Yaquitti siedziała na ganku swego domu wystawiając twarz ku jesiennemu słońcu. Od dobrej chwili słuchała szczebiotu dziewczyny, która zgubiła drogę jadąc na jakieś magiczne warsztaty. Panna, wysiadła z auta zapytać o drogę, lecz tak od słowa do słowa stała oparta o maskę wozu blisko trzeci kwadrans. Miała na sobie luźne, stylizowane etnicznie ciuchy; obwieszony dekolt symbolami z różnych stron świata, których wykonanie zostawiało wiele do życzenia.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yaquitti. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yaquitti. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 12 października 2014
Yaquitti
Yaquitti wraz ze znajomą Wiedźmą i swoim Aniołem popijała na ganku aromatyczną kawę z kardamonem. Dzień był jesienny, ale jak na porę roku bardzo ciepły i słoneczny, toteż szamanka z radością delektowała się ulubionym napojem i towarzystwem przyjaciół.
Znad kubka obserwowała Wiedźmę. Wiedziała, ze dziewczynę coś męczy. Znała ten stan. Sama czasem uległa słabości stagnacji czy zwątpienia. A Wiedźma od jakiegoś czasu sprawiała wrażenie, jakby traciła pasję. W końcu spytała o to przyjaciółkę.
Znad kubka obserwowała Wiedźmę. Wiedziała, ze dziewczynę coś męczy. Znała ten stan. Sama czasem uległa słabości stagnacji czy zwątpienia. A Wiedźma od jakiegoś czasu sprawiała wrażenie, jakby traciła pasję. W końcu spytała o to przyjaciółkę.
poniedziałek, 17 marca 2014
RODZINNE OPOWIEŚCI SZAMANKI
Yaquitti, jak większość znanych jej osób, nie lubiła rodzinnych uroczystości. I podobnie jak większość znanych jej osób, nie mówiła o tym głośno, by kogoś nie urazić. Pamiętała też, że mądrość przodków tkwi w sile rodziny, toteż korzystała czasem z zaproszenia na różne rocznicowe okazje, bądź świąteczne przyjęcia.
Tym razem znalazła się w samym centrum rodzinnej dyskusji krewnych. Ojciec jednej z kuzynek od kilkunastu minut robił pełne wzgardy i wyrzutów wykłady na temat tracenia czasu na bzdury, przez córkę. Szamanka pamiętała, że kuzynka niedawno rozstała się z mężem, który ani alimentów nie płaci, ani się ich dzieckiem nie interesuje.
- Powinnaś się teraz skupić na utrzymaniu nowej pracy i poświęcić się dziecku. Musisz za coś żyć. Masz syna, nim się zajmij, a nie pisaniem bzdur! – Ojciec dziewczyny mówił ostrym, podniesionym głosem, nie znoszącym sprzeciwu.
- Ale tato, przecież zajmuję się synkiem i pracą. Przy pisaniu odpoczywam. A poza tym to ktoś zaproponował mi wydanie u niego książki z moimi opowiadaniami. – Broniła się nieśmiało kuzynka.
- Twój ojciec ma rację. - Wtrąciła starsza cioteczna stryjenka dziewczyny. I zaraz zajęła się dokładką sałatki nie mając pojęcia o czym rozmawia ojciec z córką.
- Kariery i tak nie zrobisz, a na chleb tym nie zarobisz, więc przestań żyć w świecie bajek i dorośnij wreszcie! – Dodał ojciec kuzynki, zadowolony z poparcia.
- Dlaczego zabijasz w niej marzenia? – Szamanka uznała, że pora zabrać głos.
- Bo wiem, że niczego nie osiągnie tym grafomaństwem. Z tego nie będzie ani pieniędzy ani sławy. – Warknął
- Nie wiesz co będzie. Może osiągnie sukces, a może nie. Ale jeśli się nie odważy, nigdy się tego nie dowie. – Powiedziała spokojnie
- Znam życie lepiej niż ty, wiem co mówię. To są bzdury, głupoty, na które czas traci. Ośmiesza się tylko. – Upierał się przy swoim, choć pod wpływem spojrzenia Szamanki już bez wcześniejszej pewności siebie.
- Celem twej córki nie jest sława, ani pieniądze, ale dzielenie się słowem. Czytałeś jej opowieści?
- Szkoda mi czasu na bzdury. – Mruknął pod nosem
- Szkoda. Gdybyś przeczytał, wiedziałbyś jak mądrą masz córkę i pękałbyś z dumy. Wiedziałbyś też, jaka siła tkwi w marzeniach. Bo to z nich rodzą się pasje, odkrycia, wynalazki, z których korzystamy każdego dnia. – A zwracając się do Kuzynki powiedziała. – Nie słuchaj Ojca. Rodziców należy kochać i szanować, korzystać z ich wiedzy i doświadczenia. Ale przy tym nigdy nie należy odrzucać samego siebie i bać się sięgać do innych gwiazd niż Rodzice.
Po tych słowach Yaquitti poszła do kuchni pomóc ciotkom w szykowaniu ciast i kawy dla gości.
Szepcząca
.................................................
Autorka obrazu to Ilona Nelapsi
niedziela, 9 marca 2014
Wilcze szepty - Yaquitti
Szamanka wracała z łąki do domu, niosąc w koszu bukiety ziół i kwiatów. Na rozstaju dróg ujrzała siedzącą postać. Cała szara, skulona i smutna. Ale wprawne oko Yaquitti ord razu poznało, że ta szarość to mgła utkana ze zwątpienia a nie smutków. Spod mgiełki widać jednak było kolorowe fatałaszki przetykane nicią słońca. Jednak postać była wyraźnie smutna.
- Co się stało? – Szamanka zagadnęła przysiadając obok|
- Czuję się odrzucona i niepotrzebna – Wyznała postać ocierając ukradkiem łzę
- Co sprawiło, ze tak się czujesz?
- Ludzie, którzy mnie nie chcieli. W miasteczku za lasem pewien człowiek zatrzasnął mi furtkę przed nosem, mówiąc, ze musi poszukać czterolistnej koniczynki. Inny przegonił precz z drogi, bo gonił kominiarza. A samotna pani nawet nie chciała dać się zaprosić na kawę, bo miała wizytę u wróżki. – Zakończyła wzdychając
- Pewnie często ci się to zdarza? – Bardziej stwierdziła, jak spytała szamanka.
- Bez przerwy. – Przyznała ze smutkiem.
- Niektórzy cię jednak zapraszają – Zauważyła Yaquitti
- To prawda . Ale ci, którzy otwierają mi swoje drzwi na oścież, zwykle nie potrzebują mojej pomocy.
- Potrzebują. Bo każdy potrzebuje Szczęścia. Tylko nie każdy ma dość odwagi by nie zamykać ci drzwi przed nosem. – Uśmiechnęła się do Szczęścia. – Spójrz. – Wskazała na chłopca, który nadbiegał drogą. Na skraju lasu potknął się i wywrócił kalecząc kolano.
- idź, on już teraz jest gotów chwycić Cię za rękę. – Po tych słowach Yaquitti wstała i otrzepawszy spódnice z kurzu ruszyła w stronę domu.
Szczęście podeszła do chłopca, który tymczasem podniósł się i starał nie zwracać uwagę na skaleczone kolano. Szczęście dała mu chustkę, którą owinął ranę.
- Jak się nazywasz? – Spytała chłopca.
- Krzysztof i wiesz, kiedyś będę wielkim żeglarzem. – Powiedział z przekonaniem
- Na pewno. – Uśmiechnęła się. – A może nawet odkryjesz nowy ląd.
Szepcząca
.........................................................
Autor obrazu: Marti McGinnis
- Co się stało? – Szamanka zagadnęła przysiadając obok|
- Czuję się odrzucona i niepotrzebna – Wyznała postać ocierając ukradkiem łzę
- Co sprawiło, ze tak się czujesz?
- Ludzie, którzy mnie nie chcieli. W miasteczku za lasem pewien człowiek zatrzasnął mi furtkę przed nosem, mówiąc, ze musi poszukać czterolistnej koniczynki. Inny przegonił precz z drogi, bo gonił kominiarza. A samotna pani nawet nie chciała dać się zaprosić na kawę, bo miała wizytę u wróżki. – Zakończyła wzdychając
- Pewnie często ci się to zdarza? – Bardziej stwierdziła, jak spytała szamanka.
- Bez przerwy. – Przyznała ze smutkiem.
- Niektórzy cię jednak zapraszają – Zauważyła Yaquitti
- To prawda . Ale ci, którzy otwierają mi swoje drzwi na oścież, zwykle nie potrzebują mojej pomocy.
- Potrzebują. Bo każdy potrzebuje Szczęścia. Tylko nie każdy ma dość odwagi by nie zamykać ci drzwi przed nosem. – Uśmiechnęła się do Szczęścia. – Spójrz. – Wskazała na chłopca, który nadbiegał drogą. Na skraju lasu potknął się i wywrócił kalecząc kolano.
- idź, on już teraz jest gotów chwycić Cię za rękę. – Po tych słowach Yaquitti wstała i otrzepawszy spódnice z kurzu ruszyła w stronę domu.
Szczęście podeszła do chłopca, który tymczasem podniósł się i starał nie zwracać uwagę na skaleczone kolano. Szczęście dała mu chustkę, którą owinął ranę.
- Jak się nazywasz? – Spytała chłopca.
- Krzysztof i wiesz, kiedyś będę wielkim żeglarzem. – Powiedział z przekonaniem
- Na pewno. – Uśmiechnęła się. – A może nawet odkryjesz nowy ląd.
Szepcząca
.........................................................
Autor obrazu: Marti McGinnis
Wilcze Szepty
- Przecież nie chciałam aby tak się stało. Miało być zupełnie inaczej. - Sąsiadka Yaquitti zaczynała unosić głos. Szamanka pozwoliła, by potok gorzkich narzekań wylał się z niej.
- Sama widzisz - kontynuowała Sąsiadka. - To nie moja wina!Więc ja możesz mówić o odpowiedzialności? O mojej odpowiedzialności i ponoszeniu jej konsekwencji?! - Dokończyła z wyrzutem.
- Pamiętasz, jak stłukłaś w łazience flakon francuskich perfum?
- Pamiętam... To były bardzo drogie per...
- Nie ma znaczenia ile kosztowały. - Przerwał Szamanka. - Konsekwencje tego zdarzenia czuć było w całym domu kilka tygodni. Tak samo jest tym razem. cale to zdarzenie, to twój rozbity flakon perfum.
Szepcząca
........................
Obraz: "Francuskie perfumy" Eugenia Abramson
- Sama widzisz - kontynuowała Sąsiadka. - To nie moja wina!Więc ja możesz mówić o odpowiedzialności? O mojej odpowiedzialności i ponoszeniu jej konsekwencji?! - Dokończyła z wyrzutem.
- Pamiętasz, jak stłukłaś w łazience flakon francuskich perfum?
- Pamiętam... To były bardzo drogie per...
- Nie ma znaczenia ile kosztowały. - Przerwał Szamanka. - Konsekwencje tego zdarzenia czuć było w całym domu kilka tygodni. Tak samo jest tym razem. cale to zdarzenie, to twój rozbity flakon perfum.
Szepcząca
........................
Obraz: "Francuskie perfumy" Eugenia Abramson
Opowieści Szamanki - Yaquuitti
Yaquitti wraz ze znajomą siedziały w kawiarni przy parku. Był ciepły i słoneczny dzień, toteż obie kobiety piły mrożoną kawę w kawiarnianym ogródku i rozkoszowały się promieniami słońca.
- Jak wygląda miłość, jaka jest? - Zapytała w pewnym momencie dziewczyna.
- Widzisz to starsze małżeństwo? - Szamanka wskazała na dwoje ludzi w parku. Mężczyzna pchał wózek inwalidzki, w którym siedziała starsza kobieta.
- Taak. - Mruknęła znajoma .
- Od 10 lat ten mężczyzna opiekuje się żoną po wypadku. Myje ją, karmi, podaje leki a nawet zmienia jej pieluchy. Wieczorami siada obok i czyta jej książki, które tak uwielbia. Zasypia trzymając ją w ramionach.
- Ale ona jest jakaś obojętna, nie wie, o tym chyba.
- Wydaje mi się, że wie. I spójrz jak on na nią patrzy. - Wskazała. Mężczyzna poprawiał koc otulający jedną nogę kobiety. - Tak właśnie wygląda miłość. - Dodała Szamanka
.
- Jak wygląda miłość, jaka jest? - Zapytała w pewnym momencie dziewczyna.
- Widzisz to starsze małżeństwo? - Szamanka wskazała na dwoje ludzi w parku. Mężczyzna pchał wózek inwalidzki, w którym siedziała starsza kobieta.
- Taak. - Mruknęła znajoma .
- Od 10 lat ten mężczyzna opiekuje się żoną po wypadku. Myje ją, karmi, podaje leki a nawet zmienia jej pieluchy. Wieczorami siada obok i czyta jej książki, które tak uwielbia. Zasypia trzymając ją w ramionach.
- Ale ona jest jakaś obojętna, nie wie, o tym chyba.
- Wydaje mi się, że wie. I spójrz jak on na nią patrzy. - Wskazała. Mężczyzna poprawiał koc otulający jedną nogę kobiety. - Tak właśnie wygląda miłość. - Dodała Szamanka
.
Wilcze Szepty - Yaquitti
Kobieta o smutnych oczach siedziała skulona w fotelu Szamanki.
- Mam dość - powiedziała cicho. - Nic mi się nie układa. Co ja komu zrobiłam złego, że mnie tak życie doświadcza?
- Sama decydujesz o swoim życiu i losie. - Yaquitti postawiła przed swoim gościem kubek imbirowej herbaty.
- Nie prawda! - Uniosła nieco głos. - Czy ktoś chciałby takiego życia?! Czy chciałam dla siebie zdrady i odejścia męża? A może chciałam likwidacji zakładu pracy?!
- Nie. - Szamanka spokojnie dolała herbaty z imbryka. - Nie planowałaś. Jednak masz wpływ na to, jak zareagujesz na te sytuacje. Co zrobisz. Jakich dokonasz wyborów. Twój były mąż zdradzał cię jeszcze przed ślubem, oszukiwał i kłamał, jednak zaufałaś jego obietnicom poprawy i wyszłaś za niego. Twój pracodawca od kilku miesięcy spóźniał się z wypłatami, a i sama opowiadałaś o problemach firmy. Mimo to nie szukałaś pracy, nie robiłaś rozeznania w nowych ofertach. Dokonałaś takich, a nie innych wyborów i wzięłaś za nie odpowiedzialność. Ponosisz też tego konsekwencje.
- To co teraz mam zrobić? Co mi Twoje Duchy radzą? - Spytała cicho Kobieta.
Szamanka poklepała szary łeb swego Wilka i podeszła do półki z książkami. Wyjęła jedną z nich i podała skulonej w fotelu postaci.
- "Praca marzeń. Poradnik dla szukających pracy." - Przeczytała tytuł Kobieta i nieznacznie się uśmiechnęła. - Od tego zacznę. - Dodała otwierając książkę
Szepcząca
- Mam dość - powiedziała cicho. - Nic mi się nie układa. Co ja komu zrobiłam złego, że mnie tak życie doświadcza?
- Sama decydujesz o swoim życiu i losie. - Yaquitti postawiła przed swoim gościem kubek imbirowej herbaty.
- Nie prawda! - Uniosła nieco głos. - Czy ktoś chciałby takiego życia?! Czy chciałam dla siebie zdrady i odejścia męża? A może chciałam likwidacji zakładu pracy?!
- Nie. - Szamanka spokojnie dolała herbaty z imbryka. - Nie planowałaś. Jednak masz wpływ na to, jak zareagujesz na te sytuacje. Co zrobisz. Jakich dokonasz wyborów. Twój były mąż zdradzał cię jeszcze przed ślubem, oszukiwał i kłamał, jednak zaufałaś jego obietnicom poprawy i wyszłaś za niego. Twój pracodawca od kilku miesięcy spóźniał się z wypłatami, a i sama opowiadałaś o problemach firmy. Mimo to nie szukałaś pracy, nie robiłaś rozeznania w nowych ofertach. Dokonałaś takich, a nie innych wyborów i wzięłaś za nie odpowiedzialność. Ponosisz też tego konsekwencje.
- To co teraz mam zrobić? Co mi Twoje Duchy radzą? - Spytała cicho Kobieta.
Szamanka poklepała szary łeb swego Wilka i podeszła do półki z książkami. Wyjęła jedną z nich i podała skulonej w fotelu postaci.
- "Praca marzeń. Poradnik dla szukających pracy." - Przeczytała tytuł Kobieta i nieznacznie się uśmiechnęła. - Od tego zacznę. - Dodała otwierając książkę
Szepcząca
środa, 19 lutego 2014
Rzeka
Szamanka siedziała wsparta plecami o swoją białą niedźwiedzicę. Tuż obok leniwie płynęła rzeka, odbijając od swej tafli miliony srebrzystych iskier słońca. Rozłorzyste Wierzby Szepczące dawały kojący cień. Zwisającymi gałęziami pieściły leniwe fale wody.
Wokół Yaquitti siedzieli Wędrowcy poszukujący światła i prawdy. Słuchali opowieści Szamanki, która snuła przed nimi piękne baśnie, legendy, przypowieści z morałem. Układała w słowa mądrości przodków, wydobywając metafory z samych korzeni świata.
Wielu słuchaczy zapisywało pilnie jej słowa, inni notowali jedynie morały, każdy chciał zabrać ich ze sobą jak najwięcej, nie uronić ani litery.
W stosowny czas przed Zachodem Słońca Yaquitti wstała i ruszyła powoli w stronę domu. Mimo próśb zebranych o jeszcze jedną opowieść, postawiła na swoi.
- Dlaczego jesteś taka uparta i nie chcesz uraczyć nas jeszcze jedną baśnią? Spytał z wyrzutem jeden z Wędrowców.
- Ponieważ wówczas nikt z Was nie doświadczy piękna prawdy, którą tak pilnie notowaliście z moich słów. - Odpowiedziała przystając.
Wędrowcy spojrzeli po sobie szukając zrozumienia w twarzach pozostałych.
Szamanka zatoczyła dłonią wokół.
- Spójrzcie na Rzekę, jej piękno w zachodzącym słońcu. Poznaliście ją dziś ze słów, a ona cały czas płynęła obok. Czy uzbrojeni w mądrość przodków zapisaną w zeszytach, potraficie stać się jej udziałem? - Dodała i oddaliła się z niedźwiedzicą w stronę domu.
Szepcząca
...............................
Ilustracja: "Duchy przodków" Autor: Willow Arlenea
Wokół Yaquitti siedzieli Wędrowcy poszukujący światła i prawdy. Słuchali opowieści Szamanki, która snuła przed nimi piękne baśnie, legendy, przypowieści z morałem. Układała w słowa mądrości przodków, wydobywając metafory z samych korzeni świata.
Wielu słuchaczy zapisywało pilnie jej słowa, inni notowali jedynie morały, każdy chciał zabrać ich ze sobą jak najwięcej, nie uronić ani litery.
W stosowny czas przed Zachodem Słońca Yaquitti wstała i ruszyła powoli w stronę domu. Mimo próśb zebranych o jeszcze jedną opowieść, postawiła na swoi.
- Dlaczego jesteś taka uparta i nie chcesz uraczyć nas jeszcze jedną baśnią? Spytał z wyrzutem jeden z Wędrowców.
- Ponieważ wówczas nikt z Was nie doświadczy piękna prawdy, którą tak pilnie notowaliście z moich słów. - Odpowiedziała przystając.
Wędrowcy spojrzeli po sobie szukając zrozumienia w twarzach pozostałych.
Szamanka zatoczyła dłonią wokół.
- Spójrzcie na Rzekę, jej piękno w zachodzącym słońcu. Poznaliście ją dziś ze słów, a ona cały czas płynęła obok. Czy uzbrojeni w mądrość przodków zapisaną w zeszytach, potraficie stać się jej udziałem? - Dodała i oddaliła się z niedźwiedzicą w stronę domu.
Szepcząca
...............................
Ilustracja: "Duchy przodków" Autor: Willow Arlenea
poniedziałek, 17 lutego 2014
Burza
Szukający Prawdy już z daleka usłyszał brzdęk tłuczonego szkła. Jednak dopiero kiedy dotarł na podwórko domku Szamanki ujrzał awanturę. Nad dachem zebrały się ciężkie, burzowe chmury. Z wnętrza dochodziły odgłosy głośnej rozmowy, przechodzącej w kłótnię.
Biały Smok po swojemu wylegiwał się na trawie. Tam wciąż świeciło słońce, gdyż chmury wisiały tylko nad domem.
- Co tam się dzieje? – Spytał zdumiony przybysz.
- Yaquitti ma zły dzień. – Mruknął od niechcenia Smok
- Jak to zły dzień? Szamani nie mają złych dni. – Zauważył.
- Tam gdzie jest Yang musi zaistnieć też Yin, Za światłem podąża mrok, a za nim przychodzi światło. Takie prawo równowagi.
- A Anioł? On też ma zły dzień? – Dopytywał już tylko z ciekawości?
- Nie sądzę, ale podoba mu się doświadczenie chwili gdy mija burza i nastaje słoneczny świt. Lubi się z nią godzić.
Szepcząca
....................
Obraz: "Duch Burzy" Elliott Dangerfield
Biały Smok po swojemu wylegiwał się na trawie. Tam wciąż świeciło słońce, gdyż chmury wisiały tylko nad domem.
- Co tam się dzieje? – Spytał zdumiony przybysz.
- Yaquitti ma zły dzień. – Mruknął od niechcenia Smok
- Jak to zły dzień? Szamani nie mają złych dni. – Zauważył.
- Tam gdzie jest Yang musi zaistnieć też Yin, Za światłem podąża mrok, a za nim przychodzi światło. Takie prawo równowagi.
- A Anioł? On też ma zły dzień? – Dopytywał już tylko z ciekawości?
- Nie sądzę, ale podoba mu się doświadczenie chwili gdy mija burza i nastaje słoneczny świt. Lubi się z nią godzić.
Szepcząca
....................
Obraz: "Duch Burzy" Elliott Dangerfield
niedziela, 16 lutego 2014
Przedwiosenne porządki
Przed domem Szamanki siedział wilk i strzygł uszami. Tuż obok leniwie wyciągnęła się biała niedźwiedzica. Z otwartych na oścież drzwi co chwilę wylatywały tumany kurzu. W szeroko rozwartych oknach widać było wietrzące się kołdry, koce i poduszki. Z wnętrza domu dochodziły odgłosy sprzątania i zapachy środków czystości.
Przybysz stał na podwórku przed domem nieco zdezorientowany.
- Przedwiosenne porządki. - Rzucił od niechcenia wyjaśnienie biały smok, wygrzewający się na dachu.
- Porządki?1 - Zdumiał się Przybysz. - Myślałem, że Yaquitti już nie musi...
- Nie musi. Ale chce. - Powiedział czarnoskrzydły anioł, zeskakując z murku i gasząc papierosa. Zbliżył się do Przybysza i spojrzał mu głęboko w oczy. - Każdy powinien od czasu do czasu posprzątać i odkurzyć w swoim wnętrzu. - Dodał i odszedł w stronę domu.
Szepcząca
Obraz: Wojciech Siudmak "Materia"
Przybysz stał na podwórku przed domem nieco zdezorientowany.
- Przedwiosenne porządki. - Rzucił od niechcenia wyjaśnienie biały smok, wygrzewający się na dachu.
- Porządki?1 - Zdumiał się Przybysz. - Myślałem, że Yaquitti już nie musi...
- Nie musi. Ale chce. - Powiedział czarnoskrzydły anioł, zeskakując z murku i gasząc papierosa. Zbliżył się do Przybysza i spojrzał mu głęboko w oczy. - Każdy powinien od czasu do czasu posprzątać i odkurzyć w swoim wnętrzu. - Dodał i odszedł w stronę domu.
Szepcząca
Obraz: Wojciech Siudmak "Materia"
Popołudnie u Yaquitti
Szamanka postawiła na stole pokrojone ciasto, posypane cukrem pudrem.
- Dostałam nowy przepis od przyjaciółki. Częstujcie się zatem Ciastem Daktylowym z płatkami owsianymi i marchewką. - Zachęciła swoich gości, rozkładając talerzyki i widelczyki.
- Z marchewką? - Zdziwił się Chłopak w przetartych jeansach, nieco się przy tym krzywiąc.
- Pewnie bardzo słodkie. Daktyle są słodkie i kaloryczne, plus ten cukier puder. Nie lubię zbyt słodkich ciast. Ale oczywiście skosztuję kawałek Twojego. - Dziewczyna w zielonej bluzce nieco się speszyła.
- Podejrzewam, ze te płatki owsiane uczynią ciasto ciężkim i lepkim jak owsianka. Ale za to nie będzie takie słodkie. - Mruknął z nutą sarkazmu Starszy Pan.
- Za to na pewno jest bardzo zdrowe. - Odcięła się mu jego żona, stateczna Starsza Pani.
- Jest bardzo smaczne i takie akuratnie właściwe. - Syn Yaquitti uśmiechnął się pakując do buzi kolejny kawałek swej porcji ciasta.
- Cieszę się, że Ci smakuje, Synku. - Szamanka uśmiechnęła się do chłopca, nakładając sobie na talerzyk pachnący wypiek. - Z ciastem jest trochę, jak z życiem. Można o nim długo rozprawiać i dyskutować, a można je po prostu skosztować i posmakować. - Dodała niby do siebie.
Szepcząca
Autor obrazu: Denis Mezenzev
- Dostałam nowy przepis od przyjaciółki. Częstujcie się zatem Ciastem Daktylowym z płatkami owsianymi i marchewką. - Zachęciła swoich gości, rozkładając talerzyki i widelczyki.
- Z marchewką? - Zdziwił się Chłopak w przetartych jeansach, nieco się przy tym krzywiąc.
- Pewnie bardzo słodkie. Daktyle są słodkie i kaloryczne, plus ten cukier puder. Nie lubię zbyt słodkich ciast. Ale oczywiście skosztuję kawałek Twojego. - Dziewczyna w zielonej bluzce nieco się speszyła.
- Podejrzewam, ze te płatki owsiane uczynią ciasto ciężkim i lepkim jak owsianka. Ale za to nie będzie takie słodkie. - Mruknął z nutą sarkazmu Starszy Pan.
- Za to na pewno jest bardzo zdrowe. - Odcięła się mu jego żona, stateczna Starsza Pani.
- Jest bardzo smaczne i takie akuratnie właściwe. - Syn Yaquitti uśmiechnął się pakując do buzi kolejny kawałek swej porcji ciasta.
- Cieszę się, że Ci smakuje, Synku. - Szamanka uśmiechnęła się do chłopca, nakładając sobie na talerzyk pachnący wypiek. - Z ciastem jest trochę, jak z życiem. Można o nim długo rozprawiać i dyskutować, a można je po prostu skosztować i posmakować. - Dodała niby do siebie.
Szepcząca
Autor obrazu: Denis Mezenzev
Drzwi
W pewnej świątyni były drzwi. Zamknięte od wieków. Tak bowiem nakazywała tradycja. Przy tych drzwiach zawsze stało wielu ludzi.
Jedni mówili, że to głupota dalej upierać się przy tradycji, bo przecież za drzwiami może być wielki skarb, bogactwo, mądrość lub szczęście. Inni, a tych było zdecydowanie więcej, mówili, że należy szanować tradycję, gdyż rozsądek podpowiada, że za drzwiami może być zło, demony, lęki, choroby i śmierć. Tym tłumaczyli zresztą nakaz przodków zakazujący otwierania drzwi.
Pewnego dnia u drzwi stanął przybysz z dalekich stron. Nie znał języka mieszkańców tego kraju, toteż nie mógł przeczytać informacji z napisem "Zakaz otwierania" powieszonej na drzwiach.
Toteż nacisnął klamkę nie świadomy złamania odwiecznego Tabu. Drzwi nie były zamknięte i ustąpiły bez oporu otwierając się szeroko.
A za drzwiami nie było nic. Tylko Pustka.
Zebrani ludzie spojrzeli w nią zdumieni. Na twarzach jednych malowała się ulga, na innych rozczarowanie. I tylko przybysz uśmiechał się do siebie.
Szepcząca
czwartek, 13 lutego 2014
Herbata u Yaquitti
- Zastanawiam się, co Duchy chcą mi pokazać tą sytuacją? – Mężczyzna westchnął ciężko i sięgnął po parujący kubek ziół, który Yaquitti postawiła przed nim.
- Każde doświadczenie, nawet takie przykre, ostatecznie okazuje się zmianą na lepsze.
Dłuższą chwilę Szamanka i jej gość siedzieli w milczeniu pijąc aromatyczną herbatę z ziół.
- Uczę się tańczyć w deszczu. – Przerwał milczenie Mężczyzna.
- Cudownie. I choć teraz jesteś przemoczony do suchej nitki, to kiedy przestaniesz myśleć o lepkim, mokrym ubraniu na sobie, usłyszysz muzykę deszczu, wtedy twoje stopy same złapią odpowiedni rytm. Może to będzie tango, a może walc. A może dzikie pogo lub wirowanie w derwiszowskim stylu. To nie będzie miało już znaczenia, ponieważ staniesz się tańcem. Tańcem i Deszczem.
Obserwowała znad parującego kubka jak na twarz Mężczyzny powoli wraca spokój i nieznaczny uśmiech.
Szepcząca
- Każde doświadczenie, nawet takie przykre, ostatecznie okazuje się zmianą na lepsze.
Dłuższą chwilę Szamanka i jej gość siedzieli w milczeniu pijąc aromatyczną herbatę z ziół.
- Uczę się tańczyć w deszczu. – Przerwał milczenie Mężczyzna.
- Cudownie. I choć teraz jesteś przemoczony do suchej nitki, to kiedy przestaniesz myśleć o lepkim, mokrym ubraniu na sobie, usłyszysz muzykę deszczu, wtedy twoje stopy same złapią odpowiedni rytm. Może to będzie tango, a może walc. A może dzikie pogo lub wirowanie w derwiszowskim stylu. To nie będzie miało już znaczenia, ponieważ staniesz się tańcem. Tańcem i Deszczem.
Obserwowała znad parującego kubka jak na twarz Mężczyzny powoli wraca spokój i nieznaczny uśmiech.
Szepcząca
Subskrybuj:
Posty (Atom)









