika z ocen innych. Robie to czy tamto by sąsiedzi czy rodzina nie gadali, albo dlatego, że tak wypada, ze strachu co ludzie pomyślą, co powiedzą, w pogoni za modą, za czyimś stylem, za czyjąś ideą, w poświeceniu się dla partnera, dla dzieci, dla rodziców.
W tym wszystkim nie ma nas. Spychamy siebie do roli maszyny spełniającej życzenia innych. Czasem coś w tych łączach zgrzyta i robimy mały bunt. Najczęściej przybiera on formę: A właśnie, że zrobię inaczej. Tyle, że to inaczej rzadko, kiedy idzie w parze z potrzebą naszej własnej lektury, z pragnieniem duszy i z naszą własną Istotą Bycia. Częściej przybiera postać kolejnej lektury nie naszego autorstwa, bo robimy tylko odwrotności wzorców ustalonych przez innych. Czyli takie zdjęcie w negatywie, ale dalej nie jesteśmy to my. Co gorsza, ta atrapa wolności wywołuje w nas większy lęk, bo w głębi duszy wciąż czujemy, ze taka zbuntowana postawa to też nie my prawdziwi i całość zaczyna wyglądać jak samotna samba do dźwięków spokojnego walca. Owszem, jesteśmy w centrum uwagi, ale zamiast nas to radować, zaczyna peszyć. I w końcu zawstydzeni lub wściekli schodzimy z parkietu i wpasowujemy się do ksiązki czyjegoś autorstwa. Najłatwiej zaobserwować to u dorastających ludzi, którzy po fazie zbuntowanych nastolatków (niektórzy ten stan przeciągają na radosny okres studiowania) wracają do rzeczywistości, jako poukładani w każdym calu dorośli obywatele, żyjący tak jak oczekują tego autorzy książki naszego życia. Czasem tylko nocami lub w drodze do pracy poczują tęsknotę za dziką wolnością, pomarzą by być ptakiem i z westchnieniem: „Ehhh, życie, tu się nie da polecieć w chmury”, trwają dalej w czyjejś lekturze, a przynajmniej wydaje im się, że jest czyjaś. Tak łatwiej zrzucić odpowiedzialność z siebie..
Co gorsza, kiedy nadarza się okazja by wyrwać niechciane kartki z tej książki i napisać swoją własną, zapierają się nogami i rękami z okrzykiem, że i tak się nie da, ze to bez sensu, że życie nie jest łatwe wiec, po co, itd., itp.
A życie jest tylko takie, jakim się je napisze. Bo w gruncie rzeczy każda książka to swoista autobiografia. I tak naprawdę to my ją piszemy, tyle, że w oparciu nie o swoje doświadczenia, potrzeby, tęsknoty. Nie piszemy jej o nas, a o kimś, kogo tworzymy na obraz i podobieństwo innych, byle się nie wychylać, byle nie być ocenionym, byle nie dostać etykietki „TEN ZŁY TA ZŁA”, bo ludzie widza zło w tym, co inne.
Trwamy, więc w strachu, który pozornie zdaje się bezpieczną przystanią, bo już znaną, i nawet za obietnice skarbów nie wypłyniemy na głębokie wody.
Ja tak nie chce. Wyrywam, więc kartki zapisane nie moją myślą i wolą. Odbijam od brzegu i ruszam w nieznane, zapisując siebie od nowa. W tej podróży to ja jestem sternikiem i kronikarzem. I jest mi z tym cholernie dobrze. Bo okazuje się, ze można być ptakiem i wzlecieć w chmury. To moja własna wolność, w której staję na dziobie mej łodzi i rozrzucając nie moje zapiski krzyczę: „Dzika Taka Jestem”.

środa, 3 listopada 2010

Rzucamy palenie

Zerwanie z nałogiem to ważna i dobra decyzja. Jednak łatwo powiedzieć, a trudniej zrobić. Dlatego postanowiłam podać kilka rad dla tych, którzy zdecydowali się rzucić palenie.

Krok pierwszy: znajdź powód dla którego warto zerwać z nałogiem. Chyba najważniejszym z nich jest nasze zdrowie. Warto sobie uzmysłowić, że wskutek nałogowego palenia papierosów na świecie co chwilę umiera jedna osoba. Poza tym nie paląc będziemy mieć zdrowszy wygląd, bardziej wyostrzone zmysły smaku i węchu. Warto tez sobie uzmysłowić, że dla otoczenia palacze po prostu śmierdzą.

Krok drugi – Jeśli powyższe argumenty są mało wystarczające – warto pomyśleć o finansach i zaoszczędzić pieniądze. Dobrze jest przeliczyć sobie ile miesięcznie wydajemy na papierosy i to pomnożyć przez ilość miesięcy w roku. Kwota jest duża, prawda? Proponuje codziennie przez trzy miesiące odkładać sobie do skarbonki lub skarpety kwotę jaka dziennie przeznaczamy na papierosy. Po tym czasie podliczmy wszystko i zafundujmy sobie upominek jako nagrodę za wytrwanie w nie paleniu. Możemy się zdziwić jak kosztowny prezent sobie kupimy.

Krok trzeci: jako dzień rzucenia palenia dobrze jest wyznaczyć sobie jakąś ważną dla nas datę. Może to być dzień naszych urodzin, imienin, Nowy Rok. To musi być dzień przełomowy. Tego dnia mówimy sobie KONIEC, NIGDY WIĘCEJ i tego się trzymamy.

Krok czwarty: o naszej decyzji powiadamiamy rodzinę i przyjaciół. Takie posunięcie po pierwsze wspomoże nam wytrwać bez nałogu – bo nie wypada złamać danego słowa, Po drugie przyjaciele i rodzina mogą nam pomóc dobrym słowem i wsparciem.

Krok piąty: Pierwsze dni bez papierosa mogą być bardzo trudne. Można się w tych dniach wspomóc. W aptece można obecnie dostać wiele środków wspomagających walkę z nałogiem. Chęć zapalenia można tez skutecznie powstrzymać gumą do żucia, miętusami, zagryzaniem pestek dyni czy słonecznika. Dobra metodą jest też żucie kłącza tataraku.
Jeśli te środki zastępcze nie pomagają można spróbować różnorakich terapii, jak np. akupunktura, hipnoza, aromaterapia, ćwiczenia jogi, wizualizacja. Sposobów na to jest wiele ale każdy musi znaleźć właściwy dla siebie.

Najważniejszy jest pierwszy krok. Dużym sukcesem jest już podjęcie takiej decyzji. Potem trzeba już w niej wytrwać.

Niektórzy w tym miejscu mogą powiedzieć, ze łatwo mówić, komuś, kto nie pali. Fakt. Ale podaję siebie za przykład. Paliłam blisko 20 lat i to sporo, bo minimum paczkę dziennie albo i lepiej. Od ponad roku jestem wolna od nałogu. Pewnego dnia powiedziałam sobie dosć. I zaczęłam mysleć o sobie, jako o kimś wolnym od nałogu, nigdy nie palącym. Udało się bez gum, plastrów itp. Naprawdę da sie i to bez jakiejs silnej woli, wspomagaczy za setki złotych, bo wszystko zaczyna sie i kończy w nas. A z perspektywy czasu wiem, ze warto było. Dziś czuję smak i zapach nawet wody, nie wydaję setek złotych na psucie sobie zdrowia i mogę zlapać oddech pełną piersią.