środa, 2 lutego 2011
Choroba, a jej podłoże emocjonalne i psychiczne
niedziela, 30 stycznia 2011
Litoterapia, wrażenia po warsztatach
Na warsztatach było nas niewiele osób, za to atmosfera kameralna. I co tu wiele mówić, było po prostu świetnie.
Pozwalam sobie na szynko przekazać kilka na gorąco notowanych informacji z zakresu litoterapii, bo książka książką, ale nie ma to jak kontakt z żywą materią.
Na początek tytuł książki polecanej przez prowadzącą „Minerał, jako lek” Michała Wasilewskiego.
Jak wybierać kamienie?
Przede wszystkim intuicyjnie. To potwierdzam sama, czasem weźmie się kamień i po prostu się wie, ze to ten, a nie inny.
Ale zwracać trzeba tez uwagę na to by były gładkie i ładne (gładkie szlifowane, bo naturalne łupki raczej takie nie będą). Ważne by kamienie nie były skaleczone, złamane i warto wybierać te o nasyconej barwie.
Zużyty kamień.
Czasem się zdarza, że kamienie umierają. Tracą barwę i swoje właściwości. W energetyce są one po prostu martwe. Kolorystycznie matowe i wyblakłe. Takie kamień niewiele nam pomoże w litoterapii, ale należy go potraktować z szacunkiem i po prostu oddać ziemi, nie wyrzucać.
Oczyszczanie kamieni
To podstawowa i najważniejsza czynność w pracy z kamieniami. Kamienie przejmują energetykę i emocje wiec należy je czyścić regularnie. A te, stosowane do terapii obowiązkowo po każdym zastosowaniu.
Czyścimy pod strumieniem bieżącej wody i z intencja oczyszczenia. Przy pracy z ciężkimi chorobami jak nowotwory należy kamienie nawet ułożyć w soli lub zamoczyć na 12 godzin w silnej solance. Nie każdy kamień to lubi, ale czasem nie ma wyjścia. Kryształom górskim raczej to nie zaszkodzi.
Poza tym możemy kamienie zakopać na kilka godzin w ziemi, ale tu uwaga, np. malachity nie lubią wilgoci, więc lepiej w suchej ziemi. I najlepsza do tego jest ziemia w ogrodzie, bo tam się naturalnie oczyszcza.
Możemy też oczyścić kryształy nad kadzidłem i ciepłem z płomienia świecy a jeśli ktoś zajmuje się uzdrawianiem energetycznym, np. reiki to też oczyszczamy w ten sposób.
Kryształy, poza kamieniem księżycowym i tymi lubiącymi księżyc, układamy na chwilę na parapecie i wystawiamy na słońce. Tu uwaga, ametysty zwłaszcza szczotki ametystowe, nie przepadają za silnym nasłonecznieniem wiec kładziemy je tam na chwilkę.
Programowanie kryształów
Kryształy w czasie pracy terapeutycznej możemy zaprogramować i po prostu prosimy je, czy tez wysyłamy intencję z prośba o pomoc w uzdrowieniu. Bardzo dobre jest tu dokładne określenie tego, jakiej pomocy oczekujemy, niejako dajemy instrukcje kamieniowi, co Am zrobić.
Na koniec pracy dziękujemy.
Praca z kryształami.
Oczyszczamy przed i po zabiegu także siebie. Najlepiej, jeśli mamy możliwość wziąć prysznic. Wtedy pod prysznicem układamy wokół siebie trzy kryształy górskie szpicem na zewnątrz by dodatkowo odpromieniowały energię.
Jeśli nie mamy możliwości wziąć prysznica, to bierzemy w dłonie kryształ górski szpicem w dół a gładką strona na czarek dłonie. Jedna ręka na drugiej. Ręce wyciągamy przed siebie i kierujemy szpic kryształu do ziemi. Kręgosłup prosty i chwilę z intencja zrzucamy z siebie negatywne energie.
Klienta oczyszczamy na początek gładką strona kryształu górskiego. Przeciągamy nim po aurze tak jakbyśmy wygładzali ją. Od głowy do stóp. W tym czasie skupiamy się na wyczuwaniu złogów energetycznych.
Następnie to samo powtarzamy np. różdżka lub wahadełkiem z kryształu górskiego już w miejscach gdzie te złogi energetyczne były.
Te energie zrzucamy do miseczki z solanką, lub jak radziła Pani Bogna np. w płomień świecy czy wizualizując fioletowy płomień. Nigdy na podłogę.
Oczyszczamy zawsze w lewo, energetyzujemy w prawo.
Praca przy czakrach, to harmonizowane ich za pomocą kryształów i kamieni. Tu zasada jest prosta. Dobieramy kamienie według koloru czakry i im wyższa czakra tym bardziej przejrzysty kamień.
Przy czakrze serca Pani Bogna poleca kamienie raczej działające delikatnie, ale długotrwale i konsekwentnie jak np. kwarc różowy lub awanturyn.
A na czakrę korony nie kładziemy kryształu, ale zawsze 10 cm nad głową.
Kilka uwag ogólnych.
- Otoczaki znalezione w potokach, na polach czy w górach, bardzo często są świetnymi odpromiennikami, wiec warto je mieć pod łóżkiem, ale pamiętać o regularnym ich oczyszczaniu.
- Lapis lazulit dobrze pochłania zapachy w lodówce.
- Zwykły kamień w lodówce, jeśli na nim ułożymy jedzenie to ono dłużej będzie świeże.
- Bursztyn bardzo mocno chłonie energię, wiec należy go często czyścić, nawet, co 2 godziny.
- Jeśli do czerwonego wina, jakiegoś gorszego w smaku dodamy na dwa dni kryształki granatu, to poprawi on swój smak.
- Kamienie typu kieł, papryczka czy inne o kształcie zaostrzonym w dół nie nosimy zbyt długo, gdyż działają one jak odpromiennik naszej energii. Dlatego na chwilę, ale nie nosić kilka dni.
- Do układania na ciało Klienta zawsze kamienie całe, niedziurawione i nie koraliki.
Podsumowanie
Wszystkiego oczywiście tu nie zawarła, bo musiałabym chyba elaborat tu napisać, albo nawet książkę.
Pani Bogna przekazała bardzo wiele cennych informacji, wiele też pokazała.
Dla mnie ważnym był też kontakt bezpośredni z kamieniami, które przyniosła ze sobą.
Ogólnie warsztaty były świetne. Atmosfera miła, uczestniczki (były same panie) sympatyczne i każda wniosła coś nowego od siebie. Także z innych dziedzin niż litoterapia. Ale taki właśnie jest urok warsztatów, że w trakcie rozmów dygresyjnych wiele się można ciekawych rzeczy i z innych dziedzin dowiedzieć.
Ukłon też w tym miejscu dla Pani Ewy Zagrodniak – Nici, właścicielki Centrum „Inspiracja” i organizatorki warsztatów, gdyż zapewniła nam świetne warunki i cudowną atmosferę. Ja na pewno będę śledziła ofertę jej centrum i chętnie tam wrócę na inne warsztaty.
Ogólnie jestem bardzo zadowolona z warsztatów.
...............................................................
A w sieci znalazłam takie coś:
piątek, 28 stycznia 2011
Konik Polny i Mrówka
Pamiętacie bajkę La Fontaina „Konik Polny i Mrówka”? I jej kolejne wersje?
Dla tych, którzy już zapomnieli przypominam w dużym skrócie:
Mrówka pracowała w pocie czoła całe upalne lato.
Zbudowała solidny dom i zebrała zapasy na srogą zimę.
- „Głupia mrówka” – myślał konik polny, który lato spędził na tańcach i hulankach.
Kiedy nadeszły chłody i deszcze, mrówka schowała się w domu i skosztowała zapasów.
Konik polny umarł z głodu i zimna.
Ja jednak uważam, że w życiu trzeba umieć wypośrodkować Istotę Konika Polnego z Istotą Mrówki.
Wszystko, co robimy powinno opierać się na równowadze. Czy to w życiu osobistym, zawodowym, czy na drodze rozwoju duchowego jest czas pracy, czas odpoczynku i czas zabawy.
Konik polny przeholował z zabawą w czasie, kiedy powinien zbierać zapasy, ale i mrówce wakacje przeszły koło nosa i teraz zostaje jej tylko norka na zimę i zapasy.
Dlatego we wszystkim, co robimy warto zachować tą równowagę. Żyć w Tu i teraz, ale nie zapominać o przyszłości, bo to, co w Tu i teraz zasiejemy, to zbierzemy potem. Jednak to dbanie o przyszłość nie powinno zakłócić też radości bycia Tu i Teraz. Zabawa, radość i odpoczynek też należą do Tu i teraz jak i dbanie o zapasy na Jutro i Potem.
Poza tym takie wypośrodkowanie istoty Konika Polnego i Istoty Mrówki uczy nas wychodzenia poza schematy. Bo bycie elastycznym i posiadanie odrobiny szaleństwa w sobie jest wskazane.
Spotykam różne osoby, które kroczą drogą rozwoju duchowego. Są to cudowni i pełni ciepła ludzie, od których wiele się uczę. Czasem jednak mam wrażenie, że niektórzy przybierają pewne pozy i trzymają się utartych schematów. Może to być postawa lub nawet styl ubierania się.
Dla wielu to staje się czymś naturalnym i wypływa z wnętrza, u niektórych jednak wydaje się być czymś sztucznym. Być może wynika to właśnie z błędnie rozumianej ścieżki rozwoju duchowego. Zbyt dużej dawki Istoty Mrówki, która pracuje w pocie czoła, w tym wypadku nad sobą i własnym rozwojem. A brakuje czasem Istoty Konika by wybuchnąć spontanicznym śmiechem, wyjść poza ramy i schematy i umieć się bawić.
To zresztą dotyczy wszystkich dziedzin życia.
Student, który tylko „zakuwa” może i zda studia z wyróżnieniem, ale nie zostaną mu wspomnienia szaleńczych i radosnych lat, nie zazna okresu wyszumienia się. Tak samo jak ten, kto całe studia tylko hula i się bawi, w końcu może ich nawet nie skończyć.
Przykłady pracoholików, którzy nie potrafią się wyluzować, i żyją tylko pracą, a potem wydaja majątek na leczenie zmarnowanego zdrowia i samotnie przeżywają emeryturę, też każdy zna. Ojców, którzy przegapili najlepsze lata swych dzieci, goniąc za pieniędzmi. Albo inna skrajność, żyć ponad stan, zadłużać się, itd. Byle się bawić byle zwiedzać, byle mieć najnowsze coś, nie myśląc o przyszłości.
Praca jest potrzebna i szlachetna, ale i zabawa jest wskazana. Nie ma, co jej demonizować.
Najważniejsze umieć zachować we wszystkim umiar i rozsądek.
poniedziałek, 24 stycznia 2011
Tajemnice wody
.........................................
Woda. Istnieje na naszej planecie od miliardów lat. To z niej wyszło wszelkie życie. I - pomimo, że tak powszechna i pozornie znana - dopiero teraz zaczyna odkrywać przed nami swoje tajemnice. A ciągle badacze twierdzą, że właściwie prawie nic o niej nie wiemy.
Już setki lat temu zauważono, że woda ma szczególne właściwości fizyczne i chemiczne. Na przykład, że jako jedyna występuje we wszystkich trzech stanach skupienia - stałym, ciekłym i gazowym. Że w przeciwieństwie do wszystkich innych substancji zwiększa swoją objętość przy ochładzaniu. Że jest najsilniejszym istniejącym na Ziemi rozpuszczalnikiem. Ma również najwyższe napięcie powierzchniowe ze wszystkich cieczy, a w kapilarach wysokich drzew wspina się, potrafiąc zwiększyć ciśnienie do kilkudziesięciu atmosfer!
woda występuje w 3 stanach skupienia
Ale to nic. Najnowsze badania wykazują fakt, którego znaczenia nie sposób przecenić. Właściwość wody, która dla nas wszystkich razem i każdego z osobna może spowodować niezwykłe zmiany. Od zastosowań w kuchni po niezwykle wyrafinowane technologie rodem ze świata fantastyki naukowej.
Albowiem woda ma pamięć.
Przyswaja i rejestruje każde oddziaływanie, zapamiętuje co dzieje się w otaczającej ją przestrzeni - tak, bez cudzysłowia w wyrazie zapamiętuje - wystarczy, że woda dotknie jakiejś substancji, a zapisuje jej właściwości w swojej pamięci. Na przykład tzw. srebrna woda - używana do odkażania ran przez armię amerykańską w Iranie i Afganistanie, zdobywa swoje nieprawdopodobne, aseptyczne właściwości przez przechowywanie w srebrnych naczyniach. Zresztą takie jej zastosowanie było intuicyjnie znane już od kilku wieków, wielu medyków w epoce Oświecenia i późniejszych wspominało w swoich zapiskach o tej właściwości wody. Inna sprawa, że nie wnikali dlaczego tak się dzieje. Wystarczył sam fakt zbawiennego działania wody ze srebrnego kubka czy dzbanuszka na rany chorego.
Dopiero kilka lat temu zaczęto dokładniej badać wodę pod tym kątem. I wtedy właśnie wyszło na jaw, że substancja ta może zapisywać w sobie informacje. A przecież jej skład chemiczny nie zmienia się w żaden sposób przy zapisywaniu tych nowych informacji. Woda pozostaje wodą. W procesie zapamiętywania ważna okazała się struktura wody czyli organizacja jej cząsteczek. A przede wszystkim łączenie się ich w grupy zwane klastrami. Są one pewnego rodzaju komórkami pamięci zapisującymi informacje z otoczenia. W każdej takiej komórce pamięci znajduje się 440 tys. pól informacyjnych, odpowiadających za własny, specyficzny rodzaj współdziałania z otaczającym środowiskiem. Klaster rozpatrywany w danym momencie jest stosunkowo nietrwały, natomiast cząsteczki wymieniające się w nim, mogą przechowywać informację przez bardzo długi czas. Można zatem mówić o trwałości struktury klastra.
Jak tę wiedzę można przełożyć na zastosowania praktyczne? I w ogóle, co to oznacza?
W 1881 roku kilkunastu rozbitków z amerykańskiego statku "Lara" zostało uratowanych po 3 tygodniach dryfowania po oceanie, bez kropli słodkiej wody. Okazało się, że ich zbiorowe, "udręczone" brakiem słodkiej wody myślenie i wyobrażanie sobie, że słona woda zza burty łodzi zmienia się w słodką, w istocie takąż zmianę, w najbliższej odległości od burt, wywołało. Jak wiadomo, bez słodkiej wody możliwe jest przeżycie kilku dni, w żadnym razie 3 tygodni.
Zarówno w laboratoriach w USA jak i Rosji sprawdzano oddziaływanie ludzkich emocji na wodę. Okazało się bardzo silne. Grupę uczestników eksperymentu poproszono najpierw o wzbudzenie w sobie pozytywnych uczuć w obecności ustawionej między nimi kolby wody. Ludzie ci myśleli o miłości czy czułości. Po pewnym czasie zmieniono próbkę wody i polecono im myślenie negatywne. Wzbudzali w sobie emocje takie jak strach, nienawiść i złość. Następnie zmierzono potencjał energetyczny obu próbek wody. Zmiany były wręcz uderzające. Okazało się, że pierwsza próbka ma znacznie wyższy potencjał energetyczny i jest znacznie lepiej ustabilizowana niż druga
W laboratorium japońskiego badacza Emoto Masaru spróbowano utrwalenia struktur wody po psychicznym oddziaływaniu na próbki. Dokonano tego przez błyskawiczne zamrażanie w komorze kriogenicznej. Wyniki były oszałamiające. Struktury próbek poddanych pozytywnemu myśleniu prezentowały formy geometryczne podobne do tych znanych z krystalografii - np. heksagony z centralną cząsteczką, natomiast te "negatywne" nie tylko były nieuporządkowane, ale wyglądały wręcz "niechlujnie". Biorąc pod uwagę liczbę powtórzeń eksperymentu, wszelka przypadkowość jest absolutnie niemożliwa.
W licznych ośrodkach na całym świecie bada się, jak woda o zmienionej pozytywnie strukturze oddziaływuje na podlewane nią rośliny. I mamy od razu pierwsze zastosowanie - większość roślin rośnie znacznie szybciej, jest większa, ma kilkakrotnie więcej mikroelementów, a na dodatek takiej "uszlachetnionej" wody można użyć nawet o 20% mniej. Trudno przecenić jakie to miałoby znaczenie np. w krajach o klimacie pustynnym, a i w naszych przydomowych ogródkach także. Nota bene od dawna znane są eksperymenty z pozytywnymi emocjami kierowanymi do roślin i ich efektami w postaci lepszego wzrostu i wydajności uprawy. W tej chwili wygląda, że nie tyle rośliny, co zawarta w nich woda zmienia swą strukturę i nabywa nowych właściwości.
Struktura próbki wody, na którą oddziaływano negatywnie (jesteś obrzydliwa)
Naukowcy wiedzą już jak to się dzieje. Ale ciągle nie wiadomo dlaczego. A to wręcz podstawowe pytanie. Tym bardziej, że trudno przecenić wpływ wody na nas. Na ludzi. I to - niestety - bardzo zmienionej wody.
Każdy z nas składa się w 70 do 90% z wody. Do prawidłowego funkcjonowania dorosły człowiek wypija, badź wchłania przez skórę ok. 3 litrów wody dziennie. Ale czy ta woda jest dla nas dobra? Czy jej wcześniejsze "doświadczenia" zapisane w strukturach zmienią właściwości na szkodliwe, czy dobroczynne dla naszego zdrowia?
Dawniej ludzie osiedlali się w pobliżu naturalnych źródeł wody. Rzek, jezior czy strumieni. Czerpana z nich woda miała zachowane w sobie prawidłowe struktury pamięci. Wszystko przebiegało według sprawdzonego przez tysiąclecia schematu. Dziś woda dostarczana jest odbiorcy po przebyciu pod bardzo wysokim ciśnieniem dziesiątków czy setek kilometrów rur. Bardzo często pozaginanych pod kątami prostymi. I w tych rurach następuje katastrofalne niszczenie struktur wody. Kryształy wody zostają zniekształcone. Ich naturalna symetria coraz bardziej się rozpada. Woda przepływająca - na przykład w systemach ogrzewania - usiłuje odzyskać swą pierwotną energię. Niestety kosztem przebywających w domu ludzi, zwierząt czy roślin. Co gorsza, woda oddawana przez nas do środowiska zachowuje pamięć o wszystkim przez co przeszła. O rozpuszczanych w niej związkach chemicznych, szlamie, brudzie i odpadach, o agresywnym oczyszczaniu i uzdatnianiu w oczyszczalniach ścieków. I w takiej postaci trafia do kolejnych ludzi, którzy mają nieszczęście mieszkać w dolnych partiach rzeki.
Jeszcze silniejsze jest zanieczyszczenie informacyjne, którego nabywa woda przebiegając przez kilometry rur i setki mieszkań. Austriacki badacz Alojzy Gruber mówi: - "Zanieczyszczamy wodę emocjonalnie. Ten proces przyjął ogromne rozmiary. Dlaczego? Woda przyjmuje całą naszą zawiść, frustracje, nienawiść i stres. Zapamiętuje je. Kiedy trafia do naszego organizmu jest praktycznie martwa."
Szwajcarski biofizyk, laureat Nagrody Nobla z chemii podkreśla, że w kontekście odkryć w dziedzinie pamięci wody, z wszelką pewnością nie jest przypadkiem, że całe życie na Ziemi powstało właśnie w środowisku wodnym. Zresztą pierwotną i podstawową rolę wody w akcie kreacji życia głoszą praktycznie wszystkie religie i szkoły filozoficzne istniejące od zarania historii po dziś dzień. Struktura białka nie istniałaby, gdyby nie woda - na poziomie cząstek tworzy ona helisę DNA - podstawowy zapis każdego organizmu.
Głęboko w lasach Wenezueli istnieje sieć rzek, w których krążąca woda nigdy nie styka się z ludźmi, ani z wytworami naszej cywilizacji. Specjalna ekspedycja pobrała próbki tej wody - starając się samemu nie przekształcić jej struktur. Po zbadaniu i porównaniu z "normalną" używaną przez nas pitną wodą, okazało się, że ta z pierwotnych źródeł jest aż do 40.000 razy bardziej aktywna. Taka woda wypita przez człowieka, niemal natychmiast (w ciągu zaledwie 12 minut, co zostało dokładnie zbadane przez lekarzy) aktywizuje jego organizm. Ma, z całą pewnością, wielki wpływ na długość i jakość życia ludzkiego. Może właśnie dlatego w każdej kulturze mieszkańcy wyżyn i gór, skąd biorą swój początek potoki i rzeki, żyją na ogół dłużej i w lepszym zdrowiu niż ludzie z nizin?
Współczesna nauka twierdzi, że wodna struktura każdego człowieka jest identyczna ze strukturą wody z miejsca, w którym się urodził i żyje. Zmiana miejsca zamieszkania jest dla organizmu pewnego rodzaju szokiem również dlatego, że organizm musi dostosować się do zupełnie nowych struktur wody. Często okazuje się to zbawienne - np. dla ludzi, którzy żyli w miejscach o zaburzonej budowie wody.
Producenci butelkowanej wody - choć jest ona niewątpliwie kryształowo czysta, chemicznie idealna i nasycona różnymi minerałami - starają się głęboko ukryć przed konsumentami fakt, że jest również martwa. Jej struktury uległy głębokiej dezorganizacji, choćby w toku produkcji, transportu i handlu. I nie ma już w niej ani śladu energii. Wprawdzie człowiek raczej nie odczuwa różnicy między czystą i naturalną, a sztucznie oczyszczoną wodą, ale każde zwierzę zawsze wybiera wodę źródlaną, ponieważ ta woda nasycona jest naturalną energią.
Oczywiście, tak. Po pierwsze przez oddziaływanie na nią pozytywnymi emocjami, a czynione są również badania nad ożywianiem wody za pomocą bardzo słabych pól elektromagnetycznych. Niestety, jest to proces dosyć długotrwały i trudny do zastosowania na większą skalę. Natomiast pocieszające jest, że już stosunkowo niewielka dawka takiej zenergetyzowanej wody zmieszana z dużą ilością martwej, powoduje znaczne ożywienie tej ostatniej. Wygląda to tak, jakby woda przekazywała swoje struktury, "uczyła" tę uszkodzoną.
I wreszcie niesłychanie ważna właściwość, która - biorąc pod uwagę wszechobecność cywilizacji i jej odpadów - ratuje wodę przed totalnym zniszczeniem i martwotą. Jak samouczący się komputer potrafi się ona "zresetować" - oczyścić swoją pamięć. Inaczej informatyczny śmietnik, w który z upływem czasu zamieniają się jej klastry, wchłaniając wszelkie oddziaływania środowiska, stałby się w żaden sposób nieusuwalny. Ten proces samooczyszczenia się wody następuje w chwili, gdy zmienia ona swój stan skupienia - z cieczy w parę, która ponownie się skropli ale już z "czystą" pamięcią - gotową do nowego zapisu otaczającego ją świata. W ten sam sposób działa proces zamarzania i topnienia wody - oczyszcza struktury pamięci.
I znów woda może podtrzymywać i chronić życie. Tak, jak to czyni od milionów lat.
Na podstawie filmu dok. "Woda" wytwórni GTK (2006) - Dalbert
Źróło: http://www.eioba.pl/..._wody#post76663#ixzz0xMgsMM5r
wtorek, 18 stycznia 2011
Głodówka - na zdrowie i urodę
Głodówki nie należy jednak traktować, jako diety odchudzającej, a jako lek odtruwający i oczyszczający organizm.
Dość dużo opowiadała mi o metodzie leczenia głodem. Sama prowadzi terapie długoterminowe gdzie nie je się nawet 21 dni i dłużej. Wtedy u niej miałam okazję do zapoznania się z niektórymi wynikami badań osób ciężko chorych. Wyniki były sprzed i po głodówce.
Pamiętam, ze Pani Lidia opowiadała o pierwszych dniach głodówki i przykrych objawach, jakie temu towarzyszą, zwłaszcza przy pierwszej głodówce. I ma to swoje uzasadnienie w detoksie organizmu. To, co latami "ładowaliśmy w siebie zaśmiecając i trując organizm teraz zaczyna wychodzić.
W domu warto od czasu do czasu stosować sobie lecznicze głodówki, jednak nie dłuższe niż 1-3 dniowe. Takie jest moje zdanie. Dłuższe głodówki powinny się już odbywać pod okiem specjalisty lub lekarza. Też je polecam, ale nie do samodzielnego stosowania.
Do głodówki trzeba sie przygotować, tu nie jest tak, że po prostu stwierdzamy, ze nie jemy dziś i już. Nie.