czwartek, 18 listopada 2010
O Wyroczni i pracy z runami
Zadając pytanie runom nie dostaniemy odpowiedzi w formie "stanie się to i to, i nic się nie da zrobić". Gdyby tak było to po pierwsze, nic by nam ta wiedza nie dała, bo i tak nie moglibyśmy jej wykorzystać, a po drugie kłóciłoby się to z naturą czasu i wszechświata. Determinizm, jaki narzucał by taki wariant bynajmniej nie byłby budujący. Wyrocznia runiczna odpowiada w ten sposób: "jeśli zrobisz tak i tak, stanie się to i to". Niby różnica niewielka, a jednak. Runy nie przepowiadają przyszłości. Runy doradzają nam, co zrobić.
Dlaczego miałyby "wiedzieć" więcej od pytającego? Dlatego, że runy nie czerpią swojej wiedzy z analizowania faktów dostępnych dla pytającego. Od razu nasuwa się pytanie: Kto odpowiada - runy czy pytający? Choć dla efektywności pracy z runami nie jest to istotne, to jednak podejrzewam, że mechanizm wyroczni jest dość prosty i jasny, co podpowiada sam charakter tego systemu. Runy, jak wiadomo, są zestawem znaków, symboli, które reprezentują jakieś uniwersalne znaczenia. Można by posunąć się dalej, i te znaczenia nazwać archetypami. Archetypy są symbolami zakodowanymi w podświadomości i jako takie są językiem podświadomości. Stąd jakikolwiek system byśmy wybrali, czy to byłby tarot, czy runy 16-, 33-, 24-elementowe, I-ching, fusy, fale na powierzchni wody, chmury itd., byłby dobry, jeśli zrozumiała by go nasza podświadomość. Dlatego istniejące systemy poznaje się dogłębnie, by stały się pomostem między podświadomością, nadświadomością i świadomością. Więc ktoś zapyta: "to więc odczytujący odpowiada na pytanie, a nie runy?". I tak i nie. Czy istnieje ktoś, komu nigdy nie zdarzyło się mieć przeczucie, przewidzieć zdarzenie (choćby najmniejsze), nie czerpiąc informacji z racjonalnych i znanych źródeł? Prawdopodobnie nie ma kogoś takiego, a jeśli jest, to pewnie w aktualnym wcieleniu jest cegłą albo młynkiem do kawy. Te "nieracjonalne" źródło informacji różnie jest nazywane - kroniką Akaszy, zbiorową Podświadomością, Światem Mentalnym itd. Wydaje się to nieracjonalne, ale nawet naukowcy powoli oswajają się z myślą, że wszystkie rzeczy są ze sobą powiązane. Nawet najmniejsza cząsteczka "wie", co dzieje się miliony lat świetlnych z inną cząsteczką, jakby były połączone niewidzialną linią informacyjną.
Niestety umysł ludzki w przeważającej liczbie przypadków potrzebuje zestawu kluczy, by sięgnąć po informacje gdy nie ma możliwości zdobyć jej za pomocą 5 zmysłów. Takim zestawem kluczy są m. in. runy.
Który system wybrać?
Właściwie każdy system jest dobry, jeśli spełnia swoją funkcję. Czasem spotykam się ze zdaniem, że jakiś tam system jest dobry, a reszta jest zła. Jest to po części prawda - dla jednego jest dobry, dla innego nieprzydatny. Dlatego przy wyborze systemu najlepiej kierować się intuicją. Stąd mówi się, że runy wzywają, kiedy ktoś jest gotowy.
Oczywiście nie ma potrzeby, by ograniczać się tylko do jednego systemu. Wiele osób pracuje zarówno z runami, jak i tarotem. Trzeba tylko pamiętać, że systemy z długą tradycją są bardzo dobrze opracowane i zwykle nie ma sensu ich "ulepszać". Można stosować różne systemy, bo każdy ma inny charakter. Do jednego problemu używa się tarota, do innego run. Należy tylko pamiętać, by nie stosować praktyki jednoczesnego stosowania dwóch różnych systemów. Zwłaszcza runy "nie lubią" towarzystwa i mogą się "obrazić". Jeśli mamy pytanie, wybierzmy system który byłby właściwszy do tego konkretnego przypadku.
Przy wyborze futharku także należy kierować się intuicją. Każdy, kto zaczyna pracę z runami czuje wyraźne przyciąganie do jednego futharku. Można to przyciąganie sobie racjonalizować, ale myślę, że wybór intuicyjny zawsze jest trafny przy wyborze systemu.
Czy można stworzyć własny system? Nie widzę przeciwskazań. Wymaga to jednak doświadczenia i dobrze jest przez dłuższy czas popracować z systemem tradycyjnym. Poza tym należy go sprawdzić w praktyce. Tę praktykę niekiedy stosuje się w magii chaosu.
Po dłuższej pracy dywinacyjnej można zauważyć u siebie pewne oznaki jasnowidzenia. Jest to dowód na to, że praktykujący dywinację coraz lepiej zna język swojej podświadomości. Bezpośredni dostęp do wiedzy jest efektem ubocznym rozwoju duchowego.
Jak pracować z wyrocznią?
Każdy system dywinacyjny wymaga dogłębnego poznania. Jest to pasjonująca przygoda. Bywa, że zaczynamy traktować swoje narzędzia jak żywe istoty. Nie ma w tym nic złego, pod warunkiem, że pamięta się o tym, że mimo wszystko runy nie są świadomymi istotami. Poza tym taka więź pomaga, i niekiedy jest wręcz konieczna w pracy.
Każda runa ma przypisane znaczenie. Z czasem doświadczony runista przypisuje runom swoje indywidualne znaczenia, które generalnie nie różnią się od ogólnie przyjętych, ale nabierają szczególnego charakteru. Jest to naturalny proces. Nie ma nic złego w tym, że dla jednego perthu znaczy "ukryta wiedza", a dla innego "bezpieczeństwo". Gdyby obydwaj doświadczeni runiści dostali to samo pytanie, prawdopodobnie odpowiedzieliby podobnie. W procesie poznawania samego siebie runy dostosowują się do naszej przemiany, są elastyczne, stąd ich uniwersalizm.
Co jest potrzebne by właściwie zrozumieć runy?
Jakiś czas temu pewna osoba zapytała mnie, co jest potrzebne do pracy z runami. Osoba ta wspomniała też, że nie dysponuje wielkimi funduszami. List ten zwrócił moją uwagę na pewne mity, które wciąż pokutują wśród ludzi kreując błędny obraz świata run.
Aby poznać dobrze runy wcale nie potrzeba sporo pieniędzy. Wręcz przeciwnie. Jeśli np. ktoś zamożniejszy skusiłby się na kurs runiczny, to podejrzewam, że raczej zniechęciłby się do run lub miałby skrzywiony obraz z uwagi na to, jaki poziom zwykle prezentuje się na takich kursach (poznałem kiedyś pewną osobę, która zapłaciła za kurs bodajże 700 czy 800 zł i nauczyła się pisać zdania za pomocą run czerwonym mazakiem na białej kartce, choć nie należy do osób odpornych na wiedzę - żenada).
Sam zaczynałem od Warnecka i do dziś go cenię. Uważam, ze jest to jak dotąd jedna z rzadkich pozycji na polskim rynku księgarskim godna polecenia początkującym (pomijając Eddę), a która traktuje o runach. Możliwe, że wyszło coś o czym jeszcze nie wiem a co mógłbym zaliczyć do cennych pozycji. Generalnie szkoda mi pieniędzy na kolejne książki w których informacje się powtarzają lub zgoła są wyssane z palca. Nie szanuję ludzi, którzy piszą książki bez zrozumienia charakteru run. Tylko przez wzgląd na grzeczność nie wymienię tu nazwisk. Wychodzą potem takie dziwactwa jak karty runiczne i ich tarotowe rozkłady. Zwykle wymyślają je psychotronice lub ezoterycy, którzy zajmują się tarotem, różdżkarstwem, afirmacją, channelingiem, jednocześnie malując pisząc prowadząc cztery kursy i mieszając herbatę. Ludzie renesansu. Nie mam pojęcia skąd biorą na to wszystko czas, może posiedli zdolność bilokacji lub mamy do czynienia z rzadkimi okazami ezoterycznych omnibusów. I jak to bywa w takich przypadkach zanim coś dobrze zrozumieją już piszą książki, bo w końcu ezoteryka to dobry interes. Swoja droga ciekawe ile z nich naprawdę pracowało z runami. Nie wyobrażam sobie przekazywania wiedzy bez wcześniejszej przynajmniej kilkuletniej praktyki. Nie ma tu mowy o wiedzy, a jedynie o suchych i niesprawdzonych informacjach.
Co jest potrzebne do właściwego zrozumienia run?
Pieniądze? Uważam, że jest to kwestia wydania ok. 20 zł na jedną książkę, co w zupełności wystarczy, aby opanować podstawy.
Dalej - futhark. Oczywiście można kupić (np u mnie), ale wystrzegałbym się ograniczania tylko do tej formy zdobycia własnego kompletu run. Można używać run, które zrobił ktoś inny (sam tworzyłem komplety run z których korzystali później doświadczeni runiści). Nic nie zastąpi kontaktu z runami i więzi, która rodzi się w procesie tworzenia. Dlatego uważam, że nawet jeśli ktoś nie ma talentu i ma dwie lewe ręce, może stworzyć proste tabliczki choćby z gliny lub kamyczków. To nie zmysł estetyczny jest tu najważniejszy. Oczywiście można stosować kilka futkarków, jeden np. zrobiony przez siebie, a drugi przez zaufanego i doświadczonego runisty. Sam stosuję kilka futharków.
Ok. Mamy jedna książkę, i własnoręcznie zrobiony futhark. Co jeszcze jest potrzebne, kolejne książki? Nie. Przeczytałem kilka książek po tym, jak zacząłem zajmować się runami, lecz praktycznie niewiele wniosły w moją praktykę, lub często nawet nic nowego. Kolejną rzeczą potrzebna jest właśnie praktyka. Jak pisałem wcześnie - nic nie zastąpi kontaktu z runami, nawet najładniej wydana książka na papierze kredowym z kolorowi zdjęciami, choćby pisał ją sam No może gdyby wydali książkę napisaną przez Odyna, to bym się na nią skusił. Ale poważnie. W ciągu ośmiu lat miałem okresy, w których mało, lub wcale nie zajmowałem się runami. Bywało też tak, że miałem z runami bardzo duży kontakt. I to właśnie praktyka dała mi największą wiedzę na temat run i ich świata.
Ostatnią rzeczą, która jest potrzebna to intuicja. Bez intuicji praca z runami mija się z celem i z góry skazana jest na niepowodzenie. Dlaczego? Dlatego, ze runy są uniwersalnym kluczem, za pomocą którego możemy dotrzeć do naszej podświadomości. Tak naprawdę to nikt nie przekazuje nam informacji. Musimy tylko dotrzeć do tego, co juz wiemy. Musimy nauczyć się myśleć nie-logicznie, intuicyjnie, myśleć sercem, ze sparafrazuje tu Steinera.
Nic więcej nie jest potrzebne do tego, by zrozumieć runy.
Wspomnę jeszcze o tym, co jest przydatne, choć nie niezbędne. Po pierwsze przyjaciele lub znajomi, którzy też zajmują się runami. Można wówczas wymieniać się doświadczeniem i wiedzą. Sam czasem prowadzę warsztaty runiczne, na których dzielę się swoja wiedza, lub uczestniczę na takich warsztatach, lecz są to akcje nieodpłatne, a co za tym idzie nie obliczone na zysk tylko na dzielenie się wiedzą.
Poza tym należy pamiętać, że runy wywodzą się z konkretnego otoczenia kulturowego, więc należałoby poznać ich historie. Nie wyobrażam sobie run bez mitologii nordyckiej czy też germańskiej. Dlatego poleciłbym np. przeczytanie "Eddy poetyckiej" (można ją czasem znaleźć w bibliotekach, na sieci, jeśli kogoś nie stać na zakup książki) i jakiejkolwiek mitologii nordyckiej i germańskiej. Dobrze jest tez poznać kulturę i historię ludów germańskich i Wikingów. Podejrzewam, że wszyscy ci, którzy wróżą z kart runicznych nigdy nie zagłębiali się w tę kulturę (osobiście toleruję karty runiczne jedynie w pracy medytacyjnej i introspektywnej, w dywinacji są dla mnie nieporozumieniem).
Tak więc to, co jest potrzebne do dobrego poznania run to:
- futhark,
- podstawy wiedzy,
- intuicja,
- praktyka i jeszcze raz praktyka.
Praca z runami
Praca z wykładnią wymaga pewnych sprzyjających warunków zewnętrznych i wewnętrznych.
Konieczna jest umiejętność wyciszenia i koncentracji. Jeśli zadajemy pytanie wyroczni, a po głowie biegnie nam sto innych myśli, dostaniemy odpowiedź na któreś z nich. Pytanie tylko, na które ...
Właściwie wszystkie zewnętrzne warunki są po to, by umożliwić lub zwiększyć koncentrację. Koncentrację można poprawić, jak większość innych umiejętności i nie ma w tym żadnej sztuki, tylko praca. Są proste ćwiczenia, które praktykowane pozwalają rozwinąć koncentrację i wyciszenie. Dobrą praktyką jest medytacja.
Czynniki zewnętrzne które pomagają w pracy z wyrocznią zależą od predyspozycji osoby. Są jednak ogólne elementy, które składają się na sprzyjające warunki, np. muzyka (lub cisza), kadzidełko, świeca, wcześniejsza kąpiel z dodatkiem olejku, śpiew lub mantra, medytacja, itp. Oczywiście nie do każdej wykładni potrzebne są wymienione warunki. Jeśli potrzebujemy prostą, krótką i szybką odpowiedź, wystarczy chwila skupienia. Tworzenie czynników zewnętrznych zależne jest od wagi pytania i od doświadczenia runisty.
Narzędzia pracy
Często osoby stawiające pierwsze kroki na ścieżce wyroczni stają przed problemem wejścia w posiadanie narzędzi koniecznych do pracy dywinacyjnej. Można spotkać się z opinią, że należy samemu zrobić narzędzia magiczne, z którymi będzie się pracować (dawniej rzeczywiście alchemicy i okultyści narzędzia tworzyli od podstaw). Z drugiej strony są ludzie, którzy kupują gotowe przedmioty i poprzez proces oczyszczenia i konsekracji wiążą je ze sobą. Która metoda jest właściwa? Jak to zwykle bywa rozwiązanie leży po środku. Zwolennicy pracy własnej często pogardliwie patrzą na osoby, które zakupiły runy, choć jakoś nie dostrzegają tego, że sami używają zakupionego sztyletu czy kielicha w pracy rytualnej, że do malowania stosują syntetyczne barwniki, itd. Praca magiczna wymaga pewnej elastyczności połączonej z wiedzą i zdrowym rozsądkiem.
Jeśli chodzi o pracę z runami, dawniej używano kilka kompletów, a nawet tworzono futhark tylko do pojedynczej wykładni, by potem go zniszczyć. Nie widzę problemu w tym, by jeden komplet np. zrobić samemu, a drugi zamówić (lub wymienić na inny przedmiot) u zaufanego runisty o którym wiemy, że poważnie traktuje swoją pracę . Taki komplet stworzony przez siebie można używać np. w wykładniach bardzo osobistych, a stworzony przez kogoś innego, oczyszczony i poświęcony, stosować w wykładniach nie powiązanych z osobą własną, lub powiązanych częściowo (np. rzucanie run przyjacielowi, partnerowi itd.). Tworzenie przedmiotu jest tylko jednym z etapów przywiązywania do siebie futharku. Jeśli zdobyty futhark właściwie i skutecznie oczyścimy i poświęcimy, a następnie oddamy mu odpowiednią ilość energii i zaangażowania, z pewnością będzie skutecznym narzędziem w przyszłości.
Życzę wytrwałości w pracy i trzeźwości umysłu.
Waldemar Arkadiusz Pachulski
.............................................
Źródło: http://www.taraka.pl/index.php?id=zrunami
środa, 17 listopada 2010
Aromaterapia
Aromaterapia jest jedną z przyjemniejszych metod terapeutycznych i profilaktycznych. Jest to terapia stara jak świat i z dużym powodzeniem stosowana już przez naszych starożytnych przodków.
Każdy z nas lubi otaczać się przyjemnymi aromatami ale pewnie nie każdy wie, że oprócz uprzyjemniania nam życia wiele z nich może pomóc naszemu zdrowiu i urodzie. Obecnie na naszym rynku można kupić wiele olejków eterycznych. Wybór aromatów jest bardzo duży ale jeśli wiemy jakie dolegliwości chcemy zlikwidować – szybko wybierzemy odpowiedni zapach. Zazwyczaj też w sklepach zielarskich czy aptekach można się w tej sprawie poradzić specjalisty. Jednak zakupienie właściwego olejku jest dopiero połową drogi do sukcesu. Najważniejsze bowiem jest umiejętne i właściwe zastosowanie preparatu. A jak się stosuje olejki? Otóż jest kilka sposobów:
1. Rozpylanie aromatu w powietrzu i wdychanie go. Najlepiej służą do tego specjalne lampki aromatyczne. Kilka kropel olejku wlewamy z woda do specjalnego zbiorniczka, który jest podgrzewany od dołu. Pod wpływem ciepła aromat olejku roznosi się po całym pomieszczeniu i jest przez nas wdychany. Takie lampy do aromaterapii można kupić w galeriach, zielarniach i sklepach z upominkami. Olejek można też rozpylić w aerozolu, lub wlać kilka kropel na szklankę gorącej wody.
2. Inhalacje – odpowiedni olejek wlewamy do inhalatora lub zwyczajnie do szklanki z gorącą wodą. Parę wodną nasączoną olejkiem wdychamy głęboko. Ale tu należy zachować ostrożność – stosujemy tylko specjalne olejki jak np. eukaliptusowy, który udrażnia drogi oddechowe i uważamy aby para nie była zbyt gorąca bo możemy się poparzyć. Po inhalacji staramy się minimum 30 minut nic nie mówić, nie jeść i nie pić gdyż może to zniweczyć dobroczynne działanie olejku.
3. Masaże – do oliwek stosowanych w masażach dodajemy kilka kropel odpowiednio dobranego olejku. Taki zabieg ma często potrójne działanie, gdyż robiąc masaż wcieramy olejek w skórę, a jednocześnie wdychamy jego aromat i relaksujemy się. Jest wiele olejków, które maja dobroczynny wpływ na skórę, wygładzają ją, likwidują stany zapalne i często działają bakteriobójczo. Sam masaż też ma bardzo dobroczynny wpływ zarówno na ciało (np. poprawia ukrwienie) jak i na umysł (działa relaksująco). A w połączeniu z przyjemnym zapachem może zdziałać przysłowiowe cuda. Tu jednak też ostrzeżenie: niektóre olejki mogą poparzyć skórę (np. pomarańczowy) lub spowodować uczulenie, dlatego na wszelki wypadek zróbmy test uczuleniowy (rozcieńczony z wodą lub oliwką olejek należy rozsmarować na wewnętrznym przegubie dłoni i jeśli po 24 godzinach nie wystąpi reakcja uczuleniowa to można olejek zastosować). I nigdy nie stosujemy olejków nie zalecanych do stosowania na skórę. Po takim masażu nie wychodzimy tez na słońce.
4. Okłady i kompresy – na bolące czy otarte miejsca często stosujemy wszelkiego rodzaju okłady, kompresy czy toniki łagodzące. Do takiego kompresu możemy dodać kilka kropel odpowiedniego olejku. Niektóre z nich mają bowiem właściwości ochładzające, tonizujące czy rozgrzewające. Dlatego mogą wspomagają działanie kompresu.
5. Kąpiele aromatyczne – ciepła kąpiel (może też być przy świecach) działa bardzo kojąco i odprężająco na organizm. Łagodzi napięcia mięśniowe. W zależności od stanu zdrowia i samopoczucia taka kąpiel może nas ochłodzić, uspokoić, pobudzić do działania.
Aromaty olejków potrafią też działać jak afrodyzjaki. Aromatyczny masaż czy kąpiel potrafią rozbudzić zmysły.
A jakie olejki i na jakie dolegliwości stosować? Oto kilka najpopularniejszych olejków i ich zastosowanie:
1. ANYŻOWY – Ma zastosowanie przy stanach zapalnych i infekcjach górnych dróg oddechowych, idealnie wspomaga leczenie grypy, anginy, zapalenia oskrzeli. Można go stosować także przy kolkach, bólach żołądka i wzdęciach. Nadaje się do inhalacji i kąpieli.
2. CEDROWY – Podobnie jak anyżowy ten olejek także łagodzi dolegliwości górnych dróg oddechowych. Zwalcza także trądzik i podrażnienia skóry więc można go stosować do masaży i okładów, a także do kąpieli gdyż bardzo dobrze łagodzi napięcia i stresy. Ma działanie lekko pobudzające.
3. CYTRYNOWY – Pomaga obniżyć gorączkę i wysokie ciśnienie krwi. Wspomaga układ immunologiczny. Pomaga przy trudno gojących się ranach.
4. DRZEWO HERBACIANE – Ten olejek jest nieoceniony w walce z bakteriami, wirusami czy grzybicami, można go także stosować przy przeziębieniach, grypie i anginie. Łagodząco i tonizująco dział na skórę, leczy trądzik, wypryski i stany zapalne skóry.
5. DZREWO RÓZANE – Posiada silne właściwości bakteriobójcze, ma działanie tonizujące. Szczególnie polecany na migreny, bóle głowy, bóle mięśniowe, mdłości, wyczerpanie fizyczne i psychiczne. Lekko uspokaja. Jest doskonałym afrodyzjakiem.
6. EUKALIPTUSOWY – Ten olejek działa przeciwbakteryjnie i przeciwwirusowo. Doskonały do inhalacji na kaszel, grypę, przeziębienia. Pomaga odetkać zatkany nos przy katarze. Ma także działanie lekko przeciwbólowe. Stosuje się go także do nacierania przy bólach reumatycznych, a także przy nerwobólach, depresjach i niskim ciśnieniu gdyż jest pobudzający.
7. GERANIOWY – Ma typowe działanie uspokajające, łagodzi depresje i zmęczenia, a także wszelkie stany lękowe. Reguluje krążenie krwi. Można go stosować przy problemach z menopauzą, zaburzeniach menstruacyjnych. Ma także korzystny wpływ na skórę, dlatego często stosuje się go w kosmetyce.
8. GOŻDZIKOWY – Ma działanie rozgrzewające, działa przeciwbólowo (głownie na bóle reumatyczne , bóle zębów i bóle mięśniowe), wzmacnia system odpornościowy. Bardzo dobry do odstraszania komarów, os i innych owadów, a także moli w szafach. Jest dobrym afrodyzjakiem jeśli ktoś lubi zapachy korzenne.
9. GREJPFRUTOWY – Bardzo dobry przy depresjach, łagodzi wszelkie bóle, pomaga przy odchudzaniu oraz ... narkomanii (wspomaga terapie odwykowe). Działa uspokajająco. Nie polecam do stosowania na skórę.
10.JALOWCOWY – Głównie ma działanie antyseptyczne, podnosi odporność organizmu. Polecany do stosowaniu przy rekonwalescencji po przebytych chorobach. Wspomaga też leczenie górnych dróg oddechowych.
11.JODŁOWY – Jest to olejek uspokajający, działa relaksująco, łagodzi napięcia nerwowe. Stosuje się go także przy infekcjach dróg oddechowych, głównie w zapaleniach krtani i oskrzeli ale tez przy grypie i przeziębieniu.
12.LAWENDOWY – Ma silne działanie antyseptyczne, łagodzi dolegliwości związane z grypą, przeziębieniem, zapaleniem zatok, anginie. Udrażnia nos przy katarze, łagodzi kaszel, bóle głowy i migreny, a także bóle mięśniowe i menstruacyjne. Wspomaga leczenie wielu chorób skórnych, przyspiesza gojenie się ran. Działa także na lęki i depresje (łagodzi je), pomaga zasnąć cierpiącym na bezsenność.
13.MELISOWY – Ma działanie uspokajające, odkażające i antyseptyczne. Wspomaga leczenie depresji, histerii i stanów lękowych. Łagodzi bóle głowy i migrenowe.
14.MIETOWY – Jest to lejek o działaniu antybakteryjnym i przeciwwirusowy. Pomocny przy wszelkich infekcjach górnych dróg oddechowych, przeziębieniach i grypie. Jest pobudzający i orzeźwiający. Ma działanie lekko schładzające przy gorączce. Kojąco dział przy bólach głowy.
15.POMARANCZOWY – Ma silne działanie antydepresyjne, działa uspakajająco, łagodzi stany lękowe, napięcia nerwowe, stresy i nadpobudliwość, pomaga przy bezsenności. Jest afrodyzjakiem, Uwaga: nie wolno stosować bezpośrednio na skórę bo może ja silnie podrażnić (objawy jak przy poparzeniu).
16.ROZMARYNOWY – Silnie stymuluje centralny układ nerwowy, podobnie jak olejek pomarańczowy działa antydepresyjnie i uspokaja. Pobudza przy zmęczeniu psychicznym. Jest tez bardzo dobry na problemy z krążeniem, żylaki, a także przy grypie i przeziębieniu.
17.SANDAŁOWY – Nieoceniony przy suchym i drażniącym kaszlu, działa uspokajająco, wycisza i pomaga w medytacjach. Stosuje się go także w kosmetyce gdyż ma działanie nawilżające.
18.SOSNOWY – Ten olejek zwiększa odporność organizmu, pomaga przy leczeniu przeziębień i grypy. Łagodzi kaszel, dział rozgrzewająco. Pomocny przy artretyzmie i chorobach reumatycznych.
19.SZAŁWIOWY – Ma zastosowanie w leczeniu infekcji bakteryjnych górnych dróg oddechowych, zapaleniach dziąseł, bólach reumatycznych. Działa tonizująco i odkażająco na skórę, wygładza zmarszczki.
20.ŚWIERKOWY – Stosowany jest głównie w stanach podgorączkowych i przeziębieniach ale także przy ogólnym osłabieniu organizmu i infekcjach górnych dróg oddechowych.
21.TYMIANKOWY – Ma silne działanie przeciwwirusowe i antybakteryjne. Polecany także przy infekcjach górnych dróg oddechowych. Pomaga przy suchym kaszlu (pozwala odksztuszać). Lekko podnosi ciśnienie krwi, działa na wzmocnienie odporności organizmu. Stosowany także jako afrodyzjak.
Stosując olejki eteryczne należy się dokładnie zapoznać z formami ich stosowania, zalecanymi przez producenta. I tych instrukcji należy dokładnie przestrzegać, gdyż niektóre olejki, jak wspominałam, niewłaściwie użyte mogą działać drażniąco.
I jeszcze jedno – aromaterapia pomaga w leczeniu chorób ale nie leczy je całkowicie. Dlatego przy poważnych schorzeniach należy zasięgnąć porady lekarza i poinformować go o zamiarze stosowania olejków. Zresztą ta uwaga dotyczy większości opisywanych tu terapii.
wtorek, 16 listopada 2010
poniedziałek, 15 listopada 2010
Co to jest magia?
Cytując „Encyklopedię czarów i demonologii” czytamy, że: „Magię należy bezwzględnie odróżniać od czarnoksięstwa; jest ona zjawiskiem ponadczasowym o bardzo szerokim zasięgu, podczas gdy czarnoksięstwo było ograniczone w czasie(…). Magia jest próbą podporządkowania sobie sił natury i wykorzystania ich do własnych, obojętnie dobrych czy złych, celów, najczęściej zresztą przy aktywnym współudziale i pomocy demonów. (…)”.
Z kolei w „Słowniku wyrazów obcych i trudnych” magię definiuje się następująco: 1. 'Nauka tajemna, uprawiana głownie w starożytności i średniowieczu, zajmująca się tym, jak za pomocą zaklęć i specjalnych praktyk zawładnąć siłami przyrody' 2. 'Niezwykła siła, z jaką coś oddziałuje na kogoś lub na coś': Magia perfum, poezji, seksu. Biała magia 1. 'W dawnych czasach: magia, która miała polegać na współpracy z dobrymi duchami i nie wiązała się ze szkodzeniem
Ludziom' 2. 'Dziś: popisy iluzjonistów' () Czarna magia 1. 'W dawnych czasach:'magia, która miała polegać na współpracy z szatanem i wiązała się ze szkodzeniem ludziom': Czarownicy i czarownice, uprawiający czarną magię, byli w wiekach średnich prześladowani i podlegali surowym karom. 2. 'Dziś: coś, czego nie rozumiemy.”
Z kolei „Słownik magiczny” określa ją krótko: „Magia -wprawienie w ruch energii w celu wytworzenia pożądanych zmian”
Jak można zauważyć w tych trzech tylko definicjach, wspólną cechą, jaka się pojawia w pojęciu magii, jest zawładnięcie siłami przyrody, z pomocą jakiś sił lub praktyk. Czy to demonów, czy innych sił (energii).
Wydaje mi się, że w ten, słownikowy, sposób magie postrzega większość ludzi. Zapewne dodadzą od siebie też, ze jest to zbiór zabobonów i guseł, oraz wierzeń w coś nadprzyrodzonego, co w dzisiejszych czasach można między bajki włożyć.
Tymczasem właśnie w dzisiejszych czasach sporo osób wraca do magii. Zaczyna szukać czegokolwiek na jej temat, znajduje mniej lub bardziej wartościowe źródła o niej, w końcu zaczyna praktykować magię. O jakości tych praktyk, nie będę tu pisała, bo to coś na osobny temat. Nie mniej magia obecnie przeżywa swój renesans.
Ale czym tak naprawdę jest? Czy zabobonem, czy sposobem na zawładnięcie siłami natury?
Dla mnie magia to pewnego rodzaju energia. Siła, jaka krąży w przyrodzie, w nas i wokół nas. Coś, co jest i oddziałuje na nas, bez względu na to, czy w to wierzymy, czy nie. Energia, z jakiej korzystali i korzystają szamani, magowie, zielarki czy wiedźmy. W różny sposób, ukierunkowując ją za pomocą zaklęć, specjalnych rytuałów, używając specjalnych inwokacji, przedmiotów, itd., itp. Ale bez względu na formę i narzędzia, korzystają z jednej i tej samej energii. Bardzo potężnej, o szerokim spektrum działania, często niebezpiecznej w nieodpowiedzialnych rękach, ale jednak energii.
Takich energii wokół nas jest wiele. Cały nasz świat oraz światy subtelne stworzone są z różnych form energii. Magia jest jedną z takich energii.
Wbrew temu, co często się słyszy, nie jest ona biała czy czarna, dobra czy zła. Magia po prostu jest, jak każda inna energia. Od niektórych (np. od Reiki) różni ją to, że można ją ukierunkować dowolnie, jeśli się oczywiście wie jak. Oznacza to, że magię można wykorzystać tak w celach terapeutycznych, niesienia pomocy innym, jak i w szkodzeniu innym. To także jest cecha charakterystyczna tej energii, dlatego napisałam wyżej, że w nieodpowiednich rękach może być niebezpieczna. Ponad to, magia to tez taki rodzaj energii, z którą nie każdy może i powinien pracować. Dla przykładu, wspomnianym już Reiki może zajmować się każdy, kto zostanie inicjowany do wibracji tej energii. Magia nie jest dla wszystkich, bo do tej energii nie można się dostosować poprzez inicjacje. Tu do wielu rzeczy trzeba dojść samemu, a jeszcze więcej po prostu trzeba intuicyjnie czuć. Nie ma tu mistrza, który dostroi nas do wibracji magicznych. Mistrz może poprowadzić adepta poprzez świat zaklęć, rytuałów, wskazać możliwe rozwiązania i narzędzia, ale nie zrobi nic, jeśli uczeń nie czuje magii.
Inna sprawa, że fakt, iż się nie czuje magii, a nawet często się nie wierzy w jej istnienie, nie powoduje, że ona nie działa. Przeciwnie, magia działa i wpływa na nas bez względu na to czy w nią wierzymy czy nie, czy ją odczuwamy czy nie.
Czym jest magia?
Dla mnie energią, która nas otacza. Dla kogoś dawnym zabobonem, dla kogoś jeszcze czymś innym.
Napisałam jak ja ją czuję i postrzegam. Zachęcam Was byście się w tym miejscu podzielili własnymi przemyśleniami i odczuciami na ten temat.
Pozdrawiam
niedziela, 14 listopada 2010
Jak skutecznie afirmować
Czym są afirmacje mówić chyba nie trzeba. Wiele osób stosuje je dla polepszenia swego życia. Czy będą to afirmacje na przypływ pieniędzy, znalezienie miłości czy choćby na odchudzanie, trzeba je stosować umiejętnie. Inaczej nie przyniosą efektu, lub przyniosą nie taki jak trzeba.
Pewna moja znajoma opowiadała, jako anegdotę, że jedna jej klientka afirmowała każdego dnia na poprawę życia materialnego, pisząc i powtarzając zdanie: „Chcę mieć Komfort”. Po kilku tygodniach mąż kupił jej wykładzinę z firmy o tej samej nazwie.
To anegdota i nie wiem na ile jest prawdziwa, jednak obrazuje istotę niewłaściwie stosowanych afirmacji. Poza tym często sama afirmacja nie wystarczy, dla polepszenia sobie warunków życia.
Anna Antras w poradach na swojej stronie internetowej, ma ciekawy tekst:” Jak pisać i stosować afirmacje”. Autorka pisze tam tak: „Gdy wprowadzamy do podświadomości bardzo wiele energii pozytywnych wzorców, nie będzie to równoznaczne z oczyszczeniem tych negatywnych. Wręcz przeciwnie, zacznie w nas narastać balonik sprzecznych informacji. W końcu balonik pęknie i dojdzie do pomieszanie emocjonalnego.” Dlatego tak ważne jest by umiejętnie stosować afirmacje.
Zacząć należy od tego, co chcemy poprawić, polepszyć, zmienić w sobie i w swoim życiu. Jednak nie wszystko na raz. Afirmujemy jedną, dwie rzeczy, właśnie po to, by nie było tych sprzecznych, choćby nawet pozytywnych, informacji. Kolejna rzecz to emocje, które pojawiają się w trakcie afirmowania. Dobrze je sobie zapisać lub zapamiętać i dokładnie przeanalizować. One są właśnie kluczem do rozwiązania naszego problemu. Są też wskazówką dla dalszego afirmowania, bo może się okazać, ze nasza pierwotna afirmacja nie była właściwa. I wreszcie pozwalają do końca oczyścić stare i negatywne wzorce, co jest bardzo ważnym czynnikiem, dla skutecznej afirmacji. Dlatego afirmując zwracaj uwagę na emocje i myśli, które się w Tobie pojawiają. Nie wystarczy powtarzać afirmacji jak mantry. Trzeba dobrze ją przeanalizować i być jej w pełni świadomym.
W przepracowywaniu negatywnych wzorców, które wpływają na stan naszego życia czy zdrowia pomocne mogą okazać się pytania pomocnicze. Zapisz sobie je i poszukaj w sobie odpowiedzi, uświadom sobie, gdzie tkwi przyczyna problemu, jednocześnie afirmując na zmianę tych wzorców. Dla przykładu weźmy bogactwo.
Tu pozwolę sobie znowu skorzystać z mądrości Pani Anny Antras, odsyłając do jej wypowiedzi:
„Skorzystajmy teraz z możliwości, jaką daje nam test skojarzeń, aby odnaleźć, choć część z tego, co może wpływać na to, że nie osiągamy w bogactwie tego, co byśmy chcieli.
- Bogactwem jest dla mnie to, ......
- O zarabianiu zawsze słyszałam, że....
- Rodzice nauczyli mnie o zarabianiu tego, że....
- Obserwując swoje otoczenie, nauczyłam się, że....
- Dorastałam w środowisku, w którym o bogactwie mówiło się, że....
- W moim rodzinnym domu zawsze brakowało mi....
- Sytuacja ekonomiczna i gospodarcza kraju, w którym się wychowałam nauczyła mnie....
- W życiu najczęściej mi brakowało.....
- W moim domu, najczęściej brakowało mi w dzieciństwie.....
- Dzieciństwo pamiętam, jako...
- Kiedy coś chciałam w dzieciństwie dostać, najpierw musiałam....
- Teraz, zarabianie przychodzi mi z....
- Obecnie zarabiam, robiąc to, co....
- Moja praca przynosi mi jedynie.....
- Z ogromnymi pieniędzmi czułabym się bezpieczna wtedy, gdy......
- Gdybym miała ogromną gotówkę, wydałabym ją na....
- Największe marzenie, które bym spełniła za pieniądze, to....
- Chciałabym zarabiać tyle, by....
- Dużymi pieniędzmi podzieliłabym się z....
- Chciałabym wynagrodzić doświadczenie biedy....
- Najmocniej doświadczyłam biedy (niedostatku).....
- Niedostatkiem jest dla mnie świadomość braku.....”
Tyle Anna Antras, która sugeruje też, że odpowiedzi na powyższe pytania, których może być znacznie więcej, winny dotyczyć tylko sfery bogactwa. Podobne zestawy pytań warto przygotować sobie do większości afirmowanych problemów. Miłość, praca, zdrowie, radość, uroda… Każdy problem, jaki mamy w danej sferze wynika z jakiś zakodowanych w nas wzorców, matryc, które afirmacja ma zmienić.
Kolejną ważną rzeczą w afirmacjach jest sposób ich zapisywania. Tu najlepiej pisać afirmacje w pierwszej osobie. Z mojego osobistego doświadczenia, a tym się tu chcę podzielić, zauważyłam, że najlepiej sprawdzają się afirmacje stwierdzające fakt. Czyli: Ja…(tu imię) Jestem… i tu dajemy to, co afirmujemy: zdrowa, mądra, bogata itp.”
Wiem, że wiele osób poleca pisanie afirmacji w trzech osobach: Ja, Ty, On, jednak ja osobiście stosuję tylko pierwszą osobę, bo lepiej ona do mnie przemawia. I, przynajmniej w moim wypadku sprawdza się.
Zwracam też uwagę na to, by w tworzeniu afirmacji unikać pewnych sformułowań. Pewne słowa, np: chcę, chciałbym, chciałabym prowadzą do utrzymania się stanu chcenia. Dlatego lepiej jest przekształcić w sobie wzorzec na myślenie, że mam czy zasługuję, a nie chcę. Bardzo dobrze obrazuje to cytat z ksiązki „Rozmowy z Bogiem” N.D. Walscha: Nie otrzymasz tego, o co prosisz i nie możesz mieć tego, czego pragniesz. A to, dlatego, że twoja prośba jest stwierdzeniem braku. Mówiąc, że czegoś chcesz, przyczyniasz się do zaistnienia w twojej rzeczywistości dokładnie tego doświadczenia – chcenia.
Modlitwa prawidłowa jest, więc nie modlitwą błagalną, lecz dziękczynną.
Gdy dziękujesz Bogu zawczasu za to, czego z własnego wyboru pragniesz zaznać w swym doświadczeniu, przyznajesz, że w istocie ono już jest. Dziękczynienie kryje w sobie ogromną moc; stanowi potwierdzenie, że zanim zdążyłeś spytać, otrzymałeś (…) odpowiedź.”
Cytat ten, co prawda dotyczy modlitwy, ale ta sama zasada dotyczy afirmowania. Dlatego dziękuj lub stwierdzaj fakt posiadania, istnienia, bycia, a nie chcenia, by on zaistniał.
Na koniec dodam jeszcze, że pisząc w afirmacjach słowa „Ja Jestem” Czy jeszcze silniej działające „Jam Jest” zawsze pisz je od wielkiej litery. Wbrew pozorom, to bardzo ważne, gdyż postrzegając napisaną afirmację wizualnie, podświadomość zwraca uwagę także i na to, jak zapisujesz to swoiste „Ja”. Pisząc je dużą literą pokazujesz podświadomości, że to „Ja” jest kimś wyjątkowym i zasługuje na najlepsze.
Myśl tak o sobie na co dzień, nie tylko przy pisaniu afirmacji, a zobaczysz jakie zmiany to przyniesie. Zmiany na lepsze. Oczywiście bez popadania w przesadny egoizm, ale z pełnym poszanowania stosunkiem do samego siebie.
piątek, 12 listopada 2010
Co to jest Reiki
Wszystko w przyrodzie i wszechświecie jest energią, o czym każdy uczył się w szkole na lekcjach fizyki. Równanie Alberta Einsteina E=mc2 znają wszyscy, a jest to wszak wzór dotyczący energii.
Energie mają też różne zagęszczenia, te najbardziej gęste przybierają formę materialna, inne pozostają w sferze subtelnych, nie dla wszystkich dostrzegalnych form. Energią subtelniejszą jest na przykład ludzka dusza.
Reiki to także energia. Jednak nie całkiem zwyczajna i nie podobna do innych.
Najczęściej mówi się o niej, że to uniwersalna energia, obdarzona własną inteligencją, wypełniająca cały Wszechświat w każdym czasie i miejscu. Jest też, Reiki, energią bezwarunkowej miłości. Można więc śmiało powiedzieć, że ma w sobie coś boskiego.
Energia Reiki zachowuje się też, jakby rozróżniała dobro i zło, w naszym, powszechnym, ludzkim rozumieniu. Co to oznacza? Reiki nie popłynie w nieczystych intencjach, aby komuś zaszkodzić, kiedy nie powinna być użyta. Co więcej, z relacji np. osób zajmujących się egzorcyzmami, zdejmowaniem klątw czy uroków, a pracujących przy tym z Reiki, wynika, że neutralizuje ona wiele klątw, uroków i niejednokrotnie przepędza mroczne byty, gdyż jako najczystsze światło i miłość, jest im nieprzychylna.
Reiki przenika wszystko. Jest energią, siłą, która sprawia, że wody krążą w przyrodzie, z nasion wyrastają drzewa i kwiaty, rodzą się ludzie, zwierzęta. To moc, która obdarza życiem i witalnością.
Reiki to nazwa Japońska, ale i w innych językach i kulturach jest o niej mowa. I tak np. w Chinach nazywa się ja „Chi” i opracowano wiele technik pracy z nią, np. słynne Tai Chi. W starożytnym Egipcie nazywaną ją Ka, w Grecji Logos, lub neuma. Kawuni nazywają ją Mana, a u Sufich Baraka. Indiańskie pojęcie Manitou także odnosi się do tej energii.
Reiki używamy mniej lub bardziej świadomie od dziecka. Zaobserwujmy bawiące się dzieci. Kiedy się przewrócą, cos je zaboli przykładają intuicyjnie dłonie do bolącego miejsca. Jest to niczym innym jak korzystaniem z Reiki.
Jednakże choć każdy z nas w mniejszym lub większym stopniu może korzystać z Reiki, to jednak aby móc w pełni cieszyć się jej dobrodziejstwem warto skorzystać z pomocy mistrza nauczyciela Reiki. Podczas inicjacji dostroi on naszą energetykę do Reiki, otworzy nas na jej przepływ. Oczywiście można takie dostrojenie uzyskać samodzielnie, poprzez medytację, ćwiczenia oddechowe i pracę nad samym sobą, jednakże inicjacja z rąk mistrza Reiki daje nam pewność, że dostrajamy się właśnie do energii Uniwersum, a nie do innej. Zwłaszcza dla osób, które dopiero zaczynają swoją drogę rozwoju duchowego, inicjacja do Reiki jest otwarciem na nowe możliwości i wspomaga pomniejszy rozwój duchowy.
Wokół inicjacji Reiki narosło wiele mitów i niedomówień, najczęściej będących wynikiem niezrozumienia i nadinterpretacji systemu Reiki, przez osoby, które nie zajmują się Reiki.
Inicjacja w tym wypadku dostraja do energii Uniwersum, otwiera w inicjowanym kanał do przekazywania tej energii dalej, oczyszcza te kanały (meridiany) oraz czakry, co powoduje też podniesienie naszych wibracji energetycznych. Zaraz po zakończeniu dostrajania – używa się tu specjalnych znaków Reiki, otrzymywanych na kolejnych stopniach – mistrz odcina się od inicjowanego. Nie jest więc prawdą, że w jakikolwiek sposób mistrz i adept są ze sobą związani na zawsze i zależni jeden od drugiego. Oczywiście dobry i uczciwy mistrz będzie się interesował swoim uczniem, służył mu radą i pomocą także po zakończeniu seminarium Reiki, ale nic poza tym.
Reiki, jak już wiemy, jest wyjątkowym rodzajem energii, z której możemy korzystać dla poprawy i zachowania zdrowia, ale tez we wszystkich innych dziedzinach życia. Tu ograniczeniem jest tylko nasza własna wyobraźnia.
Reiki jest też Japońskim systemem uzdrawiania energetycznego. Systemem opartym na stopniach (są trzy) oraz na inicjacji, czyli, jak już wspomniałam, dostrojeniu adepta do energii.
Dziś Reiki jest coraz bardziej popularne na całym świecie, a wiele osób, zapisuje się na I stopień Reiki – Shoden – aby na co dzień móc korzystać z dobrodziejstw tej energii. I wielu poprzestaje tylko na tym stopniu, traktując Reiki jak narzędzie wspomagające zdrowie, zawsze pod ręką, dosłownie i w przenośnie, ponieważ Reiki przekazujemy sobie i innym właśnie przed dłonie. Stąd często nazywane jest uzdrawiającym dotykiem.
Osobiście każdemu polecam Reiki, bo zmienia ono nasze życie na lepsze. Pozwala cieszyć się dobrym zdrowiem i na dłużej zachować młody wygląd. Przede wszystkim jednak otwiera nas na nowe możliwości i pozwala poznać i doskonalić samego siebie.
środa, 10 listopada 2010
Ja przepisywana
Siebie czytam najwięcej. I już się nie boję tej lektury.
Weszłam do Labiryntu. Kilka razy w nim utknęłam, ale idę dalej. Prę do przodu jak burzowa chmura. Nawet się nie gubię, choć zdarza się zaglądać na błędne drogi. Wracam i idę, a idąc czytam.
Wyczytałam w sobie wiele. I nie zawsze to, co zapisane na swoistych kartkach mego życia i doświadczenia spodobało mi się. Nawet dość dużo mi się nie spodobało. To nie gatunek liryczno satyryczny, który mi odpowiada. A skoro nie odpowiada mi autorstwo innych, postanowiłam sama siebie pisać. Zaczynam od zaznaczenia tych rozdziałów, które mi się najmniej podobają i wymazuje je. Na pustych kartkach zapisuję swoje własne tworzenie.
Jesteśmy lekturami napisanymi przez innych. Większość naszych działań i czynów wynika z ocen innych. Robie to czy tamto by sąsiedzi czy rodzina nie gadali, albo dlatego, że tak wypada, ze strachu co ludzie pomyślą, co powiedzą, w pogoni za modą, za czyimś stylem, za czyjąś ideą, w poświeceniu się dla partnera, dla dzieci, dla rodziców.
W tym wszystkim nie ma nas. Spychamy siebie do roli maszyny spełniającej życzenia innych. Czasem coś w tych łączach zgrzyta i robimy mały bunt. Najczęściej przybiera on formę: A właśnie, że zrobię inaczej. Tyle, że to inaczej rzadko, kiedy idzie w parze z potrzebą naszej własnej lektury, z pragnieniem duszy i z naszą własną Istotą Bycia. Częściej przybiera postać kolejnej lektury nie naszego autorstwa, bo robimy tylko odwrotności wzorców ustalonych przez innych. Czyli takie zdjęcie w negatywie, ale dalej nie jesteśmy to my. Co gorsza, ta atrapa wolności wywołuje w nas większy lęk, bo w głębi duszy wciąż czujemy, ze taka zbuntowana postawa to też nie my prawdziwi i całość zaczyna wyglądać jak samotna samba do dźwięków spokojnego walca. Owszem, jesteśmy w centrum uwagi, ale zamiast nas to radować, zaczyna peszyć. I w końcu zawstydzeni lub wściekli schodzimy z parkietu i wpasowujemy się do ksiązki czyjegoś autorstwa. Najłatwiej zaobserwować to u dorastających ludzi, którzy po fazie zbuntowanych nastolatków (niektórzy ten stan przeciągają na radosny okres studiowania) wracają do rzeczywistości, jako poukładani w każdym calu dorośli obywatele, żyjący tak jak oczekują tego autorzy książki naszego życia. Czasem tylko nocami lub w drodze do pracy poczują tęsknotę za dziką wolnością, pomarzą by być ptakiem i z westchnieniem: „Ehhh, życie, tu się nie da polecieć w chmury”, trwają dalej w czyjejś lekturze, a przynajmniej wydaje im się, że jest czyjaś. Tak łatwiej zrzucić odpowiedzialność z siebie..
Co gorsza, kiedy nadarza się okazja by wyrwać niechciane kartki z tej książki i napisać swoją własną, zapierają się nogami i rękami z okrzykiem, że i tak się nie da, ze to bez sensu, że życie nie jest łatwe wiec, po co, itd., itp.
A życie jest tylko takie, jakim się je napisze. Bo w gruncie rzeczy każda książka to swoista autobiografia. I tak naprawdę to my ją piszemy, tyle, że w oparciu nie o swoje doświadczenia, potrzeby, tęsknoty. Nie piszemy jej o nas, a o kimś, kogo tworzymy na obraz i podobieństwo innych, byle się nie wychylać, byle nie być ocenionym, byle nie dostać etykietki „TEN ZŁY TA ZŁA”, bo ludzie widza zło w tym, co inne.
Trwamy, więc w strachu, który pozornie zdaje się bezpieczną przystanią, bo już znaną, i nawet za obietnice skarbów nie wypłyniemy na głębokie wody.
Ja tak nie chce. Wyrywam, więc kartki zapisane nie moją myślą i wolą. Odbijam od brzegu i ruszam w nieznane, zapisując siebie od nowa. W tej podróży to ja jestem sternikiem i kronikarzem. I jest mi z tym cholernie dobrze. Bo okazuje się, ze można być ptakiem i wzlecieć w chmury. To moja własna wolność, w której staję na dziobie mej łodzi i rozrzucając nie moje zapiski krzyczę: „Dzika Taka Jestem”.