Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anioły. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anioły. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 sierpnia 2011

Oblicza aniołów


O aniołach wiele się mówi, zwłaszcza ostatnio. Nazywa się je istotami przepełnionymi miłością, pomagającymi bezinteresownie, a nawet spełniającymi nasze pragnienia czy choćby potrzeby, co dla mnie osobiście jest myleniem anioła z dżinem.
Tak czy inaczej moda na anioły póki co nie mija. Karty anielskie sprzedają się dobrze, książki o aniołach jeszcze lepiej. Pojawiają się nowe metody terapii anielskiej a nawet inicjacje do tzw. Angel Ki. To chyba coś jak Rei-Ki tylko zamiast do Univesum klienta rzekomo podłącza się do aniołów.  Tworzy się anielskie horoskopy, anielskich  opiekunów urodzeniowych, anielskie obrazy, anielskie liczby, anielskie skrzydła własnej duszy i co komu jeszcze anielskiego do głowy wpadnie.
Przy tym wszystkim doświadczenia większości osób, które podobno mają kontakt z aniołami, co opisują w książkach, na blogach czy portalach społecznościowych,  są często słodkie, pełne światła i miłości. Mało kto doświadczył ze strony anioła, reprymendy, ostrzejszego tonu, czy choćby rzucenia na przysłowiowo głębokie wody. Zamiast tego słyszy się, że anioły pomogły znaleźć pracę, męża, wyświecily i oświeciły, dotknęły miłością, sypnęły płatki róż pod nogi. Życie staje się niemal bajką, bo wykreowanie wokół siebie świata pełnego świtała i świetlistych istot pozbawione jest zła wszelkiego, męki i cierpienia, za to obfituje w optymizm, dostatek, oświecenie i jedność w milości (najczęściej w wydaniu hawajskim). I nawet się to nazywa rozwojem duchowym i dążeniem do jedności z Bogiem, który mimo, że wciąż postrzegany przez pryzmat judeochrześcijański tak naprawdę jest Absolutem, Źródłem, czy Twórczą Uniwersalną Inteligencją i Miłością, która doświadcza, ale zsyła tylko miłość.
I jeśli komuś z tym dobrze to świetnie, wszak wiara i nadzieja, to rzecz indywidualna. Tylko nasi skrzydlaci opiekunowie jakby z części piór zostali przy okazji obdarci, a dokładniej oskubani z tych ciemniejszych. A przecież nawet w biblii, na która nawet wielu ezoteryków czy osób rozwijających się duchowo, chętnie się powołuje, jako na wiarygodne źródło, mamy przykłady działań aniołów nie całkiem pasujące do tego dobrodusznego, świetlistego oblicza.
 W filmie „Armia Boga”  scenarzysta i reżyser Gregory Widen, wkłada w usta Archanioła Gabriela taki oto tekst: „Jestem aniołem, zamieniam ludzi w słupy soli, odbieram pierworodnych ich matkom a kiedy mnie najdzie ochota zabieram dusze małym dziewczynkom”. Wydaje się okrutne i jakoś nie pasujące do wizerunku Pana Objawień. Ale czy na pewno?
Archanioł Gabriel dziś znany jest głównie ze zwiastowania Maryi Pannie, a w ikonografii przedstawiany bywa, jako zniewieściała postać. Tymczasem jego imię (a może to funkcja) znaczy tyle, co „Mąż Boży”,  „Wojownik Boży”. To właśnie on wraz z zastępem swoich żołnierzy, aniołów zagłady, zniszczył Sodomę i Gomorę. To on właśnie zamienił w słup soli żonę Lota i to w końcu on, odebrał życie pierworodnym Egiptu. Jakby nie patrzeć jest też aniołem śmierci, więc kto inny miałby tego dokonać? Tylko jak się to ma do miłosierdzia i wszechogarniającej miłości aniołów do ludzi?
Pamiętajmy, że one też mają wolną wolę (co nawet papież usankcjonował, choć dopiero 1 952 roku), a dziś nie traktujemy ich tylko i wyłącznie w kategoriach sług jednego konkretnego Boga trzech wielkich religii. Dziś mówi się już otwarcie, że anioły są niejako ponad  religijne i opiekują się każdym, bez względu na rodzaj wyznania. Poza tym dziś wielu też już inaczej postrzega Boga, właśnie na zasadzie Miłości, Absolutu czy Źródła, które jest tylko czystym światłem, a anioły pośrednikami między nami a tym światłem. I są jego odbiciem, więc czarnych piór w skrzydłach mieć nie mogą, bo te są domeną upadłych. Na ile jednak jest to obraz wypaczony i okrojony by dostosowac go do naszego świata iluzji?
A może anioły to jednak potężne duchy (istoty duchowe), które owszem są przy nas i pomagają nam, nie mniej potrafią dokonywać także rzeczy takich jak zabójstwa, zagłady, zniszczenia? Czyli wszystko to, co w jakiś sposób jest wpisane w świat, a co nasz ludzki umysł ocenia i odrzuca. Bo śmierć, ból, cierpienie i nieustanne zmiany także w świecie przyrody, prowadzące do zmian klimatycznych i zniszczeń też są rzeczą jak najbardziej naturalną i wpisaną w istnienie Wszechświata.
A może istoty, z jakimi mają do czynienia autorzy książek i relacji o kontaktach z aniołami, po prostu aniołami nie są? W końcu nie tylko anioły mają skrzydła.

wtorek, 12 kwietnia 2011

Parcie na skrzydła


Parę lat temu spotkałam się ciekawą teorią inkarnacyjną, mówiąca o ucieleśnianiu się istot duchowych, w fizyczność. W dużym skrócie mówiąc, to, co nie materialne pewnego dnia rodzi się, jako materialne i fizyczne.
Ta teoria jest ściśle związana z wiarą w Absolut i polega mniej więcej na tym, że dusza, to po prostu część tego Absolutu (przez niektórych zwanego Bogiem) w każdej istocie duchowej. Nie ważne czy to człek, czy anioł, demon, czy duch natury. Ma duszę i doświadcza. A ponieważ ta dusza jest tą samą esencją, cząstką czy jak sobie to ktoś nazwie Absolutu, toteż i jest jednaka dla wszystkich, to każdy może doświadczać na przemian różnych form. Raz anioł, raz duch natury itd., itp.

W sumie logiczne i nie głupie, jeśli przyjąć na wiarę, ze Absolut to wiedza, którą trzeba poprzeć doświadczeniem. W tym wypadku Absolut(nie) wszystkiego, a wiec także rożnych form istnienia i egzystencji na różnych płaszczyznach, tak duchowych, astralnych jak i fizycznych.
Echo tych poglądów można znaleźć w wielu nurtach i ścieżkach tak religijnych, jak i filozoficznych, a także duchowych. Ostatnio nawet więcej się o tym rozprawia, bo i dostęp do słowa w każdej formie jest dziś większy, a sama teoria dla wielu ma „ręce i nogi”, więc czemu nie?
Problem jednak w tym, że nagle, z poparciem tejże teorii zrobiło się parcie na skrzydła. Kiedyś, więc ludzie byli ludźmi, dążącymi do oświecenia, rozwijali się duchowo, nazywali siebie ezoterykami, czy poszukiwaczami, a teraz 85% ezoteryków to… Anioły ucieleśnione. Jakby tego było mało, kolorowe anioły, bo przy okazji anielskości i skrzydeł pojawiła się teoria, jakoby niektóre anioły wykazały iście ludzkie cechy, jak zawiść, zazdrość. Jedne zazdrościły ludziom cielesności (Anioły Niebieskie, cokolwiek to znaczy), następne zazdrościły tym pierwszym, że się ucieleśniły, a nadto postanowiły wykorzystać je perfidnie do własnych celów (Anioły Czerwone cokolwiek to znaczy). Na koniec pojawiły się jeszcze anioły, które zechciały ratować te poprzednie (Anioły Białe, cokolwiek to znaczy), ale przy okazji zamknęły się na Boga. Uff…
Czytam i zastanawiam się, czy na pewno czytam o tych a nie innych istotach duchowych. Bo w końcu zgodnie z powyższą teorią, może to zrobić każda istota duchowa i wiele zapewne to robi. Ot choćby duchy natury, często bardzo potężne, skuszone obietnicami szamanów. Iluż z nich dało się wplatać w fizyczność, za parę łasych kąsków cielesności, wiedzą już tylko oni i szamani, którzy ich tu ściągali. Podobnie ma się rzecz z Sidhami i innymi mieszkańcami krainy Faerie (z których na marginesie, wiele ma nawet skrzydła), duchami natury, a pewnie i nie jedno bóstwo by się znalazło. I co ciekawe bardzo wielu nawet nie ma świadomości tego, że pierwotnie ich dusza miała inną formę. A ci, co taką świadomość mają i zaczęli proces rozwoju prowadzący do powrotu, zwykle niechętnie dzielą się swoją odmiennością, pamiętając, że póki w ciele ludzkim, póty się jest człowiekiem. A droga rozwoju jednaka dla wszystkich.
Jednak duch natury, elf, a nawet bóstwo, to nie to samo, co anioł. Tym bardziej, że tradycja judeochrześcijańska siedzi w nas mocno zakorzeniona i anioł to jednak anioł, taki lepszy ktoś, bo bliżej boga. Więc co komu po elfich skrzydłach, skoro może mieć anielskie. A i gazetowo internetowe testy wskazują, że ma się cechy anielskie, bo wszak na 20 pytań 11 było na tak.
A przy okazji takich testów, czy też listy cech, po których można podejrzewać u siebie skrzydła, to w zasadzie 90% ludzi na świecie mogłoby je dopasować do siebie i przypuszczalnie 99% osób interesujących się ezoteryką i rozwojem duchowym. A ponieważ w tym ezo światku większość popada w pułapki ego, choć każdy zaprzecza, to łatwo się też dać zwabić na lep skrzydeł. I to tych pierzastych, nie elfich.
Powiem, że początkowo mnie to parcie na skrzydła dziwiło, potem bawiło, teraz zaczyna irytować. Oczywiście, jeśli komuś do rozwoju przydadzą się skrzydła i kolorystyczny podział aniołów (swoją drogą ciekawe, który kolor, do którego chóru jest przypisany), pomagający przepracować karmę, to ok. Niech pracuje na zdrowie, bo dróg do celu jest wiele. Tylko, po co z tego zaraz robić wielkie halo, przedstawiać się, jako UAN, co w skrócie oznacza: Ucieleśniony Anioł Niebieski? A przy pierwszym poznaniu już niemal zwyczajowo pada pytanie: a ty, jakim jesteś aniołem?
A ja jestem człowiekiem, bez względu na to, w jakim naczyniu moja dusza się pierwotnie pojawiła. Mam ludzkie ciało i ludzkie emocje, ludzki doświadczenia. Teraz. Potem… Potem to się okaże. Na razie idę, obserwuję i poznaję, staram się szukać objawienia w sobie, nie na zewnątrz. Tam mam wiedzę, tę weryfikuję wiarą, rozumem a przede wszystkim sercem, czyli tym, co w środku.
Parcia na skrzydła nie mam, bo to i plecy obciąża i niczego nie wnosi do ludzkiego wcielenia.
A tym, co szukają swej duszy, proponuję pamiętać, że ona i tak jest jedną esencją tożsamą z Absolutem, przynajmniej dla tych, którzy w to wierzą. Poza tym kierujmy tym, co nam dano. Wolną wolą.

piątek, 14 stycznia 2011

Majowe słowa

"Bezpański Anioł"

Tanio....od zaraz do wzięcia....
Przechodzony...
Anioł do wynajęcia...
Z rąk do rąk wędruje....
Jak ciuchy przebrane...
Lub siedzi...
Patrzy w ścianę...
Nie je....
Patrzy tylko...
Płacze cicho we śnie...
Weźcie go...
Zanim z żalu zdechnie...

......................
autor: BeaMaj

sobota, 8 stycznia 2011

Anioły nie muszą być łagodne

Drażni mnie słowo „miłość”. Serio. Nadużywane „kocham cię” zaczyna przynosić odwrotny skutek. Przynajmniej dla mnie.

Idę na spotkanie z trenerem rozwoju osobistego, prowadzącym też zajęcia z regresu. Większość osób na spotkaniu to kobiety. Każda ślicznie uśmiechnięta, ubrana na jasno, pełna spokoju. Witają mnie ciepłym głosem i zapewniają, że teraz anioły poprowadzą mnie przez życie, tylko mam się otworzyć na ich światło.

Ok., jestem otwarta.

Trener opowiada o aniołach, o medytacji, przebaczaniu i miłości. O Bogu… Nie mówi, o jakim, i chwała mu za to. Potem tłumaczy, czym jest regres. Uprzedza, że nie jest łatwo zaakceptować fakt, że w przeszłości mogliśmy być kimś złym.

Nie podoba mi się określenie „zły”, zwłaszcza w zestawieniu z kolejnym zdaniem o nie ocenianiu. Każdy mówi o tym, że ocenianie innych nie jest właściwe, a jednocześnie każdy jakoś tam ocenia. Sama się tego uczę i wiem, jak trudne jest to zadanie.

Miłe panie opowiadają o swoich kontaktach z aniołami, ich świetle i miłości, jaką odczuwają na każdym kroku. Wszystko przeplatane jest powtarzanym sobie na każdym kroku „kocham cię”, tylko „Miłość”.

Potem każdy, niczym afirmację, powtarza, że kocha siebie i kocha świat, kocha ludzi, kocha swoich wrogów.

Mam mdłości.

Mówię, że też widuję anioły. Patrzą na mnie nieco dziwnie, ale nikt nie kwestionuje. Choć tyle dobrego.

- Co anioły zmieniły w Twoim życiu? – Pyta w końcu trener. – Na pewno zauważyłaś, że teraz życie jest piękniejsze, łatwiejsze…

- Nie. – Przerywam. – Nie jest łatwiejsze, bo anioły nie są łagodne.

Zapada niezręczna cisza. W końcu któraś z pań nieśmiało zauważa, że w astralu wiele jest istot duchowych udających anioły. Przytakuję potwierdzająco i słucham dalej. Pani ośmielona tym robi krótki wykład na temat aniołów opowiada o ich sposobie działania, ze poza miłością i czystą dobrocią oraz pocieszeniem nas, dają nam tez to, o co prosimy. Dlatego modląc się do nich i prosząc otrzymujemy wszystko. Anioły są czystą dobrocią i prawdą.

- Nie przeczę. – Znów przerywam. – Są dobrocią i prawdą. Tyle, że prawda nie zawsze jest miła. Uświadomił mi to boleśnie pewien Anioł Prawdy, który zepchnął mnie na dno mnie samej, tylko, dlatego, że wciąż zamiatałam pod dywan osobowości swoje lęki, frustracje, matryce, bolączki. Zepchnął mnie tam gwałtownie i mało łagodnie. Pokazał bagno odsuniętych spraw, półprawd i prawd wygodnych dla mnie. Zdjął zasłonę iluzji i zaślepienia z moich oczu, a potem mało delikatnie skopał tyłek mojemu ego. Na koniec podał świetlistą dłoń i pomaga mozolnie wspinać się z mroku do światła.

- To nie mógł być anioł, one są Miłością… - Oburzyła się inna pani.

Uśmiecham się tylko.

- Anioły są miłością, ale czasem okazują ją w niestereotypowy sposób. – Mówię po chwili by przerwać krępująca ciszę. – Moje doświadczenie uczy mnie też, że czasem droga wewnątrz siebie, która ma nas zaprowadzić do tego, co wielu nazywa: „Bóg jest Miłością” bywa bolesna i trudna. A anioły? Nie zawsze są łagodne. Dają nam to, czego potrzebujemy, na co jesteśmy gotowi i jak jesteśmy w stanie to przyjąć.

- Więc uważasz, że tkwimy w iluzji? – Pyta trener.

- Nie. Nie oceniam tego, bo każdy z Was we własnym wnętrzu wie, co myśli, czuje, jakie ma w sobie wzorce i jak one działają. Albo jeszcze sobie ich nie uświadomił, albo już przepracował. I każdy dostaje to, co jest gotowy przyjąć. Być może moje anioły nie są łagodne, bo tylko pokazanie bolesnej prawdy pobudzi mnie do działania. Każdy z ans widzi je na swój sposób, a prawdę o nich znają tylko one same.

- Czyli nie chcesz podążać drogą miłości? – Pyta z niedowierzaniem starsza pani w jaskrawożółtej bluzce.

- Może jeszcze nie jest jej czas, musi doświadczyć czegoś innego. – Wyjaśnia głośno smukła blondynka.

- Nie odrzucam miłości, po prostu wole ją w działaniu niż w słowach. Ale to moje doświadczenie. Każdy potrzebuje czegoś innego. Jak aniołów…Każdy z Was tutaj ma rację i jednocześnie każdy się myli. Zależy od miejsca gdzie się siedzi.

Ludzie nie lubią prawdy. Tej szczerej i prawdziwej, bo bywa nieraz przykra i bolesna. Dlatego z zachłanną lubością chwytamy się komplementów, a jeśli dwie osoby zwracają nam na coś uwagę, chętniej przyjmujemy do siebie, te bardziej korzystne i wygodne dla nas.

To naturalne, zjawisko i nie ma w nim nic negatywnego. Istnieje jednak niebezpieczeństwo, wpadnięcia w iluzję. Dotyczy to zwłaszcza szeroko rozumianego rozwoju duchowego.

Ten, jak wiadomo, polega w dużej mierze na pracy nad sobą, przebudowie swego wnętrza, czasem nawet osobowości i spojrzenia na świat. Pozbycia się lęków, starych matryc i zastąpienia ich nowymi, lepszymi wzorami i wiarą.

Powiedzieć łatwo, wykonać trudniej. Technik sprzyjających temu jest wiele. Najczęściej sięgamy po afirmacje i medytacje. Niektórzy zaopatrują się w wiele mądrych książek z zakresu treningów osobowości, wypełniają arkusze radykalnego wybaczania, zapisują się na kursy asertywności itd., itp.

I po kilku tygodniach, wielu stronicach dalej, nagle przedstawiają się światu: Popatrzcie, oto nowy(a) Ja.

I bardzo dobrze, że coraz więcej osób zagłębia się w siebie, że wchodzi na drogi rozwoju duchowego. Pytanie tylko, czy zgodnie z naturą odrzucania boleśniejszej prawdy, nie popadamy w pewne iluzje i nie dostrzegamy tego, co ukryte jeszcze głębiej?

Czasem odnoszę wrażenie, że niestety tak.

Oczywiście wiem, że każdy otrzymuje tylko tyle i to, co gotowy jest przyjąć i zaakceptować. I bynajmniej nie twierdze, że każdy rozwój duchowy, każda ścieżka jest twarda, trudna i bardzo bolesna, i że funduje nam niemiłe doświadczenia emocjonalne. Nie. Czasem, jak mówią, wystarczy otworzyć oczy by się obudzić.

Czasem jednak nie, więc warto w tym naszym rozwoju duchowym być czujnym i obiektywnym, bo łatwo wpaść w pułapkę zaślepienia dobrze wykonaną pracą nad sobą, gdy tymczasem to dopiero może być jej początek. Sama tego doświadczam czasami i Bogu dziękuję, że zesłał mi dobre, choć czasem mało łagodne anioły, które przypominają o obiektywizmie i nie pozwalają osiąść na laurach.

Wiem też, że każdy z nas ma swoja ścieżkę i wyobrażenie o niej. Czasem jednak warto wyjść poza stereotypy i spojrzeć z boku na siebie i swoje doświadczenia.

………………………………….

Tekst pisany kursywą jest fikcyjny, to tylko moje luźne rozważania nie koniecznie właściwe. No cóż siedzę na swoim stołeczku ;)

sobota, 20 listopada 2010

Anioł Stróż - jaka jest jego rola?

Anioła Stróża, czy jak wolą niektórzy, ducha opiekuńczego, ma każdy. Jacy Ci opiekunowie są to juz inna sprawa, ale generalnie każdy z nich pełni przy nas funkcje stróżująco opiekuńcze, co wynika juz z samej nazwy.
Ale jak tą funkcję przy nas pełnią, to już zupełnie inna sprawa. Bo stróże nie są naszymi bodygartami i choć opiekuj ą się nami, i nie jeden raz wyciągają z poważnych opresji, to jednak nie uchronią nas przed każdym nieszczęściem.
Zwłaszcza taki, jakie czasem fundujemy sobie na własne życzenie.
Kiedyś miałam pretensję do swego opiekuna, że nie zauważył jak podeszła do mnie jakaś astralna paskuda, albo, że po domu kręcił mi się nieprzyjemny byt. Sporo czasu zajęło mi zrozumienie, ze te byty pojawiły się u mnie na własne życzenie i mój stróż choćby nie wiem jak chciał, nie mógł mnie przed nimi uchronić. Bo niewłaściwe zajmowanie się sferami ezo często prowadzi własnie do przyciągania takich paskud. I trzeba wziąć odpowiedzialność za swoje czyny a nie pokładać nadzieję, ze stróż ochroni, zauważy itd. To są nasze doświadczenia, a nie jego. On jest tym, kto wyciąga w potrzebie pomocną dłoń, ale czasem o tę pomoc trzeba też poprosić.
Porównuję to do płynięcia przez ocean. Kiedy nasze ramiona omdlewają ze zmęczenia nasz stróż zjawia się i podaje rękę, staje się tratwą na której możemy odpocząć zanim popłyniemy dalej. On nie przeniesie nas jednym pstryknięciem na bezpieczny ląd, ale właśnie da szansę by udało nam sie dobić do niego samodzielnie.
Lubię mego stróża. Jest moim najbliższym przyjacielem. Pomaga mi w potrzebie i zna mnie jak nikt inny. Ostatnio pomaga zagłębić się w siebie, staje się adwersarzem mnie samej i tym sposobem pomaga poznać siebie i stworzyć siebie od nowa.
Pomaga mi też zrozumieć pewne rzeczy i wskazuje słuszne drogi, ale ode mnie zależy czy tych rad posłucham.
Wiem jednak, ze on nie przeżyje i nie doświadczy życia za mnie. jest częścią mnie ale to ja decyduję, ja wybieram.

A dla Was Kim Jest Anioł Stróż? Zapraszam do podzielenia się tym w komentarzach.

sobota, 30 października 2010

Anioł też człowiek

Anioły jak to anioły, maja skrzydła, aureole i pewnikiem długie, zwiewne szaty do samej ziemi. Chadzają za nami krok w krok z szeroko rozpostartymi rękoma, aby w razie, czego złapać nas i nie pozwolić się potłuc.

Jeśli zaś mamy do czynienia z aniołem wyżej postawionym, w randze archanioła czy innego potężnego, zwykle jest to albo waleczna postać z mieczem i lśniącej zbroi, lub lekko zniewieściała, objawiająca coś…

Tak w każdym razie najczęściej przedstawia się anioły na obrazach czy w ikonografii. I tak one na trwałe zakorzeniły się w naszych umysłach.

Jednak czy one tak wyglądają naprawdę?

Anioły to przede wszystkim potężne istoty duchowe, które jako składające się z czystej i subtelnej energii mogą w zasadzie ukazywać się nam w dowolny sposób. To, jak je widzimy, zależy tylko od nas i… od aniołów, bo te nie dość, ze pokazują nam się jak tego my chcemy, to jeszcze często tak, byśmy się albo nie przestraszyli albo… uwierzyli, że to one. Być może właśnie, dlatego, najczęściej pokazują się nam tak, jak oczekujemy przyzwyczajeni do tysięcy ich wizerunków w Kościołach czy nawet na obrazkach rozdawanych po Kolendzie.

A czy anioł lub archanioł nie może wyglądać inaczej?

Otóż może. Moja dobra znajoma nie widzi Archanioła Gabriela inaczej jak w stroju harleyowca, jak wygląda inaczej, znaczy, że nie on. Ja sama „ubieram” go w jeansy i białą koszulę, a kolega woli go widzieć z gazetą w dłoni i w okularach.

Wszystko, więc zależy od naszej wyobraźni i kreatywności. Ale nie tylko, bo są pewne cechy niezmienne. Np. Archanioł Rafał. Brązowe jak ziemia włosy i oczy w kolorze kasztanów. Znajomi tez widzą go podobnie, choć czasem w różnych strojach i miejscach. A niedawno jak szukałam Jego wizerunków w necie, zauważyłam, że bardzo wielu widzi go właśnie w tych brązowych barwach oczu i włosów.

Tak czy inaczej opiekunów i inne anioły widujemy, jak nasz umysł to chce pokazać i jak one same chcą nam się pokazać.

Kolejna sprawa to postrzeganie aniołów, jako świetlistych, pełnych chwały, łagodnych osobników (znowu w zwiewnej szacie). Tym samym jakoś ciężko dopuścić nam do siebie myśl, że nasze anioły mogą mieć też inne emocje. Bardziej ludzkie bym powiedziała. A dlaczego nie? Przecież anioł też człowiek, może mieć gorszy dzień, może zakląć (niektóre potrafią tak, ze i szewcy by się nie powstydzili), może kochać, śmiać się, złościć… Fakt, ze nie oceniają nas, postrzegają nasz świat i ludzi przez pryzmat miłości Bożej, nie znaczy, ze czasem nasze zachowania nie sprawią, iż poślą spojrzenie do nieba mrucząc: „Boże Ty widzisz i nie grzmisz”. I tylko ich duchowa, świetlista natura sprawia, ze z anielską cierpliwością rodzica wciąż przy nas są, opiekują się i pomagają, uczą nas, z empatią rozumieją nasze troski.

Ja od jakiegoś czasu postrzegam anioły, jako bardzo ludzkie, z ich upodobaniami (znam dwa, co lubią oglądać TV i pasjonują je gry komputerowe, jednego, co by z lasu nie wychodził, a jednego, co lubi tańczyć), radościami i całkiem ludzkimi smutkami i troskami. Niestety tych ostatnich to głównie my im przysparzamy, choć zapewne i ich anielskie sprawy też łatwe nie są. Ot choćby ta odwieczna wojna mroku i światła, też pewnie czasem spędza im sen z powiek (myślę, ze anioły czasem jednak sypiają).

Szanujmy i kochajmy naszych skrzydlatych przyjaciół, nawet, jeśli nie zawsze dane nam jest ich widzieć. I nie ograniczajmy się do postrzegania ich według schematów i wzorców. Bo anioł to też człowiek.

sobota, 23 października 2010

Czy anioły są wśród nas?

Jest taka teoria mówiąca o tym, ze anioły od czasu do czasu postanawiają doświadczyć fizyczności i cielesności, toteż wstępują w cykl inkarnacyjny i przychodzą na świat, jako ludzie.
Wejście w fizyczność powoduje u nich to samo, co u ludzi, czyli odebranie pamięci, Kim się jest w Istocie. I takie aniołki (nie tylko one, bo także duchy natury, żywiołów czy nawet demony) żyją sobie na tym świecie, nieświadome posiadania skrzydeł.
Jakie są? I tu można się zdziwić. Bo okazuje się, ze ucieleśnione aniołki nie są "aniołami”, na co dzień. Często (zwłaszcza, jeśli jest to pierwsze anielskie wcielenie) używają życia i fizyczności na maksa. Nie czynią zła, ale doświadczają tych stanów, jakich nie daje im duchowość. Zabawa, sex, burzliwe życie pełne przygód, to niemal norma dla tych ucieleśnionych. Z czasem jednak, zwykle w kolejnych wcieleniach, zaczynają się wyciszać i uspokajać. Zaczynają za czymś tęsknić. Zaczynają czuć się jak nie z tej bajki. Powoli wkraczają na ścieżki rozwoju duchowego i przypominają sobie, kim są. A wtedy chcą już wrócić do domu i leczą się z uzależnienia, jakim jest fizyczność.

Co ciekawe ucieleśnione istoty mroku, demony, upadłe anioły, w życiu fizycznym często są doświadczone przez życie, choroby dziedziczne, bieda, brak miłości, to często dla nich norma. Mimo to one także uzależniają sie od fizyczności. Często to właśnie one są tymi przysłowiowymi aniołami pośród nas, zajmują się uzdrawianiem, szybko wchodzą w rozwoje duchowe i oświecenie.

To one często są altruistami, pracują charytatywnie, budzą w sobie naturalne moce uzdrawiania (każda istota duchowa ma moc uzdrawiania ludzie tez), ale nie są radośni do końca. Też za czymś tęsknią i czegoś sie boją. W ucieleśnionych aniołach nie ma tyle lęku.
Wynika to z faktu, ze dla istot mroku takie ucieleśnienie się w fizyczności i życie, jakie tu maja, prowadzi do powstania i powrotu w światło. Anioły z tego światła nie odeszły, tu zaś żyją doświadczając fizyczności, a z każdym wcieleniem znowu się wyciszają i wracają powoli do domu, czyli miejsca skąd przyszły.

Ta teoria jest może szokująca dla, wielu, ale jak sie jej sama dobrze przyjrzałam to ma to ręce i nogi, i jest logicznym wytłumaczeniem.

Wiadomo też, ze szamani często mieli w zwyczaju ściąganie na ziemię potężnych duchów natury i nie mam tu na myśli obrzędów typu VooDoo gdzie mamy krótkotrwałe opętania (też forma ucieleśnień), ale zwabienie takiego ducha by zechciał sie narodzić. Często dzięki temu plemię zyskiwało bardzo potężnego szamana czy wodza.
Pewnikiem z aniołami jest podobnie, a dla demonów może to jedyna droga do światła?
Jak myślicie?