poniedziałek, 22 listopada 2010

Przypowieść o zatrutej studni


"-Opowiem Ci pewną historię.Raz pewien potężny czarnoksiężnik, chcąc zniszczyć królestwo, wlał magiczny płyn do studni, z której czerpali wszyscy mieszkańcy. Ktokolwiek napił sie tej wody, stawał się szalony. Nastepnego ranka wszyscy mieszkańcy napili sie z tej studni i każdy z nich popadł w obłęd, z wyjątkiem króla i rodziny królewskiej, która miała własną studnię, a do niej czarnoksiężnik nie zdołał dotrzeć. Zaniepokojony król próbował opanować sytuację, wydając szereg dekretów, które miały poprawić bezpieczeństwo i stan zdrowia mieszkańców, jednak strażnicy i inspektorzy , którzy również napili się zatrutej wody , uznali dekrety za absurdalne i wcale nie zamierzali ich wypełniać. Gdy do poddanych dotarła wieść o królewskich dekretach, doszli do wniosku , że ich władca oszalał i głośno protestując, udali się pod pałac , domagając sie jego abdykacji. Zdesperowany król gotów był już opuścic tron, ale królowa powstrzymała go słowami - chodźmy teraz i my napić się tej wody. Wtedy staniemy sie tacy jak oni. I tak też uczynili. Kiedy tylko król i królowa napili się wody szaleństwa , natychmiast zaczeli mówić od rzeczy . Wówczas poddani zaczęli go żałować .
Skoro król zaczął przemawiać tak mądrze , dlaczego nie zostawić rządów w jego rękach? I spokój znów zapanował w królestwie, choc ludzie zachowywali się w nim całkiem inaczej , niż mieszkańcy ościennych krajów. Zaś król panował aż do końca swoich dni.. -Czy wiesz co jest zamurami tego budynku? -Ludzie ,którzy napili się zatrutej wody? -Właśnie-przytaknęła-Uwazają się za normalnych,bo wszyscy robią to samo."
............
Paulo Coelho "Weronika postanawia umrzeć"

Obraz: Jacek Malczewski seria 'Zatruta Studnia"

niedziela, 21 listopada 2010

Wyznanie Szamanki


Szamanizm, podobnie jak parę innych mistyczno duchowych ścieżek, stał się ostatnio dość popularny, żeby nie powiedzieć modny. Coraz więcej jest między nami szamanów, wielu nawet ma na potwierdzenie stosowny dokument uzyskany na kursach czy warsztatach szamańskich.

Mało kto jednak odróżnia Szamanizm od Neoszamanizmu, tym bardziej, ze być neoszamanem to jakiś wstyd, a być szamanem to prestiż i pokarm dla ego.

Tymczasem szamanem może być tylko osoba powołana czy jak niektórzy mówią, inicjowana przez duchy. Niestety obecnie to szamańskie powołanie przez duchy odbywa się najczęściej za kasę i na warsztatach neoszamńkich, czyli w praktyce: zaliczasz szałas potów, bębnisz na bębnie, czasem nawet uda ci się zobaczyć ducha i to jest inicjacja szamańska.

Tak naprawdę jest to zarabianie na neoszamanizmie i tym co się pożycza od różnych kultur a nawet epok, bo takie np germańskie seid też były w zasadzie szamankami. Ja to tak widzę.

Obecnie w Europie poza Syberią raczej trudno o szamanów z prawdziwego zdarzenia, nawet tych powołanych przez duchy. Niestety. Ta linia przekazu jest już dawno przerwana. Szybciej wiec znajdziemy u nas wiedźmę czy znachora, ale z szamanem to już gorzej.

W niektórych plemionach najczęściej szamanizm przekazywany był w obrębie rodziny. Duchy miały wskazywać kolejnego szamana i lepiej było to powołanie przyjąć bo inaczej zagniewane duchy uprzykrzały życie w sposób straszny. Który z członków rodziny szamanem zostawał to juz właśnie duchy wyznaczały. Nie od dziś wiadomo, ze mogła to byc nawet osoba najniższa w hierarchii plemienia ale np rażona piorunem. Jak przeżyła, to dla niektórych było jasnym, ze powołana. To już było zresztą zależne od danej kultury. Najczęściej było to w obrębie rodziny szamana lub kasty szamańskiej, ale nie było to regułą. W końcu w szamanizmie mamy do czynienia z duchami przodków, wiec i zwykle kogoś z rodziny te duchy wybierały.

Dziś wygląda to podobnie, a dzieci z najbliższej rodziny szamana uczą się od niego. I któreś z nich naznaczone przez duchy zostaje jego następcą.

Ja, przyznam bez bicia jeszcze niedawno pojmowałam szamanizm bardzo współcześnie. Chwytałam różne książki o szamanizmie. Czytałam o tym, i chciało mi się być Szamanką.

Kiedy jednak trafiłam na mojego aktualnego nauczyciela i przewodnika okazało się, ze musiałam zapomnieć o wszystkim czego się z książek i neta nauczyłam. Nie dostałam inicjacji szamańskiej w stylu warsztatowym, a to co się w ciągu roku nauczyłam znalazłam w lesie, w górach i w sobie. Mój nauczyciel tylko pokazał mi jak nawiązać kontakt, jak widzieć i słyszeć. I jak się uczyć dalej. I jest obok by wciąż wskazywać kierunki. Patrząc z szamańskiego punktu widzenia, śmiało mogę powiedzieć, ze zesłały mi go duchy.

Czy jestem dziś szamanką?

Na pewno nie w znaczeniu klasycznym, jako duchowy przewodnik plemienia, bo i plemienia nie mam i w płaszczu z ptasich piór nie chodzę. chociaż... Plemię jednak jakieś jest, tworzy się. Ludzie, często będący obok są dla mnie moim plemieniem, któremu staram się pomagać i wskazywać drogę. Mimo to w dzisiejszych czasach i dzisiejszych warunkach życia, nie jest to plemię w klasycznym tego słowa znaczeniu. Nie mniej jest.

Poza tym teraz świat wokół stał się barwniejszy, pełniejszy i bardziej tłoczny. A przy tym pełen spokoju.

Korzystam czasem z pewnych typowo szamańskich akcesoriów, jak choćby bęben. Sprawia mi przyjemność granie na nim, a i doświadczam wtedy czegoś pięknego. Takich rzeczy jest wiele.

Czy miałam inicjację szamańską? Zakładając, że w pewnej mierze polega ona na śmierci czegoś w sobie i stworzeniu czegoś nowego, to tak, miałam inicjacje szamańską. I nawet przy tym jakiś duch by się znalazł. Dla mnie ważne, ze umarła we mnie stara osobowość, narodziła sie nowa. Wciąż jeszcze ją tworzę, ale proces już został zapoczątkowany.

Tak naprawdę nie jest to ważne. To są tylko nazwy. Ta akurat - Ja Szamanka - brzmi miło dla ucha i lepiej się kojarzy, niż Europejskie Wiedźmy. Ale to w sumie wciąż jednie nazwa.

Dla mnie ważne jest, że znalazłam spokój i ciszę, wewnętrzną równowagę. Pozbyłam się tych zbędnych rzeczy w sobie i wokół siebie, pewnych jeszcze się pozbywam, inne już tworzę. Mam też lepszy kontakt ze sobą i otaczającym światem, przyrodą i naturą, którą czuje teraz pełniej i rozumniej niż kiedyś. Mogę też pomagać i służyć radą i pomocą innym, jeśli tylko tego chcą. Czasem leczę, czasem po prostu wysłucham. I plemię się stopniowo powiększa.

I wciąż się uczę świata i siebie.

I tego może doświadczyć każdy. Bo choć nie każdy zostanie powołany przez duchy, to jednak może wiele zmienić w sobie i wokół siebie, a jeśli to zrobi, może pomagać innym.

Pozdrawiam

Przypowiesć o chmurze


Była sobie kiedyś pewna chmura. Płynęła po bezkresnym niebie patrząc na Ziemie z wysoka. Ziemia jej się bardzo podobała, ale była daleko w dole i chmura mogła ja tylko obserwować. Dzięki temu nauczyła się o Ziemi wszystkiego, ale była to tylko wiedza bez doświadczenia. Chmura postanowiła wiec nauczyć się Ziemi doświadczalnie i zesłała na nią cześć siebie w postaci miliardów kropel deszczu. Krople deszczu pomknęły wiec ku Ziemi i tam zaczęły krążyć po niej w cyklu narodzin i śmierci, kiedy parowały by zmienić formę.
Niektóre stały się wodą w organizmach żywych. Inne popłynęły w żyłach, jako krew. Inne jeszcze stały się Rzeką. Część kropel doświadczyła siebie, jako kałuża, a kiedy ta wyschła stały się parą. Ta w kolejnym cyklu narodzin w deszczu spłynęła z pól, jako ściek, do oczyszczalni by potem odrodzić się, jako górskie źródełko. Niektóre z kropel poznały słodycz bycia owocowym sokiem. W końcu wiele stało się oceanem. I kiedy doświadczyły bycia oceanem na powrót zaczęły odczuwać jedność z wszechświatem i zatęskniły za wielką, pierwotna chmurą, którą były na początku. I wiele kropel zaczęło patrzeć w niebo. A chmura wciąż tam była. Wówczas krople doznały oświecenia w promieniu słońca i zamienione przez słońce w parę ostatecznie pomknęły do chmury. Ta zaś dzięki ich cyklicznej wędrówce po świecie miała juz wiedze i doświadczenie.

Chmura to Bóg- Absolut, Kropla wody to nasza dusza.
Woda jest świetnym nośnikiem energii i pamięci, informacji, krążąc w przyrodzie wraca do chmury niosąc ładunek informacji, jak dusza niesie ładunek doświadczeń.
Zatrzymaj się, więc czasem w tym Tu i Teraz doświadczaniu. Stan sie na moment chmurą. Stań się Bogiem, którego kroplę nosisz w sercu. Spójrz na ziemie i ludzi jak On, nie jak jednostka a jako Jedność. I poczuj, co może czuć Bóg. Zrozum, ze on umiera po tysiąckroć w każdej godzinie ziemskiego istnienia, kocha po tysiąckroć, nienawidzi, cierpi, cieszy się. On jest i trwa, ale nasze doświadczenia staja sie Jego doświadczeniem. Kiedy ty płaczesz on odczuwa łzy, kiedy ty cierpisz on czuje twój ból, kiedy sie radujesz, on raduje się twoja radością.

Twoja dusza to kropla Chmury. To cząstka Boga w Tobie i to ona doświadcza. Bóg to Absolut, Absolut to wiedza.
Wiedza niepoparta doświadczeniem jest tylko niesprawdzona hipotezą.

Bóg jest wszechobecny wszędzie, jak woda. Bóg to tez mrówka i skalny pyłek w piaskach pustyni, to liść na drzewie, opadający jesienią i krzyk noworodka.

Bóg to Absolut w dualistycznym świecie.
Jeśli jesteś niski, nie pojmiesz tego, co znaczy być niskim, póki nie stanie obok ciebie ktoś wysoki. A czym dla Ciebie jest bycie białym człowiekiem, jeśli nie widzisz wokół siebie czarnych? Czy możesz w pełni rozkwitnąć, jako kobieta, jeśli nie ma obok mężczyzny? I czy staniesz się prawdziwym mężczyzną nie mając obok kobiety?
Nie.
A wszystko to i tak jest względne, bo pewnego dnia wysoki, może okazać się małym, jeśli przyjdzie wyższy. A śmierć? Jakże jest różna ta zadana chorobą i ciosem mordercy.
A światło, jak bardzo różne jest światło latarni, od światła słońca, a to jest niczym w porównaniu ze światłem Boga.
Pozdrawiam.

(Przypowieść o chmurze jest mojego autorstwa)

Przypowieść o Chmurze

Była sobie kiedyś pewna chmura. Płynęła po bezkresnym niebie patrząc na Ziemie z wysoka. Ziemia jej się bardzo podobała, ale była daleko w dole i chmura mogła ja tylko obserwować. Dzięki temu nauczyła się o Ziemi wszystkiego, ale była to tylko wiedza bez doświadczenia. Chmura postanowiła wiec nauczyć się Ziemi doświadczalnie i zesłała na nią cześć siebie w postaci miliardów kropel deszczu. Krople deszczu pomknęły wiec ku Ziemi i tam zaczęły krążyć po niej w cyklu narodzin i śmierci, kiedy parowały by zmienić formę. Niektóre stały się wodą w organizmach żywych. Inne popłynęły w żyłach, jako krew. Inne jeszcze stały się Rzeką. Część kropel doświadczyła siebie, jako kałuża, a kiedy ta wyschła stały się parą. Ta w kolejnym cyklu narodzin w deszczu spłynęła z pól, jako ściek, do oczyszczalni by potem odrodzić się, jako górskie źródełko. Niektóre z kropel poznały słodycz bycia owocowym sokiem. W końcu wiele stało się oceanem. I kiedy doświadczyły bycia oceanem na powrót zaczęły odczuwać jedność z wszechświatem i zatęskniły za wielką, pierwotna chmurą, którą były na początku. I wiele kropel zaczęło patrzeć w niebo. A chmura wciąż tam była. Wówczas krople doznały oświecenia w promieniu słońca i zamienione przez słońce w parę ostatecznie pomknęły do chmury. Ta zaś dzięki ich cyklicznej wędrówce po świecie miała juz wiedze i doświadczenie.

Chmura to Bóg- Absolut, Kropla wody to nasza dusza.

Woda jest świetnym nośnikiem energii i pamięci, informacji, krążąc w przyrodzie wraca do chmury niosąc ładunek informacji, jak dusza niesie ładunek doświadczeń.

Zatrzymaj się, więc czasem w tym Tu i Teraz doświadczaniu. Stan sie na moment chmurą. Stań się Bogiem, którego kroplę nosisz w sercu. Spójrz na ziemie i ludzi jak On, nie jak jednostka a jako Jedność. I poczuj, co może czuć Bóg. Zrozum, ze on umiera po tysiąckroć w każdej godzinie ziemskiego istnienia, kocha po tysiąckroć, nienawidzi, cierpi, cieszy się. On jest i trwa, ale nasze doświadczenia staja sie Jego doświadczeniem. Kiedy ty płaczesz on odczuwa łzy, kiedy ty cierpisz on czuje twój ból, kiedy sie radujesz, on raduje się twoja radością.


Twoja dusza to kropla Chmury. To cząstka Boga w Tobie i to ona doświadcza. Bóg to Absolut, Absolut to wiedza.

Wiedza niepoparta doświadczeniem jest tylko niesprawdzona hipotezą.


Bóg jest wszechobecny wszędzie, jak woda. Bóg to tez mrówka i skalny pyłek w piaskach pustyni, to liść na drzewie, opadający jesienią i krzyk noworodka.


Bóg to Absolut w dualistycznym świecie.

Jeśli jesteś niski, nie pojmiesz tego, co znaczy być niskim, póki nie stanie obok ciebie ktoś wysoki. A czym dla Ciebie jest bycie białym człowiekiem, jeśli nie widzisz wokół siebie czarnych? Czy możesz w pełni rozkwitnąć, jako kobieta, jeśli nie ma obok mężczyzny? I czy staniesz się prawdziwym mężczyzną nie mając obok kobiety?

Nie.

A wszystko to i tak jest względne, bo pewnego dnia wysoki, może okazać się małym, jeśli przyjdzie wyższy. A śmierć? Jakże jest różna ta zadana chorobą i ciosem mordercy.

A światło, jak bardzo różne jest światło latarni, od światła słońca, a to jest niczym w porównaniu ze światłem Boga.

Pozdrawiam.



sobota, 20 listopada 2010

Anioł Stróż - jaka jest jego rola?

Anioła Stróża, czy jak wolą niektórzy, ducha opiekuńczego, ma każdy. Jacy Ci opiekunowie są to juz inna sprawa, ale generalnie każdy z nich pełni przy nas funkcje stróżująco opiekuńcze, co wynika juz z samej nazwy.
Ale jak tą funkcję przy nas pełnią, to już zupełnie inna sprawa. Bo stróże nie są naszymi bodygartami i choć opiekuj ą się nami, i nie jeden raz wyciągają z poważnych opresji, to jednak nie uchronią nas przed każdym nieszczęściem.
Zwłaszcza taki, jakie czasem fundujemy sobie na własne życzenie.
Kiedyś miałam pretensję do swego opiekuna, że nie zauważył jak podeszła do mnie jakaś astralna paskuda, albo, że po domu kręcił mi się nieprzyjemny byt. Sporo czasu zajęło mi zrozumienie, ze te byty pojawiły się u mnie na własne życzenie i mój stróż choćby nie wiem jak chciał, nie mógł mnie przed nimi uchronić. Bo niewłaściwe zajmowanie się sferami ezo często prowadzi własnie do przyciągania takich paskud. I trzeba wziąć odpowiedzialność za swoje czyny a nie pokładać nadzieję, ze stróż ochroni, zauważy itd. To są nasze doświadczenia, a nie jego. On jest tym, kto wyciąga w potrzebie pomocną dłoń, ale czasem o tę pomoc trzeba też poprosić.
Porównuję to do płynięcia przez ocean. Kiedy nasze ramiona omdlewają ze zmęczenia nasz stróż zjawia się i podaje rękę, staje się tratwą na której możemy odpocząć zanim popłyniemy dalej. On nie przeniesie nas jednym pstryknięciem na bezpieczny ląd, ale właśnie da szansę by udało nam sie dobić do niego samodzielnie.
Lubię mego stróża. Jest moim najbliższym przyjacielem. Pomaga mi w potrzebie i zna mnie jak nikt inny. Ostatnio pomaga zagłębić się w siebie, staje się adwersarzem mnie samej i tym sposobem pomaga poznać siebie i stworzyć siebie od nowa.
Pomaga mi też zrozumieć pewne rzeczy i wskazuje słuszne drogi, ale ode mnie zależy czy tych rad posłucham.
Wiem jednak, ze on nie przeżyje i nie doświadczy życia za mnie. jest częścią mnie ale to ja decyduję, ja wybieram.

A dla Was Kim Jest Anioł Stróż? Zapraszam do podzielenia się tym w komentarzach.

Trudne dni, czyli: miesiaczka, dar czy przekleństwo?

My kobiety mamy "trudne dni", a niejedna z nas przeklina czas, kiedy nadchodzą. Czy jednak comiesięczne krwawienia są naszym przekleństwem, czy może też naszą siłą?
Zapewne niejedna z nas powie, że przekleństwem, a może i nazwie je karą Boską. Tymczasem okazuje się, że te dni mogą być naszą siłą.

W tym czasie w nas kobietach ujawnia się magiczna moc, zdolna przysłowiowe góry przenosić. Już w dawnych czasach wiedziano, że jest to dobry okres na praktykowanie magii miłosnej, gdyż zaklęcie miłosne w tym czasie rzucone zawsze przynosiło efekty. Osobiście nie polecam większości tych praktyk magicznych, bo wchodzą one w sferę manipulacji innymi (w tym wypadku mężczyznami). Dlatego nie będę omawiała w tym miejscu rytuałów miłosnych stosowanych w czasie menstruacji.
Miesiączka to czas, kiedy w kobiecie kumuluje się większa niż zwykle ilość energii, bowiem jest to też czas oczyszczania. Koniec cyklu zbiega się z rozpoczęciem nowego, co powoduje intensywne oczyszczanie całego organizmu kobiety. Następuje swoista wymiana energetyczna i fizyczna starego na nowe i czyste. Warto więc ten czas wykorzystać dla siebie. Polecam wszystkim paniom nawiązanie większego kontaktu z naturą i przy okazji chłonąć też jej moc i energię. Moc i siła roślin, drzew, Ziemi zebrana w tym okresie przyniesie nam wiele dobrego.
Dla kobiety menstruacja to czas wzmożonego oczyszczania nie tylko fizycznego i energetycznego, ale również emocjonalnego. Jeśli więc jest taka możliwość, zalecam udać się w jakieś odosobnione miejsce lub znaleźć czas tylko dla siebie. Zagłębić się w siebie, poznać siebie, nawiązać więź z sobą i swoimi opiekuńczymi duchami czy aniołami. Uważnie obserwować siebie. Nie jedna z pań może być zaskoczona siłą, jaką w sobie posiada.
Szamanki, a także wiele kobiet żyjących w zgodzie z naturą i sobą, ten czas traktują jako czas przejścia. Poznają siebie przekraczając bramę własnej jaźni, otwierają się na wiedzę ze Źródła, czy jak zwą niektórzy Absolutu.
Wiele z kobiet, które dopiero zaczynają poznawać siebie i swoje ciało, bywa zaskoczonych jak wiele odpowiedzi pojawia się w czasie medytacji przeprowadzonych podczas miesiączki.
Menstruacja, jak już wspomniałam, to okres wzmożonej aktywności i kumulacji naszych sił i energii. Nasza moc i percepcja wzrasta wówczas. Jednakże należy uważać na ewentualne byty czy larwy astralne, które silna moc przyciąga jak magnes. A ponieważ i tak jest to czas silnego oczyszczania, warto wspomóc go jakimś rytuałem oczyszczającym. Choćby kąpielami w zielu ostrożnia, bylicy lub szałwi. Nie zaszkodzi przy okazji oczyścić swoje otoczenie z negatywnych energii.
Pomimo mocy i siły, jaką wówczas ma każda z nas, często ten czas jest bolesny i pełen dyskomfortu. Jest to często wynikiem wcześniejszego rozproszenia mocy i energii.
Ale i tu można sobie poradzić bez sięgania po środki farmakologiczne. Z własnego, bolesnego doświadczenia wiem, że wsłuchanie się w siebie i odpowiednie wykorzystanie tego okresu na pracę ze sobą i swoją energią skutecznie pozbawiło mnie bólu. Dziś, kiedy mi się przydarza, wracam do natury lub medytuję i zapominam o tabletkach przeciwbólowych.
Skutecznie wspomagam się też gorąca herbatą z rumianku.
Przy silnych bólach warto popijać także skrzyp polny. Można też na tamponach lub podpaskach namalować nietoksycznym pisakiem runę Berkano, która jest runą kobiet. Osobiście nie sprawdzałam tej metody, ale podobno działa. ;)
Polecam też przyjmowanie magnezu oraz przeprowadzenie jednodniowej głodówki oczyszczającej, lub diety oczyszczającej na czas menstruacji. Warto też zmienić sposób myślenia o tych dniach. Zamiast nazywać je "trudnymi dniami" nazwijmy je dniami mocy, czasem oczyszczania czy dniami transformacji. A całą energię skoncentrujmy na uwolnieniu się od toksyn, brudów, złogów, a także złych nawyków i negatywnych emocji. Takie oczyszczenie doda nam zdrowia i urody.
Kiedyś uważałam, że miesiączka to nasze przekleństwo. Dziś korzystam z mocy, jaką mi dają te oczyszczające dni.

piątek, 19 listopada 2010

Historia Bębna


Legenda Abenaki

Zostało powiedziane, że kiedy Stwórca rozdzielał miejsce do mieszkania między wszystkie duchy, ci którzy mieszkali w pobliżu Matki Ziemi słyszeli dźwięki, głośne BUUUM dochodzące z niedaleka.
Stwórca nasłuchiwał, a dźwięk przybliżał się i przybliżał, aż znalazł się zaraz przy Nim. "Kim jesteś?" spytał Stwórca. "Jestem duchem bębna" padła odpowiedź. "Przyszedłem tu by poprosić Cię byś mi pozwolił wziąć udział w tym cudownym przedsięwzięciu". "Co takiego chcesz uczynić?" Zapytał Stwórca. "Chciałbym towarzyszyć śpiewom ludzi. Kiedy oni zaśpiewają z głębi swoich serc, zaśpiewam wraz z nimi, jak bym był biciem serca Matki Ziemi". Stwórca zgodził się i od tamtego czasu, bęben towarzyszy śpiewowi ludzi.
U wszystkich tubylczych ludów świata, bęben towarzyszy wszystkim śpiewom. To tak naprawdę ludzki śpiew zmusił bęben do pójścia z tą prośbą do Stwórcy, żeby pomóc ludziom by ich modlitwy i śpiew sięgnęły miejsc, których miały sięgnąć. Za każdym razem, dźwięk bębna przynosi spokój, strach, ekscytację, powagę, siłę, odwagę i spełnienie śpiewającym. To jest jak bicie serca matki dającej przyzwolenie dla nowego życia rodzącego się w jej ciele. Bęben przyciąga orła i wysyła go z wiadomością do Stwórcy. Zmienia ludzkie życie!