sobota, 19 marca 2011
O wilku w słowach kilku
Rozród
Ruja u wilków występuje tylko raz w roku, w lutym. Szczenięta jedynej w watasze pary rodzicielskiej rodzą się na przełomie kwietnia i maja. Jest ich około 5-6. Jednakże do zimy dożywają średnio tylko dwa szczenięta na watahę na nizinach, a w górach jeden. Pierwsza zima jest zazwyczaj najtrudniejsza dla młodocianych osobników i wśród nich notuje się największą śmiertelność z wycieńczenia, głodu czy chorób.
Terytoria
Każda wataha zajmuje oddzielne terytorium, które w zależności od lokalnego zagęszczenia dzikich zwierząt kopytnych ma różną wielkość. W Polsce osiąga ono od 150 km2 w górach do 350 km2 na nizinach. Średnie zagęszczenie wilków w naszych lasach nizinnych wynosi około 2-2,5 osobników/100 km2, a w górach od 1,5-4 osobników/100 km2 . Wykorzystanie terytorium zmienia się w zależności od sezonu. Podczas wychowu młodych wataha koncentruje swoją aktywność w niewielkim promieniu wokół nory i miejsc odpoczynku, by móc karmić i chronić swoje młode. Zdarzają się jednak błyskawiczne wypady na krańce terytorium, żeby zapolować np. na niestrzeżony inwentarz. Natomiast jesienią i w zimie terytorium użytkowane jest w sposób rotacyjny, każda jego część jest regularnie, co kilka dni, wykorzystywana jako miejsce pobytu i polowań. Długie, wielokilometrowe wędrówki są wówczas bardzo częste.
Co jedzą wilki?
Podstawą diety wilków są dzikie ssaki kopytne. Stanowią one 85-98% masy zjedzonego przez nie pokarmu. Gatunkiem dominującym wśród ofiar wilków jest jeleń. Sarna i dzik są ważnym, ale zależnym od lokalnych warunków i pory roku, źródłem pokarmu. Na obszarach, gdzie zalega gruba warstwa śniegu, udział tych dwóch gatunków w diecie może wzrastać w okresie zimy. Ponadto wilki polują na zające, lisy, borsuki, bobry, a nawet gryzonie. Zwierzęta gospodarskie stanowią zaledwie 2-3% masy zjedzonego przez nie pokarmu.
W Polsce podczas badań stwierdzono, że najczęstszymi ofiarami wśród jeleni są cielęta oraz dorosłe samice, znacznie rzadziej byki. Wśród dzików zabitych przez wilki największy udział stanowią osobniki młodociane. W przypadku sarny, ze względu na jej niedużą masę, brak jest wyraźnej selekcji. Badania wskazują, że wśród dorosłych ofiar wilków są osobniki zdrowe, ale też osobniki chore, bardzo stare, poranione, a więc takie, które nie przeżyłyby zbyt długo. Udział takich właśnie osłabionych zwierząt oraz udział zwierząt w dobrej kondycji w diecie wilków zależy od wielu czynników środowiska np. struktury lasu, ukształtowania terenu, pory roku i lokalnych warunków klimatycznych. Szczególnie gruba pokrywa śnieżna jest czynnikiem, który może znacząco przyczynić się do zabijania przez wilki osobników, które w warunkach normalnych byłyby dla nich zupełnie niedostępne, lub też do zabijania większej liczby zwierząt, niż jest to konieczne.
Głównym czynnikiem ograniczającym zagęszczenie ssaków kopytnych w lesie jest dostępność pokarmu. Bytowanie wilków w kompleksie leśnym może jedynie obniżać zagęszczenie jeleni, saren i dzików, natomiast nie doprowadza do ich wytępienia. Drapieżnictwo spowalnia tempo wzrostu populacji zwierząt kopytnych i zapobiega osiąganiu maksymalnych zagęszczeń wyznaczanych przez zasoby pokarmowe.
.................................................
źródło: http://www.polskiwilk.org.pl/wilk
Indiańska przypowieść o dwoch wilkach
Mój drogi, ta bitwa dotyczy dwóch wilków, które się w nas znajdują.
Jeden z nich jest Złem. Jest złośliwy, zawistny i zazdrosny, smutny i zrozpaczony, chciwy, arogancki, użalający się nad sobą, winny, zawstydzony, fałszywy, kłamliwy i próżny, z kompleksem mniejszości lub wyższości, egoistyczny.
Drugi jest Dobrem. Jest radością, miłością, pokojem i spokojem, nadzieją,optymizmem, pokorą, uprzejmością, dobrocią, współczuciem, hojnością,empatią, odwagą i wiarą."
Wnuczek pomyślał chwilę i zapytał swego dziadka: "Który z nich zwycięża?" Stary Cherokee odpowiedział: "Ten, którego karmisz".
wtorek, 15 marca 2011
Uśmiercanie przeszłości
Niestety moja przyjaciółka miała rację. Przeszłość żyje w nas, w naszych sercach, w naszej pamięci. Tam jest żywa i co gorsze ma wpływ na naszą teraźniejszość i przyszłość. Ktoś może tu powiedzieć, że przecież przeszłość nas uczy, więc trzeba ją szanować i pielęgnować. Tak, uczy nas. Jest naszym bagażem doświadczeń, z których jak najbardziej czerpiemy wiedzę. Poza tym jednak jest martwa. Nic w niej nie zdołamy zmienić, nie mamy już na nią wpływu, a im dalej w przyszłość idziemy, tym staje się bardziej mglista i zakurzona, niewyraźna. Mimo to wciąż sięgamy do przeszłości, ożywiając ją. Co gorsza, bardzo często wydobywamy z niej to, co bolesne, przykre. Zrzucamy winę na nieboszczkę przeszłość i trwamy w niej, zamiast poczuć, czym może być zaczerpnięcie oddechu teraźniejszości. A przecież Zycie polega na Byciu w Tu i teraz. Przeszłość miła swoje przysłowiowe 5 minut. Była „Tu i Teraz”, ale odeszła. Teraz jest „Tam i Przedtem”. Po co więc ją ożywiać?
Przeszłość nas kształtowała, nadała formę i treść tego, jacy jesteśmy dziś. Ale czy żyjąc w niej, nie pozwalamy by wciąż to robiła? Czy nie lepiej z wdzięcznością przyjąć od niej to, co było dobre, a odrzucić i zmienić to, co nam się nie podoba? Ja uważam, że jak najbardziej jest to wskazane.
W przeszłości wiele jest bolesnych wspomnień, do których z masochistyczną lubością wracamy, zrzucamy odpowiedzialność za to, co Jest, na to, co Było.
Pewna osoba powiedziała mi, że trudno wymagać od dziecka by wzięło odpowiedzialność za siebie, by kształtowało samo siebie. Rodzice, potem środowisko, kształtują nas poprzez nadawanie takich a nie innych matryc. Często tych samych, jakie i oni w sobie noszą. Z czasem przychodzą lęki, depresje i wizyty u psychoterapeutów, gdzie na dłużej można utknąć w przeszłości i zatrzymać się w miejscu. A tymczasem wystarczy uśmiercić przeszłość.
W Króliczej Norce trzeba przywołać ją, spojrzeć w jej twarz i ustalić, co zatrzymujemy, jako spadek, co odrzucamy. Nasze bolesne doświadczenia są jakąś wiedzą, z której możemy czerpać, ale czy musimy wbijać sobie je w serce wciąż od nowa? Moim zdaniem lepiej jest pochować przeszłość, zostawić ją niczym fotografie w albumie wspomnień i tyle. Zamiast tkwić Tam, zacząć Być Tu i Teraz. Bo tylko w Tu i Teraz jest wieczność.
Ktoś może powiedzieć, że łatwo mówić, gorzej zrobić, bo i blizny na duszy nie goją się nigdy. Nie zgadzam się z tym. Blizny na duszy można wyleczyć jednym cięciem. Wystarczy chcieć. Bo wracając i przeżywając od nowa to, co było, tylko je rozdrapujemy, nie pozwalamy się zagoić. I naprawdę można to zrobić szybko. Trzeba uświadomić sobie, czym były, a były doświadczeniem. Doświadczeniem, które dało nam jakąś wiedzę, miało miejsce i odeszło. Nie zmienimy tego, więc, po co sypać sól w rozdrapywane rany?
Dziecko kształtowane przez rodziców nie ma wpływu na pewne rzeczy. Jednak, kiedy dziecko staje się dorosłym nie może już obarczać odpowiedzialnością przeszłości, za każdą nieudaną rzecz w życiu Tu i Teraz. Bo Tu i Teraz to my ponosimy odpowiedzialność za siebie. Jeśli wciąż pozwalamy sobą manipulować, jeśli nie robimy nic, by zmienić w nim cos na lepsze i kształtować siebie według nowych matryc, to pretensję możemy mieć jedynie do siebie, nie do przeszłości. Ta naprawdę jest martwa, więc nie ma, co już szarpać tego trupa.
W książce Anthonego de Mello „Minuta mądrości” jest taka oto przypowieść:
„- Jak mógłbym osiągnąć życie wieczne?
- Życie wieczne jest teraz. Wejdź w teraźniejszość.
- Ależ czy ja nie jestem obecny w teraźniejszości?
- Nie.
- Dlaczego?
- Dlatego że nie zerwałeś z twoją przeszłością.
- Dlaczego miałbym się rozstawać z moją przeszłością? Nie wszystko w niej było złe.
- Z przeszłością należy się rozstać nie, dlatego, że była zła, lecz dlatego, że jest martwa.”
Kiedyś żyłam przeszłością i oddychałam jej trupim jadem. Potem przeczytałam te minutową mądrość. Dziś wiem, że przeszłość można zostawić martwą jednym cięciem. A gdy się zdarza, że jakiś jej duch nawiedza mnie w teraźniejszości, zabieram go do Króliczej Nory i odsyłam tam, gdzie jego miejsce. Do grobu z napisem Przeszłość.
Pozdrawiam
niedziela, 13 marca 2011
Dziecko, lustrzany nauczyciel
Czy dziecko może być naszym nauczycielem? Oczywiście, że tak. Jednym z najlepszych, jakich mamy w całym życiu.
Ja jednak chciałabym tu poruszyć sprawę czegoś, co nazywam „Lustrzanym nauczycielem”. O czym piszę, wie chyba każdy rodzic. Bo dzieci, to nasze lustrzane odbicia. Lustra, które uczą nas najwięcej o nas samych.
W Dziale „UMYSŁ” stworzyłam poddział „Królicza Nora”, gdzie staram, by poruszano tematy związane z postrzeganiem świata, a przede wszystkim zagłębianiem się w siebie i zmianą tego, co nam się w nas nie podoba. A nasze dzieci – lusterka, mogą być nam w tym bardzo pomocne. Bo ukazują nam nas samych, czasem w bardzo krzywym i niestety bolesnym zwierciadle.
Zdarza mi się dość często zareagować bardzo emocjonalnie na pewne rzeczy, jakie się zdarzają w moim życiu. Należę do tych osób, które dają upust tym emocjom. Tak naprawdę zwróciłam na to uwagę dopiero wtedy, kiedy mój syn zareagował na coś w identyczny sposób. Przy tym w pierwszej chwili jego gestykulacja i słowa wydały mi się raczej komiczne, bo w wykonaniu 3-5 latka, takie się wydaję. Nagle jednak uświadomiłam sobie, ze patrzę na swoje małe zwierciadełko. I przestało mi się to wydawać komiczne, za to zmusiło do spojrzenia na siebie i… w siebie. Mój syn zagonił mnie do Króliczej Nory ;).
Od tamtego czasu dużo uważniej obserwuję swoje dziecko, przyglądam mu się jak małemu lusterku, które pytam „Lustereczko powiedz przecie, jaka jestem w tym oto świecie”. I to Lusterko pokazuje mi całą prawdę o mnie i otaczającej nas rzeczywistości. Bo im dziecko starsze, tym więcej ukazuje. „Przynosi” do domu zachowania, słownictwo, znalezione w przedszkolu, czy na szkolnych korytarzach. Naszą rolą jest weryfikowanie tych znalezisk. W ten sposób kształtujemy kolejne pokolenia ludzi.
Taka obserwacja dzieci, nie tylko swoich, wiele nas też uczy o świecie wokół nas. Pamiętam, jak mój syn wszedł w etap zadawania pytań (w zasadzie nie wyrósł z niego do dziś ;) ). Wtedy nauczył mnie wiele o świecie. Bo jego pytania czasem były zaskakujące. I zmuszały do analizy i czasem weryfikacji pewnych schematów i wzorców.
Warto, więc wsłuchać się i wpatrywać w nasze i nie nasze dzieci. One są odbiciem i nas, i świata, w jakim żyjemy. Odbierają go poprzez emocje i wyostrzone zmysły. Obserwują go wnikliwie i badają, a następnie ujawniają w swoich zachowaniach, słowach, działaniach.
Pozdrawiam
Gelnhausen, Niemcy lipiec 2010
sobota, 12 marca 2011
Szepczącej Szeptów kilka
Od wielu lat mniej lub bardziej kręcę się w pobliżu szeroko pojętej ezoteryki. Droga moja po tej materii jest jeszcze dłuższa i bardziej kręta. Zaczynałam, jak wielu innych. Zagubiona, nie pasująca do utartej koncepcji świata, poszukiwaczka siebie. Zaglądałam za różne kurtyny, czasem uczestniczyłam w jakiś spektaklach zwanych magią, New Age, uzdrawianiem czy wróżbiarstwem. Zapierałam się, że zawsze magia, że nigdy nic innego. Potem przyszło inne i też się zapierałam, że to i nic innego. Dziś się nie zapieram. Dziś po prostu idę przed siebie przyjmując to, co przychodzi do mnie. Jestem inna, niż wczoraj i inna niż będę jutro. Raduje mnie sam fakt kroczenia, poznawania i rozwoju tego, co we mnie.
Przyglądam się spotykanym w tej drodze ludziom. Są jak zwierciadła. W tak wielu odnajduję wcześniejszą mnie. Są jak niegdyś ja, poszukiwaczami siebie, naćpanymi wiedzą z książek, for i milionów stron w sieci, nafaszerowani nie swoimi mądrościami. Będących w jakimś konflikcie, najczęściej ze sobą, a przy okazji z całym światem. A do tego suto okraszeni ego walczącego o równouprawnienie z krytykiem wewnętrznym. Rozpaczliwie szukają swego Mistrza, Nauczyciela, Guru, a kiedy wytypują już kandydata na to stanowisko, poddają ostrej krytyce za niespełnione oczekiwania. Bo oczekują nie tego, co może im dać, lecz gotowych rozwiązań lub magii, która załatwi wszystko. A to się tak nie da.
Obserwuję tych poszukiwaczy. Czasem wtrącę słowa, które prowadzą do celu jak w zabawie „Ciepło – Zimno”. Niektórzy nawet się kuszą zajrzeć za wskazówkę z napisem „Ciepło”. Niestety za nią nie ma gotowych rozwiązań, poprawiających nasz los i życie w pięć minut. Nie ma cudu, który to sprawi. Jedyne, co znajdują to produkt z nalepką, że zmiana na lepsze gwarantowana tylko po zastosowania dodatkowego środka w postaci zmiany siebie. A to już nie jest drogą łatwą i bezbolesną, bo trzeba mieć odwagę spojrzeć w siebie i… Wymazać siebie. Tak, wymazać, bo aby zacząć tworzyć nowe, trzeba zrobić miejsce usuwając stare.
A to stare trzyma się dobrze i wcale nie chce odejść. Trzeba, więc nieźle się nagimnastykować by tego chwasta wyrwać z korzeniami. I być przygotowanym, że jak się go wyrwie, to zaraz zacznie się dostrzegać inne, które tez trzeba wyrwać. No, ale jeśli się chce iść dalej, to trzeba. Bo tkwiąc w iluzji i szukając nie tego, co trzeba daleko się nie zajdzie. Wiem, bo sama kilka lat dreptałam w miejscu, choć zdawało mi się, że idę dość szybko. Szłam, ale nie w tym kierunku, co trzeba.
Nie zapieram się, że moja droga jest jedynie słuszną. Jest taką dla mnie a i to tylko dziś. Jutro pewnie poznam nowe możliwości, bo te pojawiają się, co chwilę. Dla każdego z nas inne, ale warto czasem wykorzystać już te sprawdzone. Resztę i tak trzeba „przerobić” samodzielnie.
wtorek, 8 marca 2011
Zew Księżyca
Clarissa Pinkola Estees, "Biegnąca z wilkami"
My kobiety dziś możemy mówić o wolności. Mamy prawa wyborcze, równouprawnienie, zasiadamy w radach nadzorczych, jesteśmy politykami, naukowcami, lekarzami, sędziami. Możemy wybierać jak żyć, gdzie żyć. Nie obowiązują nas już pewne zakazy i nakazy, możemy same decydować o swoim majątku, cieszyć się seksem, a nawet wolną wolą. Czy aby jednak na pewno? Mimo wszystko wciąż mniej zarabiamy, a pracujemy więcej. I jakby nie patrzeć wciąż gdzieś tkwimy w schematach, co wolno, a czego nie, co wypada, a co nie. Od dziecka uczy się nas roli „kury domowej” od tego, co wpajają nam nasze mamy i babcie, a kończąc na pięknych zabawkach imitujących sprzęty domowe i uczące od najmłodszych lat pewnych ról. Nasza (nie)moc jest w nas.
Z roku na rok osiągamy coraz większe sukcesy w sferze zawodowej, ale tak naprawdę żyjemy w strachu, lęku przed odrzuceniem, samotnością, przed tym, co ludzie powiedzą. Rywalizujemy ze sobą zamiast się łączyć i odnawiać swoja moc. A przede wszystkim odcinamy się od naszych korzeni z Wielką Matka, z Ziemią. Lynn Andrews napisała: „Kobieta jest nadzieją i jeśli odkryje swą moc, może nauczyć mężczyzn, jak żyć i przynieść harmonię Ziemi.” I to prawda, bo mężczyźni nie są tak silnie związani z Ziemia i jej cyklami jak kobiety. I z cyklami księżyca, który od dłuższego czasu nas wzywa. Może, więc nadszedł czas by odpowiedzieć na jego zew.
Nadchodzi nasz czas. Czas by zerwać się do skoku, by przyjąć w siebie kobiecość. Pełną. Zachęca nas do tego tez autorka „Biegnącej z Wilkami”, książki, którą każda kobieta przeczytać powinna. "Nie bójcie się, więc badać rzeczy najgorsze, najtrudniejsze. To umocni, zahartuje, da świeże spojrzenie i sposobność do przemyślenia na nowo życia i istoty duszy".
Nasza moc tkwi głęboko w nas. Pora ją obudzić i przyjąć. W pełni, w każdym ze swych trzech aspektów, bo my kobiety niczym Księżyc, mamy swoje trzy oblicza i dwie strony, jasną i ciemną. Obudźmy, więc swoją dzikość, stańmy się waderami swego stada i domagajmy się by i nasi mężczyźni zobaczyli w nas to, co budzi zew Księżyca.
I łączmy się w kręgi, wspólnoty, siostrzane grupy, sabaty. Zakończymy rywalizacje, które prowadzą do chaosu, a zamiast tego wspólnie tańczymy przy Księżycu odnawiając w jego blasku swą moc.
Zachęcam do wspólnych przemyśleń na temat naszej kobiecości, do dzielenia się doświadczeniem i radami.
niedziela, 6 marca 2011
Robaki, pasożyty, naturalne metody leczenie
W naszym kraju mieliśmy eksperta w tej chorobie, nieżyjącego już o. Grzegorza Srokę, franciszkanina, ale przede wszystkim zielarza i propagatora leczenia ziołami. Poznał on niemal wszystkie tajemnice robaczycy, którą badał blisko 50 lat. To on jest twórca preparatu Vernikadis, którym skutecznie leczy się z tej choroby nie tylko dzieci i młodzież, ale i dorosłych.
Poniżej podaję mieszankę ziołową ojca Grzegorza, skuteczną w walce z glistnicą (robaczycą)
Liść borówki czarnej 100 g
Owoc kminku 100g
Ziele bylicy pospolitej 100 g
Liść szałwii 50 g
Koszyczek rumianku 50 g
Ziele krwawnika 50 g
Ziele dziurawca 50 g
Szyszki chmielowe 50 g
Zioła wymieszać, wsypać 4 łyżeczki na ½ l wody, ogrzać do wrzenia pod przykryciem, odstawić na 10 min. Dać do picia po pół szklanki, 2 razy dziennie, wszystkim domownikom
Z kolei leczenie ludowe w robaczycy podaje się dzieciom przez 5 dni po łyżeczce oczyszczonej nafty (można kupić w aptece lub sklepach zielarskich) oraz sok z kiszonej kapusty z dodatkiem rozgniecionego kminku.
Inna metoda to proszek ziołowy, pomocny zwłaszcza przy glistnicy jelitowej.
Zmieszać po 5 g:
Owoce czarnej borówki
Koszyczek rumianku
Korzeń omanu
Zmieszać i podawać z łyżka miodu na czczo popijając szklanką wody mineralnej i stosować to przez 10 min. Po tygodniu przerwy kurację powtórzyć.
Pestki dyni z uwagi na zawarte w nich składniki paraliżujące układ nerwowy pasożytów, to kolejny sposób na pasożyty, skuteczny zwłaszcza w przypadku wszelkich tasiemców, glist, owsików, tęgoryjca dwunastnicy. W kuracji zjada się łuskane surowe pestki dyni:
200 – 250 szt. osoba dorosła
50-100 sztuk dziecko
Na Owsiki można robić lewatywę z wywaru ziołowego:
Owoc obróbki 50 g
Kwiat wrotyczu 30 g
Łyżkę ziół zalać szklanka wody, gotować 3 min, ostudzić, przecedzić i wystudzoną robić lewatywy przez tydzień, co drugi dzień
W tej samej dolegliwości pić należy
Ziele piołunu 30 gr.
Ziele centurii 20 gr.
Łyżkę ziół zalać szklanką wrzątku, trzymać pod przykryciem 15-20 minut pić rano i wieczorem po pół szklanki przez tydzień.
Lamblioza to kolejna pasożytnicza choroba i to dość powszechna. Można się kurować mieszanką ziołową:
Ziele piołunu 30 g
Ziele tymianku 30 g
Liść orzecha włoskiego 30 g
Liść szałwii 30 g
Kłącze tataraku 30 g
Łyżkę mieszanki zalewamy szklanką wrzątku. Odwar podajemy dziecku 3 razy dziennie po pół szklanki między posiłkami przez 10 dni, następnie przez 3 tygodnie podajemy dawkę o polowe mniejsza.
W Lambliozie skuteczna jest też nalewka bursztynowa. Krople nalewki podajemy do ¼ szklanki schłodzonej wody w dawkach:
- Dzieci od 6-12 lat 15 do 20 kropli 3 razy dziennie przez 14 dni
- Dzieci od 12-16 lat 20-30 kropli 3 razy dziennie przez 14 dni
- Młodzież od 16 roku życia od 30 do 40 kropli 3 razy dziennie przez 14 dni
I jeszcze mieszanka na tasiemca dr Edwarda Wawrzynika, farmaceuty współpracującego z ojcem Klimuszko.
Kwiat wrotyczu
Koszyczek rumianku
Ziele piołunu
Zioła w równych częściach wymieszać, zrobić odwar z łyżeczki ziół na szklankę wody. Pic po pół szklanki rano i wieczorem przez 3-5 dni.
………………………………
Opracowano na podstawie miesięcznika „Poradnik Uzdrawiacza” nr 5/2010