poniedziałek, 15 listopada 2010

Co to jest magia?

Co to jest magia? Pytanie zdawałoby się proste. Jednak odpowiedź wcale nie jest taka prosta.
Cytując „Encyklopedię czarów i demonologii” czytamy, że: „Magię należy bezwzględnie odróżniać od czarnoksięstwa; jest ona zjawiskiem ponadczasowym o bardzo szerokim zasięgu, podczas gdy czarnoksięstwo było ograniczone w czasie(…). Magia jest próbą podporządkowania sobie sił natury i wykorzystania ich do własnych, obojętnie dobrych czy złych, celów, najczęściej zresztą przy aktywnym współudziale i pomocy demonów. (…)”.
Z kolei w „Słowniku wyrazów obcych i trudnych” magię definiuje się następująco: 1. 'Nauka tajemna, uprawiana głownie w starożytności i średniowieczu, zajmująca się tym, jak za pomocą zaklęć i specjalnych praktyk zawładnąć siłami przyrody' 2. 'Niezwykła siła, z jaką coś oddziałuje na kogoś lub na coś': Magia perfum, poezji, seksu. Biała magia 1. 'W dawnych czasach: magia, która miała polegać na współpracy z dobrymi duchami i nie wiązała się ze szkodzeniem
Ludziom' 2. 'Dziś: popisy iluzjonistów' () Czarna magia 1. 'W dawnych czasach:'magia, która miała polegać na współpracy z szatanem i wiązała się ze szkodzeniem ludziom': Czarownicy i czarownice, uprawiający czarną magię, byli w wiekach średnich prześladowani i podlegali surowym karom. 2. 'Dziś: coś, czego nie rozumiemy.”
Z kolei „Słownik magiczny” określa ją krótko: „Magia -wprawienie w ruch energii w celu wytworzenia pożądanych zmian”
Jak można zauważyć w tych trzech tylko definicjach, wspólną cechą, jaka się pojawia w pojęciu magii, jest zawładnięcie siłami przyrody, z pomocą jakiś sił lub praktyk. Czy to demonów, czy innych sił (energii).
Wydaje mi się, że w ten, słownikowy, sposób magie postrzega większość ludzi. Zapewne dodadzą od siebie też, ze jest to zbiór zabobonów i guseł, oraz wierzeń w coś nadprzyrodzonego, co w dzisiejszych czasach można między bajki włożyć.
Tymczasem właśnie w dzisiejszych czasach sporo osób wraca do magii. Zaczyna szukać czegokolwiek na jej temat, znajduje mniej lub bardziej wartościowe źródła o niej, w końcu zaczyna praktykować magię. O jakości tych praktyk, nie będę tu pisała, bo to coś na osobny temat. Nie mniej magia obecnie przeżywa swój renesans.
Ale czym tak naprawdę jest? Czy zabobonem, czy sposobem na zawładnięcie siłami natury?
Dla mnie magia to pewnego rodzaju energia. Siła, jaka krąży w przyrodzie, w nas i wokół nas. Coś, co jest i oddziałuje na nas, bez względu na to, czy w to wierzymy, czy nie. Energia, z jakiej korzystali i korzystają szamani, magowie, zielarki czy wiedźmy. W różny sposób, ukierunkowując ją za pomocą zaklęć, specjalnych rytuałów, używając specjalnych inwokacji, przedmiotów, itd., itp. Ale bez względu na formę i narzędzia, korzystają z jednej i tej samej energii. Bardzo potężnej, o szerokim spektrum działania, często niebezpiecznej w nieodpowiedzialnych rękach, ale jednak energii.
Takich energii wokół nas jest wiele. Cały nasz świat oraz światy subtelne stworzone są z różnych form energii. Magia jest jedną z takich energii.
Wbrew temu, co często się słyszy, nie jest ona biała czy czarna, dobra czy zła. Magia po prostu jest, jak każda inna energia. Od niektórych (np. od Reiki) różni ją to, że można ją ukierunkować dowolnie, jeśli się oczywiście wie jak. Oznacza to, że magię można wykorzystać tak w celach terapeutycznych, niesienia pomocy innym, jak i w szkodzeniu innym. To także jest cecha charakterystyczna tej energii, dlatego napisałam wyżej, że w nieodpowiednich rękach może być niebezpieczna. Ponad to, magia to tez taki rodzaj energii, z którą nie każdy może i powinien pracować. Dla przykładu, wspomnianym już Reiki może zajmować się każdy, kto zostanie inicjowany do wibracji tej energii. Magia nie jest dla wszystkich, bo do tej energii nie można się dostosować poprzez inicjacje. Tu do wielu rzeczy trzeba dojść samemu, a jeszcze więcej po prostu trzeba intuicyjnie czuć. Nie ma tu mistrza, który dostroi nas do wibracji magicznych. Mistrz może poprowadzić adepta poprzez świat zaklęć, rytuałów, wskazać możliwe rozwiązania i narzędzia, ale nie zrobi nic, jeśli uczeń nie czuje magii.
Inna sprawa, że fakt, iż się nie czuje magii, a nawet często się nie wierzy w jej istnienie, nie powoduje, że ona nie działa. Przeciwnie, magia działa i wpływa na nas bez względu na to czy w nią wierzymy czy nie, czy ją odczuwamy czy nie.
Czym jest magia?
Dla mnie energią, która nas otacza. Dla kogoś dawnym zabobonem, dla kogoś jeszcze czymś innym.
Napisałam jak ja ją czuję i postrzegam. Zachęcam Was byście się w tym miejscu podzielili własnymi przemyśleniami i odczuciami na ten temat.
Pozdrawiam

niedziela, 14 listopada 2010

Jak skutecznie afirmować

Czym są afirmacje mówić chyba nie trzeba. Wiele osób stosuje je dla polepszenia swego życia. Czy będą to afirmacje na przypływ pieniędzy, znalezienie miłości czy choćby na odchudzanie, trzeba je stosować umiejętnie. Inaczej nie przyniosą efektu, lub przyniosą nie taki jak trzeba.

Pewna moja znajoma opowiadała, jako anegdotę, że jedna jej klientka afirmowała każdego dnia na poprawę życia materialnego, pisząc i powtarzając zdanie: „Chcę mieć Komfort”. Po kilku tygodniach mąż kupił jej wykładzinę z firmy o tej samej nazwie.

To anegdota i nie wiem na ile jest prawdziwa, jednak obrazuje istotę niewłaściwie stosowanych afirmacji. Poza tym często sama afirmacja nie wystarczy, dla polepszenia sobie warunków życia.

Anna Antras w poradach na swojej stronie internetowej, ma ciekawy tekst:” Jak pisać i stosować afirmacje”. Autorka pisze tam tak: „Gdy wprowadzamy do podświadomości bardzo wiele energii pozytywnych wzorców, nie będzie to równoznaczne z oczyszczeniem tych negatywnych. Wręcz przeciwnie, zacznie w nas narastać balonik sprzecznych informacji. W końcu balonik pęknie i dojdzie do pomieszanie emocjonalnego.” Dlatego tak ważne jest by umiejętnie stosować afirmacje.

Zacząć należy od tego, co chcemy poprawić, polepszyć, zmienić w sobie i w swoim życiu. Jednak nie wszystko na raz. Afirmujemy jedną, dwie rzeczy, właśnie po to, by nie było tych sprzecznych, choćby nawet pozytywnych, informacji. Kolejna rzecz to emocje, które pojawiają się w trakcie afirmowania. Dobrze je sobie zapisać lub zapamiętać i dokładnie przeanalizować. One są właśnie kluczem do rozwiązania naszego problemu. Są też wskazówką dla dalszego afirmowania, bo może się okazać, ze nasza pierwotna afirmacja nie była właściwa. I wreszcie pozwalają do końca oczyścić stare i negatywne wzorce, co jest bardzo ważnym czynnikiem, dla skutecznej afirmacji. Dlatego afirmując zwracaj uwagę na emocje i myśli, które się w Tobie pojawiają. Nie wystarczy powtarzać afirmacji jak mantry. Trzeba dobrze ją przeanalizować i być jej w pełni świadomym.

W przepracowywaniu negatywnych wzorców, które wpływają na stan naszego życia czy zdrowia pomocne mogą okazać się pytania pomocnicze. Zapisz sobie je i poszukaj w sobie odpowiedzi, uświadom sobie, gdzie tkwi przyczyna problemu, jednocześnie afirmując na zmianę tych wzorców. Dla przykładu weźmy bogactwo.

Tu pozwolę sobie znowu skorzystać z mądrości Pani Anny Antras, odsyłając do jej wypowiedzi:

„Skorzystajmy teraz z możliwości, jaką daje nam test skojarzeń, aby odnaleźć, choć część z tego, co może wpływać na to, że nie osiągamy w bogactwie tego, co byśmy chcieli.

  • Bogactwem jest dla mnie to, ......
  • O zarabianiu zawsze słyszałam, że....
  • Rodzice nauczyli mnie o zarabianiu tego, że....
  • Obserwując swoje otoczenie, nauczyłam się, że....
  • Dorastałam w środowisku, w którym o bogactwie mówiło się, że....
  • W moim rodzinnym domu zawsze brakowało mi....
  • Sytuacja ekonomiczna i gospodarcza kraju, w którym się wychowałam nauczyła mnie....
  • W życiu najczęściej mi brakowało.....
  • W moim domu, najczęściej brakowało mi w dzieciństwie.....
  • Dzieciństwo pamiętam, jako...
  • Kiedy coś chciałam w dzieciństwie dostać, najpierw musiałam....
  • Teraz, zarabianie przychodzi mi z....
  • Obecnie zarabiam, robiąc to, co....
  • Moja praca przynosi mi jedynie.....
  • Z ogromnymi pieniędzmi czułabym się bezpieczna wtedy, gdy......
  • Gdybym miała ogromną gotówkę, wydałabym ją na....
  • Największe marzenie, które bym spełniła za pieniądze, to....
  • Chciałabym zarabiać tyle, by....
  • Dużymi pieniędzmi podzieliłabym się z....
  • Chciałabym wynagrodzić doświadczenie biedy....
  • Najmocniej doświadczyłam biedy (niedostatku).....
  • Niedostatkiem jest dla mnie świadomość braku.....”

Tyle Anna Antras, która sugeruje też, że odpowiedzi na powyższe pytania, których może być znacznie więcej, winny dotyczyć tylko sfery bogactwa. Podobne zestawy pytań warto przygotować sobie do większości afirmowanych problemów. Miłość, praca, zdrowie, radość, uroda… Każdy problem, jaki mamy w danej sferze wynika z jakiś zakodowanych w nas wzorców, matryc, które afirmacja ma zmienić.

Kolejną ważną rzeczą w afirmacjach jest sposób ich zapisywania. Tu najlepiej pisać afirmacje w pierwszej osobie. Z mojego osobistego doświadczenia, a tym się tu chcę podzielić, zauważyłam, że najlepiej sprawdzają się afirmacje stwierdzające fakt. Czyli: Ja…(tu imię) Jestem… i tu dajemy to, co afirmujemy: zdrowa, mądra, bogata itp.”

Wiem, że wiele osób poleca pisanie afirmacji w trzech osobach: Ja, Ty, On, jednak ja osobiście stosuję tylko pierwszą osobę, bo lepiej ona do mnie przemawia. I, przynajmniej w moim wypadku sprawdza się.

Zwracam też uwagę na to, by w tworzeniu afirmacji unikać pewnych sformułowań. Pewne słowa, np: chcę, chciałbym, chciałabym prowadzą do utrzymania się stanu chcenia. Dlatego lepiej jest przekształcić w sobie wzorzec na myślenie, że mam czy zasługuję, a nie chcę. Bardzo dobrze obrazuje to cytat z ksiązki „Rozmowy z Bogiem” N.D. Walscha: Nie otrzymasz tego, o co prosisz i nie możesz mieć tego, czego pragniesz. A to, dlatego, że twoja prośba jest stwierdzeniem braku. Mówiąc, że czegoś chcesz, przyczyniasz się do zaistnienia w twojej rzeczywistości dokładnie tego doświadczenia – chcenia.

Modlitwa prawidłowa jest, więc nie modlitwą błagalną, lecz dziękczynną.

Gdy dziękujesz Bogu zawczasu za to, czego z własnego wyboru pragniesz zaznać w swym doświadczeniu, przyznajesz, że w istocie ono już jest. Dziękczynienie kryje w sobie ogromną moc; stanowi potwierdzenie, że zanim zdążyłeś spytać, otrzymałeś (…) odpowiedź.”

Cytat ten, co prawda dotyczy modlitwy, ale ta sama zasada dotyczy afirmowania. Dlatego dziękuj lub stwierdzaj fakt posiadania, istnienia, bycia, a nie chcenia, by on zaistniał.

Na koniec dodam jeszcze, że pisząc w afirmacjach słowa „Ja Jestem” Czy jeszcze silniej działające „Jam Jest” zawsze pisz je od wielkiej litery. Wbrew pozorom, to bardzo ważne, gdyż postrzegając napisaną afirmację wizualnie, podświadomość zwraca uwagę także i na to, jak zapisujesz to swoiste „Ja”. Pisząc je dużą literą pokazujesz podświadomości, że to „Ja” jest kimś wyjątkowym i zasługuje na najlepsze.

Myśl tak o sobie na co dzień, nie tylko przy pisaniu afirmacji, a zobaczysz jakie zmiany to przyniesie. Zmiany na lepsze. Oczywiście bez popadania w przesadny egoizm, ale z pełnym poszanowania stosunkiem do samego siebie.

piątek, 12 listopada 2010

Co to jest Reiki

Nazwę Reiki tłumaczy się różnie. Jest to słowo pochodzenia Japońskiego i najprościej rzecz mówiąc oznacza Uniwersalna Energia (Rei – Uniwersum, Ki – energia). Jednak wiele osób tłumaczy to jako: „Rei” można tłumaczyć, jako „Rozum”, „Ki” jako „Duch”.

Wszystko w przyrodzie i wszechświecie jest energią, o czym każdy uczył się w szkole na lekcjach fizyki. Równanie Alberta Einsteina E=mc2 znają wszyscy, a jest to wszak wzór dotyczący energii.
Energie mają też różne zagęszczenia, te najbardziej gęste przybierają formę materialna, inne pozostają w sferze subtelnych, nie dla wszystkich dostrzegalnych form. Energią subtelniejszą jest na przykład ludzka dusza.

Reiki to także energia. Jednak nie całkiem zwyczajna i nie podobna do innych.
Najczęściej mówi się o niej, że to uniwersalna energia, obdarzona własną inteligencją, wypełniająca cały Wszechświat w każdym czasie i miejscu. Jest też, Reiki, energią bezwarunkowej miłości. Można więc śmiało powiedzieć, że ma w sobie coś boskiego.
Energia Reiki zachowuje się też, jakby rozróżniała dobro i zło, w naszym, powszechnym, ludzkim rozumieniu. Co to oznacza? Reiki nie popłynie w nieczystych intencjach, aby komuś zaszkodzić, kiedy nie powinna być użyta. Co więcej, z relacji np. osób zajmujących się egzorcyzmami, zdejmowaniem klątw czy uroków, a pracujących przy tym z Reiki, wynika, że neutralizuje ona wiele klątw, uroków i niejednokrotnie przepędza mroczne byty, gdyż jako najczystsze światło i miłość, jest im nieprzychylna.

Reiki przenika wszystko. Jest energią, siłą, która sprawia, że wody krążą w przyrodzie, z nasion wyrastają drzewa i kwiaty, rodzą się ludzie, zwierzęta. To moc, która obdarza życiem i witalnością.

Reiki to nazwa Japońska, ale i w innych językach i kulturach jest o niej mowa. I tak np. w Chinach nazywa się ja „Chi” i opracowano wiele technik pracy z nią, np. słynne Tai Chi. W starożytnym Egipcie nazywaną ją Ka, w Grecji Logos, lub neuma. Kawuni nazywają ją Mana, a u Sufich Baraka. Indiańskie pojęcie Manitou także odnosi się do tej energii.

Reiki używamy mniej lub bardziej świadomie od dziecka. Zaobserwujmy bawiące się dzieci. Kiedy się przewrócą, cos je zaboli przykładają intuicyjnie dłonie do bolącego miejsca. Jest to niczym innym jak korzystaniem z Reiki.

Jednakże choć każdy z nas w mniejszym lub większym stopniu może korzystać z Reiki, to jednak aby móc w pełni cieszyć się jej dobrodziejstwem warto skorzystać z pomocy mistrza nauczyciela Reiki. Podczas inicjacji dostroi on naszą energetykę do Reiki, otworzy nas na jej przepływ. Oczywiście można takie dostrojenie uzyskać samodzielnie, poprzez medytację, ćwiczenia oddechowe i pracę nad samym sobą, jednakże inicjacja z rąk mistrza Reiki daje nam pewność, że dostrajamy się właśnie do energii Uniwersum, a nie do innej. Zwłaszcza dla osób, które dopiero zaczynają swoją drogę rozwoju duchowego, inicjacja do Reiki jest otwarciem na nowe możliwości i wspomaga pomniejszy rozwój duchowy.

Wokół inicjacji Reiki narosło wiele mitów i niedomówień, najczęściej będących wynikiem niezrozumienia i nadinterpretacji systemu Reiki, przez osoby, które nie zajmują się Reiki.
Inicjacja w tym wypadku dostraja do energii Uniwersum, otwiera w inicjowanym kanał do przekazywania tej energii dalej, oczyszcza te kanały (meridiany) oraz czakry, co powoduje też podniesienie naszych wibracji energetycznych. Zaraz po zakończeniu dostrajania – używa się tu specjalnych znaków Reiki, otrzymywanych na kolejnych stopniach – mistrz odcina się od inicjowanego. Nie jest więc prawdą, że w jakikolwiek sposób mistrz i adept są ze sobą związani na zawsze i zależni jeden od drugiego. Oczywiście dobry i uczciwy mistrz będzie się interesował swoim uczniem, służył mu radą i pomocą także po zakończeniu seminarium Reiki, ale nic poza tym.

Reiki, jak już wiemy, jest wyjątkowym rodzajem energii, z której możemy korzystać dla poprawy i zachowania zdrowia, ale tez we wszystkich innych dziedzinach życia. Tu ograniczeniem jest tylko nasza własna wyobraźnia.
Reiki jest też Japońskim systemem uzdrawiania energetycznego. Systemem opartym na stopniach (są trzy) oraz na inicjacji, czyli, jak już wspomniałam, dostrojeniu adepta do energii.

Dziś Reiki jest coraz bardziej popularne na całym świecie, a wiele osób, zapisuje się na I stopień Reiki – Shoden – aby na co dzień móc korzystać z dobrodziejstw tej energii. I wielu poprzestaje tylko na tym stopniu, traktując Reiki jak narzędzie wspomagające zdrowie, zawsze pod ręką, dosłownie i w przenośnie, ponieważ Reiki przekazujemy sobie i innym właśnie przed dłonie. Stąd często nazywane jest uzdrawiającym dotykiem.
Osobiście każdemu polecam Reiki, bo zmienia ono nasze życie na lepsze. Pozwala cieszyć się dobrym zdrowiem i na dłużej zachować młody wygląd. Przede wszystkim jednak otwiera nas na nowe możliwości i pozwala poznać i doskonalić samego siebie.

środa, 10 listopada 2010

Ja przepisywana

Analizuję i czytam. Czytam i analizuję. Artykuły, ksiązki, siebie.
Siebie czytam najwięcej. I już się nie boję tej lektury.
Weszłam do Labiryntu. Kilka razy w nim utknęłam, ale idę dalej. Prę do przodu jak burzowa chmura. Nawet się nie gubię, choć zdarza się zaglądać na błędne drogi. Wracam i idę, a idąc czytam.
Wyczytałam w sobie wiele. I nie zawsze to, co zapisane na swoistych kartkach mego życia i doświadczenia spodobało mi się. Nawet dość dużo mi się nie spodobało. To nie gatunek liryczno satyryczny, który mi odpowiada. A skoro nie odpowiada mi autorstwo innych, postanowiłam sama siebie pisać. Zaczynam od zaznaczenia tych rozdziałów, które mi się najmniej podobają i wymazuje je. Na pustych kartkach zapisuję swoje własne tworzenie.
Jesteśmy lekturami napisanymi przez innych. Większość naszych działań i czynów wynika z ocen innych. Robie to czy tamto by sąsiedzi czy rodzina nie gadali, albo dlatego, że tak wypada, ze strachu co ludzie pomyślą, co powiedzą, w pogoni za modą, za czyimś stylem, za czyjąś ideą, w poświeceniu się dla partnera, dla dzieci, dla rodziców.
W tym wszystkim nie ma nas. Spychamy siebie do roli maszyny spełniającej życzenia innych. Czasem coś w tych łączach zgrzyta i robimy mały bunt. Najczęściej przybiera on formę: A właśnie, że zrobię inaczej. Tyle, że to inaczej rzadko, kiedy idzie w parze z potrzebą naszej własnej lektury, z pragnieniem duszy i z naszą własną Istotą Bycia. Częściej przybiera postać kolejnej lektury nie naszego autorstwa, bo robimy tylko odwrotności wzorców ustalonych przez innych. Czyli takie zdjęcie w negatywie, ale dalej nie jesteśmy to my. Co gorsza, ta atrapa wolności wywołuje w nas większy lęk, bo w głębi duszy wciąż czujemy, ze taka zbuntowana postawa to też nie my prawdziwi i całość zaczyna wyglądać jak samotna samba do dźwięków spokojnego walca. Owszem, jesteśmy w centrum uwagi, ale zamiast nas to radować, zaczyna peszyć. I w końcu zawstydzeni lub wściekli schodzimy z parkietu i wpasowujemy się do ksiązki czyjegoś autorstwa. Najłatwiej zaobserwować to u dorastających ludzi, którzy po fazie zbuntowanych nastolatków (niektórzy ten stan przeciągają na radosny okres studiowania) wracają do rzeczywistości, jako poukładani w każdym calu dorośli obywatele, żyjący tak jak oczekują tego autorzy książki naszego życia. Czasem tylko nocami lub w drodze do pracy poczują tęsknotę za dziką wolnością, pomarzą by być ptakiem i z westchnieniem: „Ehhh, życie, tu się nie da polecieć w chmury”, trwają dalej w czyjejś lekturze, a przynajmniej wydaje im się, że jest czyjaś. Tak łatwiej zrzucić odpowiedzialność z siebie..
Co gorsza, kiedy nadarza się okazja by wyrwać niechciane kartki z tej książki i napisać swoją własną, zapierają się nogami i rękami z okrzykiem, że i tak się nie da, ze to bez sensu, że życie nie jest łatwe wiec, po co, itd., itp.
A życie jest tylko takie, jakim się je napisze. Bo w gruncie rzeczy każda książka to swoista autobiografia. I tak naprawdę to my ją piszemy, tyle, że w oparciu nie o swoje doświadczenia, potrzeby, tęsknoty. Nie piszemy jej o nas, a o kimś, kogo tworzymy na obraz i podobieństwo innych, byle się nie wychylać, byle nie być ocenionym, byle nie dostać etykietki „TEN ZŁY TA ZŁA”, bo ludzie widza zło w tym, co inne.
Trwamy, więc w strachu, który pozornie zdaje się bezpieczną przystanią, bo już znaną, i nawet za obietnice skarbów nie wypłyniemy na głębokie wody.
Ja tak nie chce. Wyrywam, więc kartki zapisane nie moją myślą i wolą. Odbijam od brzegu i ruszam w nieznane, zapisując siebie od nowa. W tej podróży to ja jestem sternikiem i kronikarzem. I jest mi z tym cholernie dobrze. Bo okazuje się, ze można być ptakiem i wzlecieć w chmury. To moja własna wolność, w której staję na dziobie mej łodzi i rozrzucając nie moje zapiski krzyczę: „Dzika Taka Jestem”.

Odkrywca czy Twórca

„Życie to nie proces odkrywania, lecz tworzenia, i w tym tkwi najgłębszy jego sekret. Ty nie odkrywasz siebie, lecz siebie tworzysz na nowo. Trzeba więc, abyś dążył nie do ustalenia, Kim Jesteś, lecz Kim Pragniesz Być.
Aby sobie przypomnieć, na nowo, stworzyć, swą Prawdziwą Istotę.” D.N. Walsch „Rozmowy z Bogiem”
Powyższy cytat zaznaczyłam jaskrawym markerem i przeczytałam kilka razy. Było to bowiem zaprzeczeniem tego, co mnie uczono.
Bo czyż w końcu każdego dnia nie odkrywamy w życiu i w świecie czegoś nowego? Owszem odkrywamy, ale w większości poprzestajemy jedynie na tym odkryciu. I nie robimy z niego użytku. To tak, jakby odkryć światło i zamknąć je w pudelku, a samemu dalej narzekać na panujące wokół ciemności.
Wielu z nas wkracza na drogę tzw. Rozwoju Duchowego. Czyta ciekawe ksiązki o tym jak medytować, jak postrzegać świat, jak odnaleźć się w świecie, na co zwrócić uwagę. Odkrywa też ten subtelny, pozazmysłowy świat. Z czasem odkrywa też siebie i to Kim Jest. I często kończy się to jedynie wzrostem Ego, które żeruje na fakcie, że Odkrywca wie więcej od przeciętnego Kowalskiego, nawet jeśli ten Kowalski jest Jednością z Odkrywcą. Owszem jest jednością, bo tego uczą „nowoerowe” ksiązki, ale Odkrywca wie, że to ta gorsza połowa Jedności.
Wczoraj ja też byłam Odkrywcą. Ale dobre anioły włożyły w moje spragnione odkrywania ręce książkę i zawarte w niej słowa przytoczone na początku tego tekstu. Słowa, które mnie zatrzymały.
Uzmysłowiły mi, że odkrywanie to nie cel, a środek do tworzenia. Nie chodzi o odkrycie Kim się Jest, a następnie postrzeganie siebie odkrytego jako kogoś wartościowszego od innych, tylko dlatego, że wie, że odkrył. Odkrywać trzeba źródło takich a nie innych postaw, odkrywać trzeba nasze wewnętrzne matryce i je zmieniać. Kreować. Stawać się Twórcami samych siebie.
Koniec z szukaniem (odkrywaniem) winnych takiego, a nie innego stanu rzeczy w nas. Pora przyjąć na siebie odpowiedzialność za siebie i to jacy jesteśmy. Bo tylko pełna odpowiedzialność da nam 100% wolności. Wolność zaś pozwoli stworzyć siebie od nowa. Pomoże poznać Kim Chcę Być i stac się Tym Kim Chcę Być.
Przychodzą do mnie czasem osoby z różnymi problemami. W trakcie rozmów często obserwuję spychanie winy za dany stan rzeczy na innych. Od rodziców zacząwszy, poprzez przyjaciół, los a nawet na Bogu kończąc. Bywa, że zadaję wówczas pytanie, czy nie pozwoliłeś (aś) na to by tak się stało? Najczęstsza odpowiedzią jest, że nie miało się na to wpływu.
A jednak mamy wpływ na wiele, boimy się jednak odpowiedzialności i samodzielności. Ten strach zaś nie pozwala nam kreować siebie takimi jacy Byśmy Być chcieli.
Jednak umyka nam w tym jedna bardzo istotna rzecz, a mianowicie fakt, że trwając w takim a nie innym stanie rzeczy, nie zmieniając nic w swoim życiu, mimo wszystko jesteśmy Twórcami. Ponieważ brak zmian to kreowanie wciąż od nowa siebie takim jakimi nie koniecznie chcemy być.
Odkrycie takich a nie innych matryc w sobie, ale brak reakcji i chęci zmian to tworzenie powtarzających się schematów. Jak ustawienie kserokopiarki na nieskończoną ilość kopii, które tworzymy.
Biorę głęboki oddech i staję się wolna. Zaczynam zmieniać swoje matryce i tworzyć siebie od nowa. Odkryłam Kim w Istocie Jestem i Kim Chce Być. Czy uda mi się moje dzieło doprowadzić do końca nie wiem, ale nie stanę w miejscu zakładając, że nie warto, bo efekt może być mierny. Niech będzie i mierny, ważne by jakiś w ogóle był.

wtorek, 9 listopada 2010

Wędką po głowie

Dostałam wędkę. A dokładniej wędką po głowie. Zanim się sama opamiętałam, ktoś wysoko postawiony zafundował mi niezła „jazdę”. Z dnia na dzień zostałam z przysłowiową ręką w nocniku, bez widoków na przyszłość. Nic tylko usiąść i płakać, co też uczyniłam. Tyle, że łzy nie są dobrą przynętą na ryby. Trzy pudełka chusteczek później powiedziałam dość i chwyciłam tę wędkę, co nią dostałam po łbie i poszłam na ryby. Moja przyjaciółka dostała wózek inwalidzki. To dopiero wędka, nic tylko siedzieć i ryby łapać. Ja dostałam lżejszy model speeningowy. No ale jak się wcześniej żyło tylko na darowanych rybach i jeszcze narzekało, że nie tak przyprawione, albo gatunek nie taki, to teraz trzeba samemu łowić.
Siedzę, więc i łowię. I to łowienie tak mi się spodobało, że i innych do niego zachęcałam (i wciąż zachęcam). Otworzyłam nawet wędkodajnię, a i ryb trochę dorzucałam. Tylko jakoś wciąż nikogo na tym łowisku nie widać, a i inne pustkami świecą.
Pytam, co się stało, czemu nie łowisz? Najczęściej słyszę, że odwagi brakuje, albo, że łowisko nie takie, przynęta pewnie nie najlepsza a i pogoda na łowienie też zła. No cóż, można i tak. Zamykam, więc wędkodajnię i ruszam przed siebie. Mam w zadku, co inni zrobią ze swoimi wędkami. I mam tam też to wszystko, co świat sobie myśli i ocenia. Zbyt długo żyłam podług wizji innych, teraz przyszła pora na własną wizję. Zadzieram głowę do góry i przyglądam się szybowcom na niebie, zawieszonym nad moim światem. I już nie tęsknię za wolnością, jaką daje taki swobodny lot w przestworzach. Bo wolna jestem, od kiedy zrozumiałam czemu dostałam wędką po głowie i odważyłam się żyć. Nie ma, więc tęsknoty, jest tylko odwaga i radość.
Wędkujemy z przyjaciółką we dwie, ona już z inną wędką, bo wózek porzuciła na rzecz chodzenia. Tak się skubana z tą swoją wędką zawzięła, że tylko przykład brać.
Zaczynamy przypominać mistrzynie, bo łapiemy się na tym, że „życiowe pechy” i tak zwane nieszczęścia, traktujemy jak najcenniejsze dary. Bo to nasz własny surwival, który tylko wzmacnia.
Już się nie przejmuję ocenami innych, bo to ich problem, nie mój. Nie czekam już na wędkarzy, nawet tych, którzy dostali wędkę ode mnie, bo i po co? Zechcą pójść na łowisko, to pójdą. Poproszą o przynętę, dostaną, ale odwagi to ja im nie sprezentuję, bo nie mam takiej mocy. Zresztą, jak komuś wygodniej tylko patrzeć tęsknie w niebo za szybowcem lub sokołem, to jego wola, zresztą w pełni wolna.
Ja już wybrałam drogę i nie zamierzam z niej zbaczać, tylko dlatego, że z głębi siebie czasem wyłowię szczerzącego się rekina. Wyhodowałam takiego to i mam, co łapać. A jak złapię to wypatroszę i dalej idę, śpiewając pod nosem o swej dzikości. I szczerze się uśmiecham do tych skrzydlatych na górze, za tę wędkę, co mi nią po głowie dali.
A jak ktoś spyta, to powiem, że nie ma, co czekać na inną wędkę, inny czas i inną przynętę, od tych, co już się je ma, bo te są idealne na naszą miarę. Ale nie oglądam się już by zobaczyć, czy ktoś z tych rad skorzysta i pójdzie na łowisko. Jestem na to zbyt dzika.