sobota, 19 marca 2011

Ochrona wilka

Ochrona gatunkowa zwierząt, zwłaszcza gatunków zagrożonych wyginięciem, oparta w naszym kraju na przepisach ustawy o ochronie przyrody z 1991 roku, zbieżna jest ze strategicznymi celami światowej ochrony przyrody, którymi są: zachowanie bioróżnorodności, zapewnienie ciągłości istnienia gatunków i ekosystemów, utrzymanie procesów ekologicznych, przywracanie do właściwego stanu zasobów i składników przyrody oraz kształtowanie właściwych postaw człowieka wobec przyrody.
Pojęcie ochrony gatunkowej jest szeroko znane i na ogół akceptowane przez społeczeństwo. Coraz większe zainteresowanie budzi zwłaszcza ochrona tak zwanych gatunków kluczowych, będących elementem silniej niż pozostałe wpływającym na funkcjonowanie całego układu biocenotycznego, od których zależy obecność innych zwierząt w środowisku . Do takich, bez wątpienia, należą duże drapieżniki, a wśród nich wilk (Canis lupus L.). Ponieważ duże drapieżniki wymagają do swego życia znacznych areałów, dlatego objęcie ich bezwzględną ochroną wymaga jednocześnie zabezpieczenia rozległych obszarów o prawidłowej strukturze krajobrazu z zachowanymi w możliwie nienaruszonym stanie układami biocenotycznymi. Znajdujące się na szczycie piramidy troficznej duże drapieżniki kształtują liczebność i strukturę populacji swoich ofiar. Dlatego nawet niewielkie wahania liczebności populacji drapieżników wywołują zdecydowanie większe zmiany w kontrolowanych przez nie populacjach ofiar. Ochrona dużych drapieżników, w tym wilka, ma więc głęboki sens biologiczny.

Ochrona wilka dotyczy bowiem nie tylko ochrony samego gatunku, ale obejmuje zachowanie określonych układów biocenotycznych i ochronę znacznych obszarów, których zwierzęta te potrzebują do swego życia.
Wilki od kilkunastu lat zaczynają ponownie, aczkolwiek powoli, rozszerzać zasięg występowania w naszym kraju. W okresie lekkich, szczególnie bezśnieżnych zim utrudniających myśliwym i kłusownikom tropienie i odstrzał wilków, zwierzęta te zaczynają powracać na obszary, z których zostały wyparte przez człowieka. Na zachód od Wisły ich główną, wręcz historyczną już ostoją, jest Puszcza Notecka obejmująca jednolity masyw leśny o długości 120 km i szerokości od 20 do 30 km. Jeszcze w 1988 roku populacja wilków w Puszczy Noteckiej liczyła około 18 osobników. Według oficjalnych danych podczas 10 sezonów łowieckich (lata 1980-1990) odstrzelono tam 11 wilków. W omawianym dziesięcioleciu miały w Puszczy Noteckiej miejsce udokumentowane przypadki wybierania młodych wilków z gniazda. O rzeczywistych rozmiarach zabijania wilków w Puszczy Noteckiej niech świadczy fakt, że tylko w jednym sezonie łowieckim 1990/1991 odstrzelonych zostało około 10 wilków. Populacja wilka na tym terenie zmniejszyła się obecnie do zaledwie kilku osobników, a część wilków z Puszczy przeniosła się na północ do lasów województwa pilskiego, gdzie kształtuje się powoli naturalna mikropopulacja. Dalszy jej rozwój uzależniony jest od działalności człowieka.
Rejestrowany powolny powrót wilka na zachód Polski, przy nasilającej się presji łowieckiej i wzrastającym prześladowaniu przez kłusowników, wymaga podjęcia natychmiastowych, radykalnych działań zapobiegających eksterminacji tego zwierzęcia. W oparciu o wniosek przedłożony przez autorów tego artykułu za pośrednictwem Wojewódzkiego Konserwatora Przyrody, którym był prof. Krzysztof Kasprzak, Wojewoda Poznański dr Włodzimierz Łęcki uznał wilka za gatunek podlegający pełnej, całorocznej ochronie na obszarze naszego województwa. Ten akt prawny opublikowany został dnia 14 kwietnia 1992 roku w rozporządzeniu wojewody nr 2/92. Warto zaznaczyć, że rozporządzenie to było pierwszym w całej Polsce i Europie aktem prawnym obejmującym pełną ochroną wilka tam, gdzie on występował. Podjęliśmy działania w kierunku objęcia wilka całoroczną ochroną w dalszych województwach zachodniej Polski. W sukurs naszym działaniom ochronnym przyszedł mgr inż. Paweł Przychodniak, który w 1992 roku zabronił w administrowanym przez siebie Nadleśnictwie Sarbia (woj. pilskie), stanowiącym obwód dewizowy dla myśliwych, przede wszystkim z Niemiec, odstrzału wilków. Działania, zainspirowane w województwie poznańskim i rozszerzone o akty prawne w formie rozporządzeń wojewodów większości województw Polski znalazły w rezultacie swe odbicie w rozporządzeniu Ministra Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa z dnia 6 stycznia 1995 w sprawie ochrony gatunkowej zwierząt, które bierze pod ochronę wilka na obszarze 46 województw w kraju z wyjątkiem województw: przemyskiego, suwalskiego i krośnieńskiego. Na tych trzech terenach wilk jest zwierzęciem łownym na mocy innych rozporządzeń Ministra. Jednak wojewodowie województwa przemyskiego i suwalskiego na mocy uprawnień, przysługujących im z tytułu Ustawy o Ochronie Przyrody z 16 października 1991 roku, objęli wilka całoroczną ochrona prawną. Niestety, do dziś nie skorzystał z takich uprawnień wojewoda krośnieński, w którego rękach znajduje się trzon populacji wilka w Polsce. Los tego, zagrożonego w swym istnieniu w Polsce, gatunku uzależniony jest więc od jednego podpisu jednego człowieka. Los wilka w Europie Zachodniej, dokąd usiłują się przedostać wilki z naszego kraju, uzależniony jest od naszej świadomości społecznej i naszej odpowiedzialności wobec przyrody i przyszłych pokoleń. Czas więc wykonać kolejny krok i objąć ochroną gatunek zagrożony w skali nie tylko Europy, ale i Świata.
Wilk jako gatunek podlega Konwencji Waszyngtońskiej, do której Polska przystąpiła w roku 1990, oraz Konwencji Berneńskiej. Ochrona wilka w Polsce nie jest więc prywatną sprawą Polaków, tym bardziej, że podobno zamierzamy wejść do Europy.

Andrzej Bereszyński
Tadeusz Mizera
.....................................
źródło: http://www.salamandra.sylaba.pl/magazyn/b04a06.html

Moje wilcze widzenie świata

To jedno z moich ulubionych zdjęć wilków. Ukazuje coś, czego wielu ludziom brakuje. Miłość i lojalność, zaufanie i uczciwość. Ta para będzie ze sobą na dobre i złe. Nie będzie zbędnych pytań, oraz żadnych "ale". Są. Nie ma w nich oceniania i pretensji. Są sobie równi, wspólnie polują, wychowują dzieci i łapa w łapę bronią swego stada i terytorium. Gdybyśmy my ludzie, potrafili żyć jak wilki w stadzie, ich prawami i zasadami się kierować, nie byłoby zdrad, rozwodów i tylu frustracji.
Wilk to też symbol cech takich jak siła, lojalność, niezależność, niezłomność. Wilczyca, to symbol mądrego macierzyństwa. Ona wychowuje silne i mądre szczenięta dla świata i dla nich, nie dla siebie. To ważne. Sama mam syna i wiem, jak trudno myśleć o chwili, kiedy wyjdzie w świat i zacznie być samodzielny. A wiele matek wychowuje dzieci zaborczo jakby dla siebie. Wilczyca wie, ze pewnego dnia przegoni je z gniazda, ale do tego czasu ona i cała wilcza społeczność nauczą je co znaczy być silnym Alfa.
Wilk to też umiejętność dostosowania się do każdej sytuacji i zawsze pozostawanie wolnym, nawet w klatce. Bo wilcza wolność jest w sercu wilka.
Warto się od wilka uczyć.

O wilku w słowach kilku

Wilk jest największym żyjącym w Europie drapieżnikiem z rodziny psowatych (Canidae). Około 90% wilków żyje w grupach rodzinnych tzw. watahach. Wilki samotne, to najczęściej osobniki młode, migrujące w poszukiwaniu nowego terytorium i partnera, lub też osobniki chore albo stare. W populacjach znajdujących się pod presją łowiecką udział zwierząt samotnych zwiększa się o osobniki z watah rozbitych wskutek odstrzałów. Średnia liczebność wilczej grupy w warunkach polskich to 4-6 wilków. Czasami spotyka się watahy większe, ale zwykle ulegają one trwałemu podziałowi na dwie mniejsze. Grupa rodzinna składa się z jednej rozmnażającej się pary, oraz z jej potomstwa z ostatnich lat. W szczególnych sytuacjach, wataha może zaakceptować przyłączenie się osobnika niespokrewnionego.
Rozród

Ruja u wilków występuje tylko raz w roku, w lutym. Szczenięta jedynej w watasze pary rodzicielskiej rodzą się na przełomie kwietnia i maja. Jest ich około 5-6. Jednakże do zimy dożywają średnio tylko dwa szczenięta na watahę na nizinach, a w górach jeden. Pierwsza zima jest zazwyczaj najtrudniejsza dla młodocianych osobników i wśród nich notuje się największą śmiertelność z wycieńczenia, głodu czy chorób.
Terytoria

Każda wataha zajmuje oddzielne terytorium, które w zależności od lokalnego zagęszczenia dzikich zwierząt kopytnych ma różną wielkość. W Polsce osiąga ono od 150 km2 w górach do 350 km2 na nizinach. Średnie zagęszczenie wilków w naszych lasach nizinnych wynosi około 2-2,5 osobników/100 km2, a w górach od 1,5-4 osobników/100 km2 . Wykorzystanie terytorium zmienia się w zależności od sezonu. Podczas wychowu młodych wataha koncentruje swoją aktywność w niewielkim promieniu wokół nory i miejsc odpoczynku, by móc karmić i chronić swoje młode. Zdarzają się jednak błyskawiczne wypady na krańce terytorium, żeby zapolować np. na niestrzeżony inwentarz. Natomiast jesienią i w zimie terytorium użytkowane jest w sposób rotacyjny, każda jego część jest regularnie, co kilka dni, wykorzystywana jako miejsce pobytu i polowań. Długie, wielokilometrowe wędrówki są wówczas bardzo częste.
Co jedzą wilki?

Podstawą diety wilków są dzikie ssaki kopytne. Stanowią one 85-98% masy zjedzonego przez nie pokarmu. Gatunkiem dominującym wśród ofiar wilków jest jeleń. Sarna i dzik są ważnym, ale zależnym od lokalnych warunków i pory roku, źródłem pokarmu. Na obszarach, gdzie zalega gruba warstwa śniegu, udział tych dwóch gatunków w diecie może wzrastać w okresie zimy. Ponadto wilki polują na zające, lisy, borsuki, bobry, a nawet gryzonie. Zwierzęta gospodarskie stanowią zaledwie 2-3% masy zjedzonego przez nie pokarmu.

W Polsce podczas badań stwierdzono, że najczęstszymi ofiarami wśród jeleni są cielęta oraz dorosłe samice, znacznie rzadziej byki. Wśród dzików zabitych przez wilki największy udział stanowią osobniki młodociane. W przypadku sarny, ze względu na jej niedużą masę, brak jest wyraźnej selekcji. Badania wskazują, że wśród dorosłych ofiar wilków są osobniki zdrowe, ale też osobniki chore, bardzo stare, poranione, a więc takie, które nie przeżyłyby zbyt długo. Udział takich właśnie osłabionych zwierząt oraz udział zwierząt w dobrej kondycji w diecie wilków zależy od wielu czynników środowiska np. struktury lasu, ukształtowania terenu, pory roku i lokalnych warunków klimatycznych. Szczególnie gruba pokrywa śnieżna jest czynnikiem, który może znacząco przyczynić się do zabijania przez wilki osobników, które w warunkach normalnych byłyby dla nich zupełnie niedostępne, lub też do zabijania większej liczby zwierząt, niż jest to konieczne.

Głównym czynnikiem ograniczającym zagęszczenie ssaków kopytnych w lesie jest dostępność pokarmu. Bytowanie wilków w kompleksie leśnym może jedynie obniżać zagęszczenie jeleni, saren i dzików, natomiast nie doprowadza do ich wytępienia. Drapieżnictwo spowalnia tempo wzrostu populacji zwierząt kopytnych i zapobiega osiąganiu maksymalnych zagęszczeń wyznaczanych przez zasoby pokarmowe.
.................................................
źródło: http://www.polskiwilk.org.pl/wilk

Indiańska przypowieść o dwoch wilkach

Pewnego wieczoru dziadek opowiedział swemu wnuczkowi z plemienia Cherokee o bitwie, która toczy się wewnątrz każdego człowieka:
Mój drogi, ta bitwa dotyczy dwóch wilków, które się w nas znajdują.
Jeden z nich jest Złem. Jest złośliwy, zawistny i zazdrosny, smutny i zrozpaczony, chciwy, arogancki, użalający się nad sobą, winny, zawstydzony, fałszywy, kłamliwy i próżny, z kompleksem mniejszości lub wyższości, egoistyczny.
Drugi jest Dobrem. Jest radością, miłością, pokojem i spokojem, nadzieją,optymizmem, pokorą, uprzejmością, dobrocią, współczuciem, hojnością,empatią, odwagą i wiarą."
Wnuczek pomyślał chwilę i zapytał swego dziadka: "Który z nich zwycięża?" Stary Cherokee odpowiedział: "Ten, którego karmisz".

wtorek, 15 marca 2011

Uśmiercanie przeszłości

Niedawno rozmawiałyśmy z przyjaciółką o Króliczej Norze. W trakcie dyskusji powiedziała, że przeszłość jest zawsze żywa. Te słowa zatrzymały mnie. Przeszłość, która odchodzi w niebyt, w każdej sekundzie życia miałaby być żywa?

Niestety moja przyjaciółka miała rację. Przeszłość żyje w nas, w naszych sercach, w naszej pamięci. Tam jest żywa i co gorsze ma wpływ na naszą teraźniejszość i przyszłość. Ktoś może tu powiedzieć, że przecież przeszłość nas uczy, więc trzeba ją szanować i pielęgnować. Tak, uczy nas. Jest naszym bagażem doświadczeń, z których jak najbardziej czerpiemy wiedzę. Poza tym jednak jest martwa. Nic w niej nie zdołamy zmienić, nie mamy już na nią wpływu, a im dalej w przyszłość idziemy, tym staje się bardziej mglista i zakurzona, niewyraźna. Mimo to wciąż sięgamy do przeszłości, ożywiając ją. Co gorsza, bardzo często wydobywamy z niej to, co bolesne, przykre. Zrzucamy winę na nieboszczkę przeszłość i trwamy w niej, zamiast poczuć, czym może być zaczerpnięcie oddechu teraźniejszości. A przecież Zycie polega na Byciu w Tu i teraz. Przeszłość miła swoje przysłowiowe 5 minut. Była „Tu i Teraz”, ale odeszła. Teraz jest „Tam i Przedtem”. Po co więc ją ożywiać?

Przeszłość nas kształtowała, nadała formę i treść tego, jacy jesteśmy dziś. Ale czy żyjąc w niej, nie pozwalamy by wciąż to robiła? Czy nie lepiej z wdzięcznością przyjąć od niej to, co było dobre, a odrzucić i zmienić to, co nam się nie podoba? Ja uważam, że jak najbardziej jest to wskazane.

W przeszłości wiele jest bolesnych wspomnień, do których z masochistyczną lubością wracamy, zrzucamy odpowiedzialność za to, co Jest, na to, co Było.

Pewna osoba powiedziała mi, że trudno wymagać od dziecka by wzięło odpowiedzialność za siebie, by kształtowało samo siebie. Rodzice, potem środowisko, kształtują nas poprzez nadawanie takich a nie innych matryc. Często tych samych, jakie i oni w sobie noszą. Z czasem przychodzą lęki, depresje i wizyty u psychoterapeutów, gdzie na dłużej można utknąć w przeszłości i zatrzymać się w miejscu. A tymczasem wystarczy uśmiercić przeszłość.

W Króliczej Norce trzeba przywołać ją, spojrzeć w jej twarz i ustalić, co zatrzymujemy, jako spadek, co odrzucamy. Nasze bolesne doświadczenia są jakąś wiedzą, z której możemy czerpać, ale czy musimy wbijać sobie je w serce wciąż od nowa? Moim zdaniem lepiej jest pochować przeszłość, zostawić ją niczym fotografie w albumie wspomnień i tyle. Zamiast tkwić Tam, zacząć Być Tu i Teraz. Bo tylko w Tu i Teraz jest wieczność.

Ktoś może powiedzieć, że łatwo mówić, gorzej zrobić, bo i blizny na duszy nie goją się nigdy. Nie zgadzam się z tym. Blizny na duszy można wyleczyć jednym cięciem. Wystarczy chcieć. Bo wracając i przeżywając od nowa to, co było, tylko je rozdrapujemy, nie pozwalamy się zagoić. I naprawdę można to zrobić szybko. Trzeba uświadomić sobie, czym były, a były doświadczeniem. Doświadczeniem, które dało nam jakąś wiedzę, miało miejsce i odeszło. Nie zmienimy tego, więc, po co sypać sól w rozdrapywane rany?

Dziecko kształtowane przez rodziców nie ma wpływu na pewne rzeczy. Jednak, kiedy dziecko staje się dorosłym nie może już obarczać odpowiedzialnością przeszłości, za każdą nieudaną rzecz w życiu Tu i Teraz. Bo Tu i Teraz to my ponosimy odpowiedzialność za siebie. Jeśli wciąż pozwalamy sobą manipulować, jeśli nie robimy nic, by zmienić w nim cos na lepsze i kształtować siebie według nowych matryc, to pretensję możemy mieć jedynie do siebie, nie do przeszłości. Ta naprawdę jest martwa, więc nie ma, co już szarpać tego trupa.

W książce Anthonego de Mello „Minuta mądrości” jest taka oto przypowieść:

„- Jak mógłbym osiągnąć życie wieczne?

- Życie wieczne jest teraz. Wejdź w teraźniejszość.

- Ależ czy ja nie jestem obecny w teraźniejszości?

- Nie.

- Dlaczego?

- Dlatego że nie zerwałeś z twoją przeszłością.

- Dlaczego miałbym się rozstawać z moją przeszłością? Nie wszystko w niej było złe.

- Z przeszłością należy się rozstać nie, dlatego, że była zła, lecz dlatego, że jest martwa.”

Kiedyś żyłam przeszłością i oddychałam jej trupim jadem. Potem przeczytałam te minutową mądrość. Dziś wiem, że przeszłość można zostawić martwą jednym cięciem. A gdy się zdarza, że jakiś jej duch nawiedza mnie w teraźniejszości, zabieram go do Króliczej Nory i odsyłam tam, gdzie jego miejsce. Do grobu z napisem Przeszłość.

Pozdrawiam

niedziela, 13 marca 2011

Dziecko, lustrzany nauczyciel


Czy dziecko może być naszym nauczycielem? Oczywiście, że tak. Jednym z najlepszych, jakich mamy w całym życiu.

Ja jednak chciałabym tu poruszyć sprawę czegoś, co nazywam „Lustrzanym nauczycielem”. O czym piszę, wie chyba każdy rodzic. Bo dzieci, to nasze lustrzane odbicia. Lustra, które uczą nas najwięcej o nas samych.

W Dziale „UMYSŁ” stworzyłam poddział „Królicza Nora”, gdzie staram, by poruszano tematy związane z postrzeganiem świata, a przede wszystkim zagłębianiem się w siebie i zmianą tego, co nam się w nas nie podoba. A nasze dzieci – lusterka, mogą być nam w tym bardzo pomocne. Bo ukazują nam nas samych, czasem w bardzo krzywym i niestety bolesnym zwierciadle.

Zdarza mi się dość często zareagować bardzo emocjonalnie na pewne rzeczy, jakie się zdarzają w moim życiu. Należę do tych osób, które dają upust tym emocjom. Tak naprawdę zwróciłam na to uwagę dopiero wtedy, kiedy mój syn zareagował na coś w identyczny sposób. Przy tym w pierwszej chwili jego gestykulacja i słowa wydały mi się raczej komiczne, bo w wykonaniu 3-5 latka, takie się wydaję. Nagle jednak uświadomiłam sobie, ze patrzę na swoje małe zwierciadełko. I przestało mi się to wydawać komiczne, za to zmusiło do spojrzenia na siebie i… w siebie. Mój syn zagonił mnie do Króliczej Nory ;).

Od tamtego czasu dużo uważniej obserwuję swoje dziecko, przyglądam mu się jak małemu lusterku, które pytam „Lustereczko powiedz przecie, jaka jestem w tym oto świecie”. I to Lusterko pokazuje mi całą prawdę o mnie i otaczającej nas rzeczywistości. Bo im dziecko starsze, tym więcej ukazuje. „Przynosi” do domu zachowania, słownictwo, znalezione w przedszkolu, czy na szkolnych korytarzach. Naszą rolą jest weryfikowanie tych znalezisk. W ten sposób kształtujemy kolejne pokolenia ludzi.

Taka obserwacja dzieci, nie tylko swoich, wiele nas też uczy o świecie wokół nas. Pamiętam, jak mój syn wszedł w etap zadawania pytań (w zasadzie nie wyrósł z niego do dziś ;) ). Wtedy nauczył mnie wiele o świecie. Bo jego pytania czasem były zaskakujące. I zmuszały do analizy i czasem weryfikacji pewnych schematów i wzorców.

Warto, więc wsłuchać się i wpatrywać w nasze i nie nasze dzieci. One są odbiciem i nas, i świata, w jakim żyjemy. Odbierają go poprzez emocje i wyostrzone zmysły. Obserwują go wnikliwie i badają, a następnie ujawniają w swoich zachowaniach, słowach, działaniach.

Pozdrawiam

Gelnhausen, Niemcy lipiec 2010

sobota, 12 marca 2011

Szepczącej Szeptów kilka

Od wielu lat mniej lub bardziej kręcę się w pobliżu szeroko pojętej ezoteryki. Droga moja po tej materii jest jeszcze dłuższa i bardziej kręta. Zaczynałam, jak wielu innych. Zagubiona, nie pasująca do utartej koncepcji świata, poszukiwaczka siebie. Zaglądałam za różne kurtyny, czasem uczestniczyłam w jakiś spektaklach zwanych magią, New Age, uzdrawianiem czy wróżbiarstwem. Zapierałam się, że zawsze magia, że nigdy nic innego. Potem przyszło inne i też się zapierałam, że to i nic innego. Dziś się nie zapieram. Dziś po prostu idę przed siebie przyjmując to, co przychodzi do mnie. Jestem inna, niż wczoraj i inna niż będę jutro. Raduje mnie sam fakt kroczenia, poznawania i rozwoju tego, co we mnie.
Przyglądam się spotykanym w tej drodze ludziom. Są jak zwierciadła. W tak wielu odnajduję wcześniejszą mnie. Są jak niegdyś ja, poszukiwaczami siebie, naćpanymi wiedzą z książek, for i milionów stron w sieci, nafaszerowani nie swoimi mądrościami. Będących w jakimś konflikcie, najczęściej ze sobą, a przy okazji z całym światem. A do tego suto okraszeni ego walczącego o równouprawnienie z krytykiem wewnętrznym. Rozpaczliwie szukają swego Mistrza, Nauczyciela, Guru, a kiedy wytypują już kandydata na to stanowisko, poddają ostrej krytyce za niespełnione oczekiwania. Bo oczekują nie tego, co może im dać, lecz gotowych rozwiązań lub magii, która załatwi wszystko. A to się tak nie da.
Obserwuję tych poszukiwaczy. Czasem wtrącę słowa, które prowadzą do celu jak w zabawie „Ciepło – Zimno”. Niektórzy nawet się kuszą zajrzeć za wskazówkę z napisem „Ciepło”. Niestety za nią nie ma gotowych rozwiązań, poprawiających nasz los i życie w pięć minut. Nie ma cudu, który to sprawi. Jedyne, co znajdują to produkt z nalepką, że zmiana na lepsze gwarantowana tylko po zastosowania dodatkowego środka w postaci zmiany siebie. A to już nie jest drogą łatwą i bezbolesną, bo trzeba mieć odwagę spojrzeć w siebie i… Wymazać siebie. Tak, wymazać, bo aby zacząć tworzyć nowe, trzeba zrobić miejsce usuwając stare.
A to stare trzyma się dobrze i wcale nie chce odejść. Trzeba, więc nieźle się nagimnastykować by tego chwasta wyrwać z korzeniami. I być przygotowanym, że jak się go wyrwie, to zaraz zacznie się dostrzegać inne, które tez trzeba wyrwać. No, ale jeśli się chce iść dalej, to trzeba. Bo tkwiąc w iluzji i szukając nie tego, co trzeba daleko się nie zajdzie. Wiem, bo sama kilka lat dreptałam w miejscu, choć zdawało mi się, że idę dość szybko. Szłam, ale nie w tym kierunku, co trzeba.
Nie zapieram się, że moja droga jest jedynie słuszną. Jest taką dla mnie a i to tylko dziś. Jutro pewnie poznam nowe możliwości, bo te pojawiają się, co chwilę. Dla każdego z nas inne, ale warto czasem wykorzystać już te sprawdzone. Resztę i tak trzeba „przerobić” samodzielnie.