Yaquitti siedziała na ganku swego domu wystawiając twarz ku jesiennemu słońcu. Od dobrej chwili słuchała szczebiotu dziewczyny, która zgubiła drogę jadąc na jakieś magiczne warsztaty. Panna, wysiadła z auta zapytać o drogę, lecz tak od słowa do słowa stała oparta o maskę wozu blisko trzeci kwadrans. Miała na sobie luźne, stylizowane etnicznie ciuchy; obwieszony dekolt symbolami z różnych stron świata, których wykonanie zostawiało wiele do życzenia.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mądrości. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mądrości. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 12 października 2014
Yaquitti
Yaquitti wraz ze znajomą Wiedźmą i swoim Aniołem popijała na ganku aromatyczną kawę z kardamonem. Dzień był jesienny, ale jak na porę roku bardzo ciepły i słoneczny, toteż szamanka z radością delektowała się ulubionym napojem i towarzystwem przyjaciół.
Znad kubka obserwowała Wiedźmę. Wiedziała, ze dziewczynę coś męczy. Znała ten stan. Sama czasem uległa słabości stagnacji czy zwątpienia. A Wiedźma od jakiegoś czasu sprawiała wrażenie, jakby traciła pasję. W końcu spytała o to przyjaciółkę.
Znad kubka obserwowała Wiedźmę. Wiedziała, ze dziewczynę coś męczy. Znała ten stan. Sama czasem uległa słabości stagnacji czy zwątpienia. A Wiedźma od jakiegoś czasu sprawiała wrażenie, jakby traciła pasję. W końcu spytała o to przyjaciółkę.
niedziela, 11 maja 2014
Baśń o zapachu kruczych piór i dziewięciu darach Modrzewia.
W czasach gdy góry wciąż jeszcze próbowały sięgnąć nieba, ludzie, którzy w nich zamieszkali zaczęli chorować. A wraz z nimi chorowały lasy, góry i ziemia.Chorobę zesłały na to miejsce złe duchy, zasłaniając cieniem dusze ludzi i drzew. Cień podsycał złe myśli w ludziach, a te zatruwały ich serca, umysły, a z czasem zatruły źródła i strumienie, które poiły ziemię, rośliny i zwierzęta.
Między ludźmi coraz częściej dochodziło do sporów, starszyzna plemienna kłóciła się i żyła w gniewie. Szamani stawali się coraz słabsi, bo ich dusze także zatruł cień.
Ludzie zamiast pracować, skupiali się na sporach, toteż bieda zaczęła zaglądać do chat. Bo i pola nie były w pełni obsiane a plon nie raz odłogiem leżał.
Starszyzna skupiała się na rzeczach błahych i nieistotnych, młodzi ogarnięci niechęcią nie wkładali już serca i pasji w swoje zajęcia.
Nie wszyscy jednak poddali się truciźnie cieni złych duchów. Bo i dobre duchy wciąż czuwały i wybrały na swego posłańca młodego myśliwego Kuzguna. Krucze imię dostał on od ojca, gdyż w dniu jego narodzin dwa kruki na dachu chaty siadły. Wszyscy widzieli w tym złe znaki dla dziecka. Jednak chłopiec rósł zdrowy i silny, a co więcej pełen pasji, nie poddając się cieniom.
Gdy osiągnął wiek męski stal się jednym z najlepszych myśliwych. Toteż w chacie jego rodziców głód rzadko gościł.
Jednak Kuzgun ze smutkiem i niepokojem obserwował toczącą się w jego plemieniu chorobę, ale nie umiał znaleźć na nią lekarstwa. Nie raz płakał w samotności, pochylając sie nad mętną wodą w strumieniach.
Pewnego popołudnia, po polowaniu, Kuzgun zmęczony usnął w cieniu wysokiego drzewa. We śnie ujrzał dwa kruki, największe, jakie widział w życiu. Nakazały mu iść za sobą, aż doprowadziły go do wielkiego drzewa. Było olbrzymie i piękne, a niebo nad nim było czyste i rześkie.
- Znajdź drzewo a pokonasz cień. – Powiedziały i zniknęły w chmurach.
Kuzgun zbudził się i natychmiast pobiegł do szamana by opowiedzieć o swoim śnie. Ten doradził mu wyruszyć w drogę. I tak o świcie młody myśliwy wyprawił się na poszukiwanie drzewa.
Szedł długo we wszystkie cztery kierunki świata. Poznał wtedy granice swoich słabości i siły, lęków i miłości. Aż na koniec zawędrował do podnóża wielkiej góry.
Niebo nad nią było czyste i rześkie, jak niebo nad drzewem z jego snów. Toteż bez wahania zwinnie wdrapał się na skalną półkę. Okazała się być wejściem do górskiej jaskini.
Kuzgun wszedł do środka. Od razu poczuł znajomy zapach kadzidła. Tak pachniały tylko dwie znane mu rzeczy na świecie. Świątynie i krucze pióra.
Mirrowy zapach otulał go dając poczucie bezpieczeństwa, jak pióra kruków, które matka wplatała w jego włosy, jako amulety. Kuzgun zdołał więc odprężyć się i przymknąć oczy.
Gdy je otworzył w jaskini palił się ogień, dając bezpieczne ciepło. Przy ogniu kręcił się mężczyzna w dziwnym stroju, ni to płaszczu, ni sukni, z kruczych piór i zielonych gałązek nieznanego myśliwemu drzewa.
- Idź na szczyt. – Powiedział do Kuzguna i wskazał na wyjście.
Młodzieniec wyszedł z jaskini i ujrzał przed sobą to samo drzewo co w swoim śnie. Było tak wysokie, że jego korona ginęła w chmurach.
- Idź już. – Ponaglił go mężczyzna.
Kuzgun zaczął wspinać się po pniu. A nie było to łatwe, bo pień był prosty i twardy, nie miał też gałęzi na których można było oprzeć stopy. Ale myśliwy wspinał się mimo to.
W końcu zmęczony dotarł do pierwszych gałęzi. Były jasno zielone, pokryte miękkim igliwiem, delikatnym i przyjaznym w dotyku.
Teraz już widział czubek drzewa, ale był on wciąż odległy. Kuzgun nie zniechęcił się tym i znów zaczął wspinać się wyżej.
Był już bardzo zmęczony, gdy na pobliskiej gałęzi ujrzał wielkie gniazdo. Pachniało znajomo mirrą więc zsunął się do niego. I wtedy ujrzał dwa Kruki.
- Proszę, pozwólcie mi odpocząć i zebrać siły w waszym gnieździe. – Zwrócił się do ptaków.
Kruki przyjęły go dobrze. Nakarmiły i napoiły czystą wodą, jakiej nigdy wcześniej nie pił. Poczuł jak ożywcze siły wypełniają mu ciało. Kruki opatrzyły mu też rany, gdyż Kuzgun miał od wspinaczki dłonie podrapane.
- Chcę się wam odwdzięczyć za gościnę. Ale mam tylko swoje serce. Zechciejcie przyjąć jego część. – To mówiąc wyciął dwa małe kawałki swego serca i ofiarował Krukom. One zaś tę ofiarę przyjęły i odezwały się do niego w ludzkiej mowie, którą dobrze znają.
- Serce twoje jest szlachetne, Kuzgunie, oczy twoje zaś widzą daleko i głęboko. Dostrzegasz cień, ale za światłem podążasz. I nie dla siebie wyruszyłeś w tę podróż, chociaż siebie w niej odnajdziesz. I dlatego pomożemy ci odnaleźć to, co jest ci przeznaczone. Ja jestem Sybryd, niosę szept, a to mój brat Dokun, dający dotyk. – Powiedział na koniec jeden z Kruków.
Kuzgun przez rok mieszkał w kruczym gnieździe. Od Sybryda uczył się mowy szeptów, dzięki czemu rozumiał język duchów i drzew, oraz zwierząt, a nawet wiatru. Dokun nauczył go, jak dotykiem poznać co jest pomocne, a co zdradliwe i jak uzdrawiać dłońmi. Obaj zaś uczyli go prawdy o świecie i o nim samym. Często też zabierali go na swoich skrzydłach wysoko na szczyt korony drzewa. Tam z wielkiego pnia wyłaniała się drzewna twarz starca, Prastarego Modrzewia, na który wspiął się Kuzgun. I to on własnie najwięcej nauczył myśliwego. Pokazał mu świat swoimi oczami. Przekazał też część swojej mocy i w końcu uczynił strażnikiem dobrych energii.
Gdy minął rok, Modrzew wezwał Kuzguna i oba Kruki przed swoje oblicze.
- Poznałeś już siebie, młodzieńcze i jesteś gotowy by wrócić do swego ludu. Zanim jednak wyruszysz w drogę dam ci dary, które uzdrowią twoją ziemię i twoje plemię. – To mówiąc obniżył jedną z gałęzi i strząsnął na dłonie Kuzguna dziewięć szyszek.
- Jedną ofiaruj Ziemi w miejscu, które sama ci wskaże. Drugą ofiaruj duchom strumieni tam gdzie zaczyna się ich źródło. Trzecią rzuć płomieniom, które bez ludzkiej pomocy zapłoną. Czwartą daj wiatrom, co górskie szczyty szarpią. Piątą przekaż ludziom, z których się zrodziłeś. Szóstą daj w ofierze bogom w swojej świątyni. Siódmą daj zwierzętom, które dziko żyją. Ósmą, zaś drzewom i trawom, kwiatom i krzewom. Ostatnią, dziewiątą zachowaj dla siebie, by w godzinie ostatniej drogę Ci wskazała.
Z tych darów popłynie siła, co pierwotną energię i ład na ziemi przywróci. Pamiętaj jednak, że ład i harmonia nie samym światłem się karmią. Cień i śmierć mają w nim swoje miejsce i prawa. Takie same jak światło i życie. Dlatego w czwartej części roku one królować będą. Nadejście ich czasu poznasz po moim zasypianiu gdyż wówczas swą szatę zrzucać będę. I na ten czas zapasy plonów zebrać musicie.
A teraz Kuzgunie idź zanieść moje dary i moją wiedzę. Służ mądrze swemu ludowi, pamiętając o cząstce mej mocy w tobie i mocy twych opiekunów.
Kuzgun podziękował pięknie za nauki i dary. Sybryd i Dokun odprowadzili go aż do jaskini, z której swą podróż zaczął. Tam się z nimi pożegnał.
Gdy się zbudził o świcie, zobaczył, że choć przez rok nauki pobierał, na świecie upłynął ledwie dzień jeden. Teraz jednak Kugdun był już mężczyzną i szamanem, nie młodym myśliwym, toteż niewiele go zdziwiło. Schował modrzewiowe szyszki do swego woreczka, który na pożegnanie od Kruków dostał i ruszył w drogę powrotną.
Tak jak mu Pierwotny Modrzew nakazał oddawał jego dary dla wody, ziemi i wiatru, a gdy piorun trawy zapalił, także i płomieniom. Potem dał szyszki zwierzętom i roślinom, a gdy do domu wrócił bogom w świątyni. Tę dla ludzi przeznaczoną do ziemi włożył pośrodku osady i nim świt nastał wyrosło z niej wielkie i piękne drzewo modrzewiowe.
Ludzie się dziwili, ale po raz pierwszy od dawna uśmiechali się do siebie. Skłóceni przy tym modrzewiu zgodę odnaleźli, a zniechęceni siłę i pasję.
Modrzewie też za sprawą Kuzduna rozrosły się po lesie i górskich zboczach. Od razu uwolniły energię i siłę uwięzione przez cień. W strumieniach woda stała się czysta, pełna ryb, a powietrze nad górami rześkie i przejrzyste.
Nigdy jeszcze ziemia nie dała tak obfitych plonów jak w roku, gdy Kuzgun przyniósł dary Pierwotnego Modrzewia. Ludzie z werwą i ochotą zabrali się do pracy. A w cieniu modrzewi szukali inspiracji, spokoju i zgody.
Kuzgun zaś stał się Wielkim Szamanem swego plemienia. Pełnił posługę przez wiele lat mądrze i sprawiedliwie. Potrafił słyszeć szepty świata, a gdy kładł dłonie na chore lub zranione miejsca, uzdrawiał je i koił. Pomagały mu często kruki i modrzewie, gdyż u nich właśnie rady i mądrości szukał. Zimą, kiedy modrzewie swe szaty zrzucały oddawał pierwszeństwa cieniom i duchom mroku, by i one swój czas wypełniały.
A gdy jego kres się zbliżał, pożegnał żonę i synów, a potem wyruszył w swą ostatnią podróż. Zabrał ze sobą ostatnią z szyszek, które otrzymał od Pierwotnego Modrzewia. Nikt go już nie widział więcej. Ale wiosną na słonecznej leśnej polanie ludzie ujrzeli modrzew wysoki i wielki, którego tam nigdy nie było, więc uznali, że sam Kuzgun pod nim sen znalazł i ze swymi Krukami odleciał.
Agnieszka Cupak
...........
autor obrazu Susan Seddon Boulet
środa, 11 maja 2011
Mądrości w sieć złapane
Budda i bandyta Pewnego razu zagroził Buddzie śmiercią bandyta zwany Angulimal.
„Bądź, zatem łaskaw spełnić moje ostatnie życzenie”, powiedział Budda.
„Odetnij tę gałąź z tego drzewa”.
Jedno ciecie mieczem i było zrobione!
„Co teraz?” zapytał bandyta.
„Przyłóż ją z powrotem, tak aby się zrosło”, powiedział Budda.
Bandyta roześmiał się. „Musisz być szalony, jeśli uważasz, że ktokolwiek może to zrobić”.
„Wprost przeciwnie, to ty jesteś szalony, jeśli sądzisz, że jesteś potężny, bo możesz ranić i niszczyć. To jest zadanie dla dzieci. Tylko wielcy wiedzą, jak tworzyć i leczyć.
- Ludzie mówią, że jesteś geniuszem. Czy to prawda? – zapytał.
- Możesz tak powiedzieć – odpowiedział Mistrz, bez nadmiaru
skromności.
- A co sprawia, że ktoś staje się geniuszem?
- Zdolność rozpoznawania.
- Rozpoznawania czego?
- Motyla w gąsienicy, orła w jaju, i świętego w egoiście.
„Czy przebaczyłeś nazistom?” zapytał przyjaciela.
„Tak”.
„A ja nie. Ciągle trawi mnie nienawiść do nich”.
„W takim razie”, powiedział łagodnie przyjaciel,
„oni nadal cię więżą…”
stojącego pośród rozległego pustynnego krajobrazu.
Razu pewnego trąba powietrzna wyrwała drzewo z korzeniami, i
biedny ptak musiał przelecieć aż sto długich mil, zanim, wyczerpany, znalazł
sobie nowe schronienie.
Gdy wreszcie, po długim locie dotarł do gęstego lasu,
znalazł tam niezliczone drzewa, które uginały się od owoców…
- Gdyby uschnięte drzewo ocalało, nic nie skłoniłoby ptaka, by
wyrzekł się bezpieczeństwa i poszybował w przestworza.
Nieszczęścia mogą prowadzić do rozwoju.
Trzeba tylko zrozumieć lekcję jaka sie w nich kryje.
powrotem do rodziny i interesów, prosił go o coś, co mógłby zabrać
ze sobą.
Mistrz rzekł:
- Stale rozważaj te trzy rzeczy, które ci teraz powiem:
To nie ogień jest gorący, lecz ty tak go odbierasz.
To nie oko widzi, lecz twój umysł.
To nie cyrkiel zakreśla koło, lecz kreślarz.
bardzo się rozczarował zwyczajnymi słowami, którymi ten zwrócił
się do niego.
- Przybyłem tu w poszukiwaniu Mistrza – zwierzył się jednemu z
uczniów – a znalazłem tylko zwykłego człowieka, niewiele
różniącego się od innych.
Uczeń odpowiedział:
- Mistrz jest szewcem z nieskończoną ilością nagromadzonej skóry.
Przycina ją i szyje na miarę twojej stopy.
Mistrza, co o tym sądzi.
Mistrz odpowiedział:
- Zaczekaj.
Co roku uczeń przychodził z tym samym pytaniem i za każdym razem
Mistrz dawał mu tę samą odpowiedź:
- Zaczekaj.
Pewnego dnia zapytał Mistrza:
- Kiedy będę gotowy do uczenia?
Mistrz odrzekł:
- Kiedy opuści cię nadmierne pragnienie uczenia innych.
- Dlatego, że nauczyli się widzieć dobro i piękno wszędzie -
odrzekł Mistrz.
- Dlaczego więc ja nie widzę wszędzie dobra i piękna?
- Dlatego, że nie możesz widzieć na zewnątrz siebie tego, czego
nie widzisz w sobie.
go unikać jak samego diabła: wszelkiego poczucia winy.
Pewnego dnia jeden z uczniów zapytał:
- Ale czyż nie powinniśmy nienawidzić swoich grzechów?
- Kiedy czujesz się winny, to nienawidzisz nie swoje grzechy, lecz
siebie samego.
Drugi:, „Czemu to robisz?”,
Trzeci: „Czy mogę w czymś pomóc?”
Czwarty: „Ile to jest warte?”
Pierwszy był naukowcem; drugi filozofem; trzeci altruistą, a czwarty, pośrednikiem w handlu nieruchomościami.
Piąty anioł przyglądał się w zadziwieniu i bił brawo z bezmiernego zachwytu. Ten był mistykiem.
ogarnęło przygnębienie.
Uśmiechając się Mistrz powiedział:
- Czyż nie rozumiecie, że to właśnie śmierć nadaje piękno życiu?
- Nie. Wolelibyśmy – wbrew temu co mówisz, byś nigdy nie umarł.
- Wszystko, co naprawdę żyje – musi umrzeć.
Popatrzcie na kwiaty – tylko sztuczne nigdy nie umierają.
powiedział:
- Kiedy wreszcie skończysz wspierać się na Bogu i staniesz na
własnych nogach?
Uczeń był zaskoczony.
- Przecież to ty uczyłeś nas, by uważać Boga za Ojca!
- Kiedy nauczysz się, że ojciec nie jest tym, na kim możesz się
wspierać, lecz tym, kto wyzwala cię z twojej skłonności do
wspierania się na kimkolwiek?
Nasze wyobrażenia
- Nie szukajcie Boga – rzekł Mistrz. – Po prostu patrzcie, a
wszystko się wam objawi.
- Ale jak mamy patrzeć?
- Za każdym razem, kiedy patrzycie na cokolwiek, starajcie się
widzieć tylko to, co jest, i nic innego.
Uczniowie byli wyraźnie zdezorientowani, więc Mistrz wyłożył to
prościej:
- Na przykład, kiedy spoglądacie na księżyc, starajcie się widzieć
jedynie księżyc i nic ponadto.
- A cóż innego oprócz księżyca można widzieć, kiedy się na niego
patrzy?
- Człowiek głodny mógłby zobaczyć krąg sera.
Zakochany – twarz ukochanej osoby…
Dlaczego śpiewa ptak?
Uczniowie mieli wiele pytań na temat Boga,
Mistrz im powiedział:
- Bóg jest Nieznany i Niepoznawalny.
Każde twierdzenie o Nim,
każda odpowiedz na wasze pytanie
będzie zniekształceniem Prawdy.
Uczniowie byli zaskoczeni:
- W takim razie, dlaczego mówisz o Nim?
- A dlaczego śpiewa ptak? – odpowiedział mistrz.
Ptak nie śpiewa dlatego, że ma do przekazania jakieś twierdzenie.
Śpiewa, ponieważ ma śpiew.
Słowa uczniów muszą być zrozumiałe. Słowa mistrza nie muszą
takimi być. Muszą być jedynie słyszane, w taki sposób,
w jaki słucha się wiatru w drzewach, szumu rzeki czy śpiewu ptaka.
One rozbudzają w tym, kto słucha, coś co leży poza wszelkim
rozumieniem.
„Dokąd pędzisz?” zapytał wódz.
„Do Damaszku. Mam zamiar zabrać tysiąc istnień”.
W drodze powrotnej z Damaszku, Zaraza znowu mijała karawanę. Wódz powiedział: „Zabrałaś pięćdziesiąt tysięcy istnień, a nie tysiąc”.
„Nie”, rzekła Zaraza. „Ja wzięłam tysiąc. To strach zabrał resztę”.
Guru otworzył oczy, podniósł jedną z pereł i trzymał ją tak nieuważnie, że wyślizgnęła mu się z ręki i potoczyła po skarpie do rzeki.
Przerażony uczeń skoczył za nią do rzeki, lecz, mimo, że nurkował wielokrotnie do wieczora, nie miał szczęścia.
W końcu, cały mokry i wyczerpany, wyrwał guru z medytacji; „Widziałeś, gdzie spadła. Pokaż mi to miejsce tak, żebym mógł ją dla ciebie odzyskać”.
Guru podniósł drugą perłę, wrzucił ją do rzeki i powiedział: „Właśnie tam!”.
Rzekł Mistrz: „Dziesięć lat”.
Młody człowiek był zaszokowany. „Tak długo?” zapytał z niedowierzaniem.
Powiedział Mistrz: „Nie, to był błąd. Będziesz potrzebował dwadzieścia lat”
Młody człowiek zapytał:, „Dlaczego podwoiłeś liczbę?”
Powiedział Mistrz:, „Jeśli się nad tym zastanowić, w twoim przypadku prawdopodobnie będzie to trzydzieści”.
Mądrość nie jest stacją, do której się przyjeżdża, lecz sposobem podróżowania.
Jak Budda znalazł drogę środka
Kiedy Budda po raz pierwszy rozpoczął swe poszukiwanie duchowe, praktykował wiele umartwień.
Pewnego dnia zdarzyło się, że dwaj muzycy przechodzili obok drzewa, pod którym siedział pogrążony w medytacji.
Jeden mówił do drugiego: „Nie naciągaj za bardzo strun swojej gitary, bo się zerwą. Nie trzymaj ich też zbyt luźno, bo nie dobędziesz z nich muzyki. Trzymaj się drogi środka”.
Słowa te uderzyły Buddę z taką siłą, że zrewolucjonizowały jego całe podejście do duchowości.
Był przekonany, że zostały one powiedziane dla niego.
Od tej chwili zrezygnował ze wszystkich umartwień i zaczął podążać drogą, która był łatwa i lekka, drogą umiarkowania.
Rzeczywiście, jego podejście do oświecenia nazywane jest Drogą Środka.
Cytaty z:
Modlitwa Żaby - A. de Mello
Śpiew Ptaka – A. de Mello
Minuta Mądrości – A. de Mello
—————————————————————————————————————————-
Mistrz Hakuin i dziewczyna w ciąży
Mistrz ZEN Hakuin żył w pewnym mieście w Japonii.
Był bardzo szanowanym człowiekiem i wielu 22 ludzi przychodziło do niego po duchowe nauki. Kiedyś okazało się że nastoletnia córka jego sąsiadów jest w ciąży.
Bardzo zbulwersowani rodzice chcieli za wszelką cenę ustalić kto jest ojcem dziecka. Nie chcąc wyjawić prawdziwej tożsamości dziewczyna wskazała na Hakuina.
Zagniewani rodzice ruszyli z wymówkami do mistrza. Jednak wszystko co im odpowiedział to
– „Czy aby na pewno tak?”.
Wiadomość o tym skandalu szybko rozniosła się po okolicy, a mistrz utracił swą reputację.
Nikt już nie przychodził by go zobaczyć i porozmawiać. Hakuin pozostawał jednak niewzruszony. Wcale go to nie zmartwiło. Kiedy przyszło na świat dziecko rodzice dziewczyny przynieśli je do Hakuina
– „Jesteś ojcem więc się nim zaopiekuj” – powiedzieli.
Mistrz przyjął maleństwo i troskliwie zaczął się nim opiekować.
Kiedy minął rok targana wyrzutami sumienia młoda sąsiadka wyznała rodzicom że prawdziwym ojcem jej dziecka był młody mężczyzna, pracujący w sklepie u rzeźnika. Ta wiadomość bardzo strapiła małżonków.
Wielce skruszeni udali się do Hakuina i zaczęli go prosić o wybaczenie:
- „Nasza córka wyznała że nie jesteś ojcem jej dziecka. Przyszliśmy je zabrać. Jest nam niezmiernie przykro”.
- „Czy aby na pewno tak?”- to były jedyne słowa Hakuina, który oddał dziecko rodzicom.
Mistrz odpowiada zarówno na fałsz jak i na prawdę, na dobro i zło tymi samymi słowami
– „Czy aby na pewno tak?”.
Pozwala w ten sposób każdej formie jaką przybiera dana chwila na pojawienie się. Pozwala jej być taką jaka jest i nie staje się uczestnikiem ludzkiego dramatu.
Zdarzenia nie mają osobistego charakteru.
On sam nie staje się niczyją ofiarą. Jest tak całkowicie zestrojony z tym co się wydarza, że to co się dzieje nie ma nad nim władzy.
Tylko kiedy opierasz się temu co jest, pozostajesz na łasce tego co się wydarza. A świat będzie decydował o twoim szczęściu i nieszczęśliwości.
W tej historii dziecko znalazło troskliwą opiekę.
‘Złe’ zamieniło się w ‘dobre’ przez moc nieopierania się. Mistrz nie przeciwstawił się też oddaniu dziecka.
Odpowiedział na to czego wymagała obecna chwila.
Wyobraź sobie jak reagowałoby Twoje ego w sytuacjach, które opisała powyższa historia?
E. Tolle “Nowa Ziemia”
—————————————————————————————————————————-
– Jakie to straszne – współczuli sąsiedzi. – Co za nieszczęście.
– Kto to wie, czy to nieszczęście, czy szczęście – odpowiadał farmer.
Tydzień później koń powrócił z gór, przyprowadzając ze sobą do stajni pięć dzikich klaczy.
– Co za niesamowite szczęście! – mówili sąsiedzi.
– Szczęście? Nieszczęście? Kto wie? – odpowiadał starzec. Następnego dnia syn, próbując ujeździć jedną z dzikich klaczy, spadł z niej i złamał nogę.
– Jakie to straszne. Co za nieszczęście! – mówiono.
– Nieszczęście? Szczęście?
Przyszło wojsko i wszystkich młodych mężczyzn zabrano na wojnę.
Syn farmera był nieprzydatny, więc pozostał.
– Szczęście? Nieszczęście?
Widząc, że jest w potrzebie, starszy mnich wziął ją na ręce i przeniósł przez wodę. Ona uśmiechała się do niego, oplatając ramionami jego szyję, aż on delikatnie postawił ją na drugim brzegu. Kobieta podziękowała, skłoniła się, a mnisi w ciszy podążyli w dalszą drogę.
Kiedy zbliżali się do bram klasztoru, młody mnich nie mógł już dłużej wytrzymać.
– Jak mogłeś brać w ramiona piękną kobietę? – wybuchnął – Takie zachowanie nie przystoi mnichowi!
Stary mnich popatrzył na towarzysza podróży i odparł:
– Ja zostawiłem ją na brzegu. A ty nadal ją niesiesz.
Uwolnij przeszłość, pozwól jej odejść. Bierz życie takim jakim jest, nie potępiaj się ani nie obwiniaj.
Zachowaj umiar we wszystkim, spokój i świadomość w działaniu. Bądź wolny.
Millman Dan – Droga miłującego pokój wojownika
—————————————————————————————————————————-
Usiedli po jednej stronie jeziora, zamknęli oczy i pogrążyli się w medytacji. W pewnej chwili jeden z nich wstał i rzekł do pozostałych:
- “Zapomniałem mojej maty.”
Poczym w cudowny sposób wkroczył na taflę wody i przeszedł na drugi brzeg do swojej chaty. Kiedy wrócił, drugi mnich wstał i powiedział:
- “Zapomniałem wywiesić moją drugą szatę do wyschnięcia” – On także pełen spokoju przemaszerował przez taflę jeziora i wrócił tą samą drogą.
Trzeci mnich obserwował uważnie towarzyszy i postanowił przetestować swoje własne zdolności.
- “Czy wasza wiedza jest większa od mojej? Ja również jestem w stanie to zrobić!”
Powiedział głośno i ruszył w stronę jeziora, aby przez nie przejść. Jednak natychmiast wpadł w głęboką wodę. Z zapałem wspiął się z powrotem i spróbował ponownie tylko po to, aby znów wpaść do wody. Próbował jeszcze raz… i jeszcze… za każdym razem tonąc w wodzie.
Dwaj pozostali przypatrywali się temu w spokoju. Nagle jeden powiedział cicho do drugiego:
-”Myślisz, że powinniśmy mu powiedzieć gdzie są kamienie??”
P. Godlewski “Moment Boskości”
—————————————————————————————————————————-
Don Juan wykazał, że moje przekonanie było bardzo pochopne, bo nie rozpatrzyłem dwóch istotnych faktów. Po pierwsze, ślimak mógł uciekać przed śmiercią od trucizny zawartej w liściach winorośli, po drugie, mógł mieć wystarczająco silną wolę, aby przejść przez chodnik. Wtrącając się, nie uratowałem go, ale sprawiłem, że utracił to, co z takim trudem zyskał.
Oczywiście chciałem odłożyć ślimaka w miejsce, z którego go podniosłem, ale don Juan mi nie pozwolił. Powiedział, że przeznaczeniem ślimaka było to, że jakiś idiota przetnie mu drogę i wyhamuje impet. Jeśli zostawię go tam, gdzie go odłożyłem, być może ślimak zbierze wystarczającą moc, by podążyć tam, dokąd zmierzał.
Pomyślałem, że rozumiem o co mu chodzi. Najwyraźniej jednak zgodziłem się z nim jedynie powierzchownie. Najtrudniejszą dla mnie rzeczą było pozwolić innym – być. “
C. Castaneda
.................................
Wszystkie mądrości pochodzą ze strony:
http://zenforest.wordpress.com/2009/12/28/najciekawsze-przypowiesci-o-mistrzu-i-nie-tylko/
„Bądź, zatem łaskaw spełnić moje ostatnie życzenie”, powiedział Budda.
„Odetnij tę gałąź z tego drzewa”.
Jedno ciecie mieczem i było zrobione!
„Co teraz?” zapytał bandyta.
„Przyłóż ją z powrotem, tak aby się zrosło”, powiedział Budda.
Bandyta roześmiał się. „Musisz być szalony, jeśli uważasz, że ktokolwiek może to zrobić”.
„Wprost przeciwnie, to ty jesteś szalony, jeśli sądzisz, że jesteś potężny, bo możesz ranić i niszczyć. To jest zadanie dla dzieci. Tylko wielcy wiedzą, jak tworzyć i leczyć.
Wgląd
Pewien pisarz przybył do klasztoru, by napisać książkę o Mistrzu.- Ludzie mówią, że jesteś geniuszem. Czy to prawda? – zapytał.
- Możesz tak powiedzieć – odpowiedział Mistrz, bez nadmiaru
skromności.
- A co sprawia, że ktoś staje się geniuszem?
- Zdolność rozpoznawania.
- Rozpoznawania czego?
- Motyla w gąsienicy, orła w jaju, i świętego w egoiście.
Przebaczyć nazistom?
Były więzień nazistowskiego obozu koncentracyjnego był w odwiedzinach u przyjaciela, który wraz z nim dzielił to ciężkie doświadczenie.„Czy przebaczyłeś nazistom?” zapytał przyjaciela.
„Tak”.
„A ja nie. Ciągle trawi mnie nienawiść do nich”.
„W takim razie”, powiedział łagodnie przyjaciel,
„oni nadal cię więżą…”
Prawdziwy sens tragedii
Pewien ptak codziennie chronił się w suchych gałęziach drzewa,stojącego pośród rozległego pustynnego krajobrazu.
Razu pewnego trąba powietrzna wyrwała drzewo z korzeniami, i
biedny ptak musiał przelecieć aż sto długich mil, zanim, wyczerpany, znalazł
sobie nowe schronienie.
Gdy wreszcie, po długim locie dotarł do gęstego lasu,
znalazł tam niezliczone drzewa, które uginały się od owoców…
- Gdyby uschnięte drzewo ocalało, nic nie skłoniłoby ptaka, by
wyrzekł się bezpieczeństwa i poszybował w przestworza.
Nieszczęścia mogą prowadzić do rozwoju.
Trzeba tylko zrozumieć lekcję jaka sie w nich kryje.
Punkt widzenia
Kiedy jeden z uczniów przyszedł pożegnać się z Mistrzem przedpowrotem do rodziny i interesów, prosił go o coś, co mógłby zabrać
ze sobą.
Mistrz rzekł:
- Stale rozważaj te trzy rzeczy, które ci teraz powiem:
To nie ogień jest gorący, lecz ty tak go odbierasz.
To nie oko widzi, lecz twój umysł.
To nie cyrkiel zakreśla koło, lecz kreślarz.
Właściwa miara
Pewien podróżny, który spodziewał się po Mistrzu wielkich rzeczy,bardzo się rozczarował zwyczajnymi słowami, którymi ten zwrócił
się do niego.
- Przybyłem tu w poszukiwaniu Mistrza – zwierzył się jednemu z
uczniów – a znalazłem tylko zwykłego człowieka, niewiele
różniącego się od innych.
Uczeń odpowiedział:
- Mistrz jest szewcem z nieskończoną ilością nagromadzonej skóry.
Przycina ją i szyje na miarę twojej stopy.
Mocne Ego
Gorliwy uczeń wyraził pragnienie nauczania innych Prawdy i zapytałMistrza, co o tym sądzi.
Mistrz odpowiedział:
- Zaczekaj.
Co roku uczeń przychodził z tym samym pytaniem i za każdym razem
Mistrz dawał mu tę samą odpowiedź:
- Zaczekaj.
Pewnego dnia zapytał Mistrza:
- Kiedy będę gotowy do uczenia?
Mistrz odrzekł:
- Kiedy opuści cię nadmierne pragnienie uczenia innych.
Wewnątrz
- Dlaczego wszyscy tutaj są tak szczęśliwi, a ja nie?- Dlatego, że nauczyli się widzieć dobro i piękno wszędzie -
odrzekł Mistrz.
- Dlaczego więc ja nie widzę wszędzie dobra i piękna?
- Dlatego, że nie możesz widzieć na zewnątrz siebie tego, czego
nie widzisz w sobie.
Przemoc
Mistrz zawsze uczył, że poczucie winy jest złym uczuciem. Trzebago unikać jak samego diabła: wszelkiego poczucia winy.
Pewnego dnia jeden z uczniów zapytał:
- Ale czyż nie powinniśmy nienawidzić swoich grzechów?
- Kiedy czujesz się winny, to nienawidzisz nie swoje grzechy, lecz
siebie samego.
Bijący brawa anioł
Według starodawnej legendy, kiedy Bóg stwarzał świat, zwróciło się do niego czterech aniołów. Pierwszy powiedział: „Jak ty to robisz?”Drugi:, „Czemu to robisz?”,
Trzeci: „Czy mogę w czymś pomóc?”
Czwarty: „Ile to jest warte?”
Pierwszy był naukowcem; drugi filozofem; trzeci altruistą, a czwarty, pośrednikiem w handlu nieruchomościami.
Piąty anioł przyglądał się w zadziwieniu i bił brawo z bezmiernego zachwytu. Ten był mistykiem.
Przemijanie
Kiedy stało się rzeczą jasną, że Mistrz wkrótce umrze, uczniówogarnęło przygnębienie.
Uśmiechając się Mistrz powiedział:
- Czyż nie rozumiecie, że to właśnie śmierć nadaje piękno życiu?
- Nie. Wolelibyśmy – wbrew temu co mówisz, byś nigdy nie umarł.
- Wszystko, co naprawdę żyje – musi umrzeć.
Popatrzcie na kwiaty – tylko sztuczne nigdy nie umierają.
Dojrzałość
Do ucznia, który nieustannie oddawał się modlitwom, Mistrzpowiedział:
- Kiedy wreszcie skończysz wspierać się na Bogu i staniesz na
własnych nogach?
Uczeń był zaskoczony.
- Przecież to ty uczyłeś nas, by uważać Boga za Ojca!
- Kiedy nauczysz się, że ojciec nie jest tym, na kim możesz się
wspierać, lecz tym, kto wyzwala cię z twojej skłonności do
wspierania się na kimkolwiek?
Nasze wyobrażenia
- Nie szukajcie Boga – rzekł Mistrz. – Po prostu patrzcie, awszystko się wam objawi.
- Ale jak mamy patrzeć?
- Za każdym razem, kiedy patrzycie na cokolwiek, starajcie się
widzieć tylko to, co jest, i nic innego.
Uczniowie byli wyraźnie zdezorientowani, więc Mistrz wyłożył to
prościej:
- Na przykład, kiedy spoglądacie na księżyc, starajcie się widzieć
jedynie księżyc i nic ponadto.
- A cóż innego oprócz księżyca można widzieć, kiedy się na niego
patrzy?
- Człowiek głodny mógłby zobaczyć krąg sera.
Zakochany – twarz ukochanej osoby…
Dlaczego śpiewa ptak?
Uczniowie mieli wiele pytań na temat Boga,Mistrz im powiedział:
- Bóg jest Nieznany i Niepoznawalny.
Każde twierdzenie o Nim,
każda odpowiedz na wasze pytanie
będzie zniekształceniem Prawdy.
Uczniowie byli zaskoczeni:
- W takim razie, dlaczego mówisz o Nim?
- A dlaczego śpiewa ptak? – odpowiedział mistrz.
Ptak nie śpiewa dlatego, że ma do przekazania jakieś twierdzenie.
Śpiewa, ponieważ ma śpiew.
Słowa uczniów muszą być zrozumiałe. Słowa mistrza nie muszą
takimi być. Muszą być jedynie słyszane, w taki sposób,
w jaki słucha się wiatru w drzewach, szumu rzeki czy śpiewu ptaka.
One rozbudzają w tym, kto słucha, coś co leży poza wszelkim
rozumieniem.
Strach
Zaraza była w drodze do Damaszku i przemknęła obok karawany wodza na pustyni.„Dokąd pędzisz?” zapytał wódz.
„Do Damaszku. Mam zamiar zabrać tysiąc istnień”.
W drodze powrotnej z Damaszku, Zaraza znowu mijała karawanę. Wódz powiedział: „Zabrałaś pięćdziesiąt tysięcy istnień, a nie tysiąc”.
„Nie”, rzekła Zaraza. „Ja wzięłam tysiąc. To strach zabrał resztę”.
Guru i perły
Gdy guru siedział na brzegu rzeki pogrążony w medytacji, uczeń pochylił się i położył u jego stóp dwie olbrzymie perły na znak szacunku i oddania.Guru otworzył oczy, podniósł jedną z pereł i trzymał ją tak nieuważnie, że wyślizgnęła mu się z ręki i potoczyła po skarpie do rzeki.
Przerażony uczeń skoczył za nią do rzeki, lecz, mimo, że nurkował wielokrotnie do wieczora, nie miał szczęścia.
W końcu, cały mokry i wyczerpany, wyrwał guru z medytacji; „Widziałeś, gdzie spadła. Pokaż mi to miejsce tak, żebym mógł ją dla ciebie odzyskać”.
Guru podniósł drugą perłę, wrzucił ją do rzeki i powiedział: „Właśnie tam!”.
Oświecenie
Młody człowiek przyszedł do pewnego Mistrza i zapytał: „Ile czasu będę najprawdopodobniej potrzebował, żeby osiągnąć oświecenie?”Rzekł Mistrz: „Dziesięć lat”.
Młody człowiek był zaszokowany. „Tak długo?” zapytał z niedowierzaniem.
Powiedział Mistrz: „Nie, to był błąd. Będziesz potrzebował dwadzieścia lat”
Młody człowiek zapytał:, „Dlaczego podwoiłeś liczbę?”
Powiedział Mistrz:, „Jeśli się nad tym zastanowić, w twoim przypadku prawdopodobnie będzie to trzydzieści”.
Mądrość nie jest stacją, do której się przyjeżdża, lecz sposobem podróżowania.
Jak Budda znalazł drogę środka
Kiedy Budda po raz pierwszy rozpoczął swe poszukiwanie duchowe, praktykował wiele umartwień.Pewnego dnia zdarzyło się, że dwaj muzycy przechodzili obok drzewa, pod którym siedział pogrążony w medytacji.
Jeden mówił do drugiego: „Nie naciągaj za bardzo strun swojej gitary, bo się zerwą. Nie trzymaj ich też zbyt luźno, bo nie dobędziesz z nich muzyki. Trzymaj się drogi środka”.
Słowa te uderzyły Buddę z taką siłą, że zrewolucjonizowały jego całe podejście do duchowości.
Był przekonany, że zostały one powiedziane dla niego.
Od tej chwili zrezygnował ze wszystkich umartwień i zaczął podążać drogą, która był łatwa i lekka, drogą umiarkowania.
Rzeczywiście, jego podejście do oświecenia nazywane jest Drogą Środka.
Cytaty z:
Modlitwa Żaby - A. de Mello
Śpiew Ptaka – A. de Mello
Minuta Mądrości – A. de Mello
—————————————————————————————————————————-
Mistrz Hakuin i dziewczyna w ciąży
Mistrz ZEN Hakuin żył w pewnym mieście w Japonii.Był bardzo szanowanym człowiekiem i wielu 22 ludzi przychodziło do niego po duchowe nauki. Kiedyś okazało się że nastoletnia córka jego sąsiadów jest w ciąży.
Bardzo zbulwersowani rodzice chcieli za wszelką cenę ustalić kto jest ojcem dziecka. Nie chcąc wyjawić prawdziwej tożsamości dziewczyna wskazała na Hakuina.
Zagniewani rodzice ruszyli z wymówkami do mistrza. Jednak wszystko co im odpowiedział to
– „Czy aby na pewno tak?”.
Wiadomość o tym skandalu szybko rozniosła się po okolicy, a mistrz utracił swą reputację.
Nikt już nie przychodził by go zobaczyć i porozmawiać. Hakuin pozostawał jednak niewzruszony. Wcale go to nie zmartwiło. Kiedy przyszło na świat dziecko rodzice dziewczyny przynieśli je do Hakuina
– „Jesteś ojcem więc się nim zaopiekuj” – powiedzieli.
Mistrz przyjął maleństwo i troskliwie zaczął się nim opiekować.
Kiedy minął rok targana wyrzutami sumienia młoda sąsiadka wyznała rodzicom że prawdziwym ojcem jej dziecka był młody mężczyzna, pracujący w sklepie u rzeźnika. Ta wiadomość bardzo strapiła małżonków.
Wielce skruszeni udali się do Hakuina i zaczęli go prosić o wybaczenie:
- „Nasza córka wyznała że nie jesteś ojcem jej dziecka. Przyszliśmy je zabrać. Jest nam niezmiernie przykro”.
- „Czy aby na pewno tak?”- to były jedyne słowa Hakuina, który oddał dziecko rodzicom.
Mistrz odpowiada zarówno na fałsz jak i na prawdę, na dobro i zło tymi samymi słowami
– „Czy aby na pewno tak?”.
Pozwala w ten sposób każdej formie jaką przybiera dana chwila na pojawienie się. Pozwala jej być taką jaka jest i nie staje się uczestnikiem ludzkiego dramatu.
Zdarzenia nie mają osobistego charakteru.
On sam nie staje się niczyją ofiarą. Jest tak całkowicie zestrojony z tym co się wydarza, że to co się dzieje nie ma nad nim władzy.
Tylko kiedy opierasz się temu co jest, pozostajesz na łasce tego co się wydarza. A świat będzie decydował o twoim szczęściu i nieszczęśliwości.
W tej historii dziecko znalazło troskliwą opiekę.
‘Złe’ zamieniło się w ‘dobre’ przez moc nieopierania się. Mistrz nie przeciwstawił się też oddaniu dziecka.
Odpowiedział na to czego wymagała obecna chwila.
Wyobraź sobie jak reagowałoby Twoje ego w sytuacjach, które opisała powyższa historia?
E. Tolle “Nowa Ziemia”
—————————————————————————————————————————-
Względność dobrych i złych wypadków
Stary człowiek i jego syn pracowali na małej farmie. Mieli tylko jednego konia, który ciągnął ich pług. Pewnego dnia koń uciekł.– Jakie to straszne – współczuli sąsiedzi. – Co za nieszczęście.
– Kto to wie, czy to nieszczęście, czy szczęście – odpowiadał farmer.
Tydzień później koń powrócił z gór, przyprowadzając ze sobą do stajni pięć dzikich klaczy.
– Co za niesamowite szczęście! – mówili sąsiedzi.
– Szczęście? Nieszczęście? Kto wie? – odpowiadał starzec. Następnego dnia syn, próbując ujeździć jedną z dzikich klaczy, spadł z niej i złamał nogę.
– Jakie to straszne. Co za nieszczęście! – mówiono.
– Nieszczęście? Szczęście?
Przyszło wojsko i wszystkich młodych mężczyzn zabrano na wojnę.
Syn farmera był nieprzydatny, więc pozostał.
– Szczęście? Nieszczęście?
Zadręczanie się
Dwaj mnisi, jeden stary a drugi bardzo młody, wracali błotnistą leśną ścieżką do swego klasztoru w Japonii. Podeszli do ślicznej kobiety, która stała bezradnie na brzegu mulistego, szybko płynącego strumienia.Widząc, że jest w potrzebie, starszy mnich wziął ją na ręce i przeniósł przez wodę. Ona uśmiechała się do niego, oplatając ramionami jego szyję, aż on delikatnie postawił ją na drugim brzegu. Kobieta podziękowała, skłoniła się, a mnisi w ciszy podążyli w dalszą drogę.
Kiedy zbliżali się do bram klasztoru, młody mnich nie mógł już dłużej wytrzymać.
– Jak mogłeś brać w ramiona piękną kobietę? – wybuchnął – Takie zachowanie nie przystoi mnichowi!
Stary mnich popatrzył na towarzysza podróży i odparł:
– Ja zostawiłem ją na brzegu. A ty nadal ją niesiesz.
Uwolnij przeszłość, pozwól jej odejść. Bierz życie takim jakim jest, nie potępiaj się ani nie obwiniaj.
Zachowaj umiar we wszystkim, spokój i świadomość w działaniu. Bądź wolny.
Millman Dan – Droga miłującego pokój wojownika
—————————————————————————————————————————-
Rzeczywistość jest jaka jest…nie szukaj niczego ekstra.
Trzej mnisi postanowili razem pomedytować.Usiedli po jednej stronie jeziora, zamknęli oczy i pogrążyli się w medytacji. W pewnej chwili jeden z nich wstał i rzekł do pozostałych:
- “Zapomniałem mojej maty.”
Poczym w cudowny sposób wkroczył na taflę wody i przeszedł na drugi brzeg do swojej chaty. Kiedy wrócił, drugi mnich wstał i powiedział:
- “Zapomniałem wywiesić moją drugą szatę do wyschnięcia” – On także pełen spokoju przemaszerował przez taflę jeziora i wrócił tą samą drogą.
Trzeci mnich obserwował uważnie towarzyszy i postanowił przetestować swoje własne zdolności.
- “Czy wasza wiedza jest większa od mojej? Ja również jestem w stanie to zrobić!”
Powiedział głośno i ruszył w stronę jeziora, aby przez nie przejść. Jednak natychmiast wpadł w głęboką wodę. Z zapałem wspiął się z powrotem i spróbował ponownie tylko po to, aby znów wpaść do wody. Próbował jeszcze raz… i jeszcze… za każdym razem tonąc w wodzie.
Dwaj pozostali przypatrywali się temu w spokoju. Nagle jeden powiedział cicho do drugiego:
-”Myślisz, że powinniśmy mu powiedzieć gdzie są kamienie??”
P. Godlewski “Moment Boskości”
—————————————————————————————————————————-
Los ślimaka
Pewnego dnia, kiedy byłem z nim [Don Juanem] w mieście, podniosłem ślimaka ze środka chodnika i odłożyłem w bezpieczne miejsce, pomiędzy jakieś pnącza. Byłem przekonany, że pozostawiony samemu sobie, wcześniej czy później zostałby rozdeptany. Uważałem, że przenosząc go w bezpieczne miejsce, uratowałem mu życie.Don Juan wykazał, że moje przekonanie było bardzo pochopne, bo nie rozpatrzyłem dwóch istotnych faktów. Po pierwsze, ślimak mógł uciekać przed śmiercią od trucizny zawartej w liściach winorośli, po drugie, mógł mieć wystarczająco silną wolę, aby przejść przez chodnik. Wtrącając się, nie uratowałem go, ale sprawiłem, że utracił to, co z takim trudem zyskał.
Oczywiście chciałem odłożyć ślimaka w miejsce, z którego go podniosłem, ale don Juan mi nie pozwolił. Powiedział, że przeznaczeniem ślimaka było to, że jakiś idiota przetnie mu drogę i wyhamuje impet. Jeśli zostawię go tam, gdzie go odłożyłem, być może ślimak zbierze wystarczającą moc, by podążyć tam, dokąd zmierzał.
Pomyślałem, że rozumiem o co mu chodzi. Najwyraźniej jednak zgodziłem się z nim jedynie powierzchownie. Najtrudniejszą dla mnie rzeczą było pozwolić innym – być. “
C. Castaneda
.................................
Wszystkie mądrości pochodzą ze strony:
http://zenforest.wordpress.com/2009/12/28/najciekawsze-przypowiesci-o-mistrzu-i-nie-tylko/
Subskrybuj:
Posty (Atom)