Szamanka postawiła na stole pokrojone ciasto, posypane cukrem pudrem.
- Dostałam nowy przepis od przyjaciółki. Częstujcie się zatem Ciastem Daktylowym z płatkami owsianymi i marchewką. - Zachęciła swoich gości, rozkładając talerzyki i widelczyki.
- Z marchewką? - Zdziwił się Chłopak w przetartych jeansach, nieco się przy tym krzywiąc.
- Pewnie bardzo słodkie. Daktyle są słodkie i kaloryczne, plus ten cukier puder. Nie lubię zbyt słodkich ciast. Ale oczywiście skosztuję kawałek Twojego. - Dziewczyna w zielonej bluzce nieco się speszyła.
- Podejrzewam, ze te płatki owsiane uczynią ciasto ciężkim i lepkim jak owsianka. Ale za to nie będzie takie słodkie. - Mruknął z nutą sarkazmu Starszy Pan.
- Za to na pewno jest bardzo zdrowe. - Odcięła się mu jego żona, stateczna Starsza Pani.
- Jest bardzo smaczne i takie akuratnie właściwe. - Syn Yaquitti uśmiechnął się pakując do buzi kolejny kawałek swej porcji ciasta.
- Cieszę się, że Ci smakuje, Synku. - Szamanka uśmiechnęła się do chłopca, nakładając sobie na talerzyk pachnący wypiek. - Z ciastem jest trochę, jak z życiem. Można o nim długo rozprawiać i dyskutować, a można je po prostu skosztować i posmakować. - Dodała niby do siebie.
Szepcząca
Autor obrazu: Denis Mezenzev
niedziela, 16 lutego 2014
Drzwi
W pewnej świątyni były drzwi. Zamknięte od wieków. Tak bowiem nakazywała tradycja. Przy tych drzwiach zawsze stało wielu ludzi.
Jedni mówili, że to głupota dalej upierać się przy tradycji, bo przecież za drzwiami może być wielki skarb, bogactwo, mądrość lub szczęście. Inni, a tych było zdecydowanie więcej, mówili, że należy szanować tradycję, gdyż rozsądek podpowiada, że za drzwiami może być zło, demony, lęki, choroby i śmierć. Tym tłumaczyli zresztą nakaz przodków zakazujący otwierania drzwi.
Pewnego dnia u drzwi stanął przybysz z dalekich stron. Nie znał języka mieszkańców tego kraju, toteż nie mógł przeczytać informacji z napisem "Zakaz otwierania" powieszonej na drzwiach.
Toteż nacisnął klamkę nie świadomy złamania odwiecznego Tabu. Drzwi nie były zamknięte i ustąpiły bez oporu otwierając się szeroko.
A za drzwiami nie było nic. Tylko Pustka.
Zebrani ludzie spojrzeli w nią zdumieni. Na twarzach jednych malowała się ulga, na innych rozczarowanie. I tylko przybysz uśmiechał się do siebie.
Szepcząca
czwartek, 13 lutego 2014
Herbata u Yaquitti
- Zastanawiam się, co Duchy chcą mi pokazać tą sytuacją? – Mężczyzna westchnął ciężko i sięgnął po parujący kubek ziół, który Yaquitti postawiła przed nim.
- Każde doświadczenie, nawet takie przykre, ostatecznie okazuje się zmianą na lepsze.
Dłuższą chwilę Szamanka i jej gość siedzieli w milczeniu pijąc aromatyczną herbatę z ziół.
- Uczę się tańczyć w deszczu. – Przerwał milczenie Mężczyzna.
- Cudownie. I choć teraz jesteś przemoczony do suchej nitki, to kiedy przestaniesz myśleć o lepkim, mokrym ubraniu na sobie, usłyszysz muzykę deszczu, wtedy twoje stopy same złapią odpowiedni rytm. Może to będzie tango, a może walc. A może dzikie pogo lub wirowanie w derwiszowskim stylu. To nie będzie miało już znaczenia, ponieważ staniesz się tańcem. Tańcem i Deszczem.
Obserwowała znad parującego kubka jak na twarz Mężczyzny powoli wraca spokój i nieznaczny uśmiech.
Szepcząca
- Każde doświadczenie, nawet takie przykre, ostatecznie okazuje się zmianą na lepsze.
Dłuższą chwilę Szamanka i jej gość siedzieli w milczeniu pijąc aromatyczną herbatę z ziół.
- Uczę się tańczyć w deszczu. – Przerwał milczenie Mężczyzna.
- Cudownie. I choć teraz jesteś przemoczony do suchej nitki, to kiedy przestaniesz myśleć o lepkim, mokrym ubraniu na sobie, usłyszysz muzykę deszczu, wtedy twoje stopy same złapią odpowiedni rytm. Może to będzie tango, a może walc. A może dzikie pogo lub wirowanie w derwiszowskim stylu. To nie będzie miało już znaczenia, ponieważ staniesz się tańcem. Tańcem i Deszczem.
Obserwowała znad parującego kubka jak na twarz Mężczyzny powoli wraca spokój i nieznaczny uśmiech.
Szepcząca
piątek, 27 grudnia 2013
Odnaleźć się w Matrixie
"- Czym jest Matrix?- Matrix jest światem, który postawiono ci przed oczami, by przesłonić prawdę.
- Prawdę o czym?
- Że jesteś niewolnikiem. Jak wszyscy inni urodziłeś się w kajdanach. W więzieniu, którego nie możesz poczuć ani dotknąć. W więzieniu umysłów." [Morfeusz i Neo z filmu "Matrix"]
Te słowa, ten film poruszył wiele... Umysłów. Ruchy New age, ezoteryczne, gnostyczne szybko podchwyciły słowo Matrix i dziś określają nim ścieżki inne niż swoje. Ogół ludzi to niewolnicy Matrixu, nieświadomi, śpiący, lub zwyczajnie ci, co nie wiedzą. Osoby mające świadomości istnienia Matrixu to przebudzeni, oświeceni, czy świadomi. Nazwy jak nazwy, dzielące ludzi na tych co wiedzą i tych co nie wiedzą, często na lepszych i gorszych. Powstają nowe koncepcje boga lub bogów, nowe nazwy, nowe doktryny, nowe prawdy (często jako jedynie słuszne). Powstają nowe Matrixy.
Tak to właśnie wygląda patrząc z boku. Niby wszyscy mówią podobnie, ale jedni negują drugich, drudzy pierwszych i trzecich, a iluzja jakiej ulegają, jest niczym innym, jak kolejnym Matrixem.
Bo w sumie w czym lepsza jest prawda którejś z gnostycznych dróg od animistycznej koncepcji świata czy chrześcijańskiej wizji miłości? Dlaczego taoistyczna droga jest prawdziwsza od nurtów zen? W czym kosmologia drzewa życia ma być bliższa faktom niż kosmologia oparta na budowie atomu?
A może jest tak, że nasze małe, wewnętrzne Matrixy są równie prawdziwe i jednocześnie równie błędne jak wszystkie inne? Może lepiej posłuchać swego serca niż głosicieli światła na portalach społecznościowych? Wszak świat wydaje się od zarania dziejów, w całej swej krasie podlegać pewnym dualizmom. Mamy więc świat męski i żeński, mamy życie i śmierć, mięsożercy zjadają roślinożerców, rośliny walczą o promienie słońca, światło walczy z cieniem, po nocy jest dzień, po porze suchej deszczowa, itd. Dlaczego zatem w imię nowej mody mamy siebie i świat odzierać z balastu wewnętrznego cienia w imię niezrozumiałej przez większość miłości i światłości? W imię czegoś, co staje się pastelowo tęczowymi obrazkami w social mediach, a co nie koniecznie jest wyborem własnym. Czy to nie kolejny Matrix, tyle, że dla odmiany prześwietlony i posypany cukrem pudrem?
W co, więc wierzyć? Pewnie zapyta nie jeden. Wierzmy w co chcemy, co jest zgodne z naszym sumieniem, sercem, potrzebą. Bez dzielenia świata na obudzonych i śpiących, bo nie wiemy, czy obudzeni nie mają tylko innego rodzaju snów.
Skupiajmy się na tym, by żyć i działać w zgodzie ze sobą i swoim sumieniem. A jak nazwiemy bogów, własne wierzenia, kosmologie, nie będzie miało większego znaczenia. Wszak to też tylko stan naszego umysłu.
Ważne jest by w tych iluzjach, wierzeniach umieć odnaleźć siebie. Siebie prawdziwego. Nie osobę, która działa i funkcjonuje zgodnie z koncepcją innych. Rodziców, przełożonych, partnerów, polityków, mistrzów duchowych czy guru. Jeśli powiemy, że Bóg jest w nas, to poczujmy tam jego obecność, a nie powtarzajmy slogany z cudzych obrazków udostępnianych w sieci. Dokonujmy świadomych wyborów i bierzmy za nie odpowiedzialność, a jednocześnie pozwalajmy hołdować odmiennym przekonaniom innych ludzi. Bez tego świat stanie się nudnym, mdłym miejscem.
Pozdrawiam
Szepcząca
niedziela, 3 listopada 2013
A gdyby dać temu spokój?
„Paszczak obudził się powoli i gdy tylko stwierdził, że jest sobą, zapragnął być kimś zupełnie innym, kimś kogo nie znał. (…) Nie lubił ani ubierać się, ani rozbierać, bo wtedy miał wrażenie, ze dni mijają i nic godnego uwagi się nie dzieje. A przecież wciąż coś organizował i urządzał, ciągle czymś dyrygował, od rana d wieczora! Wszędzie dookoła wszyscy wiedli niedbałe, bezcelowe życie, gdziekolwiek spojrzeć, wszędzie było coś do ustawiania we właściwy sposób i Paszczak wychodził z siebie, żeby uprzytomnić innym, jak powinni żyć. (…) Nagle przyszło mu n
Paszczak to jedna z postaci cyklu książek dla dzieci o Muminkach. Niby bajka, a jednak czytając te słowa, wielu z nas zapewne odkryje w sobie coś z Paszczaków. Mniej lub bardziej, ale lubimy mieć kontrolę nad wszystkim, a co gorsze często uważamy, że nasz własny model świata, jest jedynie słusznym i idealnie sprawdzi się u wszystkich innych.
Gonimy za pieniędzmi, karierą, gadżetami. Nie cieszymy się tym, co mamy, odrzucamy jako złe, wartości innych, pędzimy, biegniemy, ustawiamy, rządzimy. Wymagamy od innych, nie dostrzegamy błędów w sobie. Tak naprawdę Paszczak w nas dusi się i zniechęca coraz bardziej, aż w końcu „zalicza” dół i sięga po przepisane przez specjalistów leki z gatunku anty. Dostajemy antykoncepcję by cieszyć się seksem, a jednocześnie bierzemy antydepresanty, by nie czuć się nieszczęśliwym. Stopniowo zwiększamy takie anty wokół siebie.
I wcale nie czujemy się szczęśliwi. Az przychodzi moment, kiedy Paszczak w nas zastanawia się co by się stało, gdyby dać temu spokój.
Okazuje się jednak, że do tego, by dać sobie z tym spokój potrzeba nie lada odwagi. Bo przecież tu wokół mamy już zbudowany swój bezpieczny świat pod kontrolą, a na zewnątrz są marzenia ale i wiele niewiadomych. Groźnych niewiadomych, które wcale nie muszą nas zaprowadzić na szczyt krainy spokoju i świata, gdzie nie ma Paszczaków, za to jesteśmy my prawdziwi.
I wcale nie czujemy się szczęśliwi. Az przychodzi moment, kiedy Paszczak w nas zastanawia się co by się stało, gdyby dać temu spokój.
Okazuje się jednak, że do tego, by dać sobie z tym spokój potrzeba nie lada odwagi. Bo przecież tu wokół mamy już zbudowany swój bezpieczny świat pod kontrolą, a na zewnątrz są marzenia ale i wiele niewiadomych. Groźnych niewiadomych, które wcale nie muszą nas zaprowadzić na szczyt krainy spokoju i świata, gdzie nie ma Paszczaków, za to jesteśmy my prawdziwi.
Czy zaryzykujemy i niczym Włóczykij ruszymy przed siebie ku nowej przygodzie. Czy też będziemy tylko o niej marzyć i pozwalać by przydarzały nam się tylko takie same rzeczy?
Wybór należy do nas.
środa, 30 października 2013
Pamięci naszej, żałobnej...
Przełom października i listopada to czas wspomnień, refleksji. Czas przywołania tych, co odeszli. Lubię w ten czas spacery po starym cmentarzu w moim mieście. Właśnie on ma klimat refleksji.
Śmierć jest wpisana w życie, jak wiatr i deszcz są wpisane w jesień. To cykl natury. Ale towarzyszy jej żałoba. Mówi się, że jest pięć etapów żałoby.
Pierwsza to szok i zaprzeczenie. - Analizując własne doświadczenia nie zawsze jest szok, czasem ta śmierć mniej lub bardziej jest spodziewana. Zaprzeczenie? Cóż, początkowo ma się wrażenie odrealnienia wszystkiego, trudno uwierzyć, że tego kogoś już nie ma i… Nie będzie. Nie będzie śmiechu, słów, zapachu. To zostało tylko w nas.
Bywa jednak, że śmierć kogoś bliskiego, dopada nas niespodziewanie. Wtedy trudniej jest przyjąć tę stratę. Szok jest większy, zaprzeczenie dłuższe.
Bywa jednak, że śmierć kogoś bliskiego, dopada nas niespodziewanie. Wtedy trudniej jest przyjąć tę stratę. Szok jest większy, zaprzeczenie dłuższe.
Ale, jak to powiedziała kiedyś, Barbara Falandysz, ból musi się wypalić. Zanim to nastąpi często przechodzi się kolejne fazy. Dla mnie chyba najtrudniejsza była faza trzecia. Złości i buntu. To dziwny stan, kiedy człek wścieka się na ukochaną osobę, ze odeszła, ze zostawiła, że jej nie ma. Jakby to była jej wina. Reszta złości skierowana była na Boga. W tym wypadku konkretnego.
Jednak żałoba, żałobie nie równa. Inaczej ten bunt przechodziłam, kiedy nagle i niespodziewanie odszedł bliski przyjaciel, inaczej, kiedy odeszła babcia. Jej śmierci towarzyszyłam kilka tygodni, o tej pierwszej dowiedziałam się po fakcie. Ta druga była naturalną konsekwencją, ta pierwsza – nie w tym czasie.
Złość odpłynęła, został smutek i żal. Etap czwarty. Ten stan w podobny sposób pojawił się po obu śmieciach. Z bolesną siłą nadeszła świadomość nieodwracalności tego rozstania.
Na koniec przyszła akceptacja. Czy na pewno? Rozmowy o tych śmierciach, jeśli są , są już spokojne, nie wywołują takich emocji, jak wcześniej. Nie mniej tęsknota wciąż jest, wspomnienia są ciągle żywe. I wiele pytań, z gatunku tych, co by było gdyby. Pytań na zawsze bez odpowiedzi.
Została też gładkość, coraz bardziej wyblakłych, zdjęć, a także ogień znicza.
I ciężkie westchnienie, odliczające kolejny rok.
Uśmiecham się, odwracam i odchodzę starsza o kolejny krzyż na grobie.
niedziela, 1 września 2013
Szczęśliwej drogi...
Obserwując świat dookoła, zauważam, jak wiele osób drogę swojego życia traktuje, niczym pęd na szczyty pożądań. Kupują auta, najnowsze tablety, telewizory, spędzają wakacje w drogich kurortach, zmieniają auta, budują domy, awansują za wszelką cenę, pędzą mając coraz więcej. Tylko ilu z tych posiadających wszystkie te "dobra" tak naprawdę cieszy się nimi dłużej niż kilka chwil? Czasem dłużej niż trwa moment od zdobycia jednej do zdobycia drugiej rzeczy?
A przecież cieszyć się życiem, Żyć w Pełni, być szczęśliwym można bez tych wszystkich "dóbr".
Idąc więc na zakupy, pragnąc nowej rzeczy, warto się zatrzymać i zadać sobie pytanie, czy naprawdę tego potrzebuję?
Subskrybuj:
Posty (Atom)


