wtorek, 12 kwietnia 2011

Parcie na skrzydła


Parę lat temu spotkałam się ciekawą teorią inkarnacyjną, mówiąca o ucieleśnianiu się istot duchowych, w fizyczność. W dużym skrócie mówiąc, to, co nie materialne pewnego dnia rodzi się, jako materialne i fizyczne.
Ta teoria jest ściśle związana z wiarą w Absolut i polega mniej więcej na tym, że dusza, to po prostu część tego Absolutu (przez niektórych zwanego Bogiem) w każdej istocie duchowej. Nie ważne czy to człek, czy anioł, demon, czy duch natury. Ma duszę i doświadcza. A ponieważ ta dusza jest tą samą esencją, cząstką czy jak sobie to ktoś nazwie Absolutu, toteż i jest jednaka dla wszystkich, to każdy może doświadczać na przemian różnych form. Raz anioł, raz duch natury itd., itp.

W sumie logiczne i nie głupie, jeśli przyjąć na wiarę, ze Absolut to wiedza, którą trzeba poprzeć doświadczeniem. W tym wypadku Absolut(nie) wszystkiego, a wiec także rożnych form istnienia i egzystencji na różnych płaszczyznach, tak duchowych, astralnych jak i fizycznych.
Echo tych poglądów można znaleźć w wielu nurtach i ścieżkach tak religijnych, jak i filozoficznych, a także duchowych. Ostatnio nawet więcej się o tym rozprawia, bo i dostęp do słowa w każdej formie jest dziś większy, a sama teoria dla wielu ma „ręce i nogi”, więc czemu nie?
Problem jednak w tym, że nagle, z poparciem tejże teorii zrobiło się parcie na skrzydła. Kiedyś, więc ludzie byli ludźmi, dążącymi do oświecenia, rozwijali się duchowo, nazywali siebie ezoterykami, czy poszukiwaczami, a teraz 85% ezoteryków to… Anioły ucieleśnione. Jakby tego było mało, kolorowe anioły, bo przy okazji anielskości i skrzydeł pojawiła się teoria, jakoby niektóre anioły wykazały iście ludzkie cechy, jak zawiść, zazdrość. Jedne zazdrościły ludziom cielesności (Anioły Niebieskie, cokolwiek to znaczy), następne zazdrościły tym pierwszym, że się ucieleśniły, a nadto postanowiły wykorzystać je perfidnie do własnych celów (Anioły Czerwone cokolwiek to znaczy). Na koniec pojawiły się jeszcze anioły, które zechciały ratować te poprzednie (Anioły Białe, cokolwiek to znaczy), ale przy okazji zamknęły się na Boga. Uff…
Czytam i zastanawiam się, czy na pewno czytam o tych a nie innych istotach duchowych. Bo w końcu zgodnie z powyższą teorią, może to zrobić każda istota duchowa i wiele zapewne to robi. Ot choćby duchy natury, często bardzo potężne, skuszone obietnicami szamanów. Iluż z nich dało się wplatać w fizyczność, za parę łasych kąsków cielesności, wiedzą już tylko oni i szamani, którzy ich tu ściągali. Podobnie ma się rzecz z Sidhami i innymi mieszkańcami krainy Faerie (z których na marginesie, wiele ma nawet skrzydła), duchami natury, a pewnie i nie jedno bóstwo by się znalazło. I co ciekawe bardzo wielu nawet nie ma świadomości tego, że pierwotnie ich dusza miała inną formę. A ci, co taką świadomość mają i zaczęli proces rozwoju prowadzący do powrotu, zwykle niechętnie dzielą się swoją odmiennością, pamiętając, że póki w ciele ludzkim, póty się jest człowiekiem. A droga rozwoju jednaka dla wszystkich.
Jednak duch natury, elf, a nawet bóstwo, to nie to samo, co anioł. Tym bardziej, że tradycja judeochrześcijańska siedzi w nas mocno zakorzeniona i anioł to jednak anioł, taki lepszy ktoś, bo bliżej boga. Więc co komu po elfich skrzydłach, skoro może mieć anielskie. A i gazetowo internetowe testy wskazują, że ma się cechy anielskie, bo wszak na 20 pytań 11 było na tak.
A przy okazji takich testów, czy też listy cech, po których można podejrzewać u siebie skrzydła, to w zasadzie 90% ludzi na świecie mogłoby je dopasować do siebie i przypuszczalnie 99% osób interesujących się ezoteryką i rozwojem duchowym. A ponieważ w tym ezo światku większość popada w pułapki ego, choć każdy zaprzecza, to łatwo się też dać zwabić na lep skrzydeł. I to tych pierzastych, nie elfich.
Powiem, że początkowo mnie to parcie na skrzydła dziwiło, potem bawiło, teraz zaczyna irytować. Oczywiście, jeśli komuś do rozwoju przydadzą się skrzydła i kolorystyczny podział aniołów (swoją drogą ciekawe, który kolor, do którego chóru jest przypisany), pomagający przepracować karmę, to ok. Niech pracuje na zdrowie, bo dróg do celu jest wiele. Tylko, po co z tego zaraz robić wielkie halo, przedstawiać się, jako UAN, co w skrócie oznacza: Ucieleśniony Anioł Niebieski? A przy pierwszym poznaniu już niemal zwyczajowo pada pytanie: a ty, jakim jesteś aniołem?
A ja jestem człowiekiem, bez względu na to, w jakim naczyniu moja dusza się pierwotnie pojawiła. Mam ludzkie ciało i ludzkie emocje, ludzki doświadczenia. Teraz. Potem… Potem to się okaże. Na razie idę, obserwuję i poznaję, staram się szukać objawienia w sobie, nie na zewnątrz. Tam mam wiedzę, tę weryfikuję wiarą, rozumem a przede wszystkim sercem, czyli tym, co w środku.
Parcia na skrzydła nie mam, bo to i plecy obciąża i niczego nie wnosi do ludzkiego wcielenia.
A tym, co szukają swej duszy, proponuję pamiętać, że ona i tak jest jedną esencją tożsamą z Absolutem, przynajmniej dla tych, którzy w to wierzą. Poza tym kierujmy tym, co nam dano. Wolną wolą.

sobota, 9 kwietnia 2011

Legenda o stworzeniu świata

Dawno, dawno temu, przed stworzeniem świata, Sza-lana panował w swoim królestwie na szarych chmurach. W dole pod chmurami rozpościerał się niezmierzony obszar wody.
Kruk był najważniejszym sługą Sza-lany. Pewnego dnia wzbudził gniew pana, który go wygnał z krainy szarych chmur. Kruk latał w kółko nad ogromnym morzem i wreszcie bardzo się zmęczył. Ale nie było niczego, na czym by mógł usiąść i odpocząć.
Ze złości zaczął bić skrzydłami wodę tak gwałtownie, że po obu stronach jego ciała trysnęła w górę aż pod niebo i opadła potem prze mieniona w skałę. Kruk na niej usiadł. Skała rosła i rosła we wszystkie strony i rozszerzyła się od Wyspy Północnej aż po Przylądek Św. Jakuba.
Później skała rozsypała się w piasek. Po kilku zmianach księżyca z piasku wykiełkowały i wyrosły drzewa. Minęło kilka następnych zmian księżyca, a piasek i drzewa stały się ogromną gromadą pięknych wysp, które dzisiaj się nazywają Wyspami Królowej Charlotty.


Kruk przez jakiś czas cieszył się swoim królestwem, później zaczęła mu dokuczać samotność.
– Przydałby mi się ktoś do pomocy w pracy – mówił sobie.
Pewnego dnia usypał na plaży duże stosy z muszli mięczaków i przemienił je w dwie ludzkie istoty, obie płci żeńskiej. Ale te istoty były nieszczęśliwe i robiły swemu stwórcy wymówki:
– Źle postąpiłeś, że nas obie zrobiłeś kobietami.
Kruk w pierwszej chwili się rozgniewał, ale po namyśle zrozumiał, czego im brakuje do szczęścia. Obrzucił jedną z istot muszlami skałoczepa i przemienił ją w mężczyznę. Odtąd jego stworzenia były szczęśliwe. Ta para dała początek całemu ludowi Haida.
Patrząc na tych dwoje Kruk czuł się bardzo osamotniony. Posta nowił więc wybrać się do dawnej ojczyzny, Krainy Chmur, i postarać się o żonę spośród córek królewskich dostojników.
Pewnego słonecznego ranka wyruszył w daleką drogę, wzbił się nad wielkie morze tak wysoko, że stworzony przez niego ląd zdawał mu się maleńki jak komar. Wreszcie doleciał do wału otaczającego królestwo Sza-lany. Czekał w ukryciu do wieczora, potem przedzierzgnął się w niedźwiedzia, wykopał dziurę pod wałem i wszedł przez nią do Krainy Chmur.
Zobaczył tam wielkie zmiany. Dowiedział się, że teraz każdy w królestwie Sza-lany jest wodzem, ale podlega Panu Światła, który zachował władzę najwyższą. On też podzielił swoje państwo na wsie i miasta, lądy i morza. Stworzył księżyc i gwiazdy, a również wielkie słońce rządzące innymi postaciami światła. Kruk przyglądał się bardzo uważnie wszystkiemu, aby u siebie na ziemi urządzić podobne królestwo.
Wreszcie zaprowadzono go, wciąż jeszcze w skórze niedźwiedziej, przed oblicze władcy. Wyglądał na pięknego i oswojonego niedźwiedzia, więc najwyższy wódz zatrzymał go i darował swojemu małemu synowi do zabawy. Przez trzy lata Kruk żył w pięknym szałasie ro dziny władcy. Wiele rzeczy, które tam widział, zamierzał wziąć ze sobą, gdy będzie wracał do własnego kraju.
W Królestwie Chmur dzieci miały zwyczaj przemieniać się dla zabawy w niedźwiedzie, foki albo ptaki. Pewnego wieczora Kruk, wciąż w niedźwiedziej postaci, przechadzał się po plaży zbierając małże na kolację. Zobaczył zbliżającą się trójkę niedźwiadków i zgadł, że to są przebrane dzieci wodza.
„Pora wracać na ziemię" – pomyślał.
Przedzierzgnął się w olbrzymiego orła, zaatakował z góry dzieci niedźwiadki i jedno z nich uniósł w powietrze. Chwycił słońce, które właśnie zachodziło, a także krzesiwo służące do rozniecania ognia. Trzymał dziecko w szponach, słońce pod jednym skrzydłem, a krze siwo pod drugim i z tymi zdobyczami opuścił Krainę Światła.
Mieszkańcy górnego świata wkrótce spostrzegli, że im skradziono słońce, i pobiegli z wieścią o tym rabunku do Wielkiego Wodza.
– Natychmiast przeszukajcie cały świat – rozkazał Wielki Wódz. Jeśli złapiecie złodzieja, oddamy go władcy niższego świata, leżącego pod dnem morza.
Zanim rozpoczęła się obława, przybiegł goniec wołając:
– Widziałem olbrzymiego orła, który uciekał trzymając słońce pod skrzydłem.
Wtedy rzucili się w pościg za Krukiem przemienionym w orła. W pośpiechu Kruk wypuścił ze szponów dziecko, które przebijając chmury wpadło do morza położonego w najbliższym sąsiedztwie Krainy Chmur. Ale słońca i krzesiwa nie zgubił i, umknąwszy przed pościgiem, wylądował bezpiecznie na ziemi.
Dziecko, gdy wpadło do morza, zaczęło krzyczeć i wzywać ratun ku. Usłyszały je małe ryby płynące gęstą ławicą w pobliżu, wzięły dziecko na grzbiety i odniosły na wybrzeże Krainy Chmur. Po dziś dzień mnóstwo tych rybek pływa wokół Różowego Cypla, a w niebieskiej glinie na pobliskich wybrzeżach można zobaczyć odciśnięte kształty ich ciał.
Wielki Wódz z Krainy Chmur, miłujący pokój, nie pozwolił swo im podwładnym ścigać Kruka na jego ziemi. Obawiał się, żeby władca niższego świata nie napadł wówczas na górne królestwo i nie wyrządził w nim szkód. Stworzył więc drugie słońce, by świeciło nad Krainą Chmur.
Kruk wróciwszy do własnego królestwa nauczył swój lud, jak rozniecać ogień sposobem, który podpatrzył w Krainie Chmur, za pomocą krzesiwa. Odtąd na ziemi jest światło i ciepło dzięki słońcu i ogniowi.

Przedruk za: Clark Ella Elizabeth: „Legendy Indian kanadyjskich”; Wydawnictwo „Nasza Księgarnia”, Warszawa 1982 r.

czwartek, 7 kwietnia 2011

Bajka o dwóch wilkach


Pewien stary Indianin Cherokee nauczał swoje wnuki. Powiedział im tak:
- Wewnątrz mnie odbywa się walka. To straszna walka.

Walczą dwa wilki:

jeden reprezentuje strach, złość, zazdrość, smutek, żal, chciwość, arogancję, użalanie się nad sobą, poczucie winy, urazę, poczucie niższości, kłamstwa, fałszywą dumę i poczucie wyższości.


Drugi to radość, zadowolenie, zgoda, pokój, miłość, nadzieja, akceptacja, chęć zrozumienia, hojność, prawda, życzliwość, współczucie i wiara.

Taka sama walka odbywa się wewnątrz was i każdej innej osoby.

Dzieci myślały o tym przez chwilę, po czym jedno z nich zapytało:
- Dziadku, a który wilk wygra?
- Ten, którego nakarmisz – odpowiedział stary Indianin.

wtorek, 5 kwietnia 2011

Wilk w swojej skórze

„Wilk nie jest zwierzęciem ziejącym nienawiścią, ani też nie jest maskotką do przytulania, nie jest ani niebezpieczny, ani sympatyczny. Jest po prostu jednym z wielu interesujących gatunków prześladowanych przez człowieka od stuleci, który potrzebuje miejsca do życia" - pisał David Mech, największy światowy autorytet, zajmujący się ochroną wilków. Co innego wpaja nam tradycja i kultura ludowa, utrwalając wiele krzywdzących mitów na temat wilczych zachowań. Na szczęście negatywny obraz wilka znika, bo coraz więcej wiemy o jego zwyczajach.

Złe i dobre mity

Krwiożercza bestia, wilkołak, zabójca – wszystkie te nazwy przylgnęły do wilka, jednego z trzech polskich dużych drapieżników. Nie ma chyba drugiego zwierzęcia, które miałoby tak negatywny wizerunek. Wilk tradycyjnie uosabiał demoniczne siły lub sam był demonem. Wilka utożsamiano z diabłem, bo był zabójcą. Symbolizował zło, okrucieństwo i drapieżność. Mrocznej sławie wilka sprzyjał też sposób w jaki polował. Wilcze watahy i wycie wilka budziły grozę, i jako zło wcielone przedstawiane były w literaturze, filmie i sztuce. Powszechna była też wiara w wilkołaki, ludzi, którzy byli ofiarami czarów i przybierali wilczą postać. Do dziś w języku polskim funkcjonują takie wyrażenia jak „wilczy bilet”, wilczy apetyt, czy też wilk w owczej skórze.

Jednak nie we wszystkich kulturach dominował obraz złego wilka. Daleko od Polski, na stepach zji Środkowej, wilk był postrzegany pozytywnie, a część ludów tureckich uważała tego

drapieżnika za swojego przodka. Nawet w starożytnym Rzymie funkcjonował mit dobrego wilka, a właściwie wilczycy, która wykarmiła Remusa i Romulusa, założycieli Wiecznego Miasta. To wilk wyznaczył miejsce, gdzie ma powstać Wilno, w śnie księcia Giedymina. W jeszcze innych kulturach wilk był opiekunem ludzi. Wielu myśliwych i wojowników chciało upodobnić się do wilka, aby pozyskać jego siłę. Nawet w kulturze chrześcijańskiej, pomimo powszechnego stereotypu, powstała opowieść o wilku z Gubbio, którego spotkał święty Franciszek z Asyżu i nakłonił do zostania przyjacielem ludzi.

Wilk po polsku

Wilki są zwierzętami z natury płochliwymi, unikającymi kontaktu z człowiekiem. Od 60 lat nie odnotowano w Polsce ani jednego przypadku ataku na ludzi. Jednak w efekcie rozbudowy osiedli ludzkich i sieci dróg, skurczyło się terytorium wilków. Zmniejszyła się również ilość wilczego pożywienia. W lasach zaczęło brakować saren i jeleni, nadmiernie odstrzeliwanych przez myśliwych. W rezultacie wilkom zdarza się zbliżać do osiedli ludzkich i polować na zwierzęta hodowlane. Wbrew wrażeniu, jakie tworzą poszukujące sensacji media, takie przypadki są bardzo sporadyczne. Jedynie co dziesiąta wilcza rodzina podejmuje taki akt desperacji.

Dla wilka polowanie jest koniecznością życiową, służącą zdobyciu pożywienia. Co więcej, na

swoje ofiary wilk wybiera osobniki chore i słabe, dokonując naturalnej selekcji zwierząt. Podczas polowania potrafi pokonać kilkadziesiąt kilometrów. Jednocześnie nie jest wybredny. Spotyka się wilki, które nie gardzą myszami i żabami.

Wilki żyją w stadach liczących od kilku do kilkunastu osobników, nazywanych watahami.

Członkowie takiej grupy spędzają większość czasu razem. Wilcza wataha funkcjonuje jak zgrana i wspierająca się wielopokoleniowa rodzina. Na jej czele stoi samiec lub para rodzicielska. Taka para łączy się na całe życie. Z watahy odchodzą jedynie kolejne pokolenia wilków w niej urodzonych.

Wilki przychodzą na świat wiosną. W każdym miocie jest od 4 do 6 szczeniąt, ale tylko połowa z nich przeżywa. Dziś w Polsce żyje zaledwie 600 wilków. Występują one wyłącznie tam, gdzie są rozległe lasy i trudno dostępne obszary bagienne. Jednak takich miejsc jest już w naszym kraju coraz mniej. Dlatego pomimo objęcia wilka ochroną prawną, liczba osobników od lat się nie zwiększa.

Czy wiesz, że:

WWF prowadzi projekt ochrony wilka. Jego elementem jest zabezpieczanie stad hodowlanych przed wilkami. Rozdajemy hodowcom zwierząt specjalne pastuchy oraz psy pasterskie, które skutecznie zniechęcają wilki do polowania na owce czy bydło.

-----------------------

tekst: WWF Polska

sobota, 2 kwietnia 2011

Popełnianie poezji


"Szeptane nocą"

Twoja twarz – świetlista cząstka mroku…
Twoje oczy – stal srebrzysta zmierzchu…
Dotyk – szept motyla naznaczony dreszczem
Głos – metafizyczny oddech nocy

Róża w progu dana…
I druga - kiedy odchodzisz –
Ta cierniem tęsknoty rani…

Noc bezgwiezdna – twoje myśli dalekie
Świec płomienie – twoje oczy błyszczące
Kwiat – twój dotyk na mej dłoni jedwabistej
Wiatr – ty przy mnie, na mnie, we mnie…

Róża…
Sen zawisły w przestrzeni

....................

"Pragnienia i tęsknoty"

upojona pragnieniem
otuliłam cię ciasnotą
kokonu rąk i nóg
tak boleśnie blisko
chłonęłam zapach
smak twej skóry

a ty koiłeś mnie
spokojem swoich oczu,
w których nigdy
nie zagościł gniew

a potem przyszedł świt
i przebudzenie

czwartek, 31 marca 2011

Tao znaczy droga

Dziś słowa z Tao Te Ching, które zjawiły się dziś jakby dla mnie. To takie proste, a tak trudne.

Rozdział 23: Mówienie i zaufanie

Natura mówi tylko kilka słów:

Wysoki wiatr nie trwa długo,

Podobnie ciężki deszcz.

Jeśli słowa natury nie trwają

Czemu mają trwać słowa człowieka?

Żeby podążać za Tao, stań się Tao; Tao cię zaakceptuje.

Żeby dawać miłość, stań się miłością; miłość cię zaakceptuje.

Żeby stracić Tao, stań się stratą; strata cię zaakceptuje.

Musisz ufać, by ci zaufano.




wtorek, 29 marca 2011

Szamanizm naszych czasów – z lukrem czy na ostro?

Szamanizm przeżywa ostatnio swój renesans. Była moda na anioły, teraz przyszedł czas na powrót do natury. Słowo „wiedźma” znowu nie jest modne i mile widziane, za to szamanka czy szaman jakoś tak ładniej brzmi. I pewnie, że ładniej, tylko czy naprawdę z szamanizmem ma to coś wspólnego, to już inna sprawa.
Czym jest szamanizm wydawałoby się, że każdy wie. Tymczasem niewiele osób naprawdę zdaje sobie sprawę z tego, czym jest i jak wygląda w praktyce. Dla wielu, nawet z tak zwanej ezo branży, szaman to już nawet nie ktoś w skórach i z bębenkiem, ale każdy, kto ma karty, wahadełka, własny salon uzdrawiania jakiegoś tam, poprowadził kilka warsztatów na łonie natury i wie, co to zwierzę mocy. A szaman powołany? Inicjowany? To zapewne ćpun, który szuka pretekstu do najarania się zielskiem.
Jak grzyby po deszczu mnożą się, więc warsztaty i spotkania szamańskie, szamańskie medytacje, szamańskie uzdrawiania, a nawet szamańskie przesłania, co dla mnie wygląda jak jakiś pseudo indiański channelling. W książkach o tzw. rozwoju duchowym, ociekającym lukrem mamy szamańskie podróże, do których wystarczą nam karty z obrazkami zwierzaczków z indiańskimi motywami w tle. A sam szamanizm to świetna droga rozwoju duchowego. I nie trzeba ćpać by wiedzieć jak ten świat jest zbudowany. A wszystko to z szamanizmem wspólną ma jedynie nazwę. Pół biedy, jeśli są to warsztaty i spotkania spod znaku neoszamanizmu, gdzie wyraźnie zaznacza się, że jest to wykorzystanie niektórych technik szamańskich, często zresztą zapożyczonych z różnych kultur i tradycji. Częściej jest to jednak udowadnianie na siłę, że dziś już każdy może być szamanem i nie potrzebuje nawet bębna, a już tym bardziej narkotyków. A na pytanie jak podróżuje się do dolnego czy innego świata, otrzymuje się wykład na temat Jaźni, Wyższego Ja i Absolutu w roli stwórcy. No cóż, wszak wszyscy jesteśmy Jednością, więc czemu by nie szamańską?
Tymczasem szamani, ci prawdziwi, inicjowani wciąż żyją wśród nas, pracują i jak przed wiekami i od wieków wykonują swe powołanie. Najlepiej jak umiejąc służąc swemu plemieniu, swemu ludowi. Ci, wciąż żyjący w społecznościach plemiennych i ci, żyjący w miastach. Znający rytm Ziemi, widzący duchy przodków, duchy natury. Umiejący poruszać się po różnych płaszczyznach i światach, które potrafią zobaczyć i nazwać, a nawet stworzyć ich mapy (polecam tutaj książkę Eugeniusza Fajdysza „Kosmos Mistyczny”). To ludzie obdarzeni niezwykła charyzmą, wiedza i wyczuciem. A także siłą i wytrzymałością. Dla nich ważne jest dobro plemienia, pomoc innym, pomoc Ziemi, z którą jak mało, kto mają kontakt. Nie tracą czasu na „bicie piany” w stylu: Pomedytujmy nad dobrem naszej planety. Oni po prostu działają na jej rzecz i na rzecz ludu, któremu służą, radzą, leczą, uczą, otaczają opieką.
Dla nich zwierzę mocy, to opiekun, przewodnik i towarzysz, istota namacalna, duchowa, a nie obrazek na karcie, czy podświadomość i jakiś archetyp. Ich praca bywa wyczerpująca i męcząca, a podróż szamańska nie jest relaksacją przy indiańskiej muzyce.
Każdy wybiera wżyciu jakieś drogi, każdy ma jakiś cel tej podróży. Dobrze by jednak było, żeby nazywać rzeczy po imieniu, takimi, jakimi są, a nie uzurpować sobie prawo do bycia kimś, kim się nie jest. Niech wiec szamani będą szamanami, a wiedźmy wiedźmami, wróżki wróżkami, a uzdrowiciele i oświeceni nowej ery, dziećmi nowej ery. Gdy korzystamy z technik czy wierzeń lub wiedzy jakiejś kultury, religii czy zespołu tradycji, zaznaczmy to, a nie przyjmujmy i co gorsza modyfikujmy po swojemu coś, co d nas nie należy. Jeśli już ktoś decyduje się na sięgnięcie po coś z elementami innej kultury, niech zada sobie odrobinę trudu by poznać coś więcej o tej kulturze niż piszą na forach internetowych. Bo nie dość, ze niesie w świat często bzdurne informacje, to jeszcze samemu może się ośmieszyć. Ot dla przykładu taki horoskop Indiański, czy karty zwierząt mocy, dla wielu osób będący pewnikiem, że to Indianie nam dali. Owszem, tyle, że plemion indiańskich jest sporo, a każde nieco inaczej traktowało pewne rzeczy, więc nie ma, co generalizować.
Zanim, więc zacznie się siebie określać mianem szamana czy szamanki, dobrze poczytać o tym, czym jest szamanizm i jak wygląda szamańska droga. Bo nie jest to na pewno lukrowane ciastko z kolorowa posypką, jak to wygląda w wykonaniu niektórych, lecz bardzo trudna i niejednokrotnie bolesna droga. Nie ma, co wywoływać wilka z lasu, bo kto wie, czy duchy nie zechcą spojrzeć na takiego szamana z nazwy i przerobić go na szamana z powołaniem, bo wtedy nie ma już odwrotu. A szamańska inicjacja to już nie zabawa w Indian w szałasie potów, ani nawet rytuał śmierci wojownika dla twardzieli.
Zostawmy więc szamanom co szamańskie a sami pokłońmy się czasem duchom natury, bo uprzejmości nigdy dość.
......................................................

Artykuł napisany dla portalu społecznościowego Ezocultus