Przy tym wszystkim doświadczenia większości osób, które podobno mają kontakt z aniołami, co opisują w książkach, na blogach czy portalach społecznościowych, są często słodkie, pełne światła i miłości. Mało kto doświadczył ze strony anioła, reprymendy, ostrzejszego tonu, czy choćby rzucenia na przysłowiowo głębokie wody. Zamiast tego słyszy się, że anioły pomogły znaleźć pracę, męża, wyświecily i oświeciły, dotknęły miłością, sypnęły płatki róż pod nogi. Życie staje się niemal bajką, bo wykreowanie wokół siebie świata pełnego świtała i świetlistych istot pozbawione jest zła wszelkiego, męki i cierpienia, za to obfituje w optymizm, dostatek, oświecenie i jedność w milości (najczęściej w wydaniu hawajskim). I nawet się to nazywa rozwojem duchowym i dążeniem do jedności z Bogiem, który mimo, że wciąż postrzegany przez pryzmat judeochrześcijański tak naprawdę jest Absolutem, Źródłem, czy Twórczą Uniwersalną Inteligencją i Miłością, która doświadcza, ale zsyła tylko miłość.środa, 24 sierpnia 2011
Oblicza aniołów
Przy tym wszystkim doświadczenia większości osób, które podobno mają kontakt z aniołami, co opisują w książkach, na blogach czy portalach społecznościowych, są często słodkie, pełne światła i miłości. Mało kto doświadczył ze strony anioła, reprymendy, ostrzejszego tonu, czy choćby rzucenia na przysłowiowo głębokie wody. Zamiast tego słyszy się, że anioły pomogły znaleźć pracę, męża, wyświecily i oświeciły, dotknęły miłością, sypnęły płatki róż pod nogi. Życie staje się niemal bajką, bo wykreowanie wokół siebie świata pełnego świtała i świetlistych istot pozbawione jest zła wszelkiego, męki i cierpienia, za to obfituje w optymizm, dostatek, oświecenie i jedność w milości (najczęściej w wydaniu hawajskim). I nawet się to nazywa rozwojem duchowym i dążeniem do jedności z Bogiem, który mimo, że wciąż postrzegany przez pryzmat judeochrześcijański tak naprawdę jest Absolutem, Źródłem, czy Twórczą Uniwersalną Inteligencją i Miłością, która doświadcza, ale zsyła tylko miłość.wtorek, 12 kwietnia 2011
Parcie na skrzydła
piątek, 14 stycznia 2011
Majowe słowa
Tanio....od zaraz do wzięcia....
......................
autor: BeaMaj
sobota, 8 stycznia 2011
Anioły nie muszą być łagodne
Drażni mnie słowo „miłość”. Serio. Nadużywane „kocham cię” zaczyna przynosić odwrotny skutek. Przynajmniej dla mnie.
Idę na spotkanie z trenerem rozwoju osobistego, prowadzącym też zajęcia z regresu. Większość osób na spotkaniu to kobiety. Każda ślicznie uśmiechnięta, ubrana na jasno, pełna spokoju. Witają mnie ciepłym głosem i zapewniają, że teraz anioły poprowadzą mnie przez życie, tylko mam się otworzyć na ich światło.
Ok., jestem otwarta.
Trener opowiada o aniołach, o medytacji, przebaczaniu i miłości. O Bogu… Nie mówi, o jakim, i chwała mu za to. Potem tłumaczy, czym jest regres. Uprzedza, że nie jest łatwo zaakceptować fakt, że w przeszłości mogliśmy być kimś złym.
Nie podoba mi się określenie „zły”, zwłaszcza w zestawieniu z kolejnym zdaniem o nie ocenianiu. Każdy mówi o tym, że ocenianie innych nie jest właściwe, a jednocześnie każdy jakoś tam ocenia. Sama się tego uczę i wiem, jak trudne jest to zadanie.
Miłe panie opowiadają o swoich kontaktach z aniołami, ich świetle i miłości, jaką odczuwają na każdym kroku. Wszystko przeplatane jest powtarzanym sobie na każdym kroku „kocham cię”, tylko „Miłość”.
Potem każdy, niczym afirmację, powtarza, że kocha siebie i kocha świat, kocha ludzi, kocha swoich wrogów.
Mam mdłości.
Mówię, że też widuję anioły. Patrzą na mnie nieco dziwnie, ale nikt nie kwestionuje. Choć tyle dobrego.
- Co anioły zmieniły w Twoim życiu? – Pyta w końcu trener. – Na pewno zauważyłaś, że teraz życie jest piękniejsze, łatwiejsze…
- Nie. – Przerywam. – Nie jest łatwiejsze, bo anioły nie są łagodne.
Zapada niezręczna cisza. W końcu któraś z pań nieśmiało zauważa, że w astralu wiele jest istot duchowych udających anioły. Przytakuję potwierdzająco i słucham dalej. Pani ośmielona tym robi krótki wykład na temat aniołów opowiada o ich sposobie działania, ze poza miłością i czystą dobrocią oraz pocieszeniem nas, dają nam tez to, o co prosimy. Dlatego modląc się do nich i prosząc otrzymujemy wszystko. Anioły są czystą dobrocią i prawdą.
- Nie przeczę. – Znów przerywam. – Są dobrocią i prawdą. Tyle, że prawda nie zawsze jest miła. Uświadomił mi to boleśnie pewien Anioł Prawdy, który zepchnął mnie na dno mnie samej, tylko, dlatego, że wciąż zamiatałam pod dywan osobowości swoje lęki, frustracje, matryce, bolączki. Zepchnął mnie tam gwałtownie i mało łagodnie. Pokazał bagno odsuniętych spraw, półprawd i prawd wygodnych dla mnie. Zdjął zasłonę iluzji i zaślepienia z moich oczu, a potem mało delikatnie skopał tyłek mojemu ego. Na koniec podał świetlistą dłoń i pomaga mozolnie wspinać się z mroku do światła.
- To nie mógł być anioł, one są Miłością… - Oburzyła się inna pani.
Uśmiecham się tylko.
- Anioły są miłością, ale czasem okazują ją w niestereotypowy sposób. – Mówię po chwili by przerwać krępująca ciszę. – Moje doświadczenie uczy mnie też, że czasem droga wewnątrz siebie, która ma nas zaprowadzić do tego, co wielu nazywa: „Bóg jest Miłością” bywa bolesna i trudna. A anioły? Nie zawsze są łagodne. Dają nam to, czego potrzebujemy, na co jesteśmy gotowi i jak jesteśmy w stanie to przyjąć.
- Więc uważasz, że tkwimy w iluzji? – Pyta trener.
- Nie. Nie oceniam tego, bo każdy z Was we własnym wnętrzu wie, co myśli, czuje, jakie ma w sobie wzorce i jak one działają. Albo jeszcze sobie ich nie uświadomił, albo już przepracował. I każdy dostaje to, co jest gotowy przyjąć. Być może moje anioły nie są łagodne, bo tylko pokazanie bolesnej prawdy pobudzi mnie do działania. Każdy z ans widzi je na swój sposób, a prawdę o nich znają tylko one same.
- Czyli nie chcesz podążać drogą miłości? – Pyta z niedowierzaniem starsza pani w jaskrawożółtej bluzce.
- Może jeszcze nie jest jej czas, musi doświadczyć czegoś innego. – Wyjaśnia głośno smukła blondynka.
- Nie odrzucam miłości, po prostu wole ją w działaniu niż w słowach. Ale to moje doświadczenie. Każdy potrzebuje czegoś innego. Jak aniołów…Każdy z Was tutaj ma rację i jednocześnie każdy się myli. Zależy od miejsca gdzie się siedzi.
Ludzie nie lubią prawdy. Tej szczerej i prawdziwej, bo bywa nieraz przykra i bolesna. Dlatego z zachłanną lubością chwytamy się komplementów, a jeśli dwie osoby zwracają nam na coś uwagę, chętniej przyjmujemy do siebie, te bardziej korzystne i wygodne dla nas.
To naturalne, zjawisko i nie ma w nim nic negatywnego. Istnieje jednak niebezpieczeństwo, wpadnięcia w iluzję. Dotyczy to zwłaszcza szeroko rozumianego rozwoju duchowego.
Ten, jak wiadomo, polega w dużej mierze na pracy nad sobą, przebudowie swego wnętrza, czasem nawet osobowości i spojrzenia na świat. Pozbycia się lęków, starych matryc i zastąpienia ich nowymi, lepszymi wzorami i wiarą.
Powiedzieć łatwo, wykonać trudniej. Technik sprzyjających temu jest wiele. Najczęściej sięgamy po afirmacje i medytacje. Niektórzy zaopatrują się w wiele mądrych książek z zakresu treningów osobowości, wypełniają arkusze radykalnego wybaczania, zapisują się na kursy asertywności itd., itp.
I po kilku tygodniach, wielu stronicach dalej, nagle przedstawiają się światu: Popatrzcie, oto nowy(a) Ja.
I bardzo dobrze, że coraz więcej osób zagłębia się w siebie, że wchodzi na drogi rozwoju duchowego. Pytanie tylko, czy zgodnie z naturą odrzucania boleśniejszej prawdy, nie popadamy w pewne iluzje i nie dostrzegamy tego, co ukryte jeszcze głębiej?
Czasem odnoszę wrażenie, że niestety tak.
Oczywiście wiem, że każdy otrzymuje tylko tyle i to, co gotowy jest przyjąć i zaakceptować. I bynajmniej nie twierdze, że każdy rozwój duchowy, każda ścieżka jest twarda, trudna i bardzo bolesna, i że funduje nam niemiłe doświadczenia emocjonalne. Nie. Czasem, jak mówią, wystarczy otworzyć oczy by się obudzić.
Czasem jednak nie, więc warto w tym naszym rozwoju duchowym być czujnym i obiektywnym, bo łatwo wpaść w pułapkę zaślepienia dobrze wykonaną pracą nad sobą, gdy tymczasem to dopiero może być jej początek. Sama tego doświadczam czasami i Bogu dziękuję, że zesłał mi dobre, choć czasem mało łagodne anioły, które przypominają o obiektywizmie i nie pozwalają osiąść na laurach.
Wiem też, że każdy z nas ma swoja ścieżkę i wyobrażenie o niej. Czasem jednak warto wyjść poza stereotypy i spojrzeć z boku na siebie i swoje doświadczenia.
………………………………….
Tekst pisany kursywą jest fikcyjny, to tylko moje luźne rozważania nie koniecznie właściwe. No cóż siedzę na swoim stołeczku ;)
sobota, 20 listopada 2010
Anioł Stróż - jaka jest jego rola?
Ale jak tą funkcję przy nas pełnią, to już zupełnie inna sprawa. Bo stróże nie są naszymi bodygartami i choć opiekuj ą się nami, i nie jeden raz wyciągają z poważnych opresji, to jednak nie uchronią nas przed każdym nieszczęściem.
Zwłaszcza taki, jakie czasem fundujemy sobie na własne życzenie.
Kiedyś miałam pretensję do swego opiekuna, że nie zauważył jak podeszła do mnie jakaś astralna paskuda, albo, że po domu kręcił mi się nieprzyjemny byt. Sporo czasu zajęło mi zrozumienie, ze te byty pojawiły się u mnie na własne życzenie i mój stróż choćby nie wiem jak chciał, nie mógł mnie przed nimi uchronić. Bo niewłaściwe zajmowanie się sferami ezo często prowadzi własnie do przyciągania takich paskud. I trzeba wziąć odpowiedzialność za swoje czyny a nie pokładać nadzieję, ze stróż ochroni, zauważy itd. To są nasze doświadczenia, a nie jego. On jest tym, kto wyciąga w potrzebie pomocną dłoń, ale czasem o tę pomoc trzeba też poprosić.
Porównuję to do płynięcia przez ocean. Kiedy nasze ramiona omdlewają ze zmęczenia nasz stróż zjawia się i podaje rękę, staje się tratwą na której możemy odpocząć zanim popłyniemy dalej. On nie przeniesie nas jednym pstryknięciem na bezpieczny ląd, ale właśnie da szansę by udało nam sie dobić do niego samodzielnie.
Lubię mego stróża. Jest moim najbliższym przyjacielem. Pomaga mi w potrzebie i zna mnie jak nikt inny. Ostatnio pomaga zagłębić się w siebie, staje się adwersarzem mnie samej i tym sposobem pomaga poznać siebie i stworzyć siebie od nowa.
Pomaga mi też zrozumieć pewne rzeczy i wskazuje słuszne drogi, ale ode mnie zależy czy tych rad posłucham.
Wiem jednak, ze on nie przeżyje i nie doświadczy życia za mnie. jest częścią mnie ale to ja decyduję, ja wybieram.
A dla Was Kim Jest Anioł Stróż? Zapraszam do podzielenia się tym w komentarzach.
sobota, 30 października 2010
Anioł też człowiek
Anioły jak to anioły, maja skrzydła, aureole i pewnikiem długie, zwiewne szaty do samej ziemi. Chadzają za nami krok w krok z szeroko rozpostartymi rękoma, aby w razie, czego złapać nas i nie pozwolić się potłuc.
Jeśli zaś mamy do czynienia z aniołem wyżej postawionym, w randze archanioła czy innego potężnego, zwykle jest to albo waleczna postać z mieczem i lśniącej zbroi, lub lekko zniewieściała, objawiająca coś…
Tak w każdym razie najczęściej przedstawia się anioły na obrazach czy w ikonografii. I tak one na trwałe zakorzeniły się w naszych umysłach.
Jednak czy one tak wyglądają naprawdę?
Anioły to przede wszystkim potężne istoty duchowe, które jako składające się z czystej i subtelnej energii mogą w zasadzie ukazywać się nam w dowolny sposób. To, jak je widzimy, zależy tylko od nas i… od aniołów, bo te nie dość, ze pokazują nam się jak tego my chcemy, to jeszcze często tak, byśmy się albo nie przestraszyli albo… uwierzyli, że to one. Być może właśnie, dlatego, najczęściej pokazują się nam tak, jak oczekujemy przyzwyczajeni do tysięcy ich wizerunków w Kościołach czy nawet na obrazkach rozdawanych po Kolendzie.
A czy anioł lub archanioł nie może wyglądać inaczej?
Otóż może. Moja dobra znajoma nie widzi Archanioła Gabriela inaczej jak w stroju harleyowca, jak wygląda inaczej, znaczy, że nie on. Ja sama „ubieram” go w jeansy i białą koszulę, a kolega woli go widzieć z gazetą w dłoni i w okularach.
Wszystko, więc zależy od naszej wyobraźni i kreatywności. Ale nie tylko, bo są pewne cechy niezmienne. Np. Archanioł Rafał. Brązowe jak ziemia włosy i oczy w kolorze kasztanów. Znajomi tez widzą go podobnie, choć czasem w różnych strojach i miejscach. A niedawno jak szukałam Jego wizerunków w necie, zauważyłam, że bardzo wielu widzi go właśnie w tych brązowych barwach oczu i włosów.
Tak czy inaczej opiekunów i inne anioły widujemy, jak nasz umysł to chce pokazać i jak one same chcą nam się pokazać.
Kolejna sprawa to postrzeganie aniołów, jako świetlistych, pełnych chwały, łagodnych osobników (znowu w zwiewnej szacie). Tym samym jakoś ciężko dopuścić nam do siebie myśl, że nasze anioły mogą mieć też inne emocje. Bardziej ludzkie bym powiedziała. A dlaczego nie? Przecież anioł też człowiek, może mieć gorszy dzień, może zakląć (niektóre potrafią tak, ze i szewcy by się nie powstydzili), może kochać, śmiać się, złościć… Fakt, ze nie oceniają nas, postrzegają nasz świat i ludzi przez pryzmat miłości Bożej, nie znaczy, ze czasem nasze zachowania nie sprawią, iż poślą spojrzenie do nieba mrucząc: „Boże Ty widzisz i nie grzmisz”. I tylko ich duchowa, świetlista natura sprawia, ze z anielską cierpliwością rodzica wciąż przy nas są, opiekują się i pomagają, uczą nas, z empatią rozumieją nasze troski.
Ja od jakiegoś czasu postrzegam anioły, jako bardzo ludzkie, z ich upodobaniami (znam dwa, co lubią oglądać TV i pasjonują je gry komputerowe, jednego, co by z lasu nie wychodził, a jednego, co lubi tańczyć), radościami i całkiem ludzkimi smutkami i troskami. Niestety tych ostatnich to głównie my im przysparzamy, choć zapewne i ich anielskie sprawy też łatwe nie są. Ot choćby ta odwieczna wojna mroku i światła, też pewnie czasem spędza im sen z powiek (myślę, ze anioły czasem jednak sypiają).
Szanujmy i kochajmy naszych skrzydlatych przyjaciół, nawet, jeśli nie zawsze dane nam jest ich widzieć. I nie ograniczajmy się do postrzegania ich według schematów i wzorców. Bo anioł to też człowiek.
sobota, 23 października 2010
Czy anioły są wśród nas?
Jest taka teoria mówiąca o tym, ze anioły od czasu do czasu postanawiają doświadczyć fizyczności i cielesności, toteż wstępują w cykl inkarnacyjny i przychodzą na świat, jako ludzie.
Wejście w fizyczność powoduje u nich to samo, co u ludzi, czyli odebranie pamięci, Kim się jest w Istocie. I takie aniołki (nie tylko one, bo także duchy natury, żywiołów czy nawet demony) żyją sobie na tym świecie, nieświadome posiadania skrzydeł.
Jakie są? I tu można się zdziwić. Bo okazuje się, ze ucieleśnione aniołki nie są "aniołami”, na co dzień. Często (zwłaszcza, jeśli jest to pierwsze anielskie wcielenie) używają życia i fizyczności na maksa. Nie czynią zła, ale doświadczają tych stanów, jakich nie daje im duchowość. Zabawa, sex, burzliwe życie pełne przygód, to niemal norma dla tych ucieleśnionych. Z czasem jednak, zwykle w kolejnych wcieleniach, zaczynają się wyciszać i uspokajać. Zaczynają za czymś tęsknić. Zaczynają czuć się jak nie z tej bajki. Powoli wkraczają na ścieżki rozwoju duchowego i przypominają sobie, kim są. A wtedy chcą już wrócić do domu i leczą się z uzależnienia, jakim jest fizyczność.
Co ciekawe ucieleśnione istoty mroku, demony, upadłe anioły, w życiu fizycznym często są doświadczone przez życie, choroby dziedziczne, bieda, brak miłości, to często dla nich norma. Mimo to one także uzależniają sie od fizyczności. Często to właśnie one są tymi przysłowiowymi aniołami pośród nas, zajmują się uzdrawianiem, szybko wchodzą w rozwoje duchowe i oświecenie.
To one często są altruistami, pracują charytatywnie, budzą w sobie naturalne moce uzdrawiania (każda istota duchowa ma moc uzdrawiania ludzie tez), ale nie są radośni do końca. Też za czymś tęsknią i czegoś sie boją. W ucieleśnionych aniołach nie ma tyle lęku.
Wynika to z faktu, ze dla istot mroku takie ucieleśnienie się w fizyczności i życie, jakie tu maja, prowadzi do powstania i powrotu w światło. Anioły z tego światła nie odeszły, tu zaś żyją doświadczając fizyczności, a z każdym wcieleniem znowu się wyciszają i wracają powoli do domu, czyli miejsca skąd przyszły.
Ta teoria jest może szokująca dla, wielu, ale jak sie jej sama dobrze przyjrzałam to ma to ręce i nogi, i jest logicznym wytłumaczeniem.
Wiadomo też, ze szamani często mieli w zwyczaju ściąganie na ziemię potężnych duchów natury i nie mam tu na myśli obrzędów typu VooDoo gdzie mamy krótkotrwałe opętania (też forma ucieleśnień), ale zwabienie takiego ducha by zechciał sie narodzić. Często dzięki temu plemię zyskiwało bardzo potężnego szamana czy wodza.
Pewnikiem z aniołami jest podobnie, a dla demonów może to jedyna droga do światła?
Jak myślicie?