Yaquitti siedziała na ganku swego domu wystawiając twarz ku jesiennemu słońcu. Od dobrej chwili słuchała szczebiotu dziewczyny, która zgubiła drogę jadąc na jakieś magiczne warsztaty. Panna, wysiadła z auta zapytać o drogę, lecz tak od słowa do słowa stała oparta o maskę wozu blisko trzeci kwadrans. Miała na sobie luźne, stylizowane etnicznie ciuchy; obwieszony dekolt symbolami z różnych stron świata, których wykonanie zostawiało wiele do życzenia.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Myśli. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Myśli. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 12 października 2014
środa, 8 października 2014
Puścić na wiatr - czyli o odchoodzeniu i przywiązaniu słów kilka
![]() |
| "Zniewolenie" Natasza Sobczak |
Artyści krakowskiej „Piwnicy pod Baranami” śpiewali kiedyś:
przychodzimy, odchodzimy
leciuteńko na paluszkach
(…) Wiatr nas porwie i poniesie
Za kołnierze podniesione
Porozrzuca gdzieś w przestrzeni
Nam to nic przeczekamy
Aż skończy aż ucichnie
To wstaniemy otrzepiemy
Rączki nasze klapy nasze
Żeby śladu nie zostało
Od początku zbudujemy
Miasta nasze domy nasze
Sprzęty nasze lampy nasze
Żeby wiatr miał czym kołysać
Życie tak już jest ułożone, że podlega ciągłym zmianom, a my razem z nim. Zmiany jednak często wiążą się z koniecznością rozstań. Nie tylko z ludźmi, ale też naszymi pupilami, miejscami, rzeczami.
czwartek, 24 lipca 2014
Pęd
Wolność. Cisza lasu. Szum wiatru tuż przy uchu. Pęd.
poniedziałek, 12 maja 2014
Czakralne absurdy
[Ten tekst jest nieco sarkastyczny, nie mniej nie ma na celu obrażanie kogokolwiek, a jedynie jest efektem pewnych obserwacji i doświadczeń własnych i jest w pełni subiektywny]
Od dłuższego czasu w świecie tak zwanej duchowości i ezoteryki każdy przynależny do tego światka pracuje z czakrami. A praca ta najczęściej polega na otwieraniu tychże, tudzież analizowaniu blokad, zamknięć i otwarć w powyższych. I w sumie nie byłoby w tym nic takiego, gdyby nie fakt, że nie wszystko czakrami da się wyjaśnić, a nieumiejętna praca z nimi może doprowadzić do kłopotów.Zacznijmy może od sprawdzenia co kryje się pod tym tajemniczym pojęciem czakry.
Czakry to najogólniej mówiąc, wirujące punkty energetyczne w ciele człowieka. Swoją nazwę wzięły z sanskrytu i oznaczają koło lub okrąg. I podobno każda istota żywa (także nasza planeta) ma 7 takich głównych czakr i wiele mniejszych punktów i kanałów energetycznych (meridian). Czy na pewno? I tu pojawia się pierwszy stopień schodów do czakralnego widzenia świata. Bo jak się okazuje, te siedem głównych czakr to system hinduski, oraz związany z buddyzmem tantrycznym., Stąd dopiero został zapożyczony np. do metody uzdrawiania Reiki, a także do licznych systemów New age i ezoteryki. I tu właśnie rozpoczęła się ich kariera i… rozwój. Bo na bazie elementów filozofii i religii oraz wierzeń, które dotarły do nas ze wschodu i… z tradycji rodzimowierczych, powstały liczne szkoły ezoteryczno duchowe, systemy duchowe, metody uzdrawiania i bogowie wiedzą co jeszcze. Siedem czakr nie wystarczało już, więc stopniowo zwiększała się ich liczba. Najpierw nieśmiało pojawiła się ósma czakra znacznie wyzej nad nami, następnie w metodzie uzdrawiania pranicznego było ich już 11, a w końcu pojawiły się już teorie o istnieniu nieskończonej liczby czakr nad i pod nami ustawionymi w swoisty słup łączący nas… Z czymś. Nie trudno dostrzec w tym element szamańskiej axis mundi, ale o tym raczej systemy milczą lub napomykają między wierszami.
Axis mundi w szamanizmie to nic innego jak oś świata, rodzaj promienia łączącego nas z trzema światami, dolnym, środkowym i górnym. I tu ciekawostka, szamanizm tradycyjny nie korzysta z pojęcia czakr a własnie axis mundi. Toteż wszelkie szamańskie otwieranie czakr i ich oczyszczanie to zwyczajny chwyt marketingowy dla ludzi zachodu, spragnionych odbudowania dawno przeciętych, by nie rzec podciętych, korzeni z naturą.
Kolejnym absurdem jest wprowadzenie czakr do systemu Reiki. Dlaczego tak uważam? Otóż, system Reiki to metoda wywodząca się z Japonii a tam pojęcie czakr nie istniało. Mamy za to punkty energetyczne Hara i jest ich trzy.
Oczywiście korzystanie z pojęcia czakr w różnych systemach uzdrawiania nie jest niczym złym i często bardzo wygodnym, nie mniej warto przy okazji wyjaśnić, że np. w Reiki mieliśmy Hara, ale możemy też korzystać z czakr.
Na pewno będziemy wówczas bliżej prawdy.
Kolejny absurd to otwieranie trzeciego oka. I tu już mogą pojawić się kłopoty. Wielu, zwłaszcza młodych ludzi, bardzo chce zaglądać za zasłonę światów, a kolejnym pojęciem wschodu, dobrze już u nas zadomowionym jest właśnie trzecie oko. Otwarcie go umożliwia podobno widzenie światów subtelnych, aur, duchów, aniołów, prawd i ogólnie czyni jasnowidzących nawet oświeconymi. Internet pełen jest też przepisów na metody otwierania tegoż oka. Często jednak zapomina się, że idąc czakralnym tropem, trzecie oko to nic innego jak szósta czakra, zwana przez Hindusów Adjana i ukazywana rysunkiem lotosu o 96 płatkach. A jako jedna z siedmiu (ponieważ to najpopularniejszy system, więc już się tymi siedmioma posługiwać będę) połączona jest z pozostałymi. I co z tego ktoś spyta? Ano to, że gdy skupimy się na jednym miejscu energii w nas, to niezależnie czy nazwiemy to axis mundi, Hara czy czakrą, nadmiernie pobudzone może doprowadzić do zachwiania równowagi w nas. Jeśli ktoś chce pracować z czakrami to z każdą, po kolei i po równo, a nie tylko z jedną, bo ktoś chce zaglądać tam gdzie inni nie widzą. Bo aby tam zaglądać nie wystarczy widzieć (a można i bez otwierania trzeciego oka), trzeba być na to gotowym i być w równowadze.
Kolejnym, według mnie absurdalnym, pojęciem związanym z czakrami jest ich otwieranie. Zważywszy na to, czym podobno czakry są, nie da się ich zamknąć, a więc nie da się ich też otworzyć. Zresztą czym? Otwieraczem? Kluczem? Wytrychem?
Zakładając, że czakry faktycznie istnieją, są przede wszystkim punktami wymiany energii między nami a światem zewnętrznym. Mogą być owszem, zaśmiecone niskimi energiami, wynikającymi np. z niskich emocji, ale nie są zamknięte. Wciąż wirują, wciąż wymieniają energię z otoczeniem. I jeśli już ktoś tu im szkodzi to my sami. Tak, więc to nie brudna czakra podstawy wywołuje lęki, agresje, uzależnienia, ale to nasze leki, agresje i uzależnienia zabrudzają ją energetycznie.
I nie trzeba ich w żaden sposób czyścić czy otwierać, bo zdrowe i świadome podejście do życia, a w trudniejszych przypadkach, dobra praca terapeutyczna lub coachingowa, skutecznie usunie z nas blokady i złogi energetyczne oraz wyrówna pracę naszych energetycznych punktów, niezależnie od tego jak je widzimy, czujemy czy nazwiemy.
I nie trzeba ich w żaden sposób czyścić czy otwierać, bo zdrowe i świadome podejście do życia, a w trudniejszych przypadkach, dobra praca terapeutyczna lub coachingowa, skutecznie usunie z nas blokady i złogi energetyczne oraz wyrówna pracę naszych energetycznych punktów, niezależnie od tego jak je widzimy, czujemy czy nazwiemy.
Na koniec kolejny, moim zdaniem absurd, czyli doenergetyzowanie czakr kryształami w odpowiednich kolorach. Przyjęła się bowiem, ze każda czakra ma inny kolor energii więc kamień w danym odcieniu może wspomóc rozwinięcie, pobudzenie czy otworzenie właśnie, danej czakry. W sklepach można nawet kupić specjalne zestawy z siedmioma kamieniami w różnych kolorach. Tyle, że kamienie są różne i naprawdę działają rozmaicie, więc nieznajomość tego, co niesie ze sobą energia kamieni czasem może zaszkodzić. Pomijam już fakt, że samo układanie kamieni na czakrach niczego nie zmieni, jeśli nie dzie za tym praca własna, ze starymi wzorcami, słabościami, lękami.
Zatem nie dajmy się zwariować. Nasze czakry (lub inne punkty/osie energii) to coś naturalnego, a nie elementy do otwierania, okładania kamieniami, choćby i szlachetnymi. Dbając o zdrowie fizyczne, o równowagę emocjonalną w nas, życie w zgodzie ze sobą i bycie świadomym siebie i świata, jest wystarczające do zachowania higieny w czakrach.
.......................................
Grafika znaleziona w sieci, niestety nie znam autora.
piątek, 25 kwietnia 2014
Moje oczy nie widziały
Chyba w "Kartotece" Tadeusz Różewicz napisał zdanie: "jej oczy nie widziały". te słowa wbiły mnie w miejsce, zatrzymały. Sztuki nie pamiętam, te słowa tak. Uświadomiły rolę i doświadczenie przodków w moim życiu. Dziadkowie to rocznik 20. Babcia wyniosła z powstania moją matkę, dziadka zabrali z kościoła. Nie wrócił z obozu.
Moje oczy nie widziały, ale pamięć przodków żyje we mnie.
Wielcy Szamani też żyją we mnie, w słowach, w wierszach i baśniach.
Oby moje oczy i oczy dziecka nie zobaczyły. Radio podało, czołgi stoją kilometr od granicy sąsiadów. Dzieli nas step, nie tak znów szeroki.
Moje oczy nie widziały, ale pamięć przodków żyje we mnie.
Wielcy Szamani też żyją we mnie, w słowach, w wierszach i baśniach.
Oby moje oczy i oczy dziecka nie zobaczyły. Radio podało, czołgi stoją kilometr od granicy sąsiadów. Dzieli nas step, nie tak znów szeroki.
Szukam nauczyciela i mistrza
niech przywróci mi wzrok słuch i mowę
niech jeszcze raz nazwie rzeczy i pojęcia
niech oddzieli światło od ciemności.[Tadeusz Różewicz "Ocalony - fragment wiersza"]
wtorek, 15 kwietnia 2014
XXX [cykl "Ja Szamanka"]
Ja Szamanka wywołuję wilki z lasu;
stawiają się na ten zew
Zwartym szeregiem.
Waderze wiernym.
stawiają się na ten zew
Zwartym szeregiem.
Waderze wiernym.
Oddaję im moc panowania nad burzą.
O czasie nie ja ją wezwę dzikim wyciem.
Dzieciak z papierosem,O czasie nie ja ją wezwę dzikim wyciem.
śmieje się pogardliwie w twarz świata.
„Takie czasy, mała” woła
rzucając kamieniem w Księżyc.
Jest ślepy na chichot
demona za plecami.
Duchy Śmierci chwytają nić życia.
Papieros zgaśnie w dłoni dzieciaka.
„Takie czasy, mały” zawoła demon
Rzucając czerń w Duszę.
Jest ślepy na chichot
anioła za plecami.
Czerwony Księżyc wznosi się nad wodą.
Zapięty w cień Ziemi
Krew barwi kły polujących wilków.
Ja Szamanka otulam światłem
Szukających Źródła.
środa, 9 kwietnia 2014
BAŚŃ O AMBER, KTÓRĄ KOCHAŁO SŁOŃCE
Było to dawno temu, za górami i lasami, nad skalistym brzegiem morza, kiedy lód i śnieg cofnęły się na daleką Północ. Z pierwszym ciepłym powiewem przybyli osadnicy z Południa. Spodobało im się to miejsce i postanowili zbudować tu osadę. Z czasem osada rozrosła się do wielkości miasteczka, wokół, którego wyrosły wioski. Ludzie byli tu pogodni. Pracowali ciężko ale z uśmiechem. Orali ziemię i siali zboża. Tkano delikatne tkaniny, zbierano owoce i zioła. Dni mijały spokojne i ciche. Za to w czasie świąt ucztowano hucznie i wesoło dzieląc się plonami z bogami, w tym z ulubionym - Bogiem Słońce. On zaś ogrzewał ich serca.
Stało się też tak, że podczas świąt Letniego Przesilenia Bóg Słońce ujrzał na leśnej polanie tańczącą dziewczynę. Miała na imię Amber i była córką miejscowego Żercy. Jej taniec zachwycił go wdziękiem i lekkością, zauroczyły modre oczy i włosy złote, jak jego promienie. Nocami wyczekiwał chwili gdy wyruszy na nieboskłon by móc na Amber popatrzyć.
Ona zaś czekała gdy pojawi się na niebie na złotej tarczy.
Rok nie minął od czasu gdy Bóg Słońce pierwszy raz ujrzał Amber, a już jej miłość ofiarował. Ona zaś przyjęła to z radością i jeszcze piękniej tańczyła dla niego.
Bóg Słońce tak był Amber oczarowany, że obdarzył ją przywilejami, jakimi jedynie bogowie i Duchy Ziemi się szczyli. Toteż Amber poznała tajemną mowę Matki Ziemi, Ojca Oceanu, rozumiała też szum Wiatru, myśli ptaków i zwierząt, szepty traw i drzew. I z darów tych korzystała, lekko przemierzając lasy, wyplątując króliki z wnyków i sideł, wskazując ptakom szlaki ich wędrówek i wyciągając wilkom ciernie z łap.
A ponieważ Bóg Słońce ukochał ją bardzo, zwolnił dla niej czas. Amber trwała piękna i młoda, choć wiek za wiekiem mijał. Ona jednak zachowała lekkość w tańcu i tylko modre oczy zdradzały mądrość płynącą z lat. Kochali ją ludzie i zwierzęta, duchy i drzewa.
Czas jednak dla świata w miejscu nie stał. Do rozrastającego się miasta przybywali kupcy z za mórz i gór. Przynosili wieści dziwne i opowieści niezwykłe. Niektóre ciekawe inne niepokojące.
Między nimi i takie, o ludziach, którzy zapomnieli o duchach świata i nie mieli kapłanów słyszących mowę Matki Ziemi. Bogowie ich okrutni i zimni byli, a serca w siebie zapatrzone.
Długo czekać nie trzeba było, jak ludzie ci do miasta przybywać zaczęli i niepokoje szerzyć.
Nie podobały im się biesiady świąteczne, rzeźby swoich bogów stawiali w świętych gajach i siłą kazali tubylcom cześć im oddawać.
Między nimi jeden był najzimniejszy, którego zwano Malumem Okrutnym. Był jednym z synów potężnego księcia ze Wschodu i dla niego nowe ziemie zdobywał. Teraz zajął miasto i gród prawowitego kniazia Bora Sprawiedliwego.
Bez zachowania tradycji ofiarnej Malum i jego ludzie polowali w lasach i łowili w rzekach. Za nic mieli prawa Matki Natury.
Podczas jednego z polowań Malum ujrzał tańczącą na polanie Amber. Zapragnął chciwie dla siebie dziewczyny o tak pięknym obliczu. Porwał więc ją na swego konia i uwiózł do grodu.
Ona jednak serce oddała Bogu Słońce i za nic nie chciała ulec okrutnemu najeźdźcy.
Malum jednak przywykł do tego, że zawsze dostaje to, czego w chciwości zapragnie. Toteż zagroził Amber, że jeśli nie zostanie jego żoną, zamknie ją w ciemnych lochach na zawsze, tak, iż nie ujrzy słońca po kres swoich dni.
Amber zapłakała, ale nie poddała się. Powiedziała Malumowi, że zostanie jego żoną, jeśli pozwoli jej w samotności spędzić dzień na modlitwach do swoich bogów. Malum niechętnie się zgodził lecz pozwolił udać się do dawnego Chramu. A ponieważ od ludzi się już dowiedział, dla jakiego Boga tańczyła, dał swój warunek. Zgodził się dać jej czas tylko od zachodu do wschodu Słońca. Zmartwiła się Amber, ale o swoje zawalczyć postanowiła mimo tego. I gdy tylko dotarła pod eskortą wojów do Chramu, wybiegła drugimi wrotami do lasu.
Wojownicy zauważyli jej zniknięcie i puścili się za nią w pogoń. Amber biegła przez noc, lekko i zwinnie, choć ostre kamyki kaleczyły stopy.
Nie zważała jednak na ból, tylko biegła przed siebie z nadzieją czekając świtu, gdy jej ukochany na niebo wyruszy i uratuje.
Ale pogoń była coraz bliżej, a wojownicy tak dziewczynę gonili, że zagonili ją na skraj stromej skarpy. Poniżej przepaści wzburzone morze uderzało o skały.
Amber upadła zmęczona i obolała na skraju przepaści. Widziała już nadjeżdżającego Maluma z zaciętym i złym wyrazem twarzy.
Zrozpaczona złapała kępkę traw i krzyknęła w języku Duchów i Bogów.
- Matko Ziemio, przyjmij mnie w siebie, tak bym wolną pozostała, a Słońce ukochane widzieć mogła.
I wtedy ziemia wokół zadrżała, uniosła się i strzeliła w górę słupami piasku. A gdy opadła w miejscu gdzie klęczała Amber, rosło drzewo piękne. Proste i smukłe, jak sama Amber.
Złość straszliwa Maluma chwyciła, gdy zrozumiał, że dziewczyna mu się wymknęła. Złapał za miecz i z furią się na drzewo rzucił. Wszyscy usłyszeli bolesny jęk gdy ostrze ścięło pierwsze gałęzie i uderzyło w pień. Wtedy jednak niebo rozświetliło się i Bóg Słońce wstąpił na niebo. Od razu zobaczył co się stało. I poczuł ból wielki, że serce mu krwawić zaczęło i krwawiło tak dzień cały aż do zachodu.
Malum zaśmiał się tylko i wyciągnął przed siebie tarczę z wizerunkiem swego okrutnego Boga. Ale Bóg Słońce był silniejszy, chwycił w słoneczne dłonie tarczę, a ta stopiła się jak lód. Metal zalał Maluma Okrutnego, a wtedy Bóg Słońce strącił najeźdźcę i jego wojów w otchłań oceanu.
Potem zbliżył się do drzewa zranionego i dotknął czule. Wtedy krew z ran zadanych mieczem z czerwonej zmieniła się w złotą i kapała do morza tworząc bursztyny, które od jej imienia amber nazywano.
Amber jednak nie mogła już się odmienić i na zawsze została zamieniona w drzewo. Ludzie nazwali je sosną. Z czasem wraz z Wiatrem nasiona jej po całej Ziemi poszybowały i kiełkowały tam gdzie upadały. A Słońce sprawiało, ze rosły silne przez wieki. I w piasku i w bagnach i na skalistych klifach.
Mieszkańcy różnych krain, choć bogów czcili innych, to jednak echo historii Amber w szumie iglastych gałęzi słyszeli. Czasem z herbatą w jej cieniu siadali, czasem przychodzili do niej po lek żywiczny, a czasem wystroić ją jak Zieloną Księżniczkę na święta.
Bóg Słońce zaś nigdy nie zapomniał swej ukochanej, a na znak bólu, jaki poczuł, gdy ją utracił już zawsze rozpoczyna i kończy swą podniebną wędrówkę czerwony, jak krwawiące z tęsknoty serce.
Agnieszka "Wierzba" Cupak
..................................................
Nie znam autora obrazu, ale jak ktoś zna to poproszę o nazwisko
środa, 19 lutego 2014
Rzeka
Szamanka siedziała wsparta plecami o swoją białą niedźwiedzicę. Tuż obok leniwie płynęła rzeka, odbijając od swej tafli miliony srebrzystych iskier słońca. Rozłorzyste Wierzby Szepczące dawały kojący cień. Zwisającymi gałęziami pieściły leniwe fale wody.
Wokół Yaquitti siedzieli Wędrowcy poszukujący światła i prawdy. Słuchali opowieści Szamanki, która snuła przed nimi piękne baśnie, legendy, przypowieści z morałem. Układała w słowa mądrości przodków, wydobywając metafory z samych korzeni świata.
Wielu słuchaczy zapisywało pilnie jej słowa, inni notowali jedynie morały, każdy chciał zabrać ich ze sobą jak najwięcej, nie uronić ani litery.
W stosowny czas przed Zachodem Słońca Yaquitti wstała i ruszyła powoli w stronę domu. Mimo próśb zebranych o jeszcze jedną opowieść, postawiła na swoi.
- Dlaczego jesteś taka uparta i nie chcesz uraczyć nas jeszcze jedną baśnią? Spytał z wyrzutem jeden z Wędrowców.
- Ponieważ wówczas nikt z Was nie doświadczy piękna prawdy, którą tak pilnie notowaliście z moich słów. - Odpowiedziała przystając.
Wędrowcy spojrzeli po sobie szukając zrozumienia w twarzach pozostałych.
Szamanka zatoczyła dłonią wokół.
- Spójrzcie na Rzekę, jej piękno w zachodzącym słońcu. Poznaliście ją dziś ze słów, a ona cały czas płynęła obok. Czy uzbrojeni w mądrość przodków zapisaną w zeszytach, potraficie stać się jej udziałem? - Dodała i oddaliła się z niedźwiedzicą w stronę domu.
Szepcząca
...............................
Ilustracja: "Duchy przodków" Autor: Willow Arlenea
Wokół Yaquitti siedzieli Wędrowcy poszukujący światła i prawdy. Słuchali opowieści Szamanki, która snuła przed nimi piękne baśnie, legendy, przypowieści z morałem. Układała w słowa mądrości przodków, wydobywając metafory z samych korzeni świata.
Wielu słuchaczy zapisywało pilnie jej słowa, inni notowali jedynie morały, każdy chciał zabrać ich ze sobą jak najwięcej, nie uronić ani litery.
W stosowny czas przed Zachodem Słońca Yaquitti wstała i ruszyła powoli w stronę domu. Mimo próśb zebranych o jeszcze jedną opowieść, postawiła na swoi.
- Dlaczego jesteś taka uparta i nie chcesz uraczyć nas jeszcze jedną baśnią? Spytał z wyrzutem jeden z Wędrowców.
- Ponieważ wówczas nikt z Was nie doświadczy piękna prawdy, którą tak pilnie notowaliście z moich słów. - Odpowiedziała przystając.
Wędrowcy spojrzeli po sobie szukając zrozumienia w twarzach pozostałych.
Szamanka zatoczyła dłonią wokół.
- Spójrzcie na Rzekę, jej piękno w zachodzącym słońcu. Poznaliście ją dziś ze słów, a ona cały czas płynęła obok. Czy uzbrojeni w mądrość przodków zapisaną w zeszytach, potraficie stać się jej udziałem? - Dodała i oddaliła się z niedźwiedzicą w stronę domu.
Szepcząca
...............................
Ilustracja: "Duchy przodków" Autor: Willow Arlenea
niedziela, 16 lutego 2014
Drzwi
W pewnej świątyni były drzwi. Zamknięte od wieków. Tak bowiem nakazywała tradycja. Przy tych drzwiach zawsze stało wielu ludzi.
Jedni mówili, że to głupota dalej upierać się przy tradycji, bo przecież za drzwiami może być wielki skarb, bogactwo, mądrość lub szczęście. Inni, a tych było zdecydowanie więcej, mówili, że należy szanować tradycję, gdyż rozsądek podpowiada, że za drzwiami może być zło, demony, lęki, choroby i śmierć. Tym tłumaczyli zresztą nakaz przodków zakazujący otwierania drzwi.
Pewnego dnia u drzwi stanął przybysz z dalekich stron. Nie znał języka mieszkańców tego kraju, toteż nie mógł przeczytać informacji z napisem "Zakaz otwierania" powieszonej na drzwiach.
Toteż nacisnął klamkę nie świadomy złamania odwiecznego Tabu. Drzwi nie były zamknięte i ustąpiły bez oporu otwierając się szeroko.
A za drzwiami nie było nic. Tylko Pustka.
Zebrani ludzie spojrzeli w nią zdumieni. Na twarzach jednych malowała się ulga, na innych rozczarowanie. I tylko przybysz uśmiechał się do siebie.
Szepcząca
piątek, 27 grudnia 2013
Odnaleźć się w Matrixie
"- Czym jest Matrix?- Matrix jest światem, który postawiono ci przed oczami, by przesłonić prawdę.
- Prawdę o czym?
- Że jesteś niewolnikiem. Jak wszyscy inni urodziłeś się w kajdanach. W więzieniu, którego nie możesz poczuć ani dotknąć. W więzieniu umysłów." [Morfeusz i Neo z filmu "Matrix"]
Te słowa, ten film poruszył wiele... Umysłów. Ruchy New age, ezoteryczne, gnostyczne szybko podchwyciły słowo Matrix i dziś określają nim ścieżki inne niż swoje. Ogół ludzi to niewolnicy Matrixu, nieświadomi, śpiący, lub zwyczajnie ci, co nie wiedzą. Osoby mające świadomości istnienia Matrixu to przebudzeni, oświeceni, czy świadomi. Nazwy jak nazwy, dzielące ludzi na tych co wiedzą i tych co nie wiedzą, często na lepszych i gorszych. Powstają nowe koncepcje boga lub bogów, nowe nazwy, nowe doktryny, nowe prawdy (często jako jedynie słuszne). Powstają nowe Matrixy.
Tak to właśnie wygląda patrząc z boku. Niby wszyscy mówią podobnie, ale jedni negują drugich, drudzy pierwszych i trzecich, a iluzja jakiej ulegają, jest niczym innym, jak kolejnym Matrixem.
Bo w sumie w czym lepsza jest prawda którejś z gnostycznych dróg od animistycznej koncepcji świata czy chrześcijańskiej wizji miłości? Dlaczego taoistyczna droga jest prawdziwsza od nurtów zen? W czym kosmologia drzewa życia ma być bliższa faktom niż kosmologia oparta na budowie atomu?
A może jest tak, że nasze małe, wewnętrzne Matrixy są równie prawdziwe i jednocześnie równie błędne jak wszystkie inne? Może lepiej posłuchać swego serca niż głosicieli światła na portalach społecznościowych? Wszak świat wydaje się od zarania dziejów, w całej swej krasie podlegać pewnym dualizmom. Mamy więc świat męski i żeński, mamy życie i śmierć, mięsożercy zjadają roślinożerców, rośliny walczą o promienie słońca, światło walczy z cieniem, po nocy jest dzień, po porze suchej deszczowa, itd. Dlaczego zatem w imię nowej mody mamy siebie i świat odzierać z balastu wewnętrznego cienia w imię niezrozumiałej przez większość miłości i światłości? W imię czegoś, co staje się pastelowo tęczowymi obrazkami w social mediach, a co nie koniecznie jest wyborem własnym. Czy to nie kolejny Matrix, tyle, że dla odmiany prześwietlony i posypany cukrem pudrem?
W co, więc wierzyć? Pewnie zapyta nie jeden. Wierzmy w co chcemy, co jest zgodne z naszym sumieniem, sercem, potrzebą. Bez dzielenia świata na obudzonych i śpiących, bo nie wiemy, czy obudzeni nie mają tylko innego rodzaju snów.
Skupiajmy się na tym, by żyć i działać w zgodzie ze sobą i swoim sumieniem. A jak nazwiemy bogów, własne wierzenia, kosmologie, nie będzie miało większego znaczenia. Wszak to też tylko stan naszego umysłu.
Ważne jest by w tych iluzjach, wierzeniach umieć odnaleźć siebie. Siebie prawdziwego. Nie osobę, która działa i funkcjonuje zgodnie z koncepcją innych. Rodziców, przełożonych, partnerów, polityków, mistrzów duchowych czy guru. Jeśli powiemy, że Bóg jest w nas, to poczujmy tam jego obecność, a nie powtarzajmy slogany z cudzych obrazków udostępnianych w sieci. Dokonujmy świadomych wyborów i bierzmy za nie odpowiedzialność, a jednocześnie pozwalajmy hołdować odmiennym przekonaniom innych ludzi. Bez tego świat stanie się nudnym, mdłym miejscem.
Pozdrawiam
Szepcząca
niedziela, 3 listopada 2013
A gdyby dać temu spokój?
„Paszczak obudził się powoli i gdy tylko stwierdził, że jest sobą, zapragnął być kimś zupełnie innym, kimś kogo nie znał. (…) Nie lubił ani ubierać się, ani rozbierać, bo wtedy miał wrażenie, ze dni mijają i nic godnego uwagi się nie dzieje. A przecież wciąż coś organizował i urządzał, ciągle czymś dyrygował, od rana d wieczora! Wszędzie dookoła wszyscy wiedli niedbałe, bezcelowe życie, gdziekolwiek spojrzeć, wszędzie było coś do ustawiania we właściwy sposób i Paszczak wychodził z siebie, żeby uprzytomnić innym, jak powinni żyć. (…) Nagle przyszło mu n
Paszczak to jedna z postaci cyklu książek dla dzieci o Muminkach. Niby bajka, a jednak czytając te słowa, wielu z nas zapewne odkryje w sobie coś z Paszczaków. Mniej lub bardziej, ale lubimy mieć kontrolę nad wszystkim, a co gorsze często uważamy, że nasz własny model świata, jest jedynie słusznym i idealnie sprawdzi się u wszystkich innych.
Gonimy za pieniędzmi, karierą, gadżetami. Nie cieszymy się tym, co mamy, odrzucamy jako złe, wartości innych, pędzimy, biegniemy, ustawiamy, rządzimy. Wymagamy od innych, nie dostrzegamy błędów w sobie. Tak naprawdę Paszczak w nas dusi się i zniechęca coraz bardziej, aż w końcu „zalicza” dół i sięga po przepisane przez specjalistów leki z gatunku anty. Dostajemy antykoncepcję by cieszyć się seksem, a jednocześnie bierzemy antydepresanty, by nie czuć się nieszczęśliwym. Stopniowo zwiększamy takie anty wokół siebie.
I wcale nie czujemy się szczęśliwi. Az przychodzi moment, kiedy Paszczak w nas zastanawia się co by się stało, gdyby dać temu spokój.
Okazuje się jednak, że do tego, by dać sobie z tym spokój potrzeba nie lada odwagi. Bo przecież tu wokół mamy już zbudowany swój bezpieczny świat pod kontrolą, a na zewnątrz są marzenia ale i wiele niewiadomych. Groźnych niewiadomych, które wcale nie muszą nas zaprowadzić na szczyt krainy spokoju i świata, gdzie nie ma Paszczaków, za to jesteśmy my prawdziwi.
I wcale nie czujemy się szczęśliwi. Az przychodzi moment, kiedy Paszczak w nas zastanawia się co by się stało, gdyby dać temu spokój.
Okazuje się jednak, że do tego, by dać sobie z tym spokój potrzeba nie lada odwagi. Bo przecież tu wokół mamy już zbudowany swój bezpieczny świat pod kontrolą, a na zewnątrz są marzenia ale i wiele niewiadomych. Groźnych niewiadomych, które wcale nie muszą nas zaprowadzić na szczyt krainy spokoju i świata, gdzie nie ma Paszczaków, za to jesteśmy my prawdziwi.
Czy zaryzykujemy i niczym Włóczykij ruszymy przed siebie ku nowej przygodzie. Czy też będziemy tylko o niej marzyć i pozwalać by przydarzały nam się tylko takie same rzeczy?
Wybór należy do nas.
niedziela, 1 września 2013
Szczęśliwej drogi...
Obserwując świat dookoła, zauważam, jak wiele osób drogę swojego życia traktuje, niczym pęd na szczyty pożądań. Kupują auta, najnowsze tablety, telewizory, spędzają wakacje w drogich kurortach, zmieniają auta, budują domy, awansują za wszelką cenę, pędzą mając coraz więcej. Tylko ilu z tych posiadających wszystkie te "dobra" tak naprawdę cieszy się nimi dłużej niż kilka chwil? Czasem dłużej niż trwa moment od zdobycia jednej do zdobycia drugiej rzeczy?
A przecież cieszyć się życiem, Żyć w Pełni, być szczęśliwym można bez tych wszystkich "dóbr".
Idąc więc na zakupy, pragnąc nowej rzeczy, warto się zatrzymać i zadać sobie pytanie, czy naprawdę tego potrzebuję?
sobota, 22 czerwca 2013
Początek lata
Letnie przesilenie to dla wielu tradycji czas ognia, wody, słońca i księżyca, urodzaju, płodności, radości i miłości. Właśnie tym elementom okazujemy szacunek świętując Kupalnocki, Noce Świętojańskie, Midsumarsbloty, Litha czy jak inaczej zechcemy nazwać te święta. W ten płodny czas bogowie błogosławią poczętym wówczas dzieciom, świat celebruje życie. Czasem jednak dla niektórych jest to czas umierania, bo wszystko ma swój czas i swój koniec. Stoję nad łożem umierającej kobiety, trzymam za rękę, liczę oddechy, pytając czy nadejdzie kolejny. Jestem z jej krwi, jej ciała, jej wiedzy, smutków i radości. We mnie żyją i pozostają jej wspomnienia. Stara kobieta, ciepłem nazwana - babcia - powoli odchodzi do świata przodków.
W lesie śmieje się Życie, skacząc przez święty ogień, na jego skraju, odchodzi Stara Mądrość. Koło życia i śmierci toczy się w symbolicznym tańcu, jak mijające pory roku. Uczę się życia i śmierci, to moje własne ars viviendi i ars moriendi w jednym kole.
Staję się niczym La Loba. Pozwalam odejść pozwalam przyjść, w myśl słów P. Estes:
"Ta która na nowo tworzy życie z tego, co już umarło, jest zawsze archetypem o dwóch obliczach. Matka Stworzenia jest zarazem Matką Śmierci i odwrotnie. Ta dwoista natura, podwójna funkcja, stawia przed nami trudne zadanie zrozumienia, co wokół nas, ponad nami i w nas powinno żyć, a co powinno umrzeć. Naszym zadaniem jest zrozumieć rytm życia i śmierci. pozwolić umrzeć temu, co musi umrzeć, a żyć temu, co powinno żyć."
niedziela, 26 maja 2013
Po prostu dziś nie złość się - o złości w naszym życiu i sposobach poradzenia sobie z nią
Tym razem artykuł o jednej z 5 reguł Reiki, który zamieściłam na portalu Reikowisko. Poniżej wklejam link do artykułu, i zachęcam do czytania i wypowiadania się na ten temat.
W najbliższym czasie postaram się napisać także o pozostałych czterech regułach Reiki.
http://reikowisko.org/p/po-prostu-dzis-nie-zlosc-sie/646
W najbliższym czasie postaram się napisać także o pozostałych czterech regułach Reiki.
http://reikowisko.org/p/po-prostu-dzis-nie-zlosc-sie/646
poniedziałek, 6 maja 2013
O czym szumi Drzewo
"Szkoda Drzewa które nie wyszumiało całej melodii."
Kazimierz Przerwa - Tetmajer
Kazimierz Przerwa - Tetmajer
John Struart Mill powiedział kiedyś: „Natura ludzka nie jest maszyną postawioną do wykonywania wyznaczonej pracy, lecz Drzewem, które rośnie i rozwija się zgodnie z dążeniem sił wewnętrznych, które czynią ją żywą istotą”. Niestety coraz częściej jesteśmy spychani do roli robotów wykonujących zadania, którym nie zostaje już czasu i miejsca na siebie. W pracy wymaga się od nas konkretnych działań, wyników, zachowań; w domu na pierwszy plan zwykle wysuwają się obowiązki, które trzebazrobić, jak sprzątanie, gotowanie, naprawianie, itd. W życiu towarzyskim kierujemy się tym co wolno, nie wolno, co wypada i co ludzie powiedzą, albo gonimy za czymś, nie koniecznie w zgodzie ze sobą, ale za to w zgodzie z grupą. Co gorsza jesteśmy też oceniani i postrzegani przez świat zewnętrzny na podstawie skuteczności i efektywności narzuconych zadań. I w podobny sposób często sami oceniamy, siebie, partnerów, znajomych, pracowników czy szefów. Stawiamy sobie cele, oczekiwania i niczym dobrze zaprogramowane roboty wykonujemy plan. Wielu mówi pas i zaczyna szukać drogi do siebie i do wewnętrznego poznania i rozwoju. A dróg jest wiele, każdy może coś dla siebie wybrać.
Ja proponuję dziś metodę prostą i do przeprowadzenia w zaciszu domu, lub na spacerze w parku czy w lesie. Wystarczy pomyśleć o sobie jak o Drzewie i na chwilę stać się Drzewem. Drzewem, które wzrasta na wszystkie strony, bez określania celów i zadań, bez konkretnego ładu, za to zgodnie ze swoją naturą, swobodnie, niczym leniwy strumień w lesie; bez przymusu, we własnym tempie, we własnym kierunku, nie bacząc na to co powiedzą inne Drzewa, ludzie, czy otoczenie w jakim wzrasta. Nie zwraca uwagi na to, czy zieleń jego liści będzie pasowała do fioletu lawendy czy czerwieni dachów, za to rodzi owoce i daje cień w upalne dni, a ptakom bezpieczny dom w swych gałęziach. Jest. Dobrze ukorzenione w swoim Bycie i szeroko otwarte koroną na światło, które pozwala mu wzrastać.
Wyobraź teraz sobie, że jesteś takim Drzewem, istniejącym w swojej Drzewowatości. Nie jesteś dobry, ani zły, mądry, ani głupi, pracowity ani leniwy, po prostu Jesteś. Istniejesz tak jak las, ludzie, trawa, niebo, zwierzęta, strumienie. Masz pełne prawo do Bycia. Do wzrostu, rozwoju. Bez ocen i celów, bez wczoraj i jutro, jedynie w dzisiaj.
W tej chwili nie ma w Tobie definicji i pojęć, nie ma przeciwieństw, są tylko uczucia. Rozejrzyj się wokół siebie, popatrz na świat oczami Drzewa, zobacz istotę tego, co Cię otacza.
Bez definiowania dualnego jak niski, wysoki, duży czy mały. Po prostu patrz i czuj.
Bez oceny i osądu. Dotknij uczuciami tego, co widzisz. Przyjrzyj się temu, tak jak przyglądają się Drzewa.
Bez definiowania dualnego jak niski, wysoki, duży czy mały. Po prostu patrz i czuj.
Bez oceny i osądu. Dotknij uczuciami tego, co widzisz. Przyjrzyj się temu, tak jak przyglądają się Drzewa.
A teraz przyjrzyj się sobie, poczuj w sobie krążące soki, chropowatość kory, szum liści, Drzewa, którym teraz jesteś. Sięgnij do swoich korzeni, każdej ich najmniejszej odnogi. Zauważ, jak głęboko sięgają i jak bardzo kształtują Twoje Teraz. Zobacz, ile z pomniejszych i z tych większych korzeni odciąłeś, ilu pozwoliłeś obumrzeć? Fakt, że należały do przeszłości, którą zostawiasz za sobą, nie znaczy, że nie możesz czerpać z jej soków. One są doświadczeniem Twoim, a także Twoich przodków, Twoją własną linią przekazu mądrości pokoleń, wiedzy i doświadczeń, które ukształtowały Ciebie. I wciąż Cię kształtują.
Popatrz też na swoje gałęzie, wzrastające we wszystkie strony ku niebu. Spójrz na ich splątane kierunki, drobne pędy swobodnie wzrastające wraz z Twoim doświadczeniem. I przypatrz się ile z gałązek poprzycinałeś, tylko dlatego, że taką wizję kształtu korony Drzewa, którym jesteś, mieli zewnętrzni ogrodnicy. Ile pędów obumarłeś, goniąc za mieć, a nie Być. Przypatrz się temu uważnie, ale bez goryczy czy żalu, pamiętaj, jesteś teraz Drzewem. I jako Drzewo zespól się z całym procesem życia, dojrzewania, wzrostu i rozwoju. Nie okaleczaj więcej swoich gałęzi, ani korzeni, nie znacz bliznami kory. Nie trać już czasu na próbę ożywienia martwych i przyciętych gałęzi, ale czerp z ich doświadczenia.
Teraz wróć do siebie, stań się na powrót tym Kim Jesteś, ale patrz na świat oczami Drzewa, którego przed chwilą doświadczyłeś. Nie staraj się, po prostu zrób to. I spróbuj wyszumieć całą swoją melodię. (Szepcząca)
Subskrybuj:
Posty (Atom)




