poniedziałek, 17 marca 2014
RODZINNE OPOWIEŚCI SZAMANKI
Yaquitti, jak większość znanych jej osób, nie lubiła rodzinnych uroczystości. I podobnie jak większość znanych jej osób, nie mówiła o tym głośno, by kogoś nie urazić. Pamiętała też, że mądrość przodków tkwi w sile rodziny, toteż korzystała czasem z zaproszenia na różne rocznicowe okazje, bądź świąteczne przyjęcia.
Tym razem znalazła się w samym centrum rodzinnej dyskusji krewnych. Ojciec jednej z kuzynek od kilkunastu minut robił pełne wzgardy i wyrzutów wykłady na temat tracenia czasu na bzdury, przez córkę. Szamanka pamiętała, że kuzynka niedawno rozstała się z mężem, który ani alimentów nie płaci, ani się ich dzieckiem nie interesuje.
- Powinnaś się teraz skupić na utrzymaniu nowej pracy i poświęcić się dziecku. Musisz za coś żyć. Masz syna, nim się zajmij, a nie pisaniem bzdur! – Ojciec dziewczyny mówił ostrym, podniesionym głosem, nie znoszącym sprzeciwu.
- Ale tato, przecież zajmuję się synkiem i pracą. Przy pisaniu odpoczywam. A poza tym to ktoś zaproponował mi wydanie u niego książki z moimi opowiadaniami. – Broniła się nieśmiało kuzynka.
- Twój ojciec ma rację. - Wtrąciła starsza cioteczna stryjenka dziewczyny. I zaraz zajęła się dokładką sałatki nie mając pojęcia o czym rozmawia ojciec z córką.
- Kariery i tak nie zrobisz, a na chleb tym nie zarobisz, więc przestań żyć w świecie bajek i dorośnij wreszcie! – Dodał ojciec kuzynki, zadowolony z poparcia.
- Dlaczego zabijasz w niej marzenia? – Szamanka uznała, że pora zabrać głos.
- Bo wiem, że niczego nie osiągnie tym grafomaństwem. Z tego nie będzie ani pieniędzy ani sławy. – Warknął
- Nie wiesz co będzie. Może osiągnie sukces, a może nie. Ale jeśli się nie odważy, nigdy się tego nie dowie. – Powiedziała spokojnie
- Znam życie lepiej niż ty, wiem co mówię. To są bzdury, głupoty, na które czas traci. Ośmiesza się tylko. – Upierał się przy swoim, choć pod wpływem spojrzenia Szamanki już bez wcześniejszej pewności siebie.
- Celem twej córki nie jest sława, ani pieniądze, ale dzielenie się słowem. Czytałeś jej opowieści?
- Szkoda mi czasu na bzdury. – Mruknął pod nosem
- Szkoda. Gdybyś przeczytał, wiedziałbyś jak mądrą masz córkę i pękałbyś z dumy. Wiedziałbyś też, jaka siła tkwi w marzeniach. Bo to z nich rodzą się pasje, odkrycia, wynalazki, z których korzystamy każdego dnia. – A zwracając się do Kuzynki powiedziała. – Nie słuchaj Ojca. Rodziców należy kochać i szanować, korzystać z ich wiedzy i doświadczenia. Ale przy tym nigdy nie należy odrzucać samego siebie i bać się sięgać do innych gwiazd niż Rodzice.
Po tych słowach Yaquitti poszła do kuchni pomóc ciotkom w szykowaniu ciast i kawy dla gości.
Szepcząca
.................................................
Autorka obrazu to Ilona Nelapsi
Z cyklu "Ja Szamanka"
Ja Szamanka - nie odnajduję
tożsamości w imieniu i nazwisku
Zapis słów identyfikacji
odróżnienie.
„Jestem” – samo w sobie
niesie wystarczająco
informacji – bez dodatkowej nazwy
Ja Szamanka – Jestem
Tu. Tam. Teraz. Kiedyś.
Zawsze.
Gramatycznie byłam rzeczownikiem
Człowiek.
Dotarłam do źródła
czasownika „Być”.
tożsamości w imieniu i nazwisku
Zapis słów identyfikacji
odróżnienie.
„Jestem” – samo w sobie
niesie wystarczająco
informacji – bez dodatkowej nazwy
Ja Szamanka – Jestem
Tu. Tam. Teraz. Kiedyś.
Zawsze.
Gramatycznie byłam rzeczownikiem
Człowiek.
Dotarłam do źródła
czasownika „Być”.
Ja Szamanka stałam się Pełnią.
Poza materią i czasem.
Wiosną do lasu
wraca cisza.
Poza materią i czasem.
Wiosną do lasu
wraca cisza.
niedziela, 9 marca 2014
BAŚŃ O MĄDDREJ WILLOW
Za górami i za lasami, w małym miasteczku nad jeziorem, mieszkała czarodziejka słów. Miała na imię Willow i wplatała mądre słowa w pieśni, baśnie i opowieści, które potem snuła ludziom. A ponieważ nosiła w sobie Magię, zaglądała czasem w przyszłość patrząc w taflę wód jeziora. Widziała tam konsekwencje ludzkich działań. Odczytywała tez prawdę o ludzkiej naturze. A gdy to poznawała, dziękowała Duchom Wody za pomoc i wplatała ujrzane obrazy w słowa pieśni i bajek.
Ludzie jednak nie chcieli jej słuchać, bo prawda o nich samych często była nieprzyjemna. Toteż często przeganiali czarodziejkę ze swoich domów. A potem w targowe dni plotkowali głośno przy straganach.
- Bajki tylko opowiada! Całe dnie nad wodą się próżniaczy. Męża poszukać powinna i gospodarować mu, a nie pieśni śpiewać! – Mówili, zapominając o czym te pieśni były.
A Willow smutniała coraz bardziej, bo ludzie szczelnie zamykali serca na mądrość i prawdę jej słów.
Pewnego dnia, gdy znów ją ktoś przegonił, udała się nad jezioro. Lecz zamiast znowu w przyszłość zaglądać, usiadła nad brzegiem i zapłakała.
- Dlaczego płaczesz, mądra Willow? – Pytały Duchy Wody poruszone jej łzami.
- Płaczę, ponieważ serca ludzi wciąż są zamknięte na siebie i na inne serca, a moje słowa nie są w stanie skruszyć tych murów. – Zaszlochała jeszcze mocniej.
Duchy Wody pokiwały głowami przytakując. One też widziały mury wokół ludzkich serc. A czarodziejka zapłakała jeszcze głośniej.
Wtedy usiadł obok niej jeden z Duchów, a był to sam Wodnik Jeziora, który polubił mądrą Willow.
- Mów, więc tylko do tych, którzy zdołają cię usłyszeć. – Poradził jej.
- Masz rację – Powiedziała przez łzy. I sięgnęła głęboko bo swoją Magię. I pośród mgieł i leśnych trzasków Czarodziejka Willow zaczęła zmieniać swoją postać.
Rano, kiedy rybacy przyszli zarzucić sieci w jeziorze, ujrzeli nad brzegiem piękne drzewo o zwisających aż do tafli wody gałęziach. A liście tych gałęzi były niczym łzy. Domyślili się kim jest to drzewo i nazwali je Wierzbą Płaczącą od imienia Mądrej Willow.
Zauważyli też, jak bardzo brakuje im mądrych baśni czarodziejki, które mimo odrzucenia zdołały się jednak wsączyć powoli w ich serca. Toteż zaczęli szukać jej słów w konarach Wierzby nad jeziorem. I czasem ktoś je odnajdywał i zanosił ludziom w pieśniach i baśniach. Byli to poeci i bardowie, szamani i wiedźmy, bajkopisarze i dzieci.
Szepcząca
................................................
Napisałam tę legendę o powstaniu tego drzewa, zainspirowana pracą domową z polskiego, mego syna. Mieli ułożyć legendę o powstaniu wierzby płaczącej. A przecież Wierzby to moje ukochane drzewa. Toteż nie byłabym sobą, jakbym nie podjęła wyzwania polonistki
................................................................................
Autor obrazu: Lindsay Criswell
Ludzie jednak nie chcieli jej słuchać, bo prawda o nich samych często była nieprzyjemna. Toteż często przeganiali czarodziejkę ze swoich domów. A potem w targowe dni plotkowali głośno przy straganach.
- Bajki tylko opowiada! Całe dnie nad wodą się próżniaczy. Męża poszukać powinna i gospodarować mu, a nie pieśni śpiewać! – Mówili, zapominając o czym te pieśni były.
A Willow smutniała coraz bardziej, bo ludzie szczelnie zamykali serca na mądrość i prawdę jej słów.
Pewnego dnia, gdy znów ją ktoś przegonił, udała się nad jezioro. Lecz zamiast znowu w przyszłość zaglądać, usiadła nad brzegiem i zapłakała.
- Dlaczego płaczesz, mądra Willow? – Pytały Duchy Wody poruszone jej łzami.
- Płaczę, ponieważ serca ludzi wciąż są zamknięte na siebie i na inne serca, a moje słowa nie są w stanie skruszyć tych murów. – Zaszlochała jeszcze mocniej.
Duchy Wody pokiwały głowami przytakując. One też widziały mury wokół ludzkich serc. A czarodziejka zapłakała jeszcze głośniej.
Wtedy usiadł obok niej jeden z Duchów, a był to sam Wodnik Jeziora, który polubił mądrą Willow.
- Mów, więc tylko do tych, którzy zdołają cię usłyszeć. – Poradził jej.
- Masz rację – Powiedziała przez łzy. I sięgnęła głęboko bo swoją Magię. I pośród mgieł i leśnych trzasków Czarodziejka Willow zaczęła zmieniać swoją postać.
Rano, kiedy rybacy przyszli zarzucić sieci w jeziorze, ujrzeli nad brzegiem piękne drzewo o zwisających aż do tafli wody gałęziach. A liście tych gałęzi były niczym łzy. Domyślili się kim jest to drzewo i nazwali je Wierzbą Płaczącą od imienia Mądrej Willow.
Zauważyli też, jak bardzo brakuje im mądrych baśni czarodziejki, które mimo odrzucenia zdołały się jednak wsączyć powoli w ich serca. Toteż zaczęli szukać jej słów w konarach Wierzby nad jeziorem. I czasem ktoś je odnajdywał i zanosił ludziom w pieśniach i baśniach. Byli to poeci i bardowie, szamani i wiedźmy, bajkopisarze i dzieci.
Szepcząca
................................................
Napisałam tę legendę o powstaniu tego drzewa, zainspirowana pracą domową z polskiego, mego syna. Mieli ułożyć legendę o powstaniu wierzby płaczącej. A przecież Wierzby to moje ukochane drzewa. Toteż nie byłabym sobą, jakbym nie podjęła wyzwania polonistki
................................................................................
Autor obrazu: Lindsay Criswell
Wilcze szepty - Yaquitti
Szamanka wracała z łąki do domu, niosąc w koszu bukiety ziół i kwiatów. Na rozstaju dróg ujrzała siedzącą postać. Cała szara, skulona i smutna. Ale wprawne oko Yaquitti ord razu poznało, że ta szarość to mgła utkana ze zwątpienia a nie smutków. Spod mgiełki widać jednak było kolorowe fatałaszki przetykane nicią słońca. Jednak postać była wyraźnie smutna.
- Co się stało? – Szamanka zagadnęła przysiadając obok|
- Czuję się odrzucona i niepotrzebna – Wyznała postać ocierając ukradkiem łzę
- Co sprawiło, ze tak się czujesz?
- Ludzie, którzy mnie nie chcieli. W miasteczku za lasem pewien człowiek zatrzasnął mi furtkę przed nosem, mówiąc, ze musi poszukać czterolistnej koniczynki. Inny przegonił precz z drogi, bo gonił kominiarza. A samotna pani nawet nie chciała dać się zaprosić na kawę, bo miała wizytę u wróżki. – Zakończyła wzdychając
- Pewnie często ci się to zdarza? – Bardziej stwierdziła, jak spytała szamanka.
- Bez przerwy. – Przyznała ze smutkiem.
- Niektórzy cię jednak zapraszają – Zauważyła Yaquitti
- To prawda . Ale ci, którzy otwierają mi swoje drzwi na oścież, zwykle nie potrzebują mojej pomocy.
- Potrzebują. Bo każdy potrzebuje Szczęścia. Tylko nie każdy ma dość odwagi by nie zamykać ci drzwi przed nosem. – Uśmiechnęła się do Szczęścia. – Spójrz. – Wskazała na chłopca, który nadbiegał drogą. Na skraju lasu potknął się i wywrócił kalecząc kolano.
- idź, on już teraz jest gotów chwycić Cię za rękę. – Po tych słowach Yaquitti wstała i otrzepawszy spódnice z kurzu ruszyła w stronę domu.
Szczęście podeszła do chłopca, który tymczasem podniósł się i starał nie zwracać uwagę na skaleczone kolano. Szczęście dała mu chustkę, którą owinął ranę.
- Jak się nazywasz? – Spytała chłopca.
- Krzysztof i wiesz, kiedyś będę wielkim żeglarzem. – Powiedział z przekonaniem
- Na pewno. – Uśmiechnęła się. – A może nawet odkryjesz nowy ląd.
Szepcząca
.........................................................
Autor obrazu: Marti McGinnis
- Co się stało? – Szamanka zagadnęła przysiadając obok|
- Czuję się odrzucona i niepotrzebna – Wyznała postać ocierając ukradkiem łzę
- Co sprawiło, ze tak się czujesz?
- Ludzie, którzy mnie nie chcieli. W miasteczku za lasem pewien człowiek zatrzasnął mi furtkę przed nosem, mówiąc, ze musi poszukać czterolistnej koniczynki. Inny przegonił precz z drogi, bo gonił kominiarza. A samotna pani nawet nie chciała dać się zaprosić na kawę, bo miała wizytę u wróżki. – Zakończyła wzdychając
- Pewnie często ci się to zdarza? – Bardziej stwierdziła, jak spytała szamanka.
- Bez przerwy. – Przyznała ze smutkiem.
- Niektórzy cię jednak zapraszają – Zauważyła Yaquitti
- To prawda . Ale ci, którzy otwierają mi swoje drzwi na oścież, zwykle nie potrzebują mojej pomocy.
- Potrzebują. Bo każdy potrzebuje Szczęścia. Tylko nie każdy ma dość odwagi by nie zamykać ci drzwi przed nosem. – Uśmiechnęła się do Szczęścia. – Spójrz. – Wskazała na chłopca, który nadbiegał drogą. Na skraju lasu potknął się i wywrócił kalecząc kolano.
- idź, on już teraz jest gotów chwycić Cię za rękę. – Po tych słowach Yaquitti wstała i otrzepawszy spódnice z kurzu ruszyła w stronę domu.
Szczęście podeszła do chłopca, który tymczasem podniósł się i starał nie zwracać uwagę na skaleczone kolano. Szczęście dała mu chustkę, którą owinął ranę.
- Jak się nazywasz? – Spytała chłopca.
- Krzysztof i wiesz, kiedyś będę wielkim żeglarzem. – Powiedział z przekonaniem
- Na pewno. – Uśmiechnęła się. – A może nawet odkryjesz nowy ląd.
Szepcząca
.........................................................
Autor obrazu: Marti McGinnis
Wilcze Szepty
- Przecież nie chciałam aby tak się stało. Miało być zupełnie inaczej. - Sąsiadka Yaquitti zaczynała unosić głos. Szamanka pozwoliła, by potok gorzkich narzekań wylał się z niej.
- Sama widzisz - kontynuowała Sąsiadka. - To nie moja wina!Więc ja możesz mówić o odpowiedzialności? O mojej odpowiedzialności i ponoszeniu jej konsekwencji?! - Dokończyła z wyrzutem.
- Pamiętasz, jak stłukłaś w łazience flakon francuskich perfum?
- Pamiętam... To były bardzo drogie per...
- Nie ma znaczenia ile kosztowały. - Przerwał Szamanka. - Konsekwencje tego zdarzenia czuć było w całym domu kilka tygodni. Tak samo jest tym razem. cale to zdarzenie, to twój rozbity flakon perfum.
Szepcząca
........................
Obraz: "Francuskie perfumy" Eugenia Abramson
- Sama widzisz - kontynuowała Sąsiadka. - To nie moja wina!Więc ja możesz mówić o odpowiedzialności? O mojej odpowiedzialności i ponoszeniu jej konsekwencji?! - Dokończyła z wyrzutem.
- Pamiętasz, jak stłukłaś w łazience flakon francuskich perfum?
- Pamiętam... To były bardzo drogie per...
- Nie ma znaczenia ile kosztowały. - Przerwał Szamanka. - Konsekwencje tego zdarzenia czuć było w całym domu kilka tygodni. Tak samo jest tym razem. cale to zdarzenie, to twój rozbity flakon perfum.
Szepcząca
........................
Obraz: "Francuskie perfumy" Eugenia Abramson
Opowieści Szamanki - Yaquuitti
Yaquitti wraz ze znajomą siedziały w kawiarni przy parku. Był ciepły i słoneczny dzień, toteż obie kobiety piły mrożoną kawę w kawiarnianym ogródku i rozkoszowały się promieniami słońca.
- Jak wygląda miłość, jaka jest? - Zapytała w pewnym momencie dziewczyna.
- Widzisz to starsze małżeństwo? - Szamanka wskazała na dwoje ludzi w parku. Mężczyzna pchał wózek inwalidzki, w którym siedziała starsza kobieta.
- Taak. - Mruknęła znajoma .
- Od 10 lat ten mężczyzna opiekuje się żoną po wypadku. Myje ją, karmi, podaje leki a nawet zmienia jej pieluchy. Wieczorami siada obok i czyta jej książki, które tak uwielbia. Zasypia trzymając ją w ramionach.
- Ale ona jest jakaś obojętna, nie wie, o tym chyba.
- Wydaje mi się, że wie. I spójrz jak on na nią patrzy. - Wskazała. Mężczyzna poprawiał koc otulający jedną nogę kobiety. - Tak właśnie wygląda miłość. - Dodała Szamanka
.
- Jak wygląda miłość, jaka jest? - Zapytała w pewnym momencie dziewczyna.
- Widzisz to starsze małżeństwo? - Szamanka wskazała na dwoje ludzi w parku. Mężczyzna pchał wózek inwalidzki, w którym siedziała starsza kobieta.
- Taak. - Mruknęła znajoma .
- Od 10 lat ten mężczyzna opiekuje się żoną po wypadku. Myje ją, karmi, podaje leki a nawet zmienia jej pieluchy. Wieczorami siada obok i czyta jej książki, które tak uwielbia. Zasypia trzymając ją w ramionach.
- Ale ona jest jakaś obojętna, nie wie, o tym chyba.
- Wydaje mi się, że wie. I spójrz jak on na nią patrzy. - Wskazała. Mężczyzna poprawiał koc otulający jedną nogę kobiety. - Tak właśnie wygląda miłość. - Dodała Szamanka
.
Wilcze Szepty - Yaquitti
Kobieta o smutnych oczach siedziała skulona w fotelu Szamanki.
- Mam dość - powiedziała cicho. - Nic mi się nie układa. Co ja komu zrobiłam złego, że mnie tak życie doświadcza?
- Sama decydujesz o swoim życiu i losie. - Yaquitti postawiła przed swoim gościem kubek imbirowej herbaty.
- Nie prawda! - Uniosła nieco głos. - Czy ktoś chciałby takiego życia?! Czy chciałam dla siebie zdrady i odejścia męża? A może chciałam likwidacji zakładu pracy?!
- Nie. - Szamanka spokojnie dolała herbaty z imbryka. - Nie planowałaś. Jednak masz wpływ na to, jak zareagujesz na te sytuacje. Co zrobisz. Jakich dokonasz wyborów. Twój były mąż zdradzał cię jeszcze przed ślubem, oszukiwał i kłamał, jednak zaufałaś jego obietnicom poprawy i wyszłaś za niego. Twój pracodawca od kilku miesięcy spóźniał się z wypłatami, a i sama opowiadałaś o problemach firmy. Mimo to nie szukałaś pracy, nie robiłaś rozeznania w nowych ofertach. Dokonałaś takich, a nie innych wyborów i wzięłaś za nie odpowiedzialność. Ponosisz też tego konsekwencje.
- To co teraz mam zrobić? Co mi Twoje Duchy radzą? - Spytała cicho Kobieta.
Szamanka poklepała szary łeb swego Wilka i podeszła do półki z książkami. Wyjęła jedną z nich i podała skulonej w fotelu postaci.
- "Praca marzeń. Poradnik dla szukających pracy." - Przeczytała tytuł Kobieta i nieznacznie się uśmiechnęła. - Od tego zacznę. - Dodała otwierając książkę
Szepcząca
- Mam dość - powiedziała cicho. - Nic mi się nie układa. Co ja komu zrobiłam złego, że mnie tak życie doświadcza?
- Sama decydujesz o swoim życiu i losie. - Yaquitti postawiła przed swoim gościem kubek imbirowej herbaty.
- Nie prawda! - Uniosła nieco głos. - Czy ktoś chciałby takiego życia?! Czy chciałam dla siebie zdrady i odejścia męża? A może chciałam likwidacji zakładu pracy?!
- Nie. - Szamanka spokojnie dolała herbaty z imbryka. - Nie planowałaś. Jednak masz wpływ na to, jak zareagujesz na te sytuacje. Co zrobisz. Jakich dokonasz wyborów. Twój były mąż zdradzał cię jeszcze przed ślubem, oszukiwał i kłamał, jednak zaufałaś jego obietnicom poprawy i wyszłaś za niego. Twój pracodawca od kilku miesięcy spóźniał się z wypłatami, a i sama opowiadałaś o problemach firmy. Mimo to nie szukałaś pracy, nie robiłaś rozeznania w nowych ofertach. Dokonałaś takich, a nie innych wyborów i wzięłaś za nie odpowiedzialność. Ponosisz też tego konsekwencje.
- To co teraz mam zrobić? Co mi Twoje Duchy radzą? - Spytała cicho Kobieta.
Szamanka poklepała szary łeb swego Wilka i podeszła do półki z książkami. Wyjęła jedną z nich i podała skulonej w fotelu postaci.
- "Praca marzeń. Poradnik dla szukających pracy." - Przeczytała tytuł Kobieta i nieznacznie się uśmiechnęła. - Od tego zacznę. - Dodała otwierając książkę
Szepcząca
Subskrybuj:
Posty (Atom)




