Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szamanizm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szamanizm. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 13 października 2014

Zwierzęta mocy



W animistycznej, a co za tym idzie, szamańskiej wizji świata, wszystko jest żywe i nasączone duchem. Posiada duszę. Istnieje i jest realne, jak namacalny fizyczny świat.
Szamani są osobami, które przemieszczają się między tymi światami, dotykają subtelnych wymiarów, są łącznikami między nami, a Duchami i Istotami Duchowymi. A w swej wędrówce często korzystają z pomocy opiekunów i przewodników z subtelnych światów. Andrzej Szyjewski w książce „Szamanizm” określa to mianem „Płotu Duchów” szamana. Nie należy tego mylić z pojęciem totemu, choć ostatnio często te pojęcia są używane zamiennie. Jednak totem jest Duchem (Duchami) związanymi z rodem lub plemieniem i ściśle wiąże się z totemizmem, czyli mistycznym związkiem człowieka i zwierzęcia, gdzie często wyprowadza się ród (klan, plemię) od zwierzęcego przodka.

czwartek, 31 lipca 2014

Pigułka animizmu

Susan Seddon Boulet "Gaia"
O szamanizmie sporo już zostało powiedziane i napisane, toteż osoby zainteresowane tematem doskonale wiedzą czym on jest i z czym się wiąże. A wiąże się głównie z animizmem. I o ile o szamanizmie o szamanach sporo się pisze i mówi, o tyle animizm jest raczej wspominany, jako element szamańskiej ścieżki. A przecież jest on podstawą wszystkich religii, które właśnie z animizmu wyeluowały w obecne formy.
Wiele religii wciąż bardzo mocno opiera się na animizmie.
Nazwa animizm jest związana z łacińskim pojęciem anima, co oznacza duszę, oddech, tchnienie. Toteż najkrócej rzecz ujmując, animizm to wiara w to, że wszystko i wszyscy posiada duszę, ducha i duch ten może wchodzić też w relacje z innymi duchami.
Pojęcie to na stałe wprowadził w latach 70 XIX wieku, angielski antropolog Edward Burnett Taylor w swej książce „Cywilizacja pierwotna”. Uważał on, że wiara w duchy, była niezbędna do powstania religii oraz, że była najwcześniejszym stadium jej rozwoju. Jednakże jeszcze wcześniej użył tego terminu na gruncie medycznym Georg Ernst Stahl, osiemnastowieczny wybitny niemiecki chemik i lekarz . Uznał on, że jest to substancja życiowa.
Definicja, która praktycznie jest niezmienna od czasów jej powstania, a którą podaje Słownik Etnologiczny określa animizm jako „formę wierzeń polegającą na uduchowieniu świata przez przypisanie duszy człowiekowi i wszystkim tworom i zjawiskom przyrody. (…)” Występują dwa sposoby postrzegania animizmu w religioznawstwie i etnologii klasycznej. Pierwszy – ewolucyjny – w którym animizm jest rozumiany jako pierwotna forma religii, czy pewna faza ewolucji wierzeń religijnych w ogólnej historii religii. Drugi –funkcjonalny – w którym animizm jest traktowany jako trwały składnik wszystkich wierzeń bez względu na stopień ich rozwoju”.

środa, 30 lipca 2014

To i owo o magicznych Lalkach



Lalki są znane od przeszło 30 tysięcy lat. Były przedmiotem kultu, służyła jako amulety i fetysze, a także jako zabawki. Odkrywa się je na całym świecie w grobowcach i w miejscach kultu.
Figurki  przedstawiające ludzi i zwierzęta wykonywane z drewna, gliny, skór, kamienia, a nawet kości. Zdobione w malowidła i rzeźbienia służyły do celów rytualnych i magicznych zanim trafiły do dziecięcych pokoi.
Początkowo lalki były bardzo proste, imitowały postać ludzką, czasem miewały uwydatnione kształty, dla podkreślenia cech ludzkich.

niedziela, 22 czerwca 2014

Czary w oparach kadzidła



Raz jeszcze powracam do tematu kadzideł. Tym razem spróbuję przybliżyć co nie co o właściwościach surowców wykorzystywanych do palenia kadzideł. Warto się z tym zapoznać, gdyż magia nie lubi uogólnień. Nie wszystkie więc zioła czy żywice skutecznie oczyszczą nasze domy, czy ochronią nas przed  negatywnymi energiami.
Ostatnio duża popularnością cieszy się u nas szałwia biała, która owszem, jest skuteczna w oczyszczaniu ale nie wszystkich energii. Podobnie działa zresztą nasza rodzima szałwia lekarska, ale na niej nie da się zarobić tyle, co na sprowadzanej z daleka szałwii, stosowanej przez Indian.
Tylko, że co dobre dla jednych nie musi być dobre dla innych. Nasze rodzime zioła i drzewa, często są niedoceniane, a przecież to z ich pomocą nasi przodkowie zaplatali czary, chronili domy i bliskich, rozwijali zdolności wieszcze, uzdrawiali. Może więc warto sięgnąć i po te zapomniane, a przecież powszechnie dostępne na polach i łąkach rośliny.
Podobnie jak po kadzidła żywiczne, które prócz właściwości magicznych i leczniczych mają też przyjemny aromat, który długo utrzymuje się w pomieszczeniach.
Poniżej przedstawiam krótkie zestawienie ziół, drzew i żywic, stosowanych do kadzideł wraz z ich zastosowaniem.  Najprościej wysypać wybraną  roślinę lub żywicę na rozżarzony węgiel do fajki wodnej (można kupić w większości sklepów tytoniowych). Dobrym rozwiązaniem jest też stworzenie kompozycji z wybranych ziół i żywic, według ich zastosowania. Trzeba jednak uważać, gdyż nieumiejętne stosowanie niektórych ziół może spowodować nie tylko poważne konsekwencje magiczne i energetyczne ale też zdrowotne. Niektóre zioła są toksyczne i należy się z nimi obchodzić ostrożnie. Zawarłam to też w uwagach.

środa, 21 maja 2014

Baśń o niewidomej Uitavie

W czasach gdy lód był znacznie większy i grubszy, a białe niedźwiedzie wędrowały aż do zielonej tundry, ludzie zaś dopiero uczyli się świata wokół, zdarzyło się, że zły duch Tornak, pozazdrościł im daru odczuwania życia. Jako duch pozbawiony był ciała, ale gdy się zakradał w pobliże ludzkich osad, słyszał jak mówili o głodzie i sytości, bólu i ukojeniu, namiętności i dotyku, zimnie i gorącu. Był pierworodnym dzieckiem Boga Kruka, więc miał dość wiedzy by się domyślić o czym mówili. Ale nie miał ciała, aby tego doświadczyć. Toteż złość straszliwa na ludzi go ogarnęła i postanowił ich zniszczyć. Nie chciał jednak sam się trudzić zniszczeniem ludzi. Postanowił skierować na nich gniew bogini morskich odmętów i świata podziemnego. Udał się więc do niej i skłamał, że ludzie nie chcą już czcić imienia Sedny, nie składają jej ofiar z szacunku ale z lęku przed nią. Nienawidzą jej za to, że ukryła przed nimi foki i ryby w ocenie, zamiast dać im je na lądzie, gdzie łatwiej było polować.
Tornak nie zdążył jeszcze wypowiedzieć wszystkich kłamstw, gdy bogini Sedna ogarnięta furią uleciała na powierzchnię wody i zaklęciem strasznym sprowadziła na ludzi gniew wszystkich żywiołów. Wody oceanu się podniosły, wicher i lód oszalałe wirowały niszcząc wszystko co spotkały.
Na szczęście inni bogowie w porę zobaczyli co się dzieje i zdołali powstrzymać żywioły i złość podziemnej bogini. Dzięki temu uchronili ludzi od całkowitej zagłady.
Niestety wielu w tedy życie straciło, a jeszcze więcej opłakiwało stratę swoich bliskich.
Był miedzy nimi też Angus, najlepszy myśliwy swej osady, któremu żywioły odebrały całą rodzinę, nawet wnuczkę Uitavę, która feralnego dnia bawiła się z bratem nad brzegiem morza.
Długo szukał śladów, nie tracąc nadziei, że ktoś z rodziny ocalał i dopiero po roku wrócił do osady. Wciąż uczył młodych myśliwych, ale nie miał już w sobie dawnej pasji i energii.
Tymczasem Uitava została wyrzucona przez fale na brzeg daleko od rodzinnego igloo. Była przemarznięta i mokra, a co gorsza ślepa. Ostatkiem sił wyczołgała się jednak z wody. Prawie zamarzła leżąc bez tchu na lodzie, ale wówczas zjawiła się biała niedźwiedzica Tuja i ogrzała dziewczynkę swoim ciałem. Czuwała też nad jej snem.
Rankiem Uitava zbudziła się ciepła i sucha. Mimo, że nie widziała świata wokół, postanowiła odnaleźć drogę do domu. Ruszyła odważnie przed siebie, za towarzyszkę mając tylko Tuję.
Szły długo przez lodowe pustkowie, aż po wielu dniach wędrówki dotarły do małego igloo.
Uitava weszła d środka. Od razu zrozumiała, że nie jest to zwykłe igloo, gdyż echo jej głosu niosło się daleko i mocno.
Oczami białej niedźwiedzicy zobaczyła, że jest w jaskini. Dużej i piękniej. Jej ściany zdawały się być lodem skrywającym najpiękniejsze polarne zorze, te z samego początku świata.
- Witaj w moim domu. Jestem Inuksuk , – Odezwał się mężczyzna o skórze zabarwionej odcieniem błękitu i połyskującej w nieznanym świetle. Wydawał się być dojrzały i tylko oczy zdradzały, że widział początek wszystkiego.
- Witaj. Jestem Uitava. – Dziewczynka opowiedziała mu o tym co ją spotkało.
- Twój dom jest daleko, a ty jesteś jeszcze pustym naczyniem. Zginiesz przy pierwszej śnieżnej burzy. Dlatego na razie zostań u mnie, nabierz sił i wypełnij siebie. Wtedy wyruszysz w drogę do domu. – Inuksuk podał dziewczynie wody z miseczki o połyskliwym błękitnym zabarwieniu. Była to woda czysta i ożywcza, dająca ukojenie i siłę.
Uitava zamieszkała z Inuksukiem w jaskini wypełnionej polarną zorzą. Uczyła się tego, co chciał jej przekazać, a była to często wiedza inna, niż ta, którą znała z baśni własnego ludu, bo sięgała głębiej w świat duchów i bogów. W zamian za opiekę i naukę dbała o porządek w domu Inuksuka, gotowała i cerowała odzienie. Czasem wychodziła też na przechadzki z białą niedźwiedzicą i uczyła się dokładniej oglądać świat jej oczami.
Minęło kilka lat. Jej spojrzenie nie było już białe i puste lecz nabrało blasku polarnej zorzy. I choć oczy wciąż nie widziały, ona potrafiła wejrzeć w głębię duszy i serca innych.
Wówczas to, jej opiekun uznał, że nadszedł czas by wróciła do domu. Zaopatrzył ją w prowiant i ciepły anorak na drogę i dał swoje błogosławieństwo.
- Gdy będziesz potrzebowała mojej rady, będę obok. – Powiedział na pożegnanie, wkładając w jej dłoń mały, połyskliwy kamień.
Po wielu dniach wędrówki Uitava dotarła wreszcie do swojego ludu. Tuja odprowadziła ją aż do ostatniego z kamiennych strażników i pożegnawszy dziewczynę zniknęła na lodowym pustkowiu.
Za to stary Angus nie mógł się nacieszyć z powrotu wnuczki i odzyskał dawną pasję.
Uitava na powrót zamieszkała między swoimi, a ponieważ będąc ślepą widziała to, co ukryte było przed innymi, pomagała odnajdywać siłę i zdrowie potrzebującym.
Jednak zły duch Tornak nie zapomniał o swej nienawiści do ludzi i znalazł nowy sposób by im szkodzić. Uprowadził i uwięził córkę króla fok, a winę zrzucił na ludzi. Gniew straszny zawładną sercem króla. Udał się ze skargą do Pana Mórz, a ten nakazał wszelkim morskim stworzeniom schować się głęboko pod lodem.
Ludziom znowu zaczął głód w oczy spoglądać, Sieci rybaków opustoszały, a myśliwym brakowało zwierzyny, na którą mogliby zapolować.
Uitava przejrzała intrygę Tornaka.
- Jeden z mężczyzn musi odszukać córkę króla fok i ją uwolnić. Inaczej śmierć głodowa nam wszystkim grozi. – Powiedziała na zebraniu Starszyzny.
Nikt jednak nie kwapił się wyruszyć w tak daleką i niebezpieczną drogę. Jeden tylko, młody myśliwy Amarok. Bał się on tak samo jak inni, ale młodzieńcze serce biło też dla Uitavy, więc postanowił pokazać jej swą wartość.
Dziewczyna na drogę dała mu błękitny kamień.
- Gdy ci odwagi zabraknie, zaciśnij na nim pięść, a nic strasznym ci się nie wyda. Ochroni cię też i szczęście przyniesie. – Powiedziała mu na pożegnanie.
Amarok wyruszył w drogę. Po wielu trudach i przygodach udało mu się dotrzeć aż do skalistych klifów, gdzie zły duch uwięził córkę króla fok. Tornak właśnie opuszczał kryjówkę i myśliwy mógł go dokładnie zobaczyć. Serce skuł mu lód strachu, widząc jak odrażającym i wielkim jest ten zły duch. Już miał zawrócić, gdy poczuł ożywczą siłę z kamienia od Uitavy. Nowa moc i odwaga wstąpiły w niego i ruszył dziarsko do jaskini. Od razu usłyszał szloch córki króla fok. Poszedł za jej głosem i uwolnił ją.
Potem bez przeszkód wrócił do domu. Córka króla fok opowiedziała ojcu prawdę i ludzie oraz mieszkańcy morza znowu żyli w pierwotnej równowadze.
- Gdyby nie kamień, który mi dałaś, nigdy by mi się nie udało. To on dał mi siłę i moc. – Przyznał Amarok Uitavie, gdy wziął ją już do swego igloo jako żonę.
- Sądzisz, że sprawił to kamień? – Spytała z uśmiechem.
Amarok sięgnął do skórzanej sakwy, lecz kamień niczym lód stopił się w jego dłoniach.
- Odwaga i siła jest w tobie, mój mężu. Nie w kamieniu. – Powiedziała, a jej niewidome oczy nigdy jeszcze nie miały tak intensywnego błękitu w sobie.
Amarok przytulił mocno żonę.
Tornak jeszcze czasem niepokoił ludzi, ale oni nauczyli się już chronić przed jego gniewem. Uitava do końca swoich dni wspierała męża i swoje plemię, widząc to co ukryte. Czasem tylko znikała na samotną wędrówkę, w której towarzyszyła jej Tuja.
Kiedy zaś ta odeszła do krainy przodków, Uitava poczuła, że i jej dni się wypełniają.
Pochowano ją na brzegu morza w lodowej grocie. A gdy długa noc się skończyła i znowu zaczęło królować słońce, ludzie ujrzeli, że tam, gdzie spoczęła Uitava lód stał się gładki i twardy jak skała, nie topił się też w słońcu, ale promieniował blaskiem polarnej zorzy.
Do dziś ludzie szukają w nim siły i ochrony, a także równowagi i jasności myśli.

Agnieszka Cupak
.
Obraz: Susan Seddona Boulet

czwartek, 27 marca 2014

Magia dla (nie) wtajemniczonych


Internet pełen jest magii, nie tylko tej wynikającej z czaru korzystania z sieci. Nie brakuje stron, portali, for i blogów o tematyce ezoterycznej, gdzie magia i czary są na porządku dziennym.  Można tam znaleźć tysiące zaklęć, uroków, opisów rytuałów na różne życiowe sprawy od znalezienia miłości do dokuczenia nielubianemu szefowi. Wszystkie oczywiście opatrzone uwagami w stylu: Bezpieczne bo białomagiczne. Czasem notatka jednak wskazuje, że to sposób niepełny i tylko dla wtajemniczonych bo sięga już do magii wysokiej, wyjątkowej lub tej prawdziwej. Nie brakuje więc osób, które wiedzą i są magiczne (w większości te osoby same uczyły się z powszechnie dostępnych książek i stron w internecie na ten temat) i ogłaszają się z usługami przeprowadzenia rytuałów, rzucenia zaklęcia itp. Niestety nie brakuje i tych, co  zachęcając do skorzystania z usług magicznych oferują rzucanie klątw i uroków. A chętnych nie brakuje, bo sama od lat wciąż otrzymuję maile i telefony z prośbą o urok lub klątwę. Wiadomo, najczęściej ma to dotyczyć zaklinania miłości. Te młode (95% tych próśb to młodzież gimnazjalna,  licealna i trochę studentów) osoby są gotowe ponieść każdą cenę i żadne konsekwencje takiego nie są w stanie ich odwieźć od pomysłu zdobycia wymarzonego chłopaka czy dziewczyny. I nie pomaga tłumaczenie, wyjaśnianie na czym taki urok polega, co się może stać. Oni mają swój jeden koronny kontr argument : bo ja go(ją) kocham, a skoro kocham to jest to dobre.
Otóż dobre nie jest dobre, bo działanie magiczne - skuteczne - powoduje zniewolenie tej osoby, naruszenie jej wolnej woli, zmanipulowanie jej. I potem zamiast wymarzonego chłopaka mamy bezwolną kukiełkę, która z każdym dniem nienawidzi partnera coraz bardziej, ale nie odejdzie, bo jest magią związany. Klasyczny toksyczny związek, do tego czasem zostający na kilka wcieleń. Ciężko  się  od niego uwolnić, a gdy się uda... Cóż konsekwencją takich zabaw w magiczne wiązanie drugiej osoby najczęściej jest samotność na wiele lat, jeśli nie na całe życie.

Druga grupa chętnie sięgających po usługi magiczne to osoby, które chcąc pomścić swoje krzywdy zlecają rzucenie klątwy na kogoś, bo np. wymarzony chłopak (dziewczyna) zakochał się w kimś innym i trzeba koniecznie odegrać się na rywalu lub tym, kto odrzucił uczucie.
Jeszcze chętniej po klątwy sięgają osoby, które po przestudiowaniu i wypisaniu sobie z internetu zapasu zaklęć, rytuałów, inwokacji i sposobów na magię zaczynają określać siebie mianem wiedź, magów czy czarownic i w poczuciu wyższości, nieograniczonych mocy i sił, a przede wszystkim wysokiego ego, zaczynają zabawy w magię. Tak, właśnie zabawy, bo osoby naprawdę wiedzące czym jest magia, znające jej zależności, siłę i działanie, korzystają z niej naprawdę ostrożnie, rozważnie i tylko gdy inaczej się nie da. W myśl maksymy Terego Pratchetta, że o wielkości maga (czarownicy) świadczy to jak często magii nie używa. Niestety próżno tłumaczyć to osobom, które za pomocą magii, chcą rozwiązywać wszystko, nawet to, czego rozwiązywać nie trzeba i śmieją si ę w nos tym, co naprawdę wiedzą. Do czasu. Bo zabawy magią nigdy się dobrze nie kończą. Czy się ją rusza samodzielnie, czy zleca w swoim imieniu komuś innemu. Bo konsekwencje rzucania klątw, uroków i zaklęć ponosi zamawiający. Magowie, wiedźmy i szamani (ci nie wychowani i szkoleni na portalach ezoterycznych), wiedzą, jak się zabezpieczyć, ukierunkować energię magii i w końcu nie wyrażają własnej woli. To zamawiający wyraża wolę, chęć i intencję, więc to on poniesie konsekwencje swoich decyzji i wyborów.
Ale osoby, które uważają siebie za magiczne bo znają zaklęcia z internetu i w cudzym imieniu klątwę rzucą, też swoje zapłacą. Inni, cóż znają ryzyko, wiedzą jak to działa i podejmują świadome i odpowiedzialne wybory. Bo za magię, jak za większość rzeczy też swoją cenę zapłacić trzeba.
W tym miejscu warto powiedzieć, że z magią jest jak z talentem artystycznym. Rysować może się nauczyć każdy, ale artystą z naturalnym uzdolnieniem nie każdy się rodzi. To samo dotyczy magii. Nie każdy zdoła rzucić naprawdę skuteczne i działające zaklęcie, nawet, jeśli odprawi perfekcyjny rytuał, zgodnie z instrukcją.
Jednak w przeciwieństwie do sztuk plastycznych, używanie magii, nawet przez osoby nie magiczne, może nieść za sobą poważne konsekwencje. Bo jak rysunek, nawet malowany niewprawną ręką dziecka zamazuje kartkę, tak magia porusza po tamtej stronie pewne nici. Magowie, szamani, czarownicy i wiedźmy wiedzą jak to działa i za które nici chwycić, a które omijać. Widzą i wiedzą, a do tego najczęściej mają silnych pomocników po tamtej stronie. Jednak ktoś, kto bawi się magią, bo znalazł w necie zaklęcie i próbuje czy ono zadziała, jest niczym mucha na pajęczej sieci. Magią raczej niewiele zdziała, ale co przyciągnie to jego. A przyciąga zwykle istoty chętnie korzystające z jego sił witalnych, energii, a także te, które lubią nam ludziom szkodzić i dokuczać. Nawet jeśli taka osoba okaże się mieć zdolności magiczne, to bez podstaw rzetelnej wiedzy, praktyk i medytacji jest jak dziecko błądzące we mgle nad przepaścią. I nie ma tu usprawiedliwienia, że się nie wiedziało.
Warto się, więc zastanowić zanim po magię sięgniemy. Nie na darmo w dawnych czasach magii uczono się w zakonach, bractwach lub u starych czarownic i wiedźm. Zanim się wykonało swoje pierwsze zaklęcie lata mijały na poznawaniu zasad, teorii, obserwacji, medytacji. I szkoda, że dziś niewiele osób poznaje i uczy się czegoś więcej niż treści z popularnych, choć nie tak wiarygodnych książek czy stron. Dziś wystarczy wpisać hasło w Google.
No, ale cóż, po tamtej stronie nikt nie zapyta czy wiedziałam czy nie i co potrafię. Albo to pokażę, albo będę marionetką w rękach sił przynależnych do magicznego świata.
Pozdrawiam

Agnieszka "Szepcząca" Cupak

sobota, 22 czerwca 2013

Początek lata


Letnie przesilenie to dla wielu tradycji czas ognia, wody, słońca i księżyca, urodzaju, płodności, radości i miłości. Właśnie tym elementom okazujemy szacunek świętując Kupalnocki, Noce Świętojańskie, Midsumarsbloty, Litha czy jak inaczej zechcemy nazwać te święta. W ten płodny czas bogowie błogosławią poczętym wówczas dzieciom, świat celebruje życie. Czasem jednak dla niektórych jest to czas umierania, bo wszystko ma swój czas i swój koniec.
Stoję nad łożem umierającej kobiety, trzymam za rękę, liczę oddechy, pytając czy nadejdzie kolejny. Jestem z jej krwi, jej ciała, jej wiedzy, smutków i radości. We mnie żyją i pozostają jej wspomnienia. Stara kobieta, ciepłem nazwana - babcia - powoli odchodzi do świata przodków.


W lesie śmieje się Życie, skacząc przez święty ogień, na jego skraju, odchodzi Stara Mądrość. Koło życia i śmierci toczy się w symbolicznym tańcu, jak mijające pory roku. Uczę się życia i śmierci, to moje własne ars viviendi i ars moriendi w jednym kole.
Staję się niczym La Loba. Pozwalam odejść pozwalam przyjść, w myśl słów P. Estes:
"Ta która na nowo tworzy życie z tego, co już umarło, jest zawsze archetypem o dwóch obliczach. Matka Stworzenia jest zarazem Matką Śmierci i odwrotnie. Ta dwoista natura, podwójna funkcja, stawia przed nami trudne zadanie zrozumienia, co wokół nas, ponad nami i w nas powinno żyć, a co powinno umrzeć. Naszym zadaniem jest zrozumieć rytm życia i śmierci. pozwolić umrzeć temu, co musi umrzeć, a żyć temu, co powinno żyć."

niedziela, 23 września 2012

Kadzidła – dym dla ludzi, bogów i duchów




Palenie kadzideł towarzyszyło ludziom niemal od zawsze. Już w pierwszych kulturach oddających cześć bogom palono kadzidła w celach rytualnych. Do dziś na stanowiskach archeologicznych odnajduje się ślady palenia kadzideł, sięgające tysięcy lat wstecz.
Z pomocą aromatycznych dymów nawiązywano kontakt z bogami i duchami. Odkrywano aromaterapeutyczne właściwości roślin i żywic. Przy tym pierwsi ludzie szybko odkryli, że różne kadzidła wywołują  różne reakcje emocjonalne, a czasem nawet halucynogenne. Szybko więc kadzidła stały się nieodłącznym elementem praktyk religijnych i magicznych rytuałów. I stosuje się je w tych celach do dziś.
Sporo informacji o kadzidłach zostawili nam starożytni. W Egipcie, Mezopotamii, Fenicji, Indiach, Chinach, w całej kulturze Helleńskiej i Rzymskiej palono kadzidła i udoskonalano ich skład.
Czytamy o nich w starożytnych tekstach, a także świętych pismach, choćby w Biblii.

W Chinach kadzidła były w powszechnym użytku, stosowanym także w celach medycznych, a w Japonii sztuka tworzenia kadzideł znalazła odbicie w szkołach Koh-Do i prawdopodobnie to tam opracowano kadzidła stożkowe.
O wartości kadzideł może świadczyć fakt, że w niektórych okresach  cena kadzidła była wyższa od ceny złota czy zboża.
Skład i proporcje mieszanek ziół, drewna i żywic, stosowanych w celach magicznych i religijnych były i nadal są często objęte ścisłą tajemnicą. Często konkretny składnik i zapach był przeznaczony dla konkretnych bogów lub duchów. Inne miały na celu pomoc w nawiązaniu kontaktu z bóstwem lub spojrzeniem w przyszłość.
Ale kadzidła były też wykorzystywane w życiu codziennym, do odkażania i aromatyzowania pomieszczeń.
Dym kadzidła w pewnym sensie łączy świat materii i ducha, gdyż dym, widoczny i namacalny pozostaje ulotny i nieuchwytny, tak jak jego zapach. Poza tym ludzie dość szybko zauważyli, że pewne substancje nie mające zapachu uwalniają go pod wpływem spalania, jakby oddając swego ducha, esencję swej istoty i siły. Toteż nie dziwi fakt, że dym z kadzideł na stałe wrósł w kulturę i religię na całym świecie.

Składniki kadzideł.

Podstawowe składniki kadzideł to drewno i kora, żywice, zioła (liście, kwiaty, korzenie, kłącza, nasiona i owoce) a także substancje pochodzenia zwierzęcego. Niektóre tradycje magiczno religijne dzieliły te składniki na przynależne konkretnym bogom, albo żywiołom.
Podstawowe żywice, jakie stosuje się w kadzidłach to mirra, kopal, styraks, kamfora. Żywic jest znacznie więcej, te jednak są najpopularniejsze.
Drewno i kora drzew stosowana w kadzidłach to najczęściej sandałowiec, cedr, cyprys, cynamonowiec.
Składniki pochodzenia zwierzęcego to głównie ambra i piżmo, ale też inne jak strój bobrowy czy cybet.

Właściwości kadzideł.

Często właściwości kadzideł wiąże się z właściwościami magicznymi i medycznymi roślin i żywic, stosowanych w obrzędach i ceremoniach oraz w medycynie naturalnej. A lecznicze właściwości kadzideł zostały potwierdzone naukowo, gdyż skład niektórych żywic i olejków eterycznych zawierają np. seskwiterpyny, które korzystnie wpływają na pracę mózgu poprawiając koncentrację, podnosząc odporność organizmu a nawet regulują gospodarkę hormonalną. Wpływają też korzystnie na stany emocjonalne, układ oddechowy, oczyszczają i odkażają powietrze.
Właściwości lecznicze kadzideł są bardzo często związane z właściwościami ziół i żywic. Także w obrzędach magicznych przypisuje się kadzidłom właściwości magiczne stosowanych składników. Dla przykładu szałwia, szałwia biała, czy żywica świerkowa palone są do oczyszczania energetycznego oraz odpędzania złych duchów. Suszony korzeń mandragory lekarskiej sprzyja z kolei podróżom duchowym, przepowiadaniu przyszłości i kontaktowaniu się z duchami. Bylice z kolei pali się podczas rytuałów ochronnych i oczyszczających. Lawenda, rozmaryn czy róża sprzyjają wyciszaniu i łagodzą stany depresyjne. Stosuje się też je w magii miłosnej. Mirrę stosuje się w liturgiach także do uświęcania osób i przedmiotów. Z kolei cis sprzyja wewnętrznym transformacjom, medytacji, rozliczaniu przeszłości i podróżom duchowym.
Taka lista może być bardzo długa, bo wiele z ziół i żywic ma szerokie spektrum właściwości i zastosowań.
Warto zawsze komponować lub dobierać kadzidła stosownie do ich właściwości.

Znaczenie i zastosowanie kadzideł.

Kadzidła mają tak wiele zastosowań, ze trudno tu opisać wszystkie. Przede wszystkim, o czym była mowa wyżej, stosowało się je i stosuje w obrzędach religijnych, w tym pogrzebowych, oraz w praktykach liturgicznych, magicznych oraz w życiu codziennym.
W niektórych praktykach palenie stosownych ziół i roślin, wprowadza w tak zwane odmienne stany świadomości, stąd kapłani, szamani czy inni duchowi przewodnicy swego ludu z powodzeniem stosują kadzidła by kontaktować się z bogami, duchami, podróżować w odmiennych stanach świadomości, uzdrawiać.
Ma też kadzidło znaczenie symboliczne, np. w liturgii kościoła, wyraża ono modlitwę i ofiarę miłą bogu. Miało też mieć znaczenie oczyszczające.
W liturgiach i praktykach sakralnych miało zanosić do bogów modlitwy i prośby wiernych.
Zastosowanie kadzideł do oczyszczania znane jest zresztą nie tylko z kultury Judeochrześcijańśkiej ale z wielu innych. Obecnie dużą popularnością cieszy się np. szałwia biała, którą stosuje się do oczyszczania ze złych energii ale i do odpędzania złych duchów. To ostatnie zastosowanie jest też znane od wieków i różne mieszanki ziół i żywic stosuje się w praktykach egzorcyzmów, uzdrawiań szamańskich odpędzających złe duchy, oczyszczania energii pomieszczeń.
Kadzidła miały też (i nadal mają) zastosowanie bardziej praktyczne i przyziemne. Ich intensywna woń z dużym powodzeniem maskuje przykre zapachy, aromatyzuje powietrze. W czasach, kiedy higiena osobista stała na bardzo niskim poziomie, w świątyniach właśnie kadzidłami maskowano przykrą woń niemytych ciał wiernych. Przy okazji kadzidła często odkażały pomieszczenia.
Są też stosowane w kadzidłach specjalne zapachy odstraszające komary, insekty i inne uciążliwe dla ludzi owady.

Rodzaje kadzideł.

Typów i rodzajów kadzideł jest bardzo wiele. Dzieli się je na spalane bezpośrednio i pośrednio.
Do pierwszych zaliczamy popularne trociczki (kadzidełka na patyczkach bambusowych lub z drzewa sandałowego),kadzidełka stożkowe, czy spiralne. Ich podstawą są mieszanki sproszkowanych na puder składników ziołowych, żywicznych i zapachowych oraz węgla drzewnego i spoiwa (w niektórych stosuje się już żywice jako spoiwa). Właśnie węgiel sprawia, że kadzidełko się żarzy a nie pali żywym ogniem.
Natomiast kadzidła spalane pośrednio umieszcza się nad źródłem ciepła lub sypie bezpośrednio na rozżarzone węgle. Do nich zaliczamy tak zwane kadzidła sypkie, czyli mieszankę wysuszonych drobnych części roślin oraz granulek żywicznych.
Pierwsza metoda polega na umieszczaniu sypkiej kompozycji na specjalnych tackach lub sitkach bezpośrednio nad źródłem ciepła. W drugiej metodzie sypiemy mieszankę bezpośrednio na rozgrzane węgle.
Do kadzideł sypkich spalanych pośrednio stosuje się specjalne kadzielnice (w liturgii kościoła nazywa się je trybularzami). Mają one różne formy i kształty, często są bogato zdobione i stanowią element dekoracyjny. W sklepach można także nabyć specjalne kominki do ogrzewania kadzideł sypkich, których nie spalamy na węglach.
Kadzidła spalane bezpośrednio umieszcza się na specjalnych podstawkach, których też duży wybór można znaleźć w sklepach.

Jak zrobić kadzidło?

Kadzideł nie trzeba kupować, można je wykonać samodzielnie w domowych warunkach. Ma to też tę zaletę, że możemy samodzielnie wykonać kompozycję zapachową dobraną do upodobań, a także do potrzeb.
Najprościej wykonać kadzidło sypkie. W tym celu potrzebujemy węgle  do kadzideł lub shishy (można je dostać w większości sklepów tytoniowych). Rozpalają się one bardzo szybko. Taki węgielek umieszczamy w kadzielnicy. Można ja zrobić z muszli, misy ceramicznej lub metalowej, starego pucharu. Na dno wysypujemy trochę piasku, który izoluje i pochłania część ciepła. Na piasek układamy rozżarzony węgiel i sypiemy na niego kompozycję sypkiego kadzidła. W miarę potrzeby dodajemy składniki kadzidła.
Takie kadzidło ma też te zaletę, że jest nie drogie, gdyż zarówno żywicę świerkową, jak i zioła, możemy zebrać i przygotować samodzielnie. Droższe są kadzidła z żywic egzotycznych, ale obecnie nie są już droższe od złota i można je kupić w sklepach ezoterycznych lub specjalistycznych.

Czy kupione, czy też samodzielnie zrobione, warto mieć kadzidła pod ręką i korzystać z ich dobrodziejstw.
......................................
Powyższy artykuł jest mojego autorstwa a ukazał się na początku roku na łamach kwartalnika "ADREMIDA"

niedziela, 29 lipca 2012

Powolanie i inicjacja szamańskie

Powołanie i inicjacja szamańska to proces, w trakcie którego wybrana przez duchy osoba staje się pośrednikiem między światem materialnym a niematerialnym. W tym czasie przechodzi szereg prób, doświadcza wielu stanów tak emocjonalnych, jak i fizycznych. Uczy się uzdrawiania, praktyk związanych ze swoją ścieżką, rytuałów oraz wielu innych umiejętności koniecznych na szamańskiej ścieżce.

Szamanizm, jest systemem praktyk duchowych, wierzeniowych, który wyrósł na gruncie animizmu i jest z nim ściśle powiązany.
Animizm jest pojęciem bardzo szerokim, wywodzi się od łacińskiego słowa anima, znaczącego duch, dusza. Nie jest jednolitym systemem religijnym, ale grupą praktyk i wierzeń różnych kultur animistycznych. Zakłada, że wszystko co istnieje ma swoje odbicie w świecie duchowym, wszystko ma swego ducha. Nie tylko ludzie, zwierzęta, rośliny, przedmioty, choroby ale też zjawiska bardziej abstrakcyjne, jak miłość, czas, nienawiść, tęsknota, itd. Jest to najstarsza znana forma religijna.

Między światem naszym, a duchowym istnieje pewna granica, ale pamiętać trzeba, że ten świat duchowy, według animizmu nie jest światem lepszym czy gorszym od naszego, a równie rozmaitym i dualistycznym jak nasz. Szamani są zaś osobami, które pośredniczą między naszym a tamtym światem To oni są wybrani do kontaktu z duchami, z ich pomocą uzdrawiają, doradzają, zaglądają w przyszłość.

Szamanem jednak nie można zostać tylko dlatego, że się chce wykonywać takie, a nie inne zadania i posługi. Szaman, aby móc pełnić swoje funkcje, musi komunikować się ze światem duchów, a ta komunikacja winna mieć charakter dwustronny. Stąd tak ważne jest powołanie kogoś na pośrednika, wskazanie przez duchy, czy naznaczenie przez duchy. W tym miejscu trzeba zaznaczyć, że samo korzystanie z pewnych technik szamańskich, obecnie bardzo popularnych, jak np. szałasy potów, groby wojownika, chodzenie po ogniu, rytuały ayahuaski, nie są zarezerwowane tylko dla szamanów. Są to bardzo ciekawe praktyki powszechnie dostępne dla każdego zainteresowanego. Jednak przejście i praktyka takich technik nie czyni jeszcze z nikogo szamana. Do tego konieczne jest powołanie.
Najczęściej mamy do czynienia z kilkoma rodzajami powołania, często uzależnionymi od tradycji i kultury, w jakiej kandydat na szamana przyszedł na świat. Po pierwsze urodzenie się w rodzie o tradycjach szamańskich może wskazywać na to, że w przyszłości zostanie się szamanem. Kolejna rzecz to urodzenie się z jakimś znamieniem lub zdeformowaną częścią ciała, wskazuje to na inność szamana, jako tego, który kroczy między światami. W tym wypadku oczywiście są jeszcze inne wyznaczniki tego, że zostało się wybranym przez duchy, gdyż nie każdy, kto nosi jakieś znamię automatycznie staje się szamanem. Tutaj też dużą rolę odgrywa kultura, z której pochodzi szaman. Np. pewien buriacki szaman urodził się z rozdwojonym kciukiem, co w tamtejszej tradycji wskazywało, ze ma on dodatkowa szamańską kość, ta zaś jest siedzibą jego mocy i siły. Selpukowie z Syberii z kolei wierzą, że w kciuku mieszka dusza, tak więc taki znak jednoznacznie wskazuje na powołanie szamańskie. W wielu tradycyjnych kulturach animistycznych znakiem powołania jest też rażenie piorunem.

Kolejną charakterystyczną formą powołania jest nagła choroba lub wizja. Takich powołań jest najwięcej, zwłaszcza w miejscach gdzie animizm od dawna nie jest ścieżką dominującą.

Tu warto zatrzymać się na chwilę właśnie przy chorobie szamańskiej, która w naszej kulturze często mylona jest z choroba psychiczną (głownie ze schizofrenią). Powołanie szamańskie wiąże się bowiem z szeregiem wizji, słyszeniem głosów, widzeniem tego, czego nikt inny nie widzi, poczucie silnego nakazu wewnętrznego do robienia (lub nie ronienia) jakiś rzeczy, innym odczuwaniem, itd, itp. Często towarzyszy temu chęć odizolowania się od otoczenia. Jednak są wyraźne różnice między chorobą szamańską a chorobą psychiczną. Po pierwsze w chorobie szamańskiej dominują wizje wzrokowo słuchowe duchów czy bogów udzielających informacji i prowadzących osobę, natomiast w chorobie psychicznej są to najczęściej omamy słuchowe, słyszenie szeptów w tle, nakładanych na siebie jak fale radiowe, najczęściej też mające charakter groźby, negatywnych skojarzeń, przestróg przed apokaliptycznymi wizjami. Natomiast przy powołaniu szamańskim te wizje mają charakter raczej pozytywny, duchy udzielają dobrych rad, prowadzą w stronę rodziny, pomaganiu innym. W schizofrenii często będą to wizje obcych, demonów, które chcą zrobić krzywdę. Choroba szamańska powoduje pozytywny efekt, wzmacnia poczucie własnej wartości, wzrost samooceny, wewnętrznej siły. Natomiast choroba psychiczna doprowadza do dezintegracji osobowości, depresji i lęków.

Trzeba jednak zaznaczyć, że w chorobach szamańskich, a także w transach wizyjnych pojawia się wiele dość drastycznych wizji i doświadczeń, często odczuwalnych także psychosomatycznie. Jest to już proces inicjacyjny, po przejściu którego powołany staje się szamanem. W trakcie inicjacji przyszły szaman zwykle prowadzony jest przez duchy przez różne światy, otrzymuje zadania do wykonania, bywa, że jego ciało poddawane jest drastycznym zabiegom, jak ćwiartowanie, rozpuszczanie, rozrywanie, a następnie ponowne zespalanie. Dzieje się to oczywiście w świecie duchowym, ale wielu powołanych odczuwa to jako bóle psychosomatyczne na poziomie fizycznym. Taka forma inicjacji wzmacnia wewnętrzną siłę szaman, sprawia, że niszczy się starą osobowość, matryce, lęki i ograniczenia, a tworzy się zupełnie nową szamańską. Stąd właśnie rozczłonkowanie i ponowne zespolenie ciała. Szaman też dostaje wtedy pewne dary, które pozwolą mu wypełniać swoje powołanie. Mogą to być słowa mocy, przeznaczone tylko dla niego, a pomocne w uzdrawianiu, albo pewne tajemnice rodowe, przekazywane przez duchy przodków, itd. Itp.

Jednak taka inicjacja szamańska odbywa się nie tylko na poziomie mentalnym, ale i na poziomie fizycznym. Tu mamy już do czynienia z rytuałami charakterystycznymi dla danej kultury i społeczności. Często się to wiąże z pewnymi próbami, którym poddawany jest szaman. Każda z nich uczy go czegoś i wzmacnia go. Dla przykładu Don Oscar Miro-Queseda inkaski szaman w czasie swej inicjacji został poddany ceremonii pogrzebania, a dziś mówi o niej: „aż tak drastycznych metod trzeba czasem użyć, aby uwolnić człowieka od ciężaru wszystkiego, co nagromadził.”

Proces inicjacji jest często długotrwały i różnorodny. Obok rytuałów, wizji, transów i podróży do innych światów, szaman uczy się być szamanem, uzdrawiać, kontaktować z duchami. Poznaje siebie, zwalcza swoje słabości, odrzuca dawne życie i staje się nową osoba. Staje się szamanem.

Szamanem może zostać każdy. Każdy powołany przez duchy. Ważne jest by mieć świadomość tego, że nie jest to droga łatwa, prowadząca do oświecenia i rozwoju duchowego w rozumieniu dzisiejszej ezoteryki i ruchów new age. To powołanie do pełnienia pewnej roli w swojej społeczności, praca z duchami, postrzeganie świata, jako miejsca zamieszkanego nie tylko przez nas ale i istoty świata duchowego. Podsumowaniem niech staną się słowa Galsana Tschinaga poety, przywódcy i szamana Tuwińców (Ałtaj): „Szamanizm to suma wielości. Szaman musi potrafić wszystko. (…). Ostatecznie jest to człowiek, który wydobywa z głębi siebie swego wewnętrznego szamana i wystawia go na widowisko. Musi się wciąż od nowa konstruować”.

Bibliografia:

Peter Vitebsky „Szaman. Magia, tradycja, rzeczywistość”, Wyd. Świat Książki, Warszawa 1996.

Andrzej Szyjewski „Szamanizm”, Wyd.WAM, Rok wydania: 2005
Mihaly Hoppal „Szamani Euroazjatyccy”, Wyd. ISKRY, 2009 rok
Gesko von Lupke „Dawna mądrośc na nowe czasy. Rozmowy z uzdrawiaczami i szmanami XXI wieku”, Wyd. Czarna Owca 2009



O inicjacji i powołaniu szamanskim można też posluchać w audycji nagranej na spotkaniu kwietniowej EzoChaty (poniżej podaje link do audycji)

http://ezokultus.eu/...-edukacyjna/347

poniedziałek, 21 maja 2012

Szamanizm jako sztuka ekstazy oraz uzdrawiania u Ludów Syberyjskich oraz Indian Ameryki Północnej

Za pozwoleniem autorki Beaty Jeleniewicz  zamieszczam artykuł o szamanizmie. Link do strony, gdzie został opublikowany podaję na końcu tekstu.
................................................................................


Szaman zaczyna swe nowe, prawdziwe życie przez „oddzielenie się”, czyli jak się zaraz przekonamy, duchowy kryzys niepozbawiony tragicznej wielkości ani piękna” - Mircea Eliade - „Szamanizm i archaiczne techniki ekstazy”
W poprzednich artykułach wyjaśniliśmy sobie kim jest szaman i aby bardziej zobrazować istotę tego zjawiska odróżniliśmy szamanizm od zjawiska magii oraz psychopatologii.
Przejdźmy teraz do następnych tematów, a mianowicie do tego jakie są znaczące różnice pomiędzy szamanizmem syberyjskim, a północnoamerykańskim i rozpocznijmy obszerny temat dotyczący tego w jaki sposób zostaje się pełnoprawnym szamanem.


Szamanizm syberyjski, a szamanizm Indian Ameryki Północnej

Szamanizm Indian Ameryki Północnej pomimo wielu podobieństw, które spotykamy na całej kuli ziemskiej w przypadku tego zjawiska, różni się od szamanizmu syberyjskiego.
Oczywiście istnieje również pewna złożoność tego zjawiska w obrębie samego szamanizmu syberyjskiego, jak i północnoamerykańskiego jednak możemy zauważyć pewne ogólne różnice dotyczące ich obu.

Praktykujący w naturze”

Indiański native healerMedicine Grizzlybear Lake opisuje, że szamani w jego kulturze to przede wszystkim osoby leczące ludzi z wszelkiego rodzaju chorób, pomagające rozwijać się duchowo, rozwiązujące rozmaite problemy wewnętrzne swoich pacjentów.
Jeśli medicine man nie był w stanie znaleźć odpowiedzi na przyczynę choroby pacjenta udawał się na poszukiwanie wizji, w których konsultował się z duchami oraz ze Stwórcą. Robił to jednak w nieco odmienny sposób niż szaman syberyjski.

Przede wszystkim szamani Indian Ameryki Północnej są głęboko związani z naturą. Nazywają siebie „praktykującymi w naturze”, a stan ekstazy i związane z nim wizje osiągają dzięki postom, głodówkom, męczącym podróżom na długie odległości, dźwiękom bębna, grzechotki czy szeroko rozumianemu oczyszczaniu ducha jak również ciała w tak zwanych szałasach potów.
Posiadają szereg sposobów na otrzymywanie transu, a co za tym idzie wymaganych wizji świadczących o kontakcie z duchami.

Wielki szamanizm”

W tym momencie uwidacznia się nam pierwsza znacząca różnica pomiędzy obydwoma szamanizmami.
Indiańscy rdzenni uzdrowiciele, czy też jak przyjęło się mówić szamani, różnią się od szamanów syberyjskich przede wszystkim tym, że rodzaj transu, czy też ekstazy, jakiej doświadczają jest płytszy, nie tak głęboki, jak trans osiągany przez szamanów syberyjskich, na których znaczący wpływ mają niezmiernie niska temperatura, monotonia krajobrazu, długie noce, czy też samotność, jak podają niektórzy autorzy.

Tylko szamani syberyjscy osiągają najgłębszy stan ekstazy, zwany również stanem kataleptycznym, którego osiągnięcie dla wykwalifikowanego szamana jest bardzo proste, podobnie jak dla nas zapadnięcie w sen.
Eliade w swojej książce: „Szamanizm i archaiczne techniki ekstazy” opisuje: „W strefie arktycznej ekstaza szamańska jest zjawiskiem spontanicznym i organicznym; tylko w tej właśnie strefie można mówić o „wielkim szamanizmie”, to znaczy ceremonii, która kończy się rzeczywistym transem kataleptycznym, podczas którego dusza, jak się zakłada, opuszcza ciało i podróżuje do niebios lub podziemnych piekieł”.

Folklor szamański i nietypowe osobowości

Jedni i drudzy szamani różnią się także pod innymi względami.
Jerzy Wasilewski w swojej książce pt. "Podróże do piekieł. Rzecz o szamańskich misteriach" zaznacza, że szamanizm syberyjski zawiera szereg złożonych zjawisk oraz form. Na szczególną uwagę zasługuje postać samego szamana.

Wśród tamtejszych szamanów oprócz kobiet i mężczyzn w tej roli spotkać można ludzi o najróżniejszych odchyleniach od tzw. normy, w tym osobników dwupłciowych (hermafrodytów) oraz nawet transwestytów, czyli osoby naśladujące ubiorem, zachowaniem oraz stylem płeć przeciwną.
Wasilewski opisuje, że jest to szczególnie spotykane zwłaszcza na dalekiej północy, wśród Czukczów, Kamczadalów, Koriaków i azjatyckich Eskimosów.
O takich szczególnych przypadkach raczej nie słyszy się wśród
szamanów Ameryki Północnej.
Poza tym szamanizm syberyjski obfituje w ogromną złożoność folkloru szamańskiego, jak podaje autor cechuje go wręcz wartość artystyczna.
Odnajdujemy w nim bogactwo poezji, zaklęć oraz modlitw, na uwagę zasługuje także ubiór szamana oraz jego bęben.

Strój szamański

Jak wynika ze słów Daana van Kampenhouta na obszarach Syberii szamański kostium był częścią podstawowego i niezbędnego wyposażenia szamana podobnie jak rytualny bęben oraz pałka, które były symbolami wiedzy plemienia a także praw uniwersum.
Kostium był ozdabiany twardymi materiałami takimi jak żelazo aby mógł ochronić ciało szamana przed złymi duchami podczas gdy on sam przebywał daleko poza ciałem.
Często ważył on nawet kilkadziesiąt kilogramów, a syberyjski szaman mógł tańczyć w nim nawet po pare godzin, co wydawało się wręcz niemożliwe.
Wasilewski dodaje, że najbardziej podobnym, do
szamanizmu syberyjskiego na terenie Północnej Ameryki jest jedynie szamanizm grup północno-zachodniego wybrzeża Pacyfiku.
Zaliczają się do niego plemiona takie jak Kwakiutle, Tlingitowie, Haida i inni.
Podobieństwo do
szamanizmu syberyjskiego w tych plemionach można dostrzec na podstawie stroju oraz bębna używanych przez tamtejszych szamanów.

Głębokość transu

Ciekawym zjawiskiem odróżniającym szamanizm północnoamerykański od syberyjskiego są także praktyki podobne do szamańskich spotykane w plemieniu Apaczów, które opisuje Jerzy Wasilewski.
W plemieniu tym każdy mężczyzna uczy się jak otrzymywać wizje oraz jak rozmawiać z duchami aby móc leczyć.
W tym przypadku nie możemy więc mówić o typowym zjawisku szamanizmu jaki spotykamy w innych plemionach, gdzie szaman jest jedynym wybranym pośród całego plemienia.

Wasilewski wyjaśnia również, że u Indian północnoamerykańskich prawdziwy głęboki trans oraz motyw "duchowego lotu do nieba" zdarza się rzadko, a główne działania szamana sprowadzają się przede wszystkim do wróżenia oraz leczenia.
W każdym razie możemy podsumować, iż wśród szamanówz obu kultur występuje wejście w stan ekstazy, połączenie z Naturą i nawiązanie kontaktu z Innym Światem oraz zamieszkującymi je duchami, a sama profesja szamańska jest bardzo odpowiedzialnym oraz ciężkim do sprostania zadaniem.
Pewne różnice pomiędzy obydwoma rodzajami szamanizmu uwidocznią się nam również podczas kontynuowania tematu.

"Szamanem nie można zostać - trzeba się nim urodzić"

Temat dotyczący wyboru nowego szamanaoraz niezwykłych zjawisk i wypadków, jakie przydarzają się przyszłemu szamanowi, w celu zakomunikowania mu o jego wyborze, jest jednym z obszerniejszych tematów dotyczących tego zjawiska.
Dlatego też nie sposób skrótowo przedstawić jego złożoności.
Postaram się jednak uchwycić jego najważniejsze oraz najciekawsze elementy.

Jakuci powiadają, że: „Szamanemnie można się stać, ale trzeba się nim urodzić”, zatem możemy wywnioskować, iż Jakuci twierdzą, że kto nie urodził się w rodzinie z tradycjami szamańskimi nie może nazywać siebie pełnoprawnym szamanem.
Wiąże się to z wierzeniem, że nieżyjący przodkowie szamani obserwujący z nieba wyszukują sobie następców spośród swojego rodu aby przekazać im całą swoją wiedzę oraz umiejętności.

Przykładowo według Buriatów to dusze przodków-szamanów wybierają kandydata spośród swojej rodziny, po czym jego dusza jest unoszona przez duchy na Zachód, jeśli ma on stać się białym szamanem, albo na Wschód, jeśli ma zostać czarnym szamanem.
Następnie w pałacach bogów dusza szamana jest pouczana przez przodków-szamanów o czekającej go roli i tajnikach rzemiosła.

Zwierzęcy przodkowie

Takie podejście jest też prawdopodobnie związane z totemistycznymi wierzeniami plemion syberyjskich, które wierzyły, że dany ród to potomkowie określonych zwierząt.
Jak opisuje Andrzej Szyjewski, według wierzeń syberyjskich, pierwszy szaman pochodził od zwierzęcych przodków czy też szamańskich duchów opiekuńczych, którzy byli jego przodkami. Często wierzono też, że szaman jest ich chodzącą inkarnacją.
Zgodnie z tymi mitami uważano, że szamani nie wywodzą się od „ziemskiego ojca”.
Wobec tego przyszły szaman mógł urodzić się tylko w rodzinie od lat zajmującej się profesją szamańską, gdyż rodzina ta nie należała do zwyczajnych ludzi.

Jak dalej opisuje Szyjewski, przekonanie to było wśród ludów Syberii tak silne, że gdy w rodzinie szamańskiej nie narodził się żaden członek powołany do szamanienia mówiono, że duchy szamańskie porzuciły daną rodzinę lub zostały porwane przez wrogiego szamana.
Wprowadzało to natychmiastowe poczucie zagrożenia i lęku w społeczności oraz natychmiastowe poszukiwanie nowego szamana.

Wybór przez duchy

Pomimo wyraźnego nacisku na urodzenie w rodzinie szamańskiej przez różne opisywane przez nas kultury, Eliade powołując się na prace K. E. Karjalainena i W. M. Michajłowskiego podkreśla, że szamanizm bez względu na sposób rekrutacji zawsze jest darem od bogów lub duchów, a tylko w sposób pozorny jest on dziedziczny (np. u Wotiaków) gdyż pouczenie następuje również przez sny i wizje otrzymywane od samego najwyższego boga.
W każdym razie samo pochodzenie z rodziny szamańskiej nie wystarcza, jak podaje wielu autorów. Kandydat musi być przede wszystkim wybrany przez duchy, a kiedy to osiągnie, musi być prowadzony i nauczany przez starego
szamana.
Wiąże się to z doświadczeniem specjalnej inicjacji, której przejście nie należy do najłatwiejszych i nie każdy jest w stanie temu sprostać.

Dziedziczne przekazanie i spontaniczne powołanie

Na podstawie przeprowadzonych badań nad szamanizmem syberyjskim oraz środkowoazjatyckim Eliade wnioskuje o współistnieniu szamanizmu dziedzicznego z szamanizmem nadawanym bezpośrednio przez duchy czy tez bogów (spontaniczne powołanie) oraz o występowaniu zjawisk chorobowych ("choroba inicjacyjna") towarzyszących spontanicznej elekcji lub dziedzicznemu przekazaniu funkcji szamańskiej.
Znane są również przypadki, w których osoby same decydują się na objęcie tej profesji, jednak tacy szamani uznawani są za słabszych od tych wymienionych wyżej, ponieważ nie dostąpiły one zaszczytu wybrania przez duchy.

Podwójne pouczenie

Jak wskazuje Eliade, kandydat na szamana niezależnie od metody doboru zostaje nim dopiero po spełnieniu dwóch kluczowych warunków, które nazywa podwójnym pouczeniem.
Pierwsze pouczenie to pouczenie ekstatyczne w postaci snów, transów itd. natomiast drugie polega na pouczeniu tradycyjnym: adept zgłębia szamańskie techniki, mitologie i genealogie rodu, tajemny język, imiona i funkcje poszczególnych duchów.
Obydwa pouczenia dokonywane są przez duchy oraz starego mistrza szamana, który jest nauczycielem neofity i są jednoznaczne z inicjacją.

Warto zauważyć, że zebrane przez Eliadego materiały o snach szamańskich wskazują, iż chodzi tu o inicjację, której struktura jest doskonale znana w historii religii.
Nie wiąże się ona absolutnie z żadnymi halucynacjami o bezładnej formie, czy indywidualnymi fabulacjami.
Jak podaje autor zarówno fabulacja jak i halucynacje przebiegają zgodnie z tradycyjnymi, koherentnymi modelami, które są dobrze wyartykułowane i zawierają bogatą zawartość teoretyczną.

Sposoby rekrutacji szamana

Teraz przyjrzyjmy się jak wyglądają przykładowe pierwsze oznaki powołania kandydata do objęcia funkcji szamana.
Otóż jak dowiadujemy się z ksiązki Wasilewskiego „Podróże do piekieł. Rzecz o szamańskich misteriach” o wczesnym powołaniu do szamanienia mogło świadczyć np. urodzenie „w czepku”, a szczególnie w tzw. „koszulce”, niezwykłe zjawiska atmosferyczne towarzyszące narodzinom np. zaćmienie Słońca, płacz krwawymi łzami, widoczne zęby, spanie twarzą do dołu, przeżycie wyimaginowanego "uderzenia końcem tęczy", czy też znalezienie w stepie jakiegokolwiek obiektu niebiańskiego pochodzenia, czyli np. „strzałki piorunowej” (ostrego grotu strzały).

Innymi oznakami mogły być też np. dodatkowy palec czy żebro, garbatość, kulawość, uszkodzony wzrok, specjalne znamię odporne na ból oraz inne oznaki świadczące o odmienności.
Jak opisuje Wasilewski bywało, że znaki te interpretowano zbyt nadgorliwie, a wtedy szamanami mogli zostać niezbyt odpowiedni kandydaci.

Sny, wizje, rażenie piorunem

M. Lörler opisuje natomiast, że częstym sposobem powołania do pełnienia funkcji szamana była również nagła wizja, podczas której przyszłemu szamanowi objawiała się istota (najczęściej duch zmarłego szamana lub przodka), która oznajmiała mu przyznanie owej zaszczytnej roli.
Czasami oznaką są też sny oraz wizje rodziców przyszłego szamana, które komunikują o jego przyszłym narodzeniu. Tak było np. w przypadku szamana plemienia Oglala Lakota (plemię Siuksów) Zintkala Oyate.
Jego ojciec wiedział, że chłopiec zostanie szamanem jeszcze zanim przyszły medicine man przyszedł na świat.
W przypadku plemienia Lakota, jak mówi sam Zintkala medicine manem zostaje się tylko poprzez odpowiednią linię krwi w której przodkowie od pokoleń byli szamanami.

Częstym znakiem powołania w przypadku plemion syberyjskich było również rażenie piorunem kandydata, który go nie zabijał, a jedynie wymazywał jego wcześniejszą pamięć, tak a by mógł zbudzić się do całkiem nowego życia.
Sam piorun wskazywał na niebiańskie pochodzenie mocy szamańskich oraz bezpośredni wybór przez samych bogów.

Choroba inicjacyjna

W większości wypadków do rekrutacji dochodziło najczęściej w wieku osiągnięcia przez kandydata dojrzałości płciowej.
Kandydat zapadał wtedy najczęściej na dziwną chorobę, tzw. „chorobę inicjacyjną”, z której nikt nie potrafił go wyleczyć, nawet stary szaman, a uleczenie następowało dopiero wówczas, kiedy sam neofita podjął się szamanienia.
Choroba ta ze względu na swoje objawy może przypominać opętanie przez duchy, po części można ją nawet tak nazwać, gdyż duchy nie przestaną dręczyć kandydata dopóki ten nie spróbuje przezwyciężyć choroby i przyjąć na siebie swojego przeznaczenia, czyli objąć szamańskiej profesji.

Trzeba zaznaczyć, że w inicjacji szamańskiej nie chodzi o samą chorobę, która jest oznaką rekrutacji, ale właśnie o umiejętność jej wyleczenia przez samego chorującego, co daje mu możliwość osiągnięcia mocy szamańskich oraz leczenia innych.

Skutki odmowy

Jak opisują różni autorzy badający zjawisko szamanizmu, niepodjęcie próby uleczenia „choroby inicjacyjnej” oraz zbagatelizowanie oznak wskazujących na wybór kandydata przez duchy może prowadzić do poważnych powikłań zdrowotnych, a nawet śmierci kandydatów lub członków ich rodzin.
Przykładowo, Andrzej Szyjewski w swojej książce „Szamanizm” opisuje, że Czarny Łoś (Black Elk), słynny szaman plemienia Siuksów czyli Oglala Lakota zanim podjął się szamanienia długo ukrywał swoje wizje świadczące o powołaniu przed innymi. Bał się o nich mówić komukolwiek.
Skończyło się to tym, że pewnego dnia jego nogi odmówiły mu posłuszeństwa, a jego twarz, nogi i ręce okropnie spuchły. Czarny łoś po prostu przestał chodzić.
Podobne skutki w przypadku bagatelizowania objawów rekrutacji dzieją się w obydwu rodzajach omawianych przez nas szamanizmów.

Inny indiański native healer, M. G. Lake, który próbował pozbyć się funkcji zesłanej mu przez duchy, starając się o odebranie mu mocy szamańskich spotkał się z taką oto odpowiedzią jednego z członków swojej Starszyzny:
„Nie masz prawa sprzeciwiać się temu, o czym zadecydował Wielki Duch. Zostałeś wybrany na szamana na długo przed tym, zanim przybyłeś na Ziemię w tym ciele. Masz obowiązek podążać za wezwaniem. Jeżeli nie, zranisz swoją rodzinę, swój lud oraz duchowe działanie i obraz Uniwersum.”
Z kolei inny z członków Starszyzny, który próbował pomóc mu w odrzuceniu ciężkiego brzemienia w rok później zmarł.

Powołanie przez Wielkiego Ducha

U Indian Ameryki Północnej, rekrutacja wiąże się przede wszystkim z wyborem przez Wielkiego Stwórcę, czyli inaczej Wielkiego Ducha i jest ona bezdyskusyjna.
Nie można pozbyć się raz nadanych mocy, trzeba wziąć na siebie zarówno cierpienie jak i lęk, nienawiść, gniew, ból, pomieszanie oraz ludzkie choroby.

Jest to oznaką odmienności, nie można od niej uciec, trzeba pozostać silnym i poddać się przeznaczeniu, które jak wierzą Indianie pochodzi od najwyższego boga i oznacza szczególne wyróżnienie kandydata spośród innych ludzi.
Powołanie jest najczęściej związane z przynależnością do rodziny, w której występowali szamani, stanowi więc, jak w przypadku większości szamanów syberyjskich, genetyczne dziedzictwo.
Podobnie jak kandydaci syberyjscy, Indianie uczą się
technik szamańskich, metod uzdrawiania, poszukiwania wizji, jak również radzenia sobie z nową sytuacją od starych szamanów, swoich najważniejszych nauczycieli.

Niezwykłe zachowanie

Niezależnie od tego, w jaki sposób dokonuje się rekrutacja, musimy zauważyć inną bardzo ciekawą rzecz związaną z wyborem i chorobą inicjacyjną, a mianowicie, że przyszły szaman zawsze odznacza się dziwnym, czasem nawet szokującym zachowaniem, co również stanowi o jego elekcji.
Andrzej Szyjewski opisuje, iż kandydat na szamana odznacza się niezwykłym wyglądem oraz zachowaniem.
Niepokojony przez duchy przyszły szaman może np. mdleć, zdradzać zbytnią nerwowość, odczuwać ucisk w piersiach, mieć przywidzenia i intensywne drgawki, śmiać się lub płakać bez powodu, być szczególnie bojaźliwym, unikać ludzi, zakrywać twarz włosami.

Inne opisy mówią, iż przyszły szaman staje się szalony, poszukuje samotności, ucieka do lasu, rozszarpuje i zjada zwierzęta, dużo sypia, miewa prorocze sny, tnie się, jest podatny na ataki epilepsji (co u Ałtajczyków jest widzialnym dowodem na to, że posiadał przodka szamana), niekiedy traci przytomność, ogólnie odznacza się niecodziennym zachowaniem, które może trwać nawet kilka lat.
W tym czasie jest on bacznie obserwowany z daleka przez swoją rodzinę gdyż występuje prawdopodobieństwo, że może stać mu się krzywda.

Zdarzały się również przypadki, że pozostając w owym stanie kandydat na szamana popełniał samobójstwo. Dlaczego tak się dzieje?
Ponieważ wybór na szamana wiąże się przede wszystkim z ogromnym cierpieniem oraz poświęceniem.
Szaman musi odznaczać się niezmiernie silną psychiką oraz wytrwałością, aby stawiać czoła nieprzewidywalnym sytuacjom, wizjom, chorobom, a także niebezpieczeństwom, związanym z tym, czego się podejmuje, ale o tym oraz o przezwyciężeniu „choroby inicjacyjnej” w następnej części.

............................................

Źródło: http://www.ezoteria.pl/artykuly/szamanizm/158-szamanizm-jako-sztuka-ekstazy-i-uzdrawiania-3.html

 

 

czwartek, 11 sierpnia 2011

Pogodzić się z Hekate

W dzisiejszych czasach, kiedy coraz więcej osób skłania się do idei Absolutu, środowiska Nowej Ery nawołują do okazywania miłości każdemu i wszystkiemu. Założenie to piękne i szlachetne, nie mniej skrajne i w konsekwencji mogące prowadzić do zaburzenia równowagi w nas. Bo miłość miłością, ale sztuczne wyzbywanie się siebie  i swoich emocji, do tego bez planu i chaotycznie, to droga raczej do piekła, niż do oświecenia. Bo wszelka dysharmonia prędzej czy później prowadzi do upadku.
Tymczasem na każdym kroku spotykam wezwania do miłości, pozdrowienia hawajskim aloha i zdanie później indyjskie pożegnanie namaste. Wszystko to okraszone mieszaniną kultur i wierzeń, gdzie szamani oczyszczają czakry, a praktyki Huny mają zastosowanie w Japońskich i Hinduskich technikach uzdrawiania. Z szerokim uśmiechem ociekając światłem i miłością do wszelkiego stworzenia, dzieci nowej ery (często Kryształowe lub Indygo) stają się uduchowionymi mędrcami świata. Zakopującymi emocje i nieprzerobione wzorce pod dywany iluzji idyllicznego świata. Samodzielnie kształtującymi ten świat, zgodnie z zasadą, że sami tworzymy naszą rzeczywistość. Ta zaś należy do dualistycznego świata, gdyż poza Absolutem, do którego większość wyżej wspomnianych dąży, wszystko ma dwie strony medalu. Aby stać się niczym symbol Tao, nie można istnieć bez swej cienistej połówki.
Dla kobiet tą drugą stroną medalu, jest Hekate. Grecka bogini magii i czarów, ale też pani podziemnego świata, pełnego cieni i widm. Strażnika bram Hadesu, której posłuszny był sam Cerber, zsyłała zemstę za przelaną krew. Z czasem stała się archetypem mrocznej części kobiecej psychiki, którą przez wieki wypierałyśmy my kobiety, by dostosować się do wymogów narzuconych przez świat reguł. Reguł często wynikających z mizoginizmu.
Dziś z kolei, kiedy wydawać by się mogło, że mamy szansę na powrót zjednoczyć się w pełnię kobiecości, odrzucamy ją znowu ze źle zrozumianej chęci uduchowienia. (Problem zachwiania równowagi w wielu nurtach New Age dotyczy nie tylko kobiet, nie mniej na nich się skupiam w niniejszym tekście).


Kim wobec tego jest archetyp Hekate w nas i dlaczego warto zaakceptować i tę część naszej duszy?
Dla mnie Hekate to między innymi drapieżność i dzikość, która w obronie rodziny nie zawaha się sięgnąć po wszelkie środki. Świetnie kiedyś opisała to Aleksandra Kosakowska w artykule Labirynt Kobiecej inicjacji, swego czasu publikowanym w „TARACE”. Była to, w zasadzie,  recenzja do filmu "Labirynt Fauna" nie mniej poruszyła wiele ciekawych aspektów nas kobiet.
Archetyp Hekate to też gotowość do zadania śmierci, głównie metaforycznie, nie mniej trzeba się liczyć z tym, że rozbudzona w nas część Hekate, może niszczyć, wszystko, co uzna za przeszkodę.
 Archetyp Hekate to też wiedźma w nas. Kobieta, która wie i świadomie dokonuje wyborów. Ma odwagę być sobą, nie ważne, co wybierze, bycie dziwką czy świętą, jeśli jest to jej świadomy wybór, a nie godzenie sie na to, jest to siła Hekate w niej. Siła, za sprawą której nie zawaha się iść po trupach do celu. Za głosem swego serca i swej duszy. Nie z uwagi na modę nowej ery, dyktującą co jest słuszne, a co mroczne i złe.
Archetyp Hekate, to także Dzika Kobieta w nas, którą opisała P. Estes w "Biegnącej z wilkami". Na marginesie film "Labirynt Fauna" i książka "Biegnąca z wilkami" mają wiele wspólnego. I tu i tu są baśnie, jest też kobieca inicjacja.
Wracając do Hekate, to obok Demeter i Kory (nie Persefony) jest ona obliczem Wielkiej Bogini, czyli siły trzech ważnych archetypów w nas: dziewicy (dziewczynki dziecka), matki i staruchy. O ile, Matka i Dziewica (tu też w znaczeniu młodości i radości beztroskiej dziewczynki) są przez społeczeństwo i kulturę akceptowalne a nawet pożądane, o tyle trzeci aspekt staruchy jest i był odrzucany. Nawet starzenie się zostało odarte z naturalności. Dziś kobiety chwytają sie wszystkiego by zachować młodość i urodę nastolatki, zamiast przyjąć z godnością chustę zmarszczek na twarzy i stać sie w pełni dojrzałe i mądre. To niestety też jest godzeniem się na taki stan rzeczy. W naszej zachodniej kulturze zamiast szanować starsze osoby i czerpać z ich mądrości, odrzuca się je i lekceważy. A szkoda.

Hekate w nas, starucha, to także mroczna strona księżyca, siła, która doprowadziła kiedyś nas na stosy. Bo wielu się jej bało i boi. To właśnie ona jest odpowiedzialna za mizoginizm.
Kobieta, która przyjęła w siebie trzy oblicza Bogini staje się dziewicą w greckim tego słowa znaczeniu, Partenos. Czyli niezależna. To kobieta, która nie potrzebuje mężczyzny, a ten, który jest obok niej, jest partnerem równorzędnym i często w męskim odpowiedniku równie dzikim jak ona. Nie jest już zależna od kogokolwiek. Wie, że cokolwiek sie wydarzy i zadzieje, zdoła podołać i podnieść się z każdego upadku. Dla mnie jej zwierzęcym odpowiednikiem jest nawet bardziej kocica, jak wilczyca. Kotka wychowuje młode samodzielnie. Jest w stanie w tym czasie polować, dbać o bezpieczeństwo dzieci i wychowywać je na silnych drapieżców. W nas kobietach też jest ta sama siła.
Niestety naleciałości kulturowe i często nasza wrodzona łagodność oraz wbijana od urodzenia przez otoczenie niechęć do Hekate w nas, sprawia, że zamiast stać się kocicami i wilczycami, pozostajemy merdającymi ogonkami suczkami, zależnymi od swego pana. Panem tu może być tak mąż, jak i otoczenie, dom, szkoła, zakład pracy, samo życie, w którym wciąż sie na coś godzimy, wciąż znajdujemy jakieś, ale by nie stanąć na czterech łapach i zawyć do księżyca.
Zobaczmy, ile kobiet tkwi w toksycznych związkach. Boją sie zostać same, bo nie podołają, bo dzieci, bo pieniądze, bo praca, bo co ludzie powiedzą itd. Milion, ale, milion nie da się.
A co z kobietami, które nagle zostają same? Porzucone przez mężów, owdowiałe, itd? I nagle sie okazuje, że dają sobie radę. Większość z moich znajomych, porzuconych samotnych matek dziś mówi, że rozwód i rozstanie były najlepszą rzeczą w ich życiu. Bo dzięki temu z kury domowej zahukanej przez męża stały się silnymi kobietami. Czasem jest cholernie ciężko, ale dają radę utrzymać dom, wychować dziecko, zapewnić mu miłość i zaspokoić potrzeby, mają nowych partnerów, od których nie są zależne, ale mają w nich wsparcie. Czerpią radość z seksu, z życia, z drobiazgów, a przede wszystkim noszą wysoko uniesioną głowę. I jak trzeba pokażą kły i pazury. Wtedy tylko głupiec naruszy ich teren.
Bo to są dzikie kobiety, takie, które łączą w sobie Demeter, Korę i Hekate. Tu pamiętajmy, że Demeter nie uosabia tej matki wiecznie zmęczonej i godzącej sie na wszystko, ale takiej, która jest gotowa poświęcić swe życie dla potomstwa, która daje poczucie bezpieczeństwa i rozsądek. Nie zazdrosna mamuśka chowająca dzieci dla siebie, ale matka przygotowująca je dla świata. Oczywiście nie chodzi tu, o to by teraz na potęgę porzucać mężów i się rozwodzić. Ale by mieć świadomość, że kiedy toksyczny jad zacznie zatruwać nasze życie, będziemy zdolne podjąć radykalne działania.
Archetyp Hekate, to też ta krwiożercza postać w nas, gotowa zabić swoje dzieci dla ich dobra. Jest dokładnym zaprzeczeniem Demeter. Ona nie ochroni dzieci, ona je poświęci w imię sprawy (dziecko tu jest symbolem, może nim być np. nasze małżeństwo, które zniszczy by uwolnić siebie i dzieci, może to być jej ślubna suknia, którą złoży w ofierze na dnie kufra by nie dać się zakuć w jarzmo suczej smyczy). To ona uwalnia w nas złość i gniew, a nie tłumi je na dnie duszy. Ona jest naturą miesięcznego krwawienia i naszego związku z księżycem i ziemią, oraz podziemiem. I to ona w końcu jest gotowa zabić, każdego, kto stanie na jej drodze, lub drodze dziecka, kto zagrozi dziecku.
Hekate jest naszą podświadomością, tą mroczną. Intuicją i najbardziej pierwotnym związkiem z magią i ziemią. To ona odczuwa rozkosz i przeżywa nasze orgazmy, to ona dziko tańczy nocą przy ogniach, to ona daje nam odwagę, to ona w końcu wyrzuca z gniazda własne dzieci, kiedy przychodzi czas ich odejścia.
Gdy się rodzą i przystawiamy je do piersi, króluje w nas Demeter, a kiedy tańczymy subtelny taniec godowy, tańczy w nas na łące Kora. Gdy dorosną Hekate wypuszcza z gniazda silne potomstwo. Bo jeśli jej zabraknie, damy światu nieudolnych, nieodpowiedzialnych mamisynków i niezaradne, niewolnice.
Tylko przyjmując i w pełni uświadamiając sobie nasze trzy oblicza stajemy się pełne i wyważone, harmonijne. Odrzucenie Kory i Demeter uczyni z nas typową Famme fatale. Kobietę zmysłową i drapieżną, silną, ale nie pełną. Pozbawioną ciepła i radości. Nieszczęśliwą. Jednak odrzucenie Hekate uczyni z nas uległe niewolnice, tłumiące emocje mniejsze lub większe depresje, sztuczne świetliste istoty miotające się z wewnętrznym niezrozumieniem siebie, przede wszystkim zaś słabe i przerażone kobiety. Jeśli któraś zechce wybrać drogę światła, miłości i jedności, to wybierze, ale w pełni świadomie, wiedząc, że zdolna jest pokazać pazur. Pogódźmy się więc z archetypem Hekate i przyjmijmy w pełni wszystkie trzy boginie. Wtedy zamiast aloza, uda nam się zawyć radośnie "Dzika Taka Jestem".